Czarny koń Ekstraklasy w wielkim kryzysie. To najgorszy zespół ostatnich 10 kolejek

Choć Górnik wciąż jest piąty w tabeli, notuje w tej chwili najgorsze wyniki w lidze. 10 ostatnich meczów to zaledwie sześć punktów. Jeśli Zabrzanie się nie poprawią, zlecą zaraz w głęboki środek tabeli, a potem kto wie, może i w jej dolne rejony. Wiele pozwala jednak myśleć, że tak się nie stanie. Jakie argumenty mają “Trójkolorowi”?
Górnik zimował na drugim miejscu w tabeli, mając tyle samo punktów, co pierwsza Wisła Płock. Od dłuższego czasu przestał jednak punktować tak, jak robił to przez większość jesieni. Zespół Michala Gasparika wśród wszystkich ekstraklasowiczów zdobył najmniej “oczek” w ostatnich 10 kolejkach (stan przed rozpoczęciem bieżącej serii gier) i na sześć ligowych gier w 2026 roku, wygrał zaledwie jedną.
Górnik wcale nie gra źle
Nie brzmi to zapewne najlepiej w sytuacji, w której Zabrzanie wygrali dwa z siedmiu spotkań w tym roku. Jeśli jednak przyjrzymy się każdemu po kolei, to nie moglibyśmy powiedzieć z czystym sumieniem, że Górnik gra źle. A już na pewno też nie dyskutowalibyśmy nad przyszłością trenera Michala Gasparika, który wciąż wydaje się szkoleniowcem jak najbardziej odpowiednim dla klubu z Roosevelta.
Zróbmy to, o czym już wspomnieliśmy. Zaczynając od meczu z Piastem Gliwice - nie było to idealne spotkanie, ale wygrana Górnika jak najbardziej zasłużona. Później starcie z Lechem, czyli ponownie dobre spotkanie w wykonaniu Zabrzan. O zwycięstwie “Kolejorza” zaważyła szybko zdobyta bramka, której Lech potrzebował, aby przełamać się na wiosnę. Gospodarze tamtego meczu mieli jednak swoje sytuacje, nawet przy wyniku bezbramkowym. Wyjazd do Niecieczy to dominujący Górnik, który znów szybko stracił gola. Jeśli jednak 14-krotny mistrz Polski wykorzystałby swoje okazje, już w pierwszej połowie spokojnie mógł zamknąć mecz, a tak z Małopolski wrócił z remisem 1:1. Pamiętajmy też o bardzo dyskusyjnym anulowaniu rzutu karnego dla Górnika.
- Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, ale nie mogę uwierzyć, że w drugiej minucie zrobiliśmy to, co zrobiliśmy. Przygotowywaliśmy się cały tydzień na tę jedną sytuację i w drugiej minucie tracimy taką bramkę. I później jasne jest, że gra się bardzo trudno. Później mieliśmy już mecz pod kontrolą, duże posiadanie piłki. Rywal bronił się bardzo głęboko, natomiast byliśmy bardzo cierpliwi i stwarzaliśmy sytuacje. Myślę, że zasłużenie zdobyliśmy bramkę na 1:1. W drugiej połowie też mieliśmy kontrolę - do rzutu karnego [który finalnie został anulowany po interwencji VAR przy. red.]. Potem brakowało nam rytmu - powiedział trener Górnika Zabrze, Michal Gasparik, po spotkaniu z Bruk-Betem.
Kolejny mecz to rywalizacja z Pogonią Szczecin. Kiedy spojrzy się na statystykę goli oczekiwanych, to żadna z drużyn nie wypracowała sobie przewagi, jeśli nie bralibyśmy pod uwagę rzutu karnego “Portowców”. Rzeczywistość jest jednak taka, że kolejny raz w spotkaniu lepszy był Górnik. Już w ósmej minucie meczu Maksym Chłań drugi raz obił obramowanie bramki - po razie poprzeczkę i słupek. W pierwszej połowie Pogoń nie oddała żadnego uderzenia. Jakkolwiek inicjatywę drużyna trenera Thomasberga przejęła dopiero po 80. minucie, co zaowocowało wywalczeniem rzutu karnego. I nawet, jeśli piłka zablokowana ręką przez Josemę znalazłaby się w siatce, nie zmieniłoby to faktu, że podopieczni Gasparika byli lepsi.
Biorąc pod lupę spotkanie z GKS-em Katowice, raczej nie zgodzimy się z trenerem Zabrzan, który znów na konferencji prasowej mówił o przewadze “Trójkolorowych” - tym razem Górnik nie był lepszy od rywala. Zobaczyliśmy otwarty mecz, który mógł potoczyć się w każdą ze stron. Ostatecznie skuteczniejsza okazała się “Gieksa”. W pucharowym starciu z Lechem, ostatecznie wygranym, Górnik pokazał się z innej strony, stawiając w pierwszej kolejności na skuteczność w obronie i szybkie ataki. Taką twarz Zabrzan widzieliśmy często jesienią i przynosiło to wymierne korzyści. W ostatnim spotkaniu ligowym z Motorem Lublin, zremisowanym 0:0, Górnik również rzadziej miał piłkę. I choć Ivan Brkić musiał interweniować częściej od Marcela Łubika, to nie było w tym meczu klarownych okazji. Obaj bramkarze więcej roboty mieli przy dośrodkowaniach. Golkiper gości właściwie tylko przy centrach, bo Motor nie oddał celnego strzału.
- Uważam, że mogliśmy zdobyć więcej punktów. Jednocześnie jestem zadowolony z tego, jak drużyna wyglądała na boisku, bo były to bardzo trudne mecze - mówił Michal Gasparik na konferencji prasowej przed spotkaniem z Rakowem Częstochowa.
Brak czegoś ekstra
Odejście zimą Ousmane’a Sowa z pewnością jest naprawdę dużym ciosem dla Zabrzan. Wystarczy powiedzieć, że Francuz jesienią strzelił niemal jedną czwartą wszystkich goli dla podopiecznych Gasparika. Do teraz zresztą, ex aequo z Sondre Lisethem, pozostaje najlepszym strzelcem “Górników”, mimo że bez jego udziału rozegrano już sześć meczów w lidze i jeden w Pucharze Polski.
Do tego część zawodników, którzy wciąż są w Zabrzu, poszukuje formy z jesieni. Świetnym przykładem jest Marcel Łubik, który częściej popełnia błędy. Nie możemy powiedzieć, że zawala Górnikowi spotkania, ale z pewnością też nie pomaga. Na jego konto trzeba zapisać straconą bramkę w meczu z Piastem, która na szczęście dla “Górników” nie wiązała się ze stratą punktów. Jednak takie gole, jak te strzelone przez Fassbendera czy Wędrychowskiego, też nie podwyższają oceny Łubika. Co z tego, że młody bramkarz broni pierwsze uderzenie, skoro zamiast zbić piłkę do boku lub chociaż na tyle mocno, by rywal jej nie sięgnął, odbija ją przed siebie. Do tego robi to na tyle słabo, że futbolówka od razu jest gotowa do strzału. Być może czyste konta w dwóch ostatnich meczach i obroniony karny z Lechem dodadzą 21-latkowi skrzydeł.
Pod koniec poprzedniej rundy było też jasne, że do Zabrza będzie musiało trafić kilku zawodników. Drużyna cierpiała przez brak szerokiej kadry, co przełożyło się na słabą końcówkę zeszłego roku. I trzeba powiedzieć, że w zimowych transferach zdecydowanie jest potencjał. Lukas Sadilek i Ikia Dimi już pokazali na polskich boiskach, że można wiązać z nimi nadzieje. Odpowiednią jakość piłkarską ma też Ondrej Zmrzly, a umiejętności Pawła Bochniewicza wszyscy znamy. Odkurzenie Michała Rakoczego też zapowiada się ciekawie. Na razie najsłabiej prezentują się Borisław Rupanow i Brandon Domingues, a o Mathiasie Sauerze nie wiemy wiele. Zanim jednak wszyscy ci zawodnicy odpowiednio wpasują się do zespołu, musi upłynąć jakiś czas. Być może wtedy zaczną pokazywać coś ekstra, co sprawi, że Zabrzanie wrócą do wygrywania spotkań. Największym minusem zimowego okna jest brak sprowadzenia realnej alternatywy “na już” dla Lisetha. Rupanow nie wygląda od początku na takiego gracza.
- Nie jesteśmy obecnie w takiej formie jak na początku sezonu. To jedna rzecz. Druga sprawa to fakt, że czasami zabrakło nam trochę szczęścia. Przykładem może być mecz z Lechem Poznań czy wcześniej z Pogonią Szczecin, gdzie rywale mieli niewiele sytuacji, a my przegrywaliśmy spotkanie - powiedział na ostatniej konferencji prasowej trener Michal Gasparik.
Wrócą na dobre tory?
Górnik prędzej czy później powinien wrócić do osiągania dobrych rezultatów. W tym roku z pewnością słabe wyniki nie są konsekwencją gry, a występują w znacznej mierze w oderwaniu od niej. I to właśnie pozwala sądzić, że Michal Gasparik pracuje dobrze i niedługo będzie miało to odzwierciedlenie w punktach. Skoro Górnik potrafił ostatnio wygrać z Lechem w Poznaniu, to czemu mielibyśmy z góry skreślać go przed nadchodzącym starciem z Rakowem, który parę dni później będzie zmuszony odrabiać straty w spotkaniu z Fiorentiną? Każdy może wygrać z każdym, a Zabrzanie mają w tym momencie argument w postaci niezłej gry.
Nie wiemy, czy Górnik awansuje do europejskich pucharów. W Pucharze Polski najpierw musi pokonać Zawiszę Bydgoszcz, ale w finale będzie już czekał ktoś z dwójki Raków Częstochowa lub GKS Katowice. Będzie więc to trudne zadanie. Nie wiemy też, czy podopieczni Gasparika będą w stanie ustabilizować formę na tyle, by zagwarantować sobie reprezentowanie nas w Europie poprzez ligę. Trudno jest ferować wyroki, ale z pełną odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że Górnik ma solidne podstawy, by odkleić łatkę drużyny pogrążonej w kryzysie.