Czarny koń Ligi Mistrzów?! Latem przyszły wielkie nazwiska

Od ponad dekady niemal nie schodzą z ligowej czołówki i jako jedni z nielicznych byli w stanie postawić się potężnemu PSG. AS Monaco ugruntowało już swoją pozycję na krajowym podwórku. Teraz w Księstwie marzą o czymś więcej w Lidze Mistrzów, jak przed laty. Pomóc mają w tym naprawdę mocne nazwiska - z których każde posiada jednak jakiś defekt.
AS Monaco do Ligue 1 powróciło w 2013 roku i od razu było blisko sensacji, kiedy jako beniaminek zdobyło wicemistrzostwo kraju. Od tamtego momentu zwykle nie schodzi poniżej pewnego poziomu i tylko trzykrotnie kończyło sezon poza ligowym podium. Co więcej, to jedna z zaledwie trzech ekip, która w erze katarskiego panowania w Paris Saint-Germain, zdołała wyrwać im mistrzostwo kraju. Choć teraz w Księstwie nikt otwarcie nie mówi o chęci ponownej detronizacji paryżan, letnie ruchy transferowe pokazują, że zespół Adiego Huettera pragnie powalczyć w tym sezonie o coś więcej niż jedynie srebrne medale.
Lubią odbudowywać
A przynajmniej tak można by sądzić, gdybyśmy spojrzeli na transfery Monaco z tego okna jeszcze kilka sezonów temu. Klub wydał tego lata zaledwie trzy miliony euro, ale sięgnął po bardzo głośne nazwiska. Lukas Hradecky ponad dekadę spędził w Bundeslidze, w 2024 roku sięgnął po dublet z Bayerem Leverkusen. Eric Dier z Tottenhamem zagrał w finale Ligi Mistrzów, a z Bayernem wywalczył ostatnio mistrzostwo Niemiec. Ansu Fati miał być następcą Leo Messiego w Barcelonie, ale skończyło się na czterech tytułach, różnych problemach i pożegnaniu. Paul Pogba z reprezentacją Francji został mistrzem świata, do tego dołożył puchary we Włoszech czy Anglii.
- Dla mnie to letnie okienko nie było aż tak zaskakujące w wykonaniu Monaco. Miewali już takie okresy, kiedy mocniej stawiali na doświadczonych zawodników, takich jak Cesc Fabregas, Wissam Ben Yedder, Nacer Chadli, Naldo czy Islam Slimani. Wszystko zależy od potrzeb, a poprzedni sezon pokazał, że tej drużynie brakuje charakteru i doświadczenia. I to właśnie mają teraz wnieść ci zawodnicy - opowiada nam Michał Bojanowski, komentator francuskiej piłki w Canal+.
Dmitrij Rybołowlew, rosyjski właściciel Monaco, po raz pierwszy po mocne nazwiska sięgnął ponad dekadę temu. To przecież latem 2013 roku transferowa ofensywa ASM wywołała popłoch na całym kontynencie. Na Stade Louis II zameldowali się wtedy Radamel Falcao, James Rodriguez, Joao Moutinho, Ricardo Carvalho czy Eric Abidal, a klub przeznaczył na transfery 150 milionów euro. Na podwalinach tamtej ekipy Leonardo Jardim zbudował potem zespół, który w sezonie 2016/2017 sięgnął po mistrzostwo i dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Obecne okno jest pod względem wydatków dużo skromniejsze. Ponadto nowe nazwiska mogą działać na wyobraźnię, ale w rzeczywistości to nie one mają odgrywać główną rolę w drużynie Huettera.
- Monaco zachowało trzon zespołu. W zasadzie do wzmocnienia potrzebna była tylko na pozycji bramkarza, dlatego klub mógł się skupić głównie na odpowiednich uzupełnieniach i nie ma co ukrywać, że zrobił to w głośny sposób. Jedna taka odbudowa już się udała, bo Denis Zakaria w Księstwie odżył, stał się kluczową postacią drużyny, więc widocznie kierownictwo uznało, że to dobra droga i można zbudować reputację ASM jako idealnego miejsca do powrotu do formy - dodaje z kolei Bartosz Gabryś, obserwator francuskiego futbolu.
Nie chcą kolejnego pacjenta
Bo o ile Hradecky i Dier w ostatnich miesiącach grali regularnie, o tyle Pogba i Fati to piłkarze do zupełnej odbudowy. Francuz we wrześniu 2023 roku jako piłkarz Juventusu nie przeszedł testu antydopingowego, za co początkowo został zdyskwalifikowany na aż cztery lata, ale później karę zmniejszono do 18 miesięcy i pomocnik od początku roku intensywnie trenował, aby wrócić do formy. Hiszpan z kolei ostatni sezon spędził w Barcelonie, do której powrócił po kompletnie nieudanym wypożyczeniu do Brighton. Nie znalazł uznania w oczach Hansiego Flicka, we wszystkich rozgrywkach zanotował zaledwie 298 minut i jego kariera w wieku 22 lat również stanęła na zakręcie.
- Prawdę mówiąc, w ogóle nie rozumiem tego wypożyczenia Fatiego i najmniej sobie po nim obiecuję. Przecież ostatni pełny sezon zaliczył tak naprawdę trzy lata temu - jeszcze jako nastolatek. W Monaco co sezon zmagają się ze sporym szpitalem w szatni, więc kolejny kuracjusz jest im raczej zbędny. Chciałbym natomiast wierzyć, że na Stade Louis II wielką odbudowę zanotuje Paul Pogba. Udany powrót do gru tak wielkiego nazwiska przysłuży się nie tylko Monaco, ale też całej lidze francuskiej - uważa Bojanowski.
Pogba i Fati na razie muszą jeszcze sporo przepracować, zanim Huetter będzie mógł w pełni z nich skorzystać. Dier i Hradecky debiut mają już za sobą. Na inaugurację nowego sezonu Ligue 1 Monaco ograło Le Havre i obaj nowi zawodnicy pokazali się z dobrej strony, a Anglik zdołał nawet wpisać się na listę strzelców. To spotkanie było papierkiem lakmusowym, które mogło nam nieco pomóc w zrozumieniu tego, jak austriacki trener chce, aby jego zespół grał w najbliższych rozgrywkach.
- Pod kątem gry będzie jak zwykle dużo pressingu i szybkiego przenoszenia akcji do przodu, co trener Adi Huetter zdążył już z dobrym skutkiem wdrożyć. Interesująco znów będzie wyglądać też rywalizacja w ataku, bowiem niemiecki szkoleniowiec ma do dyspozycji naprawdę pokaźną grupę napastników o różnej charakterystyce. Zobaczymy, jak Mika Biereth poradzi sobie w takiej sytuacji na przestrzeni całego sezonu. Do poprawy są natomiast mecze z drużynami grającymi z kontrataku, wtedy Monaco często się gubiło i nie miało pomysłów na pokonanie takich rywali - zauważa Gabryś.
Zbyt piękne miejsce
Na dokładniejsze wnioski dotyczące postawy Monaco na boisku przyjdzie więc jeszcze czas, szczególnie, że w drugiej kolejce wróciło z Lille bez punktów (po golu Oliviera Giroud). Na razie sporym sukcesem klubu jest fakt zatrzymania kilku istotnych piłkarzy. Młode perełki, takie jak Eliesse Ben Seghir, Maghnes Akliouche czy wspomniany Biereth, wciąż są zawodnikami ASM. CEO klubu, Thiago Scuro, chciał zbudować ekipę na bazie młodych piłkarzy i na razie wychodzi mu to całkiem nieźle. Kiedy jednak teraz dodamy do nich jeszcze szczyptę doświadczenia, może z tego wykiełkować naprawdę ciekawy projekt. Kłopoty Monaco dotyczą aktualnie zupełnie innej sfery niż ta sportowa.
- Uważam, że ASM stabilizację osiągnęło już znacznie wcześniej. Potwierdzają to zresztą wyniki klubu w ostatnich sezonach. Jego głównym problemem jest co innego - Księstwo jest po prostu zbyt pięknym miejscem do życia, gdzie żyją głównie bardzo bogaci rezydenci, dla których chodzenie na mecze nie jest głównym zajęciem. Do tego w okolicy działają dużo popularniejsze kluby, takie jak Nicea czy Marsylia. Przez to stadion świeci pustkami i wydaje mi się, że przez to istnieje problem, aby odpowiednio zmotywować zawodników - mówi Bojanowski.
Nawet jeśli rzeczywiście motywacja w takich okolicznościach może stanowić pewną przeszkodę dla Huettera, sami zawodnicy muszą mieć z tyłu głowy coś innego. Monaco jest bowiem nie tylko kapitalnym miejscem do życia, ale również idealnym środowiskiem do tego, aby wypromować się do klubu ze ścisłego topu. A nie ma lepszej opcji na dobrą reklamę niż próba postawienia się tym największym. Pytanie brzmi, czy zespół z Księstwa stać na to, by na przestrzeni całego sezonu rywalizować z takim gigantem jak PSG.
- Nikt nie wyobraża sobie czołówki Ligue 1 bez Monaco. Zdarzają się natomiast przerwy od gry w Lidze Mistrzów i to w tych rozgrywkach drużyna chce się zadomowić i występować co sezon. Bez wątpienia stać ich na to, aby znaleźć się w grupie pościgowej za Paris Saint-Germain. Jeśli chodzi o jakiekolwiek szanse na walkę z paryżanami, na plus gra to, że dołożyli kolejne elementy do już uformowanego zespołu. Kiedy w sezonie 2016/17 klub z Księstwa sięgnął po mistrzostwo, był prawdziwą maszyną. I aby teraz realnie zagrozić PSG, musiałby częściej nawiązywać do tamtej ekipy - podsumowuje Gabryś.