"Dajcie mu Złotą Piłkę". Ten występ przejdzie do historii, nie dało się lepiej

"Dajcie mu Złotą Piłkę". Ten występ przejdzie do historii, nie dało się lepiej
Alter Photos / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiWczoraj · 22:52
Bezcenny piłkarz. Takim jest Fede Valverde w Realu Madryt. Dziś ekipy “Królewskich” po prostu nie da się wyobrazić bez urugwajskiego El Halcona - Sokoła, który po raz kolejny rozwinął skrzydła. Z 27-latkiem w takiej formie “Los Blancos” mogą osiągnąć wszystko.
Europejski klasyk znowu dowiózł. Od sezonu 2020/21 w każdej edycji Ligi Mistrzów dochodzi do starć Realu Madryt z Manchesterem City. Przed środową rywalizacją bezpośredni bilans był perfekcyjnie zbalansowany, każda z ekip miała po pięć zwycięstw, remisów i porażek. W historycznym zestawieniu wahadło przesunęło się w stronę “Królewskich”. I to niemal wyłącznie za sprawą spektakularnej dyspozycji Fede Valverde.
Dalsza część tekstu pod wideo
Oczywiście trzeba oddać “Obywatelom”, że teoretycznie weszli dobrze w mecz. W pierwszych minutach to oni przeważali, częściej gościli pod polem karnym rywala, mieli parę okazji po efektownych rajdach Jeremy’ego Doku. W tym wszystkim brakowało jednak końcowego efektu. Tymczasem Real pokazał, że futbol może być prostą grą. Wystarczy jedno podanie, przyjęcie piłki, zwód i strzał. Banał. Ale tylko w sytuacji, kiedy wykonują to najlepsi zawodnicy na swoich pozycjach. A do tej kategorii można zakwalifikować Courtois i Valverde.

Z drugiego planu

Nastroje w Madrycie przed meczem z City nie były najlepsze. Podopieczni Arbeloi rozpoczęli marzec od sensacyjnej porażki z Getafe i wymęczonego zwycięstwa 2:1 przeciwko Celcie. Na Estadio Balaidos decydującego gola w 94. minucie strzelił nie kto inny, ale właśnie Valverde. To jednak nie na nim skupiła się uwaga mediów i trenerów. Przed pierwszym gwizdkiem środowego hitu hiszpańska prasa pisała wprost, że jeśli ktoś ma zapewnić Realowi zwycięstwo, to wyłącznie Vinicius.
- Vinicius jest naszym kluczowym zawodnikiem. Potrzebujemy go, jeśli chcemy wyeliminować City - podkreślał Arbeloa na przedmeczowej konferencji. - Trudno zatrzymać Viniciusa. Stanowi ciągłe zagrożenie, często nie da się go kontrolować. Postaramy się narzucić swoją grę i ograniczyć jego wpływ, jak to tylko możliwe - to zaś słowa Guardiola sprzed spotkania.
Vinicius oczywiście prezentuje bardzo wysoką formę od momentu przejęcia drużyny przez Arbeloę. To jego popisy pozwoliły wyeliminować Benficę w poprzedniej fazie. Jednak dyspozycja Valverde też zasługiwała na pochwały i to jeszcze przed środowym popisem. Podszedł on do tego meczu, mając trzy gole i osiem asyst w tym roku. Przeciwko “The Citizens” postanowił podwoić strzelecki dorobek.

Koncert roku

- Oddamy życie dla tego klubu. Zrobimy wszystko, aby wygrać. Jako piłkarz marzysz o rozgrywaniu takich meczów. Czujemy ekscytację i pewność siebie po poprzednich zwycięstwach. Od pierwszego do ostatniego gwizdka będziemy pracować, aby kibice byli z nas dumni - mówił Valverde przed meczem.
Następnie wyszedł na murawę i kompletnie pozamiatał. To był występ kompletny, bezbłędny, perfekcyjny. Na pierwszy plan wysuwają się trzy bramki zdobyte w tak różny i zarazem piękny sposób. Najpierw strzelił prawą nogą, potem lewą, hat-tricka skompletował po spektakularnym podbiciu piłki nad bezradnym Guehim. Donnarumma w ogóle mógł zwątpić w swoje umiejętności, patrząc na to, jak rywal tylko pakuje piłki do siatki. Każde wejście Urugwajczyka w pole karne sprawiało, że podopieczni Guardioli zapominali, jak się nazywają i po co znaleźli się na Bernabeu.
Przy czym trzeba zaznaczyć, że 27-latek nie ograniczył się wyłącznie do podbramkowych popisów. Maltretował obronę City, żeby po chwili ubezpieczać prawą flankę. Kilka razy dobrze zaasekurował Trenta, który miał pewne problemy z Doku. Tylko w pierwszej połowie zaliczył siedem interwencji w obronie, wygrał siedem z dziewięciu pojedynków, miał więcej celnych podań na połowie rywala niż własnej. Nawet w 93. minucie heroicznie powalczył o piłkę w parterze z Omarem Marmoushem. Dał z siebie wszystko i jeszcze troszkę więcej. To są występy, po których może przyjść do głowy myśl: “Dajcie mu Złotą Piłkę”. Trudno bowiem na przestrzeni 90 minut zagrać lepiej. Zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że po prostu się nie da.
- W historii Realu zdarzały się już rzeczy magiczne. Kolejny rozdział dopisał dziś Fede Valverde - ocenił Dani Garrido z Cadena Ser. - Z jakiej planety pochodzi Valverde? To jest niemożliwe. Spektakularny Urugwajczyk doprowadził do szaleństwa całe Bernabeu - wtórował Antonio Romero, cytowany przez dziennik AS. - To jest najbardziej kompletna wersja Fede Valverde. Gasi pożary na całym boisku. Pomaga obrońcy, wspiera pomoc, a potem popuszcza wodze fantazji w ofensywie. Cały stadion wstał, aby skandować jego imię. Historyczny wieczór - dodał Alvert Ortega z El Confidencial.

W imię drużyny

Valverde tak naprawdę stanowi pakiet kilku piłkarzy w jednym. W tym sezonie najwięcej meczów w Realu rozegrał przecież jako prawy obrońca. I zwykle gwarantował tam większą jakość od Alexandra-Arnolda, na pewno pod względem samej gry w defensywie. Nigdy nie zapomniał jednak o swoich obowiązkach nominalnego pomocnika. W bieżących rozgrywkach zebrał 12 asyst, co stanowi jego najlepszy wynik w karierze. I kiedy wydaje się, że znamy już wszystkie wersje wychowanka Penarolu, nagle okazuje się, że jest też spektakularnym snajperem. Przecież Diego Forlan, Luis Suarez czy Edinson Cavani nie powstydziliby się tak wybitnego występu.
- Kiedy Arbeloa objął Real, Fede początkowo przejął rolę “bezpiecznika”. Trzymał się bliżej prawej flanki, ponieważ Trent i Carvajal walczyli z kontuzjami lub dopiero wracali do zdrowia. Nigdy nie narzekał na konieczność gry na innej pozycji. Sztab szkoleniowy zdaje sobie jednak sprawę z ofensywnych zdolności Urugwajczyka. Jeden ze współpracowników Arbeloi podszedł i powiedział do niego: “Chcemy, żebyś strzelił 10-12 goli w tym sezonie”. Fede zmierza w kierunku osiągnięcia tego celu - opisała Marca.
Każdy klub może tylko zazdrościć Realowi takiego zawodnika. I nie chodzi tu tylko o czystą jakość, która jest niepodważalna. Trzeba też docenić jego charakter i gotowość do poświęceń. Ten sezon na Bernabeu upływa delikatnie pod znakiem wewnętrznych tarć. Komuś nie pasował Xabi Alonso, ktoś inny nie chce pressować, a tamten może przedłuży kontrakt, ale też nie wiadomo, czy to zrobi. Generalnie hiszpańskie media często mają, o czym pisać ze względu na różne zachowania. W przypadku Fede nie ma mowy o żadnych kontrowersjach. Bez słowa narzekania gra w pomocy, obronie i ataku, zostawiając w każdym meczu całe serce na boisku.
Alvaro Arbeloa kilka tygodni temu powiedział, że Fede ma w sobie ducha legendarnego Juanito. Wie, ile znaczy herb Realu i zawsze potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność. Pozostaje tylko podpisać się pod tymi słowami.

Przeczytaj również