Dramat legendy Realu Madryt. Drugi sezon do kosza? "Jest kompletnie zakopany"

Dramat legendy Realu Madryt. Drugi sezon do kosza? "Jest kompletnie zakopany"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 13:00
W Realu Madryt szykuje się smutne pożegnanie. Dani Carvajal pewnie nie tak wyobrażał sobie epilog kariery na Santiago Bernabeu. Wygląda jednak na to, że czas prawego obrońcy w barwach “Los Blancos” już minął. Bezpowrotnie.
Nikt nie odbierze mu statusu legendy. Dani Carvajal to w Realu Madryt człowiek-instytucja. Wraz z “Królewskimi” zdobył 26 trofeów, rozegrał ponad 440 meczów, z czego zdecydowaną większość na co najmniej dobrym poziomie. Jest jedynym zawodnikiem “Los Blancos”, który startował od pierwszej minuty w każdym z sześciu poprzednich finałów Ligi Mistrzów. Nie trzeba dodawać, że każdy z tych decydujących meczów zakończył się triumfem królów Europy.
Dalsza część tekstu pod wideo
Futbol nie znosi jednak próżni. Wcześniejsze osiągnięcia weterana nie mają wielkiego znaczenia w zderzeniu z obecną rzeczywistością. A wygląda ona tak, że dla 34-latka powoli brakuje miejsca na Santiago Bernabeu. Mistrz Europy jest sfrustrowany, nie akceptuje roli drugoplanowej, ale musi pogodzić się z tym, że życiową formę ma już za sobą. Real poszedł naprzód, a niegdyś najlepszy prawy obrońca świata został w tyle. Dlatego już najbliższego lata obie strony prawdopodobnie sobie podziękują i ruszą w przeciwnych kierunkach.

Bolesny krok wstecz

Rok 2024 do pewnego momentu był najlepszym w karierze Daniego Carvajala. Najpierw wygrał ligę i Ligę Mistrzów, strzelając gola w finale z Borussią Dortmund. Kapitalny sezon zwieńczył triumfem na EURO 2024, do którego dołożył ogromną cegiełkę. Hiszpanii trudno byłoby walczyć o sukces bez prawdziwej ściany na prawej flance. Doświadczony zawodnik grał wówczas tak spektakularnie, że pojawiały się nawet pojedyncze głosy o jego kandydaturze do Złotej Piłki. Szanse na indywidualny sukces były mikroskopijne, jednak samo pojawienie się jego nazwiska w tego typu dyskusjach pokazywało, na jak spektakularny poziom wskoczył.
Wszystko zmieniło się 5 października. Real prowadził wówczas 2:0 z Villarrealem, miał w kieszeni trzy punkty, wydawało się, że to mecz ligowy jak każdy inny. W doliczonym czasie gry w pozornie niegroźnej sytuacji Carvajal wybił piłkę, po czym jego kolano zderzyło się z nogą Yeremiego Pino. Sam krzyk z bólu sugerował, że doszło do poważnej kontuzji. Badania niestety potwierdziły obawy. Kapitan “Los Blancos” zerwał więzadło krzyżowe i uszkodził łąkotkę. Jego kolano znalazło się w strzępach.
Tamta sytuacja musiała być szczególnie trudna dla zawodnika, który już w przeszłości miewał problemy zdrowotne. W okolicach 2021 roku przyznał, że zmienił dietę i plan treningowy, kompletnie wyeliminował gluten, co pozytywnie wpłynęło na ograniczenie liczby urazów. W kilku następnych sezonach regularnie mógł grać po 50 spotkań i to od deski do deski. Dbał o formę, pilnował się, robił wszystko, aby utrzymać się na szczycie. Każdy piłkarz pozostaje jednak bezradny, kiedy dochodzi do zerwania więzadła.
- Przez kilka miesięcy byłem w dołku. Teraz cieszę się z mniejszych rzeczy. Kiedyś byłem wściekły, gdy nie znajdowałem się w pierwszym składzie, ale teraz łatwiej przychodzi mi akceptacja. Zgadzam się z Rodrim, który powiedział, że po tak poważnej kontuzji najtrudniejszy jest powrót do wykonywania ruchów, które kiedyś przychodziły ci naturalnie. Teraz pojawia się w głowie myśl: “Czy mogę zrobić to, czy nie będę odczuwał bólu”. To proces, z czasem wszystko znów będę mógł wykonywać automatycznie - mówił w ubiegłym roku dla El Mundo.

Inny piłkarz

Carvajal wrócił do gry po 318 dniach. Zastał Real w innym położeniu. Pod jego nieobecność Fede Valverde udowodnił, że może być niezwykle wartościową opcją na prawej obronie. Jednocześnie Lucas Vazquez prezentował się na tyle miernie, że zapadła decyzja o nieprzedłużeniu z nim umowy. Latem na Santiago Bernabeu przeniósł się Trent Alexander-Arnold, co miało zaostrzyć rywalizację na prawej flance. Xabi Alonso w pierwszych tygodniach sezonu ufał bardziej doświadczonemu zawodnikowi, jednak ten sam postanowił obniżyć swoje miejsce w hierarchii. W połowie września zachował się w absurdalny sposób, oglądając czerwoną kartkę w starciu z Marsylią. Trudno było polemizować z decyzją sędziego, który wyrzucił Hiszpana za uderzenie głową Geronimo Rullego. Kolokwialnie mówiąc, obrońcy Realu odcięło wówczas prąd.
Niedługo potem Carvajal doznał kolejnego urazu, który wyeliminował go z gry na kilka tygodni. Powracające problemy zdrowotne sprawiły, że stracił on zaufanie w oczach najpierw Alonso, a później Arbeloi. Kiedy wyleczył kontuzję, w całości przesiedział na ławce mecze z Betisem, Atletico, Barceloną, Levante, Villarrealem, Benficą, Rayo czy Valencią. Gdy już notował pojedyncze epizody z ławki, to niebyły one szczególnie szczęśliwe. Wystarczy przypomnieć przebieg 1/16 finału Pucharu Króla, kiedy Real sensacyjnie odpadł z Albacete. Decydujący gol Jefte w doliczonym czasie gry padł po niezbyt dobrym zachowaniu prawego obrońcy.
- Sięgnęliśmy dna. To my, piłkarze, ponosimy całkowitą odpowiedzialność za to, co się dzieje. To czas na samokrytykę. Oczywiście, że nie jesteśmy w najlepszej formie, ale musimy pracować jeszcze ciężej i dać z siebie wszystko. Przepraszamy kibiców - wypalił kapitan po kompromitacji w Copa del Rey.
Carvajal czekał 147 dni na powrót do wyjściowego składu. Nastąpił on 21 lutego przy okazji wyjazdowej rywalizacji z Osasuną. Na El Sadar niestety potwierdziło się, że 34-latek nie jest gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie. Na tle Victora Munoza prezentował się wprost fatalnie. Skrzydłowy regularnie wrzucał go na karuzelę, zakończył tamten mecz z bilansem siedmiu wygranych pojedynków, czterech udanych dryblingów i trzech wywalczonych rzutów wolnych. Gwiazdor Osasuny włączał wyższy bieg, podczas gdy jego były kolega z Realu grał w trybie slow-motion.
- To oczywiste, że Carvajal nie jest w pełni gotowy do rywalizacji. Nie skreślam go, ale sezon się skończy i pewnie pójdzie grać ze swoim szwagrem, Joselu. W takiej formie nie ma szans na grę na mundialu - rzucił Pipi Estrada, dziennikarz Radio Marca. - Carvajal to piłkarz, który od momentu dołączenia do Realu, był niekwestionowanym członkiem pierwszego składu. Nie jest przyzwyczajony do roli rezerwowego. Szczerze mówiąc, gdybym był trenerem Realu i wiedziałbym, że nie będę wystawiał Carvajala, to bym go nie powoływał - dodał Quique Sanchez Flores, były szkoleniowiec m.in. Atletico, Getafe i Sevilli.

Rosnąca frustracja

Mistrz Europy oczywiście nie może być zadowolony ze swojego miejsca w hierarchii. W tym sezonie rozegrał 27% minut, licząc jedynie spotkania, w których był w kadrze meczowej. To fatalny wynik, biorąc pod uwagę, że jego główny konkurent, czyli Trent, też miewa spore problemy ze zdrowiem. Arbeloa nawet pod nieobecność Anglika wolał wystawiać na prawej flance Valverde czy nawet nieopierzonego Davida Jimeneza. To właśnie 21-latek wystąpił od pierwszej minuty w niedawnym spotkaniu z Valencią. Carvajal nawet nie wstał z ławki, a hiszpańskie media szybko uchwyciły nerwową reakcję na decyzję trenera.
- Po meczu z Valencią doszło do spotkania Carvajala z Arbeloą, które miało na celu załagodzenie sytuacji. Gesty i zachowanie piłkarza przy okazji spotkania na Mestalla wyraźnie pokazywały, że jest sfrustrowany. Spotkanie z trenerem przebiegło jednak w swobodnej atmosferze, obie strony wyjaśniły nieporozumienia i postarały się znaleźć wspólny język w kontekście dalszej przyszłości - poinformował Juan Ignacio Garcia-Ochoa z dziennika Marca.
Arbeloa naturalnie stara się tonować nastroje. Trener między słowami podkreśla, że liczy na Carvajala nie tylko w kontekście boiskowym. Ważna jest dla niego obecność takiej postaci w szatni. Real potrzebuje bowiem nie tylko gwiazd pokroju Viniciusa i Mbappe, ale też doświadczonych liderów. Zwłaszcza, że w ostatnich dwóch latach z klubem pożegnali się m.in. Kroos, Modrić, Nacho, Joselu czy Vazquez, czyli przedstawiciele starej szkoły. Problem w tym, że prawy defensor raczej nie chce być jedynie mentorem i wiecznym rezerwowym.
- Żaden zawodnik nie jest w 100% szczęśliwy, kiedy nie gra. To nie dotyczy tylko Daniego. Wszyscy chcą grać. Mogę powiedzieć, że jestem osobą, która najmocniej chce, aby Dani wrócił do swojej najlepszej formy. Wiem, że niedługo może osiągnąć najlepszy poziom i zamierzamy mu w tym pomóc. Bardzo ważne jest też to, aby mieć takiego piłkarza w szatni, ponieważ stanowi punkt odniesienia dla innych - stwierdził Arbeloa.

Czas rozstania?

Trent wrócił do zdrowia, co jeszcze mocniej ogranicza szanse Carvajala na regularną grę. Na dziś zajmuje on trzecie lub czwarte miejsce w hierarchii prawych obrońców, w zależności od tego, jak mocno Arbeloa będzie chciał stawiać na Jimeneza. W perspektywie długoterminowej trudno będzie utrzymać taki stan rzeczy bez narodzin wewnętrznych konfliktów. Dlatego coraz głośniej mówi się o tym, że legenda spędza swoje ostatnie miesiące na Bernabeu.
- Carvajal jest wkurzony, że nie gra, nie rozumie tej sytuacji. Źródła w Valdebebas mówią, że zawodnik nie jest gotowy na rozegranie więcej niż 60 minut w meczu. Zarząd ma też poważne wątpliwości odnośnie zaproponowania nowego kontraktu. Jak dotąd nie odbyły się żadne rozmowy z obrońcą w sprawie ewentualnej prolongaty - opisał Mario Cortegana na łamach The Athletic.
Patrząc z boku, można zrozumieć każdą z zainteresowanych stron. Carvajal za wszelką cenę chciałby grać, mając na horyzoncie zbliżający się mundial. Mistrzostwo świata to właściwie jedyne trofeum drużynowe, którego brakuje w imponującej kolekcji 34-latka. Nie wiadomo jednak, czy Luis de la Fuente zdecyduje się powołać zawodnika z jednej strony zasłużonego, a z drugiej niemal kompletnie “zakopanego” w tym sezonie. Z kolei nie można dziwić się Arbeloi, który dba o dobro drużyny. Wystawia możliwie jak najlepszych graczy, a Alexander-Arnold i Valverde prezentują na ten moment znacznie wyższy poziom. Pierwszy kapitan dostał szansę z Osasuną i koncertowo ją zmarnował.
Co dalej? Hiszpańskie media kreślą scenariusz ponownego spotkania Carvajala z Joselu. Są oni bliskimi przyjaciółmi, ale przede wszystkim szwagrami. Napastnik już od 1,5 roku dorabia do emerytury, reprezentując barwy zespołu Al-Gharafa. Kto wie, czy obrońca też nie skusi się możliwością przyjęcia słusznej wypłaty od Katarczyków. W grudniu defensor odwiedził ten klub, co tylko spotęgowało plotki.
Niezależnie od tego, co stanie się z Carvajalem, nikt nie wymaże tego, czego dokonał na Bernabeu. Licząc występy w akademii, spędził w Realu aż 23 lata, zdecydowaną większość życia. Przez ponad dekadę każdy inny prawy obrońca “Królewskich”, niezależnie od tego, czy był to Danilo, Odriozola czy Vazquez, musiał zadowolić się rolą rezerwowego. Nie było szans na wygryzienie ze składu tak klasowego piłkarza. Ale teraz role się odwróciły. To Carvajal stał się zmiennikiem, któremu bardzo trudno będzie wygrać rywalizację z Trentem i Valverde. Wszystko, co piękne, kiedyś się kończy.

Dyskusja

Przeczytaj również