Dramat reprezentanta Anglii. Koniec kariery w wieku 26 lat. "Serce mi pękło"

Dramat reprezentanta Anglii. Koniec kariery w wieku 26 lat. "Serce mi pękło"
James Baylis / AMA / PRESSFOCUS / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 12:00
Był reprezentantem Anglii, grał w topowym klubie, walczył o mistrzostwo Premier League. Gdyby nie jedno pechowe zdarzenie, być może do dziś występowałby na co najmniej solidnym poziomie. Ryan Mason musiał jednak zakończyć karierę w wieku zaledwie 26 lat.
Do pewnego momentu to była filmowa historia. Ryan Mason jest jednym z tych szczęśliwców, który spełnił dziecięce marzenie o występach w ukochanym klubie. Jego ojciec i dziadek wspierali Chelsea, ale on jako siedmiolatek powierzył uczucia Tottenhamowi. Niemal wychował się na White Hart Lane, najpierw jako kibic, a później młody piłkarz walczący o swoje. W barwach “Spurs” łącznie rozegrał 70 meczów, co można uznać za naprawdę dobry wynik. Szczególnie, że Londyńczycy byli wówczas topową ekipą, a nie kandydatem do walki o utrzymanie, jak w obecnych czasach.
Dalsza część tekstu pod wideo
Dość prężnie rozwijająca się kariera została przerwana w brutalny sposób. Jedno zderzenie głowami zmusiło pomocnika do przejścia na boiskową emeryturę. Po traumatycznym przeżyciu nie zrezygnował jednak z futbolu, nie zapomniał też całkowicie o Tottenhamie. Sam powtarza, że temu klubowi zawdzięcza wszystko, to praktycznie całe jego życie. Gdyby obecni piłkarze THFC wykazywali się takim charakterem, zespół z pewnością byłby w lepszym miejscu.

Loża Masona

Ryan Mason był rewelacją piłki juniorskiej. Przebijał rówieśników, jako pomocnik potrafił strzelać po 30 goli na sezon. Już w wieku 17 lat zadebiutował w pierwszej ekipie Tottenhamu w pucharowym starciu z Nijmegen. Przyznał później, że nie był w pełni gotowy na przeskok do piłki seniorskiej. W młodzieżówkach był najlepszy na boisku, wszystko mu wychodziło, to wokół niego kręciła się gra całego zespołu.. W dorosłym futbolu nie było już tak kolorowo.
Anglik musiał zebrać doświadczenie na niższym poziomie. “Spurs” tymczasowo odsyłali go do takich ekip jak Yeovil, Doncaster, Millwall czy Swindon Town. Wypożyczeń było tak dużo, że pojawiły się obawy, czy z tej kariery w ogóle coś jeszcze będzie. Przełom nastąpił w 2014 roku, który Mason rozpoczął w League One, a skończył w Premier League. Latem przekonał Mauricio Pochettino do tego, że powinien pozostać w zespole. Za zaufanie odpłacił się 24 września, kiedy Tottenham walczył z Nottingham w EFL Cup. Przy stanie 0:1 pomocnik spektakularnym strzałem doprowadził do remisu i szaleństwa na całym White Hart Lane. W kolejnych miesiącach regularnie grał już w pierwszym składzie.
- Są takie chwile w piłce, kiedy emocje po prostu cię przytłaczają. Niektórzy mogliby pomyśleć, że po strzeleniu tamtego gola powinienem pobiec po piłkę, bo był remis i zostało 18 minut do końca. Ale emocje wzięły górę. Moja pierwsza myśl: “Czy to naprawdę się stało, czy ja nie śnię?”. Ta bramka znaczyła dla mnie wszystko. Ostatecznie wygraliśmy 3:1, a trzy dni później wyszedłem w pierwszym składzie na Arsenal. Od tamtej pory nie oglądałem się za siebie. Wszystko się zmieniło - wspominał.

Jeden z nas

Mason w pełni wykorzystał swoją szansę, udało mu się wywalczyć miejsce w hierarchii Tottenhamu. W sezonach 2014/15 i 15/16 zebrał łącznie 66 występów, pięć goli i cztery asysty. Nie był pomocnikiem wybitnym, ale gwarantował solidność, nie popełniał błędów, skutecznie pracował w destrukcji. W tamtym okresie kibice “Spurs” często śpiewali: “He’s one of our own” na cześć Harry’ego Kane’a. W pewnym momencie te same słowa intonowano pod adresem Masona.
Piłkarz przyznał, że bardzo cenił współpracę z Pochettino, ponieważ ten zapewniał swoim podopiecznym wolność w wyrażaniu siebie. Nie zamykał ich w sztywnych ramach taktycznych, wierząc, że indywidualna jakość potrafi się obronić. Filozofia ta przynosiła namacalne efekty. Tottenham był wówczas jedną z najprzyjemniejszych drużyn do oglądania w Anglii. W 2016 roku walczył nawet o mistrzostwo, chociaż ostatecznie musiał uznać wyższość niesamowitego Leicester. Mimo wszystko ekipa z Masonem, Kane’em, Eriksenem, Walkerem i innymi pozostawiła po sobie bardzo dobre wspomnienia.
Nasz bohater doczekał się nawet debiutu w pierwszej kadrze Anglii. W marcu 2015 roku Roy Hodgson wystawił go w sparingu z Włochami, który zakończył się remisem 1:1. Oczywiście trzeba podkreślić, że droga do składu “Synów Albionu” była wówczas krótsza niż obecnie. Poza Masonem w pomocy grali m.in. Fabian Delph, Ross Barkley i schyłkowy Wayne Rooney na “dyszce”, zatem nie była to taka jakość, jaką gwarantują teraz Jude Bellingham, Declan Rice i Elliot Anderson. Mimo wszystko Mason osiągnął coś wyjątkowego. Reprezentował swój kraj, grał w klubie, któremu kibicował od dziecka. Wszystko układało się po jego myśli. Do czasu.

Przykry koniec

Latem 2016 roku Tottenham kupił Moussę Sissoko i Victora Wanyamę, przez co dla Masona zabrakło miejsca. Miał wypracowaną renomę w Anglii, więc Hull City postanowiło pobić dla niego swój rekord transferowy. “The Tigers” zapłacili 13 mln funtów za zawodnika, który szybko stał się filarem składu. Wszystko zmieniło się 22 stycznia 2017 roku podczas rywalizacji z Chelsea.
Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mason zderzył się głową z Garym Cahillem. Doznał pęknięcia czaszki, potrzebował pilnej interwencji chirurgicznej. Na łamach BBC opisano, że piłkarz miał szczęście, ponieważ minimalnie silniejsze uderzenie doprowadziłoby do zgonu. Kolejne tygodnie spędził w szpitalu, wszczepiono mu 14 metalowych płytek, założono 42 szwy. Lekarze w Londynie od razu przekazali, że raczej nie powinien już myśleć o grze w piłkę. Nie wierzył im, więc skonsultował się z zagranicznymi neurologami, którzy także odradzili kontynuowanie kariery. Mijał czas, a diagnozy pozostawały bezlitosne. W lutym 2018 roku 26-letni Ryan Mason zaakceptował rzeczywistość i ogłosił przejście na emeryturę.
- Byłem zdruzgotany, kiedy usłyszałem, że Ryan musiał zakończyć karierę. Nie wyobrażam sobie nawet, przez co przechodzi. To straszne, bo wszystko zaczęło się od tak niepozornej sytuacji, przy rzutach rożnych ciągle są pojedynki główkowe, nie spodziewasz się takich konsekwencji. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to się zakończyło w ten sposób. Serce mi pękło - wspominał Cahill. - To bardzo smutna wiadomość. Ale znam Ryana i wiem, że jeszcze będzie odnosił sukcesy w piłce. To bardzo inteligentny facet, który na pewno sobie poradzi - dodał Pochettino.

Druga szansa

Mason musiał zająć czymś głowę. Sam żartobliwie stwierdził, że nigdy nie spędził tyle czasu z rodziną, co tuż po zawieszeniu butów na kołku. Nadal ciągnęło go do sportu, potrafił spędzać całe dnie na polu golfowym, ale to nie wypełniło pustki. Po kilku miesiącach dostał telefon od Johna McDermotta, swojego byłego trenera, który objął później funkcję szefa akademii Tottenhamu. Zapytał go, czy nie chce wpaść do klubu, aby obejrzeć trening juniorów, udzielić kilku wskazówek młodym piłkarzom. Zgodził się i od słowa do słowa został opiekunem jednej z młodzieżowych ekip. Przyznał, że w pewnym momencie ponownie uzależnił się od “Spurs”. Wstawał rano i myślał tylko o tym, jak poprowadzić trening, co może zrobić lepiej, w jaki sposób pomóc podopiecznym, korzystając z własnego doświadczenia.
Solidna praca Masona w młodzieżówkach nie przeszła niezauważona. W kwietniu 2020 roku dostał wyjątkową szansę, obejmując pierwszy zespół po zwolnieniu Jose Mourinho. Portugalczyka pożegnano w poniedziałek, a już w sobotę Tottenham rywalizował z Manchesterem City w finale FA Cup. Pod względem bagażu doświadczeń obu trenerów to była przepaść. Kompletny świeżak kontra Pep Guardiola, jeden z najwybitniejszych szkoleniowców w historii. “Obywatele” zgodnie z przewidywaniami wygrali, ale tylko 1:0 po golu Aymerica Laporte’a z rzutu wolnego. Na pomeczowej konferencji Mason podkreślił, że City znajduje się jakieś pięć lat przed Tottenhamem, jeśli chodzi o rozwój drużyny. Minęło sześć lat i dziś różnica między klubami jest jeszcze większa, ale to już temat na inne opowiadanie.
Wychowanek Tottenhamu przeszedł do historii, zostając w wieku 29 lat i 312 dni najmłodszym trenerem w Premier League. Pod jego wodzą zespół zanotował w sezonie 2020/21 cztery zwycięstwa i trzy porażki. Później zastąpił go Nuno Espirito Santo, który wyleciał z klubu szybciej niż do niego trafił. Następcą Portugalczyka został zaś Antonio Conte, który wcielił Masona do sztabu. Ich ścieżki przecinały się już wcześniej, Conte był selekcjonerem Włoch, kiedy Anglik debiutował w kadrze. To on prowadził też Chelsea w feralnym starciu z Hull. Po wstrząsającym wypadku odwiedził nawet Anglika w szpitalu.
- Możliwość pracy z Antonio Conte, jednym z najlepszych trenerów świata, to zaszczyt. Jestem podekscytowany i szczęśliwy, ponieważ to wielka szansa nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla klubu. Wszyscy jesteśmy tu po to, aby pomagać Tottenhamowi, a Conte może tylko wznieść drużynę na inny poziom - powiedział Mason w listopadzie 2021 roku.
Conte, jak wielu innych trenerów, poległ na misji wyprowadzenia Tottenhamu na prostą. Odszedł w fatalnej atmosferze, sugerując, że klub jest przesiąknięty mentalnością przegranych. Trudno zresztą z tym polemizować, patrząc na nieudane kadencje jego następców.
Mason przez dwa lata był asystentem Ange’a Postecoglou, po czym poszedł na swoje. W lipcu ubiegłego roku objął West Bromwich, gdzie nie poradził sobie szczególnie imponująco. Dorobek dziewięciu zwycięstw w 27 meczach spowodował, że w styczniu stracił pracę i aktualnie nie prowadzi żadnej drużyny.
Co będzie dalej? Trudno powiedzieć. Forma Tottenhamu w ostatnich miesiącach sprawia, że nie można wykluczyć scenariusza, w którym Mason jeszcze kiedyś pojawi się tam na ławce trenerskiej. 35-latek, czego nie ukrywa, czerpie wzorce z Mauricio Pochettino. Chciałby, aby jego drużyny wyróżniał odważny i ofensywny styl. Czasami drapie się jeszcze po głowie w miejscu, gdzie zderzył się z Cahillem i żałuje, że już nie wróci na boisko. Ale to trwa tylko chwilę. Potem przychodzi radość.
- Jako 25-latek rozegrałem swój ostatni mecz w zawodowej piłce. Byłem wtedy w bardzo dobrej formie, sądziłem, że mając 28, 29 lat będę prezentował najlepszy futbol. Niestety zostało mi to odebrane. Początkowo było bardzo trudno, po prostu nie mogłem się z tym pogodzić. W końcu jednak oswoiłem się z nową rzeczywistością, zacząłem się cieszyć tym życiem, które mam. Cieszę się, że żyję - opisał na łamach Coaches’ Voice.

Dyskusja

Przeczytaj również