Drastyczny regres gwiazdy Barcelony. To jej najsłabszy punkt. Czas bić na alarm
Od dobrych kilku lat jest podstawowym elementem FC Barcelony. Nic nie trwa jednak wiecznie. Jeśli Alejandro Balde nie wróci na właściwe tory, najpewniej straci status filaru “Dumy Katalonii”.
Początek kariery miał jak z bajki. Alejandro Balde już jako nastolatek przebił się do pierwszego składu Barcelony. W sezonie 2022/23 wygrał rywalizację z nie byle kim, bowiem z samym Jordim Albą. Legenda klubu zrozumiała wówczas, że jej czas na Camp Nou minął, co zakończyło się odejściem do Interu Miami. Wschodząca gwiazda miała całą lewą flankę dla siebie. I od kilku miesięcy przestała korzystać z tego komfortu.
Obecnie 22-latek rozgrywa co najwyżej przeciętny sezon. Po wielu spotkaniach kibicom i ekspertom trudno znaleźć jakiekolwiek pozytywy w grze bocznego defensora. Przez całą rundę jesienną regularnie występował głównie z powodu braku jakościowego konkurenta. Jego nominalny zmiennik, czyli Gerard Martin, był bardziej potrzebny, aby załatać lukę na środku obrony. W ostatnich tygodniach sytuacja się zmieniła. Klub tymczasowo ściągnął Joao Cancelo, który nie zamierza przesiedzieć wiosny na ławce. Portugalczyk pokazał już, że może stanowić realną alternatywę dla Balde. Dotychczasowy titular nie może spać spokojnie. Jego do niedawna niepodważalna pozycja stała się zagrożona.
Całościowy regres
W poprzednich latach trudno było mieć większe pretensje do gry Balde. Jego największym problemem była dostępność. W sezonie 2023/24 stracił całą rundę wiosenną z powodu kontuzji. W poprzednich rozgrywkach wypadł przed najważniejszymi meczami z Interem i Realem Madryt. Kiedy już był zdrowy, zwykle zbierał pochwały. W optymalnej formie to zawodnik z bardzo wysoko zawieszonym sufitem. Szybki, dynamiczny, potrafiący w pojedynkę rozerwać strukturę pressingu rywali.
W ostatnich miesiącach obserwujemy znacznie słabszą wersję Balde. Jest przygaszony, nieskuteczny w ataku i apatyczny w obronie. Z rywalami z niższej półki czasami uchodzi to na sucho, ale w najważniejszych meczach jego słabość potrafiła być kosztowna. W październikowym El Clasico łatwo przegrywał pojedynki z ofensywnie usposobionym wówczas Ederem Militao. W pierwszym półfinale Copa del Rey został zdeklasowany przez szalejącego Giuliano Simeone. Skrzydłowy Atletico raz za razem rozrywał defensywę “Barcy”, ponieważ nikt mu w tym specjalnie nie przeszkadzał. Porażka 0:4 na Metropolitano nie była oczywiście winą wyłącznie lewego obrońcy, ale przyłożył on rękę do blamażu całego zespołu.
Test oka potwierdzają liczby, które brutalnie obnażają obecny poziom 22-latka. W tym sezonie ligowym nie oddał ani jednego celnego strzału. Pod względem oczekiwanych asyst zajmuje dopiero dziewiąte miejsce w zespole. Zaledwie 22% dośrodkowań Hiszpana dociera do partnerów. Względem poprzednich rozgrywek spadła liczba skutecznych interwencji defensywnych (z 4,7 na mecz do 4,5) czy udanych dryblingów (z 1,8 do 1,2). Trudno tak naprawdę znaleźć aspekt, w którym Balde prezentuje obecnie topowy poziom.
Skąd tak widoczny regres 22-latka? Powodem może być brak klasowego konkurenta. Jesienią jedyną alternatywą na lewej obronie był Gerard Martin, czyli piłkarz dysponujący znacznie mniejszym talentem. Wychowanek Cornelli gra na maksimum potencjału, nierzadko przerasta oczekiwania, ale pewnego poziomu po prostu nie przeskoczy. W dodatku braki na środku obrony sprawiły, że często to właśnie tam był przesuwany. Balde w wielu meczach stanowił pierwszą i ostatnią opcję na lewej obronie. Kolejnym problemem może być przedłużająca się nieobecność wyraźnego lidera defensywy. W poprzednim sezonie wielokrotnie widać było, że Inigo Martinez dyryguje formacją. Teraz nie ma kogoś, kto pokazałby kolegom, gdzie mają się ustawić, czasem krzyknął w celu otrzeźwienia partnerów. Pau Cubarsi dopiero uczy się tego typu roli.
- Balde jest najbardziej roztargniony z całej formacji obronnej. Julesowi też zdarza się od czasu do czasu zaspać, ale to Balde musi najbardziej “znosić” mnie w trakcie meczu. Skoordynowanie całej czwórki defensorów nie jest takie łatwe - mówił półtora roku temu Martinez z wywiadzie dla Sportu.
Nowy, stary konkurent
W styczniu sytuacja na Camp Nou uległa zmianie. Zdolność finansowa Barcelony nadal pozostawia wiele do życzenia, ale włodarzom wystarczyło środków na półroczne wypożyczenie Joao Cancelo. Można mieć różne opinie na temat generalnego poziomu reprezentanta Portugalii. Jednak nikt nie odmówi mu gigantycznego doświadczenia i umiejętności w grze ofensywnej.
- Cieszymy się z przyjścia Joao. Ma dużą jakość, doświadczenie, może pomóc nam, młodszym zawodnikom. Konkurencja o miejsce w składzie to coś dobrego, im większa rywalizacja, tym lepiej grasz - ocenił w styczniu Balde, cytowany przez Cope.
Konkurencja nie wpłynęła jednak pozytywnie na 22-latka. Kolejne słabe występy sprawiły, że w końcu Flick podjął decyzję o zmianie. Balde rozpoczął niedawne mecze z Gironą i Levante na ławce rezerwowych. W tym drugim spotkaniu szansę od pierwszej minut dostał Cancelo i wykorzystał ją w najlepszy możliwy sposób. Portugalczyk non stop tworzył zagrożenie na lewym skrzydle, z łatwością radził sobie z obrońcami “Granotes”. Wykreował gola De Jongowi, miał asystę drugiego stopnia przy bramce Bernala, po ostatnim gwizdku wybrano go MVP. Na taki występ lewego defensora kibice Barcelony czekali od początku sezonu.
- Wiem, że tuż po przyjściu do Barcelony nie byłem w najlepszej formie fizycznej. Ale ciężko trenowałem, pracowałem i teraz czuję się już znacznie lepiej. Trener Flick jest bardzo wymagający i podoba mi się to. Dziś najważniejsze jest zwycięstwo drużyny - przyznał Cancelo po popisie z Levante.
Beniaminek z Walencji nie jest naturalnie przeciwnikiem klasy premium. Sęk w tym, że Balde nie potrafił się wyróżniać na tle tego typu rywali. Kilka dni wcześniej dostał dwa kwadranse z Gironą i nie widać było w nim chęci pokazania się z dobrej strony. Na Estadi Montilivi nie wygrał żadnego pojedynku, miał jedną nieudaną próbę przerzutu i siedem strat na 27 kontaktów z piłką. Zapracował wtedy na to, aby w kolejnym meczu znów zostać odesłanym na ławkę.
- Balde nie jest już nietykalny. Pojawienie się Cancelo i obecność Gerarda Martina otwierają dyskusję na temat obsady lewej obrony. Flick może liczyć na Portugalczyka, który potrafi odmieniać losy meczów z drużynami, które grają niskim blokiem. Balde w tym sezonie miał pojedyncze momenty, ale brakuje mu precyzji w ofensywie i nie jest już tak skuteczny w defensywie - przyznał Didac Peyret z katalońskiego Sportu. - Balde już wie, że rywalizacja o miejsce w składzie stanie się bardziej zacięta. Z Gironą i Levante nie znalazł się w pierwszym składzie, co było jasnym sygnałem. Przybycie Cancelo zagraża pozycji Hiszpana - wtórował Gabriel Sans z Mundo Deportivo.
Słaby punkt
Cancelo nie jest wymarzoną opcją na lewą obronę. To piłkarz, który potrafi czarować na skrzydle, ale jego braki obronne bywały już bardzo kosztowne. Sama Barcelona przekonała się o tym wiosną 2024 roku, kiedy Portugalczyk zawiódł w prestiżowych starciach z PSG i Realem. Skoro nie nauczyli go bronić m.in. Massimiliano Allegri, Simone Inzaghi czy Pep Guardiola, to raczej nie uda się to już żadnemu trenerowi. Gracz wypożyczony z Al-Hilal ma swoje wady i zalety, więc trzeba go akceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Problem z Balde polega zaś na tym, że od kilku miesięcy nie broni się w prawie żadnym aspekcie. W defensywie zdarza mu się przegrać kluczowy pojedynek, a po drugiej stronie boiska notuje jedną nieudaną akcję za drugą. Dość powiedzieć, że Cancelo jest bliski dogonienia Hiszpana w liczbie celnych dośrodkowań w tym sezonie La Liga. I to po rozegraniu zaledwie 190 minut.
- Będę się upierał, że Balde, lewa obrona, to najsłabszy punkt Barcelony - powiedział Leszek Orłowski, komentując mecz Barcelony z Villarrealem na antenie Canal+ Sport. - Balde wrócił do pierwszego składu, ale nie odzyskał poczucia siły i formy, którą prezentował w poprzednich latach. Na lewej flance znów brakowało głębi, defensywie miał momenty słabości - oceniło wówczas Mundo Deportivo.
Defensor nie zagrał z Villarrealem źle, aczkolwiek znów nie wzniósł się powyżej średniej. Nic dziwnego, że w kluczowym starciu z Atletico Flick ponownie odesłał go na ławkę. W walce o finał Copa del Rey wolał postawić na Cancelo, czyli opcję słabą w obronie i dobrą w ataku, a nie aktualnie mierną w praktycznie każdym aspekcie gry. Balde w starciu z “Rojiblancos” szybko pojawił się na murawie, zmieniając kontuzjowanego Kounde, ale w drugiej połowie sam zszedł z urazem. Runda wiosenna i problemy zdrowotne tego piłkarza stają się niestety nierozłącznym duetem.
- Balde znajduje się w najgorszym momencie kariery. Jest dyskretny w ofensywie, nie wywiera wpływu na ataki Barcelony w polu karnym rywali. Przez większość seniorskiej kariery był ważnym zawodnikiem Barcelony, ale teraz obniżka formy jest aż nazbyt widoczna - opisał Tomy Gavalda z portalu futbolfantasy.com.
Barcelona odpadła z Pucharu Króla, ale przed nią seria kolejnych wyzwań. Do końca marca zmierzy się z Athletikiem, Sevillą, Rayo i dwukrotnie z Newcastle. Rozpoczyna się etap sezonu, w którym nie ma już miejsca na pomyłki, a każde potknięcie może skutkować utratą szans na sukces w Lidze Mistrzów lub na krajowym podwórku. “Blaugrana” będzie potrzebowała możliwie jak najsilniejszego składu w każdym z nadchodzących meczów. Coraz więcej wskazuje na to, że Alejandro Balde przestał być jednym z podstawowych elementów. I to nie tylko ze względu na podatność na urazy, ale przede wszystkim zbyt niski poziom sportowy.