Niebywałe, gdzie wylądował Balotelli. Złapiecie się za głowę, co za zjazd

Niebywałe, gdzie wylądował Balotelli. Złapiecie się za głowę, co za zjazd
Źródło: Danilo Vigo / PressFocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 13:02
Awanturnik, zadymiarz, ale przede wszystkim bardzo dobry zawodnik - tak barwnych postaci jak Mario Balotelli nie widuje się już w futbolu zbyt często. Niedawno napastnik przypomniał o sobie, podpisując umowę z emirackim Al-Ittifaq FC. Z tego względu warto wziąć pod lupę ostatnie kilka lat jego kariery.
Gdy mówimy Mario Balotellim, pewna jest jedna rzecz - mimo wszystkich awantur, czerwonych kartek oraz pozaboiskowych incydentów pokroju fajerwerek w toalecie czy petard w szatni, był on piłkarzem wybitnym. Ścieżkę kariery, jaką Włoch wydeptał sobie przez ostatnie kilkanaście lat, wielu innych, znacznie mniej zdolnych zawodników, uznałoby za wymarzoną. Czasami, spoglądając wstecz, trudno uwierzyć, że zawodnik o takiej mentalności spędził w sumie ponad dekadę w tylu renomowanych klubach z topu Europy. Był Inter i był Milan, był Manchester City i był Liverpool. Był nawet miesięczny epizod w La Masii, po którym Barcelona zdecydowała się odpuścić podpisanie kontraktu z 15-letnim wówczas “Super Mario”.
Dalsza część tekstu pod wideo

Ostatni błysk we Francji

Dziś Mario już dawno przestał być Super. W tym roku będzie obchodził 36. urodziny, więc widmo odwieszenia przez niego butów na kołek staje się coraz większe. Sam piłkarz ostatnie sześć lat swojej kariery spędził na kontraktach z różnymi klubami, z których zrywał się najpóźniej po roku. Trudno wskazać moment, w którym pozostanie na piłkarskim topie stało się dla niego nieosiągalne. Faktem jednak jest, że ostatni dobry moment kariery miał na przełomie 2018 i 2019 roku. Grał wtedy we francuskiej Ligue 1 i podobnie jak w przypadku poprzednich przygód, jego forma piłkarska przypominała sinusoidę. Pierwszy sezon w OGC Nice w jego wykonaniu był absolutnie rewelacyjny - strzelił w nim aż 18 goli, tworząc świetne ofensywne trio z Alassane’em Pleą i Allanem Saint-Maximinem. Później los od nowa połączył go z Roberto Mancinim, który był jego trenerem za czasów Manchesteru City i Interu Mediolan. To właśnie on dał mu pierwsze od czterech lat powołanie do reprezentacji Włoch. Balo rozegrał nawet 62 minuty w meczu z reprezentacją Polski (1:1) w Lidze Narodów UEFA. Odnotował jednak bardzo kiepski występ, w czego efekcie nie załapał się do kadry meczowej na spotkanie z Portugalią.
Na tym reprezentacyjna kariera Mario Balotellego stanęła. Powołania na kolejne zgrupowanie już nie otrzymał, a jego forma w klubie drastycznie spadła. Przybrał na wadze, spóźniał się na treningi, nie dogadywał się też z trenerem Patrickiem Vieirą. Całościowo prezentował bardzo lekceważące podejście, co irytowało także jego kolegów z drużyny.
- Oczywiście, że mamy mu to za złe. Oczekiwaliśmy od niego zaangażowania podczas pierwszej części sezonu. Ale on świadomie rezygnował z gry, postanowił nie brać udziału w tym, co się dzieje, nie angażować się w projekt klubu. To irytujące. Wstyd reagować w ten sposób, ale to była jego decyzja - przyznał z bólem serca na łamach Sky Sports Malang Sarr, ówczesny stoper “Les Aiglons”.
Co więc zrobił włoski snajper? Pozostał na Lazurowym Wybrzeżu, przywdziewając nowe barwy. Na początku 2019 roku dołączył do Olympique’u Marsylia, gdzie przeżył renesans formy. Przebojem wdarł się do pierwszego składu, trafiając do siatki osiem razy w 15 meczach. Ale w lipcu już go nie było - zmiana trenera (Rudiego Garcię zastąpił Andre Villas-Boas) oraz nieprzedłużona umowa spowodowały, że piłkarz kolejny raz musiał szukać sobie innego klubu.

Znów Italia

Brescia. Etap w karierze Balotelliego wyjątkowy o tyle, że właśnie w tym mieście wychował się pod opieką rodziny zastępczej. Sportowo rewelacji nie było - jak się bowiem okazało, Mario w sezonie 2019/20 bronił barw beniaminka, który spadł z powrotem do Serie B tuż po awansie do elity. Powrót na włoskie boiska nie był dla niego łatwy także pod tym względem, że musiał mierzyć się z rasizmem ze strony kibiców. Miarka przebrała się podczas meczu z Hellasem Werona, kiedy to napastnik, nie mogąc znieść dalszych wyzwisk na tle rasowym, wykopał piłkę w trybuny i chciał zejść z boiska. Ostatecznie jednak na murawie pozostał. Co więcej, strzelił gola, choć ostatecznie jego drużyna przegrała to spotkanie 1:2.
Balotelli w 19 rozegranych meczach dla Brescii zdobył łącznie pięć bramek. Bez szału. Sam prezes klubu, Massimo Cellino, był nim dość mocno rozczarowany - wielokrotnie krytykował go w mediach, zaznaczając, że podpisanie kontraktu było dla klubu dużym finansowym poświęceniem. Rozchodziło się, jak zwykle, o etykę pracy, która pozostawiała wiele do życzenia. Przy nawarstwiających się problemach finansowych klubu po upadku, doprowadziło to do rozwiązania kontraktu z zawodnikiem.
Po odejściu z Brescii zbliżający się już do 30-stki Balotelli miał półroczną przerwę od piłki nożnej, która okazała się wypadkową ogólnego sportowego zjazdu i pandemii COVID-19. Później był kilkumiesięczny epizod w drugoligowej Monzy, która znajdowała się wtedy jeszcze pod rządami nieżyjącego już Silvio Berlusconiego. Napastnik został więc przyjęty z otwartymi ramionami przez ludzi, którzy wiele lat temu współtworzyli AC Milan. Zarówno Berlusconi, jak i Adrian Gallani znali go właśnie z tamtego okresu. Spotkanie po latach zakończyło się na zaledwie 547 rozegranych minutach, ale warto zaznaczyć, że był to pierwszy klub od dawna, w którym Balotelli nie sprawiał większych problemów dyscyplinarnych.

Wzloty i upadki nad Bosforem

Można było odnieść wrażenie, że w karierze Włocha wreszcie coś zmienia się na lepsze. I rzeczywiście, po transferze do tureckiego Adana Demirspor znów zaczął bawić się futbolem - zdobywał bramki na zawołanie, dzięki czemu został wicekrólem strzelców tamtejszej Süper Lig. Nazbierał łącznie 18 trafień, z czego jedno z nich zostało uhonorowane nominacją do Nagrody Puskasa. W meczu z Göztepe Izmir “Super Mario” wykonał kilka zwodów, po czym wypuścił sobie piłkę na lewą stronę i wykończył akcję raboną. W swoim stylu - kompletnie nonszalancko. Głosujący docenili jednak bardziej zawodnika AMP Futbolu, Marcina Oleksego, który zgarnął nagrodę za przepięknego gola przewrotką.
Ci, którzy Balotelliego znają, wiedzieli, że taki stan raczej nie potrwa długo. Turcja również zrobiła się dla niego nudna. Schemat zaczął się powtarzać - gaśnięcie słomianego zapału, spadek formy, boiskowe kontrowersje oraz kłótnia z trenerem. Vincenzo Montella to szkoleniowiec również znany ze swojego wybuchowego charakteru, wobec czego Balotelliemu łatwo było go sprowokować. Po jednym z ligowych meczów między panami szybko wybuchła dość ostra kłótnia, która okazała się jednym z głównych powodów nagłej sprzedaży piłkarza do FC Sion za dwa i pół miliona euro.
Co ciekawe, nie był to pierwszy raz, kiedy Balotelli Montellę podjudzał. Wiele lat temu zrobił to pośrednio i przypadkiem, o czym po latach opowiadał były gracz Manchesteru City i Fiorentiny, Micah Richards.
- Kiedy zaczynałem grę w Fiorentinie, spytałem Balotelliego o to, jak witać się po włosku. Później podszedłem do Montelli [ówcześnie trenera Fiorentiny - przyp. red.], podałem mu dłoń i powiedziałem “testa di cazzo”. Dowiedziałem się po fakcie, że nazwałem go “pier**lonym kretynem” - zdradził Anglik w jednej z rozmów z Garym Linekerem.
W momencie przyjścia Balotelliego FC Sion grało w szwajcarskiej ekstraklasie. Sam piłkarz miał uprzeć się na transfer tam pod pretekstem chęci gry oraz życia bliżej domu. Ostatecznie pograł rok i… znów wrócił do Adany, ponownie na zasadzie wolnego transferu.

Kraków nie dla niego

Podczas gdy w Niemczech trwało EURO 2024, 34-letni Balotelli znów szukał klubu. Na piłkarskim bezrobociu spędził prawie cztery miesiące, znajdując ostatecznie angaż w Genoi. Był to ewidentnie pobyt do zapomnienia. Po nowym roku napastnik był związany z klubem w zasadzie tylko umową, bowiem jedynie dwa razy pojawił się w kadrze meczowej. Na dodatek w marcu złamał rękę, co wykluczyło go z futbolu na kolejne długie miesiące. Tak naprawdę w ostatnich latach okres jego dostępności na rynku trwał dłużej niż faktyczny angaż w klubie. Nie wspominając już o czasie spędzonym na boisku, który w Genoi wyniósł… 56 minut.
Teoretycznie umowę z Balotellim mogła ostatnio podpisać Wieczysta Kraków. Piotr Koźmiński z Goal.pl ujawnił, że przed sezonem 2025/26 środowisko zawodnika było w kontakcie ze Sławomirem Peszką, jednak sprawa nie rozwinęła się ze względu na brak zainteresowania zawodnika. Nieco inną wersję mogliśmy usłyszeć ze słów samego Peszki, który na antenie Kanału Sportowego zasugerował, że decyzja o rezygnacji padła z jego strony.
- Był jego temat. Ale zobaczyłem na socialach jego trening, jak to wygląda, po czym zrezygnowałem - powiedział.
Wychodzi na to, że wielu działaczy sportowych zdanie Peszki podzieliło, bo Balotelli żadnego klubu latem nie zasilił. Po opuszczeniu Genoi miał kolejną półroczną przerwę od gry. Niedawno został zawodnikiem Al-Ittifaq FC, klubu z drugiej ligi Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jego prezes, Włoch Pietro Laterza, przyznał wprost, że na pomysł o sprowadzeniu napastnika wpadł przy pomocy portalu Transfermarkt.
- W styczniowym oknie transferowym mogliśmy pozyskać tylko jednego zagranicznego piłkarza i wybraliśmy właśnie jego. Wszystko zaczęło się od wyszukiwania na Transfermarkt piłkarzy bez kontraktu. Gdy tylko przeczytaliśmy jego nazwisko, nawiązaliśmy kontakt z jego otoczeniem. Jest zmotywowany, czuje się dobrze - przyznał w rozmowie dla La Gazzetty dello Sport.
Wiele wskazuje na ponowne spełnienie scenariusza z innych klubów, z którymi Balotelli podpisywał kontrakt - świetny start, duża motywacja, a później stopniowy zjazd na każdym polu. Trudno też pozbyć się wrażenia, że to ostatnie lata dla “Super Mario” w profesjonalnym futbolu.

Przeczytaj również