Dymy w Ekstraklasie! Dawno nie było tak ostro. Frederiksen się odpalił

Dymy w Ekstraklasie! Dawno nie było tak ostro. Frederiksen się odpalił
Weronika Morciszek / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 11:00
Duże mecze potrzebują odpowiedniego napięcia, nie są w stanie istnieć wyłącznie na boisku. Im więcej dzieje się dookoła, tym lepiej dla całego widowiska. Na szczęście Niels Frederiksen i Marek Papszun zadbali o jakość widowiska przy Łazienkowskiej.
Jeśli chcemy mieć Ekstraklasę naprawdę atrakcyjną, potrzebujemy wbijania szpil. Napastnik żyje z podań, a wielkie mecze buduje się wypowiedziami dookoła. Im mniej okrągłych słówek związanych ze spotkaniami, tym lepiej. Nie chodzi oczywiście, aby w rywala walić jak w bęben - chociaż to też niekiedy zdaje egzamin - ale umiejętne zaczepienie przeciwnika automatycznie podnosi rangę spotkania. Gra ryzykowna, w razie porażki wychodzi się na człowieka potrafiącego wojować jedynie w wywiadach i konferencjach, ale też warta świeczki. Bo jeśli się uda, nastroje dookoła twojej osoby bywają euforyczne.
Dalsza część tekstu pod wideo
W niedzielę Niels Frederiksen wygrał nie tylko na boisku, ale też przed mikrofonem. Jeszcze kilkanaście dni temu - zwłaszcza, gdy Lech zbierał oklep w Lidze Europy - załamywano ręce, snuto opowieści o końcu projektu, Wojciech Kowalczyk rzucał kolejnymi tezami bez pokrycia. Ogółem nakręcano narrację, że oto nadchodzi finał Duńczyka przy Bułgarskiej i w gruncie rzeczy to żaden wielki trener. Na Frederiksena narzekali też bardziej gorączkowi kibice Lecha.
Po dwóch kolejnych meczach podobne komentarze bardzo trudno znaleźć. Najważniejsze wyniki - remis z Sunderlandem, pokonanie Legii. Ale w mediach Frederiksen też zrobił swoje. Jeszcze przed starciem w Warszawie ogłosił, że rywale muszą przygotować się na kłopoty, bo Lech doświadczenie z Ligi Europy przekłada na Ekstraklasę. Na odpowiedź ze strony Marka Papszuna nie trzeba było długo czekać.
- Lech miał w tym sezonie uzasadnione apetyty na awans do Ligi Mistrzów. Jednak przegrał, jak się okazuje, z przeciętną drużyną, bo o ile się nie mylę, Aarhus broni się teraz przed spadkiem. W tych decydujących, dużych meczach Lech często zawodzi - porażka z Górnikiem czy teraz w Lidze Europy pokazują, że te duże mecze czasem Lechowi nie wychodzą, więc liczę na to, że tym razem też tak będzie - rzucił.
To natomiast postanowił wykorzystać Frederiksen, rozpoczęła się wymiana ciosów.
- My gramy wielkie mecze cały czas, dwa razy w tygodniu. On pewnie gra taki mecz dwa razy w roku, kiedy mierzy się z nami. (...) Większość z tego, co powiedział, nie było prawdą. Dla mnie to część futbolu, nie ma problemu. Zobaczymy, kto będzie zabierał głos po meczu - stwierdził Duńczyk przed kamerami CANAL+ Sport. - Pierwsza myśl. Wygraliśmy mecz. Druga? Czy możemy uznać ten mecz za duży? Ktoś mówił przed meczem, że nie umiemy takich wygrywać. A to nawet nie był to dla nas największy mecz w tym tygodniu. Normalnie powiedziałbym, że mecz z Legią był duży, ale większy był z Anglikami - triumfował po ostatnim gwizdku.
Odniósł zwycięstwo na każdym polu. Nie tylko osiągnął lepszy rezultat na boisku, lecz również dał radę Papszunowi w medialnym zwarciu, a nie każdy trener wyszedłby z takiego pojedynku zwycięsko. Co więcej, Frederiksen zbudował się w oczach fanów "Kolejorza". Nie tylko nie zszedł wielkiemu rywalowi z drogi, ale był w stanie go z niej zepchnąć. Kibice mieli swój przedłużony moment euforii. Zwycięstwo zawsze smakuje lepiej, gdy możesz naśmiewać się z przeciwnika w mediach społecznościowych. Albo wtedy, gdy twój trener z dumą obwieszcza, że znienawidzonego przeciwnika "znów udało się wyru*hać".
Obaj szkoleniowcy przyczynili się do tego, że spotkanie przy Łazienkowskiej stało się jeszcze bardziej emocjonujące. Ta wojna podjazdowa, tak potrzebna, aby piłka była naprawdę ciekawa, przysłużyła się wszystkim oglądającym. Umiejętnie podgrzano atmosferę, w końcu było trochę show. Bardzo cenne, wobec coraz częstszych korporacyjnych zwrotów i prób kontroli całego przekazu. Piłka to emocje, pozwólmy im żyć.
Historię - w bardzo szerokim ujęciu: indywidualnym, zespołowym, ale i całej ligi - buduje się podobnymi wypowiedziami. Nie bez powodu debaty odgrywają kluczowe role w kampaniach polityków, czasami jedno zdanie potrafi odwrócić losy wyścigu. W piłce działa zbliżony mechanizm, dziesiątki trenerów i zawodników pamięta się tym lepiej, im ciekawsi byli przed kamerami. Zazwyczaj mają też mocniejsze notowania. Narracja jest kluczowa, narracja formułuje rzeczywistość w równym stopniu, co realne działanie. Przyzwyczajeń nie damy rady oszukać.

Dyskusja

Przeczytaj również