Dziś postraszy Jagiellonię, zimą trafi do polskiego klubu. "Szybki, świetny w pojedynkach"

Dziś postraszy Jagiellonię, zimą trafi do polskiego klubu. "Szybki, świetny w pojedynkach"
IMAGO / pressfocus
Szymon - Janczyk
Szymon JanczykDzisiaj · 12:00
FC Ararat-Armenia istnieje tak krótko, że pierwsze mecze tego klubu nastąpiły po erze Michała Probierza w Jagiellonii Białystok. I to tej drugiej, zakończonej wicemistrzostwem Polski. Powstały w Erywaniu projekt, który nazwą nawiązuje do świętej góry wszystkich Ormian, opisuje specjalnie dla Meczyki.pl dyrektor sportowy tego klubu.
Nie ma rzeczy, której Rafael Bracali nie widział w futbolu. 45-letni działacz w przeszłości stał między słupkami. Pamięta czas, gdy Portugalię na europejskiej scenie reprezentował CD Nacional - i to w Pucharze UEFA. Wyjmował piłkę z siatki po strzałach Torstena Fringsa czy Claudio Pizarro. Na treningach bronił atomowe uderzenia Hulka i mierzone po widłach próby Jamesa Rodrigueza czy Joao Moutinho.
Dalsza część tekstu pod wideo
Zanim skończył karierę, przetestował go jeszcze Ibrahima Camara z Radomiaka, bo Brazylijczyk spędził ostatnie lata na boisku w Boaviście, gdzie potem wszedł w buty działacza. Schyłkowy okres zasłużonego klubu z Porto dał mu doświadczenie, które wykorzystuje w pracy dyrektora sportowego ambitnego FC Ararat-Armenia.
- Piłka nożna dała mi różne doświadczenia. Szansa dołączenia do tego klubu przyszła w odpowiednim momencie. Dostałem szansę, żeby coś zbudować, rozwinąć struktury klubu i spełniać się w ambitnym projekcie. Wiedziałem, że to będzie inne wyzwanie, ale to właśnie mnie ciekawiło - uśmiecha się Bracali, gdy pytam go, jak właściwie trafił do Armenii.

Rywal Jagiellonii pisze historię

FC Ararat-Armenia Erywań to klub ormiańskiego oligarchy. Samvel Karapetyan majątek zbił w Rosji, gdzie skupiał piłkarskich pasjonatów z ojczyzny w Araracie Moskwa. Gdy wrócił, przejął i rozwinął FC Ararat-Armenia, szybko stało się jasne, że mówimy o topowym klubie w skali ligi. Dwa mistrzostwa w dwóch pierwszych sezonach na najwyższym szczeblu, kolejne przed rokiem. Łącznie siedem medali. To dorobek czwartkowego rywala Jagiellonii po niemal dekadzie istnienia na piłkarskiej mapie kraju.
Bracali ma wkład w ostatni sukces. Do Armenii trafił w 2025 roku, szybko ściągając do siebie trenera, który w akademii FC Porto przyłożył rękę do talentu Afonso Sousy i paru nawet lepszych piłkarzy. Tulipa w seniorskiej piłce nie święcił triumfów, ale na Araracie-Armenia szybko odcisnął swoje piętno. Ofensywny, intensywny zespół pełen zawodników z Brazylii, Portugalii i Afryki uzupełniony reprezentantami Armenii, odzyskał tytuł.
Jeszcze ważniejszy krok przyszedł latem. Powstanie Ligi Konferencji sprawiło, że armeńskie kluby zaczęły pojawiać się w Europie, ale FC Ararat-Armenia poszedł nawet dalej - awansował do Ligi Europy jako pierwszy przedstawiciel tamtejszej ligi w historii. „Wystarczyło” wygrać dwa dwumecze: z Riga FC w eliminacjach Champions League oraz Universitateą w kwalifikacjach do Ligi Europy.
- Naszym celem jest walka o trofea w Armenii i budowa zdrowo rozwijającego się klubu. Musimy zainwestować w naszą infrastrukturę, mądrze rekrutować i rozwijać zawodników, żeby zmniejszyć dystans do silniejszych lig. Awans do Ligi Europy to ważny krok, ale nie chcemy, żeby była to jednorazowa przygoda. Chcemy być postrzegani jako konkurencyjny klub i platforma do rozwoju dla piłkarzy - stwierdza Bracali w rozmowie z Meczyki.pl.

Przyszły piłkarz Lechii to gwiazda rywala Jagiellonii

Ararat-Armenia ma poważną konkurencję na lokalnym rynku. Chociaż budżet tego klubu ocenia się na 5,5 - 6 milionów euro, co wyróżnia go na tle ligowej stawki, to Noah FC dysponuje nawet dwukrotnie większą fortuną. W składzie tych drugich biega Mario Gonzalez, który nie tak dawno sięgał po mistrzostwo Polski z Lechem Poznań.
Bracali nie ma możliwości sięgania po takie nazwiska, ale zbudował ciekawy skład. Pełno w nim piłkarzy, którzy mają za sobą występy w Portugalii. Konkretnie: w drugiej lidze portugalskiej.
- Portugalia produkuje wielu zdolnych piłkarzy, dobrze znam ten rynek. W drugiej lidze portugalskiej są zawodnicy z jakością, ambicją i potencjałem do gry na wyższym poziomie, którzy nie dostali jeszcze takiej szansy. Naszym celem jest ich identyfikacja. Nie zawsze jest łatwo przekonać ich do transferu do Armenii z uwagi na odległość czy siłę ligi. Przedstawiamy im nasz projekt, jesteśmy profesjonalnym klubem z dobrymi warunkami i aspiracjami. Gra w Europie nam pomaga, zawodnicy rozumieją, że transfer do Armenii nie musi być krokiem wstecz w ich karierach - tłumaczy dyrektor sportowy FC Ararat-Armenia.
Próżno szukać wśród nich rozpoznawalnych postaci. Zidane Banjaqui może być kojarzony z imienia po sławnym Francuzie, ale też z nazwiska - to dlatego, że jego młodszy brat Daniel to najnowszy wonderkid Benfiki. Wiekowy napastnik Sandro Lima swego czasu strzelał na zapleczu Super Lig, zaliczył też masę występów w Liga NOS. Wreszcie jest Artur Serobyan, czyli chłopak, który zimą trafi do Lechii Gdańsk za milion euro.
- Jest szybki, świetny w dryblingu i pojedynkach, potrafi robić różnice w ostatniej tercji. Jest reprezentantem kraju, ale wciąż ma pole do rozwoju. Zdołał połączyć jakość indywidualną ze stabilnością i powtarzalnością. Jego transfer do Lechii Gdańsk to dla nas duże wydarzenie. Pokazał, że potrafimy znaleźć talent, pomóc mu w rozwoju i wytransferować go do Europy. Wierzymy, że Artur pokaże swój potencjał w Polsce - zachwyca się nim Rafael Bracali.
Serobyan to największa gwiazda Araratu-Armenia. Odwrócony skrzydłowy dysponuje świetną szybkością i dryblingiem. Nawet w Europie demonstruje to, co ma najlepsze - w pierwszym spotkaniu Ligi Europy był najlepiej kiwającym i najczęściej faulowanym piłkarzem swojego zespołu.
Żaden skrzydłowy w lidze armeńskiej nie pojawia się w polu karnym przeciwnika tak często, jak on. Jagiellonia jego może obawiać się najbardziej, bo Serobyan to lider pełną gębą: na boisku jest wszędzie, ma dużą swobodę i sporą jakość.

Dyrektor Araratu-Armenia: Jagiellonia to uznany klub

Liga Europy wcale nie zaskoczyła Araratu-Armenia. Lanie od Sparty Praga (1:4) to fakt, ale wynik na tablicy nie odzwierciedlał tego, jak wyglądało to spotkanie. Niżej notowani mistrzowie Armenii mieli w nim swoje momenty. Bracali przyznaje, że jego celem jest zbudowanie drużyny, po której nie widać, że finansowo jest jeszcze półkę niżej od rywali.
- Musimy podejmować najlepsze decyzje mieszczące się w naszych możliwościach. Pieniądze w piłce są ważne, ale nie gwarantują sukcesu. Właściwa rekrutacja, jakość kadry trenerskiej i organizacja w klubie to kluczowe aspekty. Jesteśmy świadomi naszych limitów, ale wiemy, co chcemy osiągnąć - mówi w rozmowie z Meczyki.pl.
- Gra w Lidze Europy jest dla nas ekstremalnie ważna zarówno pod kątem finansowym jak i sportowym. Zbieramy doświadczenie, mamy szansę sprawdzić się na tle klubów dysponujących kompletnie innymi możliwościami. Cała organizacja, sztab, piłkarze, się dzięki temu rozwijają. Zarobione pieniądze inwestujemy w rozwój. Gra w Europie podnosi też rangę i reputację naszego klubu. To dla nas wielka szansa - dodaje Bracali.
FC Ararat-Armenia czekają jeszcze mecze z RB Salzburg i AC Milan. Wyjazdy do Austrii oraz Włoch będą ciekawsze niż wyprawa do Białegostoku, ale mimo to dyrektor sportowy armeńskiego klubu docenia polskiego rywala i liczy na niespodziankę.
- Jagiellonia to rozpoznawalny, uznany klub, czeka nas trudny mecz. Wiemy, że musimy być zorganizowani, zdyscyplinowani i skupieni przez cały mecz. Na tym poziomie decydują małe detale. Wierzymy w nasze możliwości, zagramy z charakterem. Jesteśmy w stanie rywalizować, chcemy pokazać to nastawienie w meczu - podsumowuje.

Dyskusja

Przeczytaj również