Flop za 145 mln euro? To już nieaktualne. On znów jest znakomity
Rekordowy transfer, ogromne oczekiwania, ale i… wielkie rozczarowanie. Tak można podsumować pierwszy rok Alexandra Isaka w Liverpoolu. Teraz sytuacja się jednak zmienia. Szwed zaczął “dowozić” w rozgrywkach 2026/27. Żaden zawodnik Premier League nie zdobył tak dużej części bramek swojego zespołu.
Szalone okienko transferowe z lata 2025 miało pomóc Liverpoolowi zdominować Premier League. Okazało się jednak niewypałem. Oczekiwań z różnych powodów nie spełnił żaden z piłkarzy ściągniętych za wielkie pieniądze, poza Hugo Ekitike. Rozczarował też najdroższy Alexander Isak. Szwed teraz jednak wreszcie wszedł na wyższy poziom. Strzela regularnie, robi to w ważnych momentach, daje drużynie cenne punkty. Można zacząć wierzyć w to, że wraca piłkarz, którego ściągano na Anfield za rekordową kwotę.
Ciężki start rekordowego nabytku
Gdy latem 2025 roku broniący mistrzostwa Anglii Liverpool bił rekord transferowy Premier League, wydając na Alexa Isaka 125 milionów funtów, wydawało się, że to krok w stronę budowy “dynastii”. “The Reds” dopiero co zapłacili ogromną kwotę za Floriana Wirtza, a do tego ściągnęli jeszcze Milosa Kerkeza, Jeremiego Frimponga czy Hugo Ekitike. Po pozyskaniu Isaka w Deadline Day przekroczyli 400 milionów funtów.
Skończyło się rozczarowaniem. Jedynym zawodnikiem z wielkiego zaciągu, który nie zawiódł, był Ekitike. Liverpool, zamiast rozpocząć dominację, zaledwie rok po zdobyciu tytułu z dziesięciopunktową przewagą, osunął się na piąte miejsce i nie osłodził tego kibicom żadnym innym trofeum. Arne Slot stracił pracę, a o większości drogich nabytków z jego ostatniego letniego okienka mówiono jako o flopach.
Isak nie mógł zacząć na pełnych obrotach. Po pierwsze - przyszedł późno, bo w ostatni dzień okienka. Po drugie - nie przepracował z Newcastle okresu przygotowawczego, bo starał się wymusić transfer. W efekcie po przenosinach do Liverpoolu musiał nadrobić zaległości treningowe. Trapiły go też problemy zdrowotne. Z powodu kontuzji w debiutanckim sezonie na Anfield pauzował łącznie aż 141 dni, tracąc 28 klubowych spotkań, a należy uwzględnić jeszcze konieczność dojścia do odpowiedniej formy po urazach. Największe piętno odcisnęło pękniecie kości strzałkowej, którego Szwed doznał w wyniku starcia z Mickym van de Venem, gdy strzelał gola podczas grudniowego spotkania z Tottenhamem. Wypadł wówczas na ponad trzy miesiące.
To był jednak 16. występ Ishak w zespole z czerwonej części Merseyside i dopiero trzecie trafienie w jego barwach. Ostatecznie rozgrywki zakończył z bilansem czterech bramek i jednej asysty w 22 występach na wszystkich frontach, przy trochę ponad tysiącu rozegranych minut.
- Nie mieliśmy najlepszych wyników i oczywiście oczekuję więcej od samego siebie. (...) Sam wiem najlepiej, kiedy idzie mi dobrze, a kiedy źle - przyznawał zresztą w rozmowie ze Sky Sports na początku grudnia.
Wymiar gry nie był duży, właśnie przez kłopoty z kontuzjami, ale i dorobek nie miał prawa satysfakcjonować. W końcu w ostatnich dwóch sezonach w Newcastle zdobywał po 25 i 27 bramek. Fani 20-krotnych mistrzów Anglii musieli liczyć, że kolejna kampania przyniesie progres.
Dał ponad połowę punktów
Na Anfield latem doszło do istotnych zmian. Slota zastąpił Andoni Iraola. Z klubu odszedł wieloletni lider - Mohamed Salah. Nadeszła pora na redefinicję i próbę podniesienia się po ogromnym rozczarowaniu z poprzednich rozgrywek. Do tego potrzebny był ktoś, kto udźwignie ciężar ofensywy, która w ciągu ostatniego roku, w obliczu słabszej dyspozycji Egipcjanina, nie miała lidera.
- Sam miałem wiele kontuzji, więc wiem, jak trudno jest się po nich podnosić i że potrzeba na to czasu. Wszyscy dali mu czas i to rozumieli. Ale teraz, po zakończeniu sezonu i wyjeździe na mundial oraz przepracowanym okresie przygotowawczym, praktycznie nie ma już wymówek - mówił po meczu pierwszej kolejki z Newcastle (0:0) dawny gwiazdor Liverpoolu, Michael Owen, w radiu talkSPORT. - Musimy zacząć widzieć prawdziwego Isaka. A wiemy, jak dobry jest. Widzieliśmy to w Newcastle, jest świetny.
Isak zaliczył “pusty przelot” na inaugurację rozgrywek, ale potem krok po kroku zaczął wracać do swojej dawnej, dobrej wersji. W rozgrywki wszedł dużo lepiej niż rok temu. Nawet pomimo dwumeczowej pauzy spowodowanej urazem uda odniesionym podczas wrześniowo-październikowej przerwy reprezentacyjnej, możemy mówić o wyraźnym progresie względem poprzedniej kampanii. Szwed potrzebował w niej aż sześciu występów w lidze, żeby otworzyć swoje konto bramkowe, a 10, aby dobić do dwóch goli. W aktualnej już przebił ten dorobek strzelecki.
Trafia regularnie, zdobywając ważne bramki. Znalazł drogę do siatki sześciokrotnie, strzelając w pięciu z siedmiu występów w Premier League, a jego gole były “warte” aż siedem oczek - niemal połowę z 15-punktowego dorobku “The Reds”. To właśnie Isak przesądzał o trzech z czterech ligowych wygranych. Co więcej, jest autorem 54,5% goli Liverpoolu w tej edycji Premier League - to najwyższy współczynnik ze wszystkich piłkarzy w lidze.
Gole Isaka w tym sezonie Premier League:
- 2:2 z Nottingham Forest - bramka na 1:1,
- 2:0 z Ipswich - oba trafienia,
- 1:0 z Bournemouth - jedyny gol meczu,
- 2:1 z Brentfor - bramka na 2:1,
- 2:0 z Brighton - gol na 2:0.
Do tego zapisano mu też asystę przy zwycięskim trafieniu Alexisa Mac Allistera przeciwko Atletico Madryt w Lidze Mistrzów, choć piłka jedynie odbiła się od niego, zanim Argentyńczyk uderzył skutecznie z dystansu.
Wraca Isak z Newcastle
Gdy na Anfield trafiali Isak i Wirtz, mówiono, że to transfery mające na celu znalezienie następcy Salaha. Chwalono decyzję o pozyskaniu ich jeszcze zanim Egipcjanin opuścił Merseyside, aby dać im czas na aklimatyzację i rozwinięcie skrzydeł. Słaby start w nowych barwach obudził jednak sporo wątpliwości. I o ile w przypadku Niemca trudno mówić o specjalnym progresie względem tego, co już pokazał, o tyle Szwed daje nadzieje na “dowiezienie”.
Na razie nie mamy dużej próbki, ale Isak zaczyna przypominać piłkarza, który “ciągnął” wózek w Newcastle, pracując na rekordowy transfer. Na St James’ Park pokazał, że jest zawodnikiem godnym zaufania, regularnym i potrafiącym udźwignąć ciężar roli lidera. Teraz takiego piłkarza potrzebują w Liverpoolu, a Szwed daje powody, by w niego wierzyć. Po zdecydowanie najgorszym sezonie od transferu do Anglii, teraz nawiązuje do formy strzeleckiej prezentowanej w barwach “The Magpies”.
Częstotliwość zdobywania bramek przez Isaka - wszystkie rozgrywki:
- 2022/23 (Newcastle United): 10 goli, 1676 minut - bramka co 168 minut,
- 2023/24 (Newcastle United): 25 goli, 2971 minut - bramka co 119 minut,
- 2024/25 (Newcastle United): 27 goli, 3319 minut - bramka co 123 minuty,
- 2025/26 (Liverpool): 4 gole, 1044 minuty - bramka co 261 minut,
- 2026/27 (Liverpool): 6 goli, 692 minuty - bramka co 115 minut.
Częstotliwość zdobywania bramek przez Isaka - Premier League:
- 2022/23 (Newcastle United): 10 goli, 1523 minuty - bramka co 152 minuty,
- 2023/24 (Newcastle United): 21 goli, 2265 minut - bramka co 108 minut,
- 2024/25 (Newcastle United): 23 gole, 2769 minut - bramka co 120 minut,
- 2025/26 (Liverpool): 3 gole, 714 minut - bramka co 238 minut,
- 2026/27 (Liverpool): 6 goli, 571 minut - bramka co 95 minut.
Aby Liverpool wrócił na właściwe tory, będzie potrzebował właśnie “Isaka z Newcastle”. A jeśli Szwed nawiąże do formy z St James’ Park, może zmienić postrzeganie letniego okienka “The Reds” z 2025 roku. Bo pod względem stosunku wydanych pieniędzy do wpływu na formę zespołu, jest ono jednym z najgorszych w całej historii Premier League.