Genialny transfer Realu Madryt. Pogrzebie Viniciusa? "Przepaść jest ogromna"

Genialny transfer Realu Madryt. Pogrzebie Viniciusa? "Przepaść jest ogromna"
charnsitr / shutterstock
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 08:00
Yan Diomande zaledwie w kilka tygodni wyrósł na kluczową postać Realu Madryt. Jego kapitalna forma nie tylko ciągnie drużynę w trudnych momentach, ale przede wszystkim stawia pod znakiem zapytania dotychczasową pozycję Viniciusa Juniora, który przeżywa jeden z najgorszych kryzysów w swojej karierze.
Zanim w środę wpakował potężnego woleja w okienko bramki RB Lipsk, Yan Diomande wołał i prosił Brahima Diaza, który w końcu posłał mu idealną piłkę. Metaforycznie można to porównać do błagań Iworyjczyka w stronę Jose Mourinho, aby w końcu dał mu szansę pokazania tego, że, przynajmniej w obecnym czasie, nie jest słabszy od Viniciusa Juniora. Całkiem przyjemnie zaczęło się jego nowe życie. Życie jak w Madrycie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Człowiek od wygrywania

- Podanie od Brahima… Nie musiałem nawet opanowywać piłki, spróbowałem na jeden kontakt, boom, w same widły - ekscytował się bohater meczu w mix zonie dając wywiad stacji DAZN. Łatwo zagranie opisać, ale niełatwo wykonać. Niektórym w oczach stanął Zinedine Zidane i jego pamiętny wolej przeciwko Bayerowi Leverkusen w finale Ligi Mistrzów. Może przesada, na pewno gol nie tak istotny dla klubu, ale dla samego piłkarza? Absolutnie kluczowy.
Przed niedzielnym El Clasico skrzydłowy ma na koncie dziewięć spotkań, trzy gole i cztery asysty. W Realu, gdzie ratunek częściej przychodzi od samych zawodników niż z przemyślanego planu gry, Diomande wyrasta na gościa zdolnego wyciągnąć Jose Mourinho i jego drużynę z niejednych potencjalnych tarapatów. Tak, jak to robił Kylian Mbappe w starciu z Interem (i zresztą w wielu innych sytuacjach) czy plejada świeżych rezerwowych przeciwko Romie. Diomande pokazał swój “gen zwycięzcy” już w szalenie trudnym spotkaniu z Villarrealem zaledwie dwa tygodnie temu.
Jego występy sprawiły, że kibice zaczęli dyskutować o tym, czy wschodzący talent z Bundesligi (rozgrywający właśnie swój premierowy sezon w stolicy Hiszpanii, w dodatku na różnych pozycjach) radzi sobie lepiej niż Vinicius Junior - zawodnik, który jeszcze dwa lata temu walczył o Złotą Piłkę. Odpowiedź brzmi: tak, oczywiście. Od początku sezonu Diomande prezentuje się znacznie lepiej od Brazylijczyka, a nawet jeśli odłożymy na bok gole i asysty, to w samej grze na boisku trudno o jakiekolwiek porównanie.
A przecież nowy gracz Realu nie rozgrywa samych meczów 10 na 10. Na dobrą sprawę pewnie takie ma dopiero przed sobą. Podobnie jak i katastrofalne, bo jak wiadomo nie zawsze wszystko układa się idealnie. Problem polega na tym, że w przypadku Viniego większość występów w tej kampanii była po prostu bardzo słaba. Nie tylko jak na jego standardy, ale ogólnie rzecz biorąc. Kiepska jak na zawodnika La Liga.

Lepszy na każdym polu

Nie chodzi nawet o czyste liczby, gole i asysty, gdzie Iworyjczyk już przerasta kolegę z zespołu. Diomande podejmuje też lepsze decyzje, rzadziej holuje piłkę i pracuje na boisku ciężej niż Brazylijczyk, mimo że gra na tej samej pozycji. Młody zawodnik wykonał 23 udane dryblingi przy skuteczności 66%, podczas gdy Vinicius ma ich na koncie 14 przy skuteczności zaledwie 47%. W ostatnich dwóch spotkaniach Vini nie wykonał ani jednej próby przejścia obrońcy, co nie zdarzyło mu się od czasu, gdy dołączył do składu “Królewskich”.
W ostatnim czasie kibice coraz częściej zaczęli przykładać uwagę do gry obronnej poszczególnych piłkarzy. W szczególności do wpływu Viniciusa na ten aspekt gry. I cóż, nikt nie będzie zaskoczony tym, że i w tej kwestii Vinicius odstaje od bohatera letniego hitowego transferu. W samej La Liga Diomande ma na swoim koncie 16 interwencji w obronie, podczas gdy Vinicius, w większej liczbie meczów, zaledwie sześć. Przepaść.
To pokazuje, że 19-letni chłopak rozgrywający swój pierwszy sezon w największym klubie świata, radzi sobie lepiej od piłkarza, który niedawno podpisał jeden z najwyższych kontraktów ostatnich lat w Realu Madryt. Mourinho może jeszcze przez jakiś czas stawiać na Viniciusa, ale jeśli jego gra się nie poprawi, Portugalczyk będzie musiał dojść do wniosku, że wsparcie piłkarzowi można okazywać tylko do pewnego momentu.

Why not both?

Ale czy Diomande już teraz “pogrzebał” Viniciusa? Pewnie niektórzy chętnie zobaczyliby smutnego Brazylijczyka oglądającego z pozycji ławki gole swojego zmiennika, ale wątpliwe, że taki rozwój wydarzeń nadejdzie. Yan dał sobie trochę czasu i odroczył o kilka tygodni kolejne złośliwości, które z pewnością wrócą po dwóch czy trzech nieudanych meczach. Po miesiącach letniej telenoweli chłopak stał się najdroższym transferem w historii Realu Madryt. A ma zaledwie 19 lat. Mourinho wie o tym doskonale.
- Jedyną rzeczą, która jest nienaruszalna, jest herb - mówił portugalski szkoleniowiec przed spotkaniem z Lipskiem - Żaden piłkarz nie może się czuć nietykalnym. To nie jest kwestia statusu, ani opaski kapitana na ramieniu, ani kwoty, jaką wydano na jego pozyskanie. Tym, co czyni zawodnika nietykalnym, to jego postawa na boisku.
Obaj dryblerzy dzielą tę samą boiskową beztroskę, tę samą chęć kruszenia lodu, ruszają do przodu z głową w dole, pilne obserwując nogi defensorów. W dłuższej perspektywie, gdy obaj będą w sztosie, trzeba będzie ich jakoś “pożenić”. Po co ich sobie przeciwstawiać? Czy nie mogą grać razem? Bo przecież Vinicius w końcu kiedyś wróci. Nie ma podstaw sądzić, że przeciętność, w jakiej się znalazł, potrwa wiecznie. W gruncie rzeczy to Kylian Mbappe wypowiedział się o tej sytuacji dość trzeźwo na łamach El Pais.
- Świetnie, że Vini jest smutny, bo oznacza to, że bardzo zależy mu na tym, aby dać dużo drużynie i kibicom. Musi zachować pewność siebie i dumę z tego, kim jest.
Wyzwaniem dla Jose Mourinho nie powinno być więc wybranie do pierwszego składu tylko jednego z nich, ale znalezienie sposobu na efektywne połączenie potencjału obu genialnych skrzydłowych. Ostatecznie to nie status czy kwota transferu, lecz postawa na boisku i dobro całego zespołu zweryfikują, kto z nich wywalczy sobie stałe miejsce w wyjściowej jedenastce. Przed “Los Blancos” najtrudniejszy test tej jesieni, klasyk na Camp Nou, i będą musieli go przejść bez Brazylijczyka w składzie (z powodu czteromeczowego zawieszenia). Tu również dostaniemy odpowiedzi na pytanie, gdzie znajduje się sufit Diomande i czy będzie w stanie wzbić się na poziom Viniego. Tego prawdziwego.

Dyskusja

Przeczytaj również