Gigant w tarapatach. Najgorszy start sezonu od… 40 lat. "Wszystko się sypie"

Gigant w tarapatach. Najgorszy start sezonu od… 40 lat. "Wszystko się sypie"
Cordon / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 11:00
Otwarta krytyka pionu sportowego przez jednego z piłkarzy po kolejnej porażce. Nawracające problemy trapiące klub od dawna. Czarne chmury nad głową Michaela Carricka, który podpisał kontrakt zaledwie kilka miesięcy temu. I przede wszystkim - najgorszy start ligowego sezonu od 40 lat. Tak wygląda początek kampanii 2026/27 w wykonaniu Manchesteru United. Kibicom pozostaje tylko zastanawiać się, gdzie jest granica.
Manchester United zaliczył w drugiej połowie poprzednich rozgrywek wielkie odrodzenie. Pod wodzą Michaela Carricka, pełniącego wówczas funkcję menedżera tymczasowego, punktował najlepiej w Premier League, w efekcie finiszując na podium i kwalifikując się do Ligi Mistrzów. Anglik tym samym zasłużył sobie na szansę w dłuższym wymiarze. Nastroje przed obecnym sezonem były naprawdę pozytywne.
Dalsza część tekstu pod wideo
Rzeczywistość boleśnie zweryfikowała nadzieje “Czerwonych Diabłów”. Podopieczni Carricka wygrali zaledwie dwa z dziewięciu meczów na starcie tej kampanii - z beniaminkiem z Ipswich i kopciuszkiem Ligi Mistrzów, azerskim Sabahem. Przed startem siódmej kolejki Premier League wylądowali na 13. miejscu. Odpadli też już z Pucharu Ligi, a to tylko szczyt góry lodowej. Można mieć uzasadnione zarzuty do tego, jak przebiegło letnie okno transferowe i jak klubem zarządzają osoby decyzyjne. Nastroje w szatni są katastrofalne, atmosfera za kulisami robi się gęsta, posada Carricka wydaje się zagrożona. Na Old Trafford ponownie zapanował chaos. Ilekroć wydaje się, że United wychodzą na prostą, na fanów czeka następna koszmarna niespodzianka.

Tak samo słabo było, gdy spadali

Historia ostatnich kilku tygodni to opowieść o powtarzających się bezustannie tych samych bolączkach. “Czerwone Diabły” nie potrafią przełamać nisko ustawionej obrony rywali i mają ogromne problemy z atakiem pozycyjnym. W niezrozumiały sposób cofają się, oddając pole przeciwnikom, gdy tylko mają korzystny wynik. Wypuszczają punkty, gdy rywale grają w osłabieniu. Brakuje im intensywności. Lista problemów jest długa i widać to na starcie sezonu.
A ten wygląda po prostu katastrofalnie. Manchester United rozegrał dziewięć spotkań na wszystkich frontach. Wygrał zaledwie dwa. W Lidze Mistrzów pewnie pokonał azerski Sabah 4:0, ale to rywal ze zdecydowanie niższej półki i trudno wyciągać z tego meczu jakiekolwiek wnioski. Jedyne zwycięstwo w lidze to druga kolejka przeciwko Ipswich. Beniaminek w pierwszej połowie prezentował się jednak na Old Trafford lepiej od gospodarzy. Niemal do samej przerwy prowadził 1:0 i miał okazje, żeby jeszcze zwiększyć swoją przewagę, ale tuż przed zmianą stron sam podał pomocną dłoń gospodarzom - po nieodpowiedzialnej stracie Marcelino Nuneza wyrównał Bruno Fernandes, a druga część spotkania była zdecydowanie najlepszą w wykonaniu podopiecznych Carricka w tym sezonie.
Poza tym mamy pasmo rozczarowań. Przegrana z Hull na inaugurację obnażyła indolencję w ofensywie. Z Evertonem zespół dwukrotnie oddawał inicjatywę po wyjściu na prowadzenie, co skończyło się stratą punktów w doliczonym czasie. O porażce z City zadecydował niesłusznie uznany gol Erlinga Haalanda, ale jeśli przez 67 minut gry w przewadze oddajesz dwa celne strzały, z czego jeden groźny, to trudno mieć wymówki. Dwa mecze z rywalami przystępującymi do rywalizacji z ostatniej pozycji w tabeli zakończyły się remisami. Fulham przez dużą część meczu kontrolowało sytuację, a punkt udało się uratować dopiero w końcówce. U siebie, w meczu z Tottenhamem, “Czerwone Diabły” z jednej strony znów miały sporo szczęścia, bo Londyńczycy po pierwszej połowie mogli prowadzić kilkoma bramkami, a z drugiej kolejny raz poznały smak frustracji, tracąc gola na remis w doliczonym czasie gry. I to pomimo gry w przewadze. Efekt? Sześć punktów po sześciu kolejkach. Najgorszy ligowy start od 40 lat. Taki sam bilans, jak przy okazji ostatniego spadku w rozgrywkach 1973/74. I to pomimo prawdopodobnie najłatwiejszego na papierze startu z całej ligi.
Do tego należy dodać jeszcze niedawną wyjazdową porażkę z Atletico Madryt w Lidze Mistrzów. Przy lepszej skuteczności realne byłoby zapewne ugranie punktów, ale strata bramki w pierwszej minucie po tym, jak Carrick tłumaczył na konferencji prasowej, że kluczowy jest mocny start, to tylko podsumowanie tego, co dzieje się z United w ostatnich tygodniach. A wisienkę na torcie stanowi wypuszczenie dwubramkowego prowadzenia w starciu z Brighton w Pucharze Ligi. “Czerwone Diabły” odpadły z rozgrywek po porażce 2:3 i po raz pierwszy od 1984 roku przegrały domowe spotkanie, w którym prowadziły do przerwy.
Rozgrywki trwają od nieco ponad dwóch miesięcy, a już wydaje się, że kolejny rok można w czerwonej części Manchesteru spisać na straty.

Nie tylko trener i piłkarze

Przyczyn kłopotów należy dopatrywać się w wielu aspektach. Letnie okienko transferowe przyniosło wyczekiwaną przebudowę środka pola. Do klubu trafili trzej nowi pomocnicy: doświadczony i sprawdzony na poziomie Premier League Youri Tielemans oraz młodzi Carlos Baleba i Andrey Santos. Kameruńczyk dopiero doszedł do siebie po kontuzji, Brazylijczyk z kolei nie dostaje od trenera wielu szans.
Co jednak z pozostałymi obszarami boiska? W ataku wciąż brak wartościowego zmiennika, co unaoczniły problemy zdrowotne Benjamina Seski. Jedyną alternatywą na pozycji “dziewiątki” (choć i co do tego można mieć wątpliwości) jest skreślany już wielokrotnie Joshua Zirkzee. Pod nieobecność Słoweńca na pozycji napastnika ze słabym skutkiem grał Matheus Cunha, a ostatnio robi to Bryan Mbeumo. W obu przypadkach to piłkarze, którzy nominalnymi snajperami nie są.
W obronie od lat grają te same nazwiska. Najczęściej oglądamy w niej kwartet Diogo Dalot - Harry Maguire - Lisandro Martinez - Luke Shaw. Ten sam zestaw przegrał 0:4 z Brentford na starcie kadencji Erika ten Haga latem 2022 roku. Podkreślmy to jeszcze raz: cztery sezony temu! Carrick ufa (a może w obliczu indolencji zarządu w ruchach transferowych musi ufać) zawodnikom niegwarantującym od dawna satysfakcjonujących wyników i nie chce zaryzykować, dając wartościową szansę młodszym graczom. Możliwe, że po powrocie do zdrowia status quo przełamie Mathijs de Ligt, lecz pauzował bardzo długo, więc trudno mieć co do niego konkretne oczekiwania. Ponadto latem nie udało się pozyskać lewego obrońcy i w efekcie w pierwszej drużynie nie ma zdrowego, doświadczonego zawodnika na tej pozycji. A przecież przy kruchym zdrowiu Shawa należało spodziewać się jego absencji.
Zarządzanie sprawami transferowymi przez pion sportowy budowany przez współwłaściciela klubu, Sir Jima Ratcliffe’a, budzi coraz większe wątpliwości. Filozofia “przebudowywania jednej formacji rocznie” - ostatnio atak, tym razem pomoc, za rok najpewniej obrona - wygląda kuriozalnie, skutkuje ignorowaniem braków w innych strefach boiska i rozczarowującymi rezultatami. Zresztą latem o konieczności wzmocnień mówili otwarcie Shaw czy Maguire, a po ostatniej porażce z Atletico w wywiadzie pomeczowym w język nie gryzł się Martinez, uderzając w odpowiadającego za transfery dyrektora sportowego (dawniej technicznego), Jasona Wilcoxa.
- Oczekiwałem większych inwestycji latem. Szczerze mówiąc, oczekuję więcej od dyrektora technicznego. (...) Ciągle zmieniamy menedżerów, ale co z innymi obszarami? Więcej nie mogę powiedzieć. Łatwo jest mówić o trenerze, piłkarzach, ale trzeba też rozliczać innych.

Legendy miały rację?

Wątpliwości budzi również osoba samego menedżera. Wielu brytyjskich ekspertów, nawet byłych piłkarzy Manchesteru United, jeszcze wówczas, gdy Carrick osiągał z drużyną świetne wyniki w poprzednim sezonie, mówiło głośno: w ich opinii Anglik nie powinien dostawać posady na stałe. Zwracali uwagę, że rola tymczasowego i pełnoprawnego menedżera to zupełnie inne wyzwania. Wówczas fani “Czerwonych Diabłów” krytykowali takie wypowiedzi. Teraz wydaje się, że to coś więcej niż czepialstwo. Carrick ma problemy z odpowiednim reagowaniem na wydarzenia boiskowe i robi to zwyczajnie późno. W tym sezonie tylko trzy razy dokonywał zmian przed 59. minutą. Jedynie dwukrotnie sięgnął po zmienników szybciej od swojego vis-a-vis. Często zaczyna reagować dopiero wtedy, gdy robi się “gorąco”, zamiast działać z wyprzedzeniem.
Zespołowi brakuje planu “B”. Zasadniczo w trakcie meczów można spodziewać się zmian w grze United tylko w jednym wypadku - jeśli uda się objąć prowadzenie, piłkarze cofają się i oddają inicjatywę rywalom. Brak wartościowej reakcji na boiskowe wydarzenia objawia się również w sytuacjach teoretycznie korzystnych. Brzmi to absurdalnie, ale w trzech ostatnich spotkaniach, gdy przeciwnicy dostawali czerwone kartki, “Czerwone Diabły” traciły punkty podczas gry w przewadze. Tylko w tym sezonie ligowym wypuściły w ten sposób trzy oczka - to połowa ich obecnego dorobku punktowego.
Do tego braki motoryczne zespołu to najprawdopodobniej również efekt świadomych decyzji Carricka. Po objęciu sterów na początku roku kalendarzowego miał zmniejszyć obciążenie na treningach, czym zjednał sobie sympatię szatni. Pod koniec rozgrywek intensywność jednak zdecydowanie spadała, co było widać po postawie zespołu na boisku. Angielski menedżer nie zmienił podejścia. Przed startem sezonu Youri Tielemans mówił w rozmowie z Rio Ferdinandem, że w okresie przygotowawczym drużyna nie skupiała się na przygotowaniu fizycznym, ale pracy z piłką. Efekt? United właściwie w każdym meczu ligowym (poza derbami z City, gdzie przeciwnicy grali w osłabieniu przez ponad godzinę) biega mniej od rywali. Naturalnie sam przebiegnięty dystans nie powinien stanowić wyznacznika, ale w połączeniu z tym, co widać na murawie, wygląda on na jeden kluczowych czynników wpływających na fatalny start sezonu.

Gdzie jest granica?

Sympatykom United kolejny raz zagląda w oczy dobrze znany im scenariusz. Jest dopiero początek jesieni, a sezon kompletnie się wykoleja. Sypie się wszystko - od gabinetów zarządu po boisko. Atmosfera jest gęsta, frustracja narasta na właściwie wszystkich polach. W szeroko pojętym otoczeniu klubu pojawiają się ponownie problemy, które miały zniknąć.
Ruben Amorim ukrócił wycieki dotyczące składów meczowych, ale przed spotkaniem z Atletico takie znów się pojawiły i były trafione. W mediach widzimy i słyszymy wypowiedzi budzące coraz większą niepewność wokół klubu - niedawno członek legendarnej Class of ‘92, Nicky Butt, stwierdził w swoim podcaście, iż Carrick wyznał mu jeszcze przed objęciem sterów United, że “trenerka” go przytłacza.
Komentarz Martineza po porażce w Madrycie, choć uderzający w słuszne - wydaje się - tony, po pierwsze: wygląda na podszyty chęcią ugrania jak najwięcej dla siebie. Według przewijających się w mediach informacji Argentyńczyk chce bowiem opuścić Old Trafford, a jego kontrakt wygasa latem. Krytyczną wypowiedzią pomaga więc zarządowi podjąć “korzystną” dla siebie decyzję. Po drugie: padł z ust gracza, który powinien też wykazać więcej samokrytyki, bo w tym sezonie Premier League był głównym winowajcą straty trzech goli - w tym tego na wagę remisu w ostatniej kolejce z Tottenhamem. Zachowanie piłkarzy znów zdradza ogólne niezadowolenie z sytuacji klubu. Pozytywna energia, towarzysząca im w rundzie wiosennej, wyparowała. Wystarczy spojrzeć na obrazki ze zwyczajowo otwartym i bardzo ciepłym w stosunku do kibiców kapitanem, Bruno Fernandesem, po remisie z Tottenhamem. Powodów frustracji Portugalczyka można się domyślać. Mógł być rozczarowany okolicznościami straty punktów, ogólną sytuacją w klubie lub nawet własną postawą, ponieważ sam od startu rozgrywek zawodzi i daje zespołowi bardzo mało, nawet jeśli na jego dyspozycję wpływają problemy zdrowotne.
Można też zastanawiać się, jaki sygnał reszcie szatni wysłało przyjęcie z powrotem Marcusa Rashforda. Wychowanek został odsunięty od zespołu przez Amorima w ramach prób “oczyszczenia atmosfery”. Tymczasem teraz dostał drugą szansę i choć nie odgrywa w drużynie kluczowej roli, ma jeden z najwyższych kontraktów. Biorąc pod uwagę wcześniejsze doniesienia o problemach z dyscypliną, uzasadnione są wątpliwości, czy przywrócenie go do kadry nie jest w pewnym sensie symbolicznym aktem odejścia od roboty wykonanej przez Amorima - bo za ten aspekt był akurat komplementowany.
Aktualnie trudno widzieć nadzieje na poprawę sytuacji w czerwonej części Manchesteru. Kolejny raz wiara w zmiany na lepsze została bezlitośnie zgaszona. Lista obaw i powodów do frustracji staje się tylko coraz dłuższa. Można zadać sobie pytanie: czy Manchester United znów wraca do punktu wyjścia? I czymże jest właściwie ten punkt wyjścia? Zmieniają się trenerzy, zmieniły się władze… Pozostaje chyba tylko całkowicie oczyścić kadrę z piłkarzy, którzy byli częścią wielu zawodzących już od lat zespołów “Czerwonych Diabłów”. Kontrakty wielu z nich wygasają latem. Może to idealna szansa na twardy reset?
Czy jednak on wreszcie okaże się skuteczny? Od odejścia Sir Alexa Fergusona (a może i od końcówki jego kadencji) 20-krotni mistrzowie Anglii pogrążają się w coraz większym chaosie. I start sezonu 2026/27 kolejny raz pokazuje, że negatywna granica może przesuwać się coraz dalej.

Dyskusja

Przeczytaj również