Nie tylko skandal z City. Guardiola ma jeszcze jeden problem. To może skruszyć jego pomnik
W CV 40 trofeów i trzy wielkie kluby. Kadencje w dwóch z nich są jednak naznaczone dużymi kontrowersjami związanymi z wielkimi futbolowymi skandalami. Sytuacja wciąż nie jest jasna, ale nad osiągnięciami Pepa Guardioli - nie z jego winy - unosi się mgiełka wątpliwości. Jest ona dużo gęstsza, jeśli chodzi o sukcesy w Manchesterze City, ale i sprawa Negreiry związana z czasem pracy w Barcelonie budzi wątpliwości. I mogą one wywrzeć duży wpływ na postrzeganie Katalończyka.
Podczas niedawnego meczu Manchesteru City z Paris Saint-Germain na Etihad powrócił Pep Guardiola. Hiszpan latem odszedł z klubu po 10 pełnych sukcesów latach w roli menedżera. Jego obecność na trybunach stanowiła więc spore wydarzenie. To spotkanie miało jednak wymiar symboliczny również z innego powodu. To był pierwszy domowy występ “Obywateli” od ogłoszenia wyroku w sprawie naruszeń finansowych w latach 2009-18. “The Citizens” zostali uznani za winnych 114 ze 115 zarzucanych im wykroczeń i choć zapowiedzieli odwołanie, ich reputacja została poważnie nadszarpnięta.
A to, mimochodem, wywiera wpływ również na postrzeganie sukcesów odnoszonych w Manchesterze przez Guardiolę. Katalończyk przez lata odgrywał rolę twarzy projektu budowanego w co najmniej kontrowersyjny, a najprawdopodobniej po prostu nieczysty sposób. Jeden z najbardziej utytułowanych i najlepszych menedżerów w historii, człowiek, który wywarł ogromny wpływ na futbolowe trendy w ostatnich kilkunastu latach i dominował na krajowych podwórkach z Barceloną, Bayernem Monachium oraz City, a także sięgał po międzynarodowe trofea, znalazł się w środku jednej z najbardziej kontrowersyjnych i oburzających spraw w dziejach tego sportu.
Równolegle w Hiszpanii ponownie zrobiło się głośno o sprawie Negreiry. Nie pozwalają o niej zapomnieć władze Realu Madryt. Dotyczy ona FC Barcelony i m.in. czasów, gdy prowadził ją Guardiola. Nad osiągnięciami Pepa w dwóch z trzech prowadzonych przez niego klubów unoszą się więc opary kontrowersji. W zależności od ostatecznych rozstrzygnięć postrzeganie jego dziedzictwa może się mocno zmienić. Zwykle o trenerach można powiedzieć, że nikt nie odbierze im ich trofeów. W przypadku Guardioli istnieje jednak szansa utracenia części z 40 zapisanych przy jego nazwisku. Jeszcze więcej z nich może już niedługo mieć przypisane “ale”, a w opinii wielu osób już teraz je ma. Choć nie jest to łatwa, jednoznaczna dyskusja.
Dwa kluby, dwa razy poważne zarzuty
Sprawa Manchesteru City to aktualnie jeden z najgłośniejszych tematów w piłkarskim świecie. Pod koniec września Premier League opublikowała wyrok niezależnej komisji, która od niemal trzech lat rozpatrywała zarzuty stawiane “Obywatelom”. Mieli dopuścić się oszustw finansowych w celu ominięcia zasad ograniczających dopuszczalne wydatki klubów, aby zbudować potęgę. W ramach zawyżonych umów sponsorskich właściciele zasilili budżet nadmiarowymi 800 milionami funtów, podczas gdy rzeczywista wartość kontraktów sponsorskich wynosiła zaledwie 120 milionów. Część wynagrodzeń piłkarzy i członków sztabu szkoleniowego przekazywano też “nieoficjalnie” w ramach umów z innymi podmiotami. Tak było m.in. w przypadku prowadzącego zespół w latach 2009-13 Roberto Manciniego.
Klub rzeczywiście został uznany za winny zarzucanych mu naruszeń, a za niesłuszny wśród wszystkich 115 zarzutów uznano jeden z 35 dotyczących braku współpracy w toku dochodzenia. Wyrok już zapadł, a przedstawiciele “The Citizens” przygotowali odwołanie. W teorii mogą jeszcze próbować oczyścić swoje imię, ale sprawa ma mocne podstawy.
Nieprawidłowości dotyczą lat 2009-18, a więc i pierwszych dwóch sezonów Guardioli na Etihad. Katalończyk zdobył podczas nich zaledwie dwa z 20 trofeów u sterów ekipy z Manchesteru (mistrzostwo Anglii i Puchar Ligi), ale tutaj kluczowy jest szerszy kontekst. Bo choć naruszenia miały miejsce na przestrzeni dziewięcioletniego okresu, efekty naruszeń były długofalowe i sięgają dużo dalej. Manchester City zbudował potężną drużynę, która pod wodzą Pepa królowała na angielskim podwórku i triumfowała w Lidze Mistrzów na “nieczystych fundamentach”.
Słynna “caso Negreira” dotyczy z kolei całego okresu pracy Guardioli w Barcelonie. Jej zakres to bowiem lata 2001-2018, a wychowanek “Blaugrany” prowadził ją od 2008 do 2012 roku. “Duma Katalonii” przez kilkanaście lat zapłaciła firmom pełniącego funkcję wiceprzewodniczącego Komitetu Technicznego Sędziów, Jose Negreiry, ponad siedem milionów euro. Według klubu mowa o opłatach za usługi “konsultanta sędziowskiego”. Takie tłumaczenie nie wszyscy jednak kupują, a eks-szkoleniowcy Luis Enrique oraz Ernesto Valverde zaprzeczyli, aby otrzymali jakiekolwiek raporty przygotowane przez Negreirę lub jego współpracowników.
Skojarzenia są oczywiste. Barcelona płaciła człowiekowi zajmującemu prominentne stanowisko w hiszpańskich strukturach sędziowskich. Pojawiają się zarzuty, że “kupowała” sobie korzystne decyzje. Sprawa wciąż nie jest rozstrzygnięta, ale trwa. Niedawno znów zrobiło się o niej głośniej, bo Real Madryt przekazał do prowadzącej swoje dochodzenie UEFA aż 50 tysięcy stron związanych z nią dokumentów. Tutaj wyroku jeszcze się nie doczekaliśmy, ale kontrowersje dotyczą ośmiu krajowych trofeów zdobytych przez Pepa podczas pracy na Camp Nou.
40 trofeów, 28 pod znakiem zapytania?
Na razie mamy do czynienia z nie do końca rozjaśnioną sytuacją. Manchester City został uznany za winnego, lecz się odwołuje. Barcelona to aktualnie tylko przedmiot postępowania. Możemy więc mówić jedynie o hipotetycznych konsekwencjach. Te dotyczące kar dla klubów nie są aktualnie szczególnie istotne dla Guardioli. Lecz jeśli w obu przypadkach wina zostanie udowodniona i oficjalnie potwierdzona, jego sukcesy w tych dwóch zespołach zostaną z niezależnych od niego przyczyn podważone. A wątpliwości dotyczą łącznie 28 trofeów.
Czy w razie takiej ewentualności je straci? W przypadku tych zdobytych w Anglii na razie głośno mówi się jedynie o ewentualnym odebraniu tytułów mistrza Anglii z lat 2009-18, a więc w przypadku Pepa - mistrzostwa z kampanii 2017/18. Co do osiągnięć w kolejnych latach czy w rozgrywkach pucharowych na razie nie ma żadnych informacji. Zresztą wydaje się, że choć trofea z kolejnych sezonów zostały zdobyte w oparciu o wcześniejsze nadużycia, jeśli w późniejszym okresie nie zostaną udowodnione żadne nieprawidłowości, może nie być podstaw, aby jakkolwiek oficjalnie je podważyć.
W Hiszpanii sprawa jest prosta. Bo choć postępowanie dotyczy korupcji w sporcie, tego typu przewinienia zgodnie z tamtejszą ustawą o sporcie przedawniają się po trzech latach. W związku z tym, nawet jeśli Real miał żądać odebrania odwiecznym rywalom wszystkich trofeów zdobytych w czasie współpracy z Negreirą, wydaje się to niemożliwe. Co więcej, mowa o płaceniu firmom powiązanym ze zwierzchnikiem krajowego związku sędziowskiego, więc wyciągnięcie konsekwencji dotyczących trofeów europejskich, w przypadku których zapis ze wspomnianej ustawy by nie obowiązywał, jest bardzo mało prawdopodobne. Najpoważniejszą karą ze strony europejskiej federacji mogłoby okazać się wykluczenie z rozgrywek pod jej egidą, ale to jedynie spekulacje.
Pozostaje też kwestia reputacji Pepa. I tu mamy dużo trudniejszą sprawę, bo odebranie trofeów to przecież kwestia “zerojedynkowa” - kluby (i w efekcie trener) stracą je lub ich nie stracą. Pytań jest wiele, a najważniejsze brzmi: czy sam Guardiola wiedział o nieprawidłowościach? I tu, nawet w razie potwierdzenia wszelkich zarzutów dotyczących obu klubów, nie dostaniemy jednoznacznej odpowiedzi.
Sam Guardiola zdecydowanie opowiada się za niewinnością Barcelony i City. W przypadku tych pierwszych mówił wprost, że “wygrywali, bo byli lepsi” i “jedyny skandal to to, jak dobrze grała jego drużyna”.
W kontekście “Obywateli” kładł na szali nawet własną posadę, zapowiadając odejście w razie udowodnienia winy. I można się zastanawiać, czy postępy w dochodzeniu nie miały przypadkiem wpływu na odejście po 10 latach. Wciąż jednak Guardiola opowiada się po stronie klubu z niebieskiej części Manchesteru, choć istotny jest tu fakt pełnienia przez niego funkcji międzynarodowego ambasadora “The Citizens”, a więc pozostawania z nimi w bliskich relacjach zawodowych. Co więcej, w istotnej roli “wizerunkowej”.
Pomnik już nadkruszony
Guardiola to niezaprzeczalnie jeden z największych menedżerów w historii futbolu. Nie można odebrać mu wpływu na obraz gry, który dziś znamy, ukształtowania wielu piłkarzy i młodszych szkoleniowców. Jego osiągnięcia mówią same za siebie. Prowadził trzy wielkie kluby. W każdym z nich dominował na krajowym podwórku, z dwoma wygrywał Ligę Mistrzów. To ogromne, imponujące dziedzictwo i może ono zostać jeszcze powiększone.
Czy sprawy City i Negreiry je nadkruszyły? W przypadku tej pierwszej można już powiedzieć, że do pewnego stopnia tak. Połowę z 40 swoich trofeów Pep zdobył właśnie podczas kadencji na Etihad. I każde z nich to osiągnięcie zbudowane w oparciu o nadużycia na niespotykaną wcześniej skalę w angielskim futbolu.
Oczywiście, większość z nich miała miejsce, zanim Katalończyk wylądował w Manchesterze, ale to dzięki nim powstały fundamenty wielkiego City: mogły trafić do niego wielkie gwiazdy z samym Guardiolą na czele, co pozwoliło odjechać konkurencji i zdobyć m.in. sześć na siedem tytułów mistrzowskich w latach 2018-24. Teraz piłeczka jest po stronie “Obywateli” i to na ich barkach spoczywa konieczność udowodnienia niewinności. Do momentu, aż im się to nie uda, przy wszystkich ich sukcesach od początku przejęcia władzy w klubie przez właścicieli ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich będzie widnieć “gwiazdka” z dopiskiem “finansowy doping”.
Jeżeli do tego doszłoby jeszcze udowodnienie winy Barcelony w sprawie Negreiry, to dwa z trzech rozdziałów kariery Guardioli byłyby naznaczone ogromnymi skandalami i brudnymi zagrywkami klubów, w których pracował. Wówczas niejako padłby ofiarą “trupów” wypadających z ich szaf. Bo tego typu historie w oczywisty sposób rzucają cień na wszelkie sukcesy i osiągnięcia.
Naturalnie, zwłaszcza w przypadku “caso Negreira”, trudno mówić o konkretach. Osoby nieprzychylne Barcelonie czy Pepowi mają jednak amunicję do ostrzału i podważania osiągnięć z tego czasu. Sam zainteresowany chyba specjalnie się tym nie przejmuje. Na razie wykazuje się dużym spokojem i pewnością co do czystego sumienia swoich pracodawców. Na konkrety czy ewentualne stwierdzenie, że pomnik Guardioli się sypie, jest jeszcze za wcześnie. Zresztą prawdopodobnie nie zburzyłoby go w całości nawet podwójne potwierdzenie winy - właśnie z uwagi na jego wpływ na futbol w szerszym kontekście.
Niemniej, kontrowersje pozostają. I aby wreszcie zostały rozstrzygnięte, musimy poczekać na oficjalne werdykty w obu sprawach. To one ostatecznie uszkodzą lub umocnią pomnik, który wybudował sobie Pep Guardiola.