Idą po pierwsze mistrzostwo od 40 lat! Pachnie sensacją w znanej europejskiej lidze
Aarhus uważane jest za najbardziej uśmiechnięte miasto w Danii. W tym sezonie uśmiechy nie schodzą też z twarzy kibiców tamtejszego AGF, które jako lider po sezonie zasadniczym walczy o pierwsze od czterech dekad mistrzostwo. I choć wielu z nich nadal nie wierzy w końcowy sukces, to wszyscy bardzo go pragną. Niektórzy z bardzo prozaicznego powodu.
W ciągu ostatniej dekady po mistrzostwo Danii aż siedmiokrotnie sięgały kluby z Kopenhagi. Istnieje spora szansa, że za niecałe trzy miesiące ich dominacja zostanie przełamana. Po zakończeniu fazy zasadniczej Superligi dość niespodziewanym liderem rozgrywek jest bowiem Aarhus Gymnastikforening, czyli AGF, znane też czasem po prostu jako Aarhus. Dla zespołu z Jutlandii może być to wyjątkowy sezon, bo po ostatnie mistrzostwo sięgnął on w 1986 roku. Głód sukcesów jest tym większy, że od trzech dekad klub czeka na jakiekolwiek trofeum. Teraz bez większych inwestycji i grając na tymczasowym stadionie pozbawionym nawet dachu, ale za to z niezwykle utalentowanym trenerem u steru, może wreszcie przegonić własne demony.
Nie potrzeba kontroli
Te demony są oczywiście czysto piłkarskie, ponieważ samo Aarhus nosi przydomek “Smilets By”, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy “miasto uśmiechu”. Ze względu na to, że mieści się tam największy uniwersytet w całej Skandynawii, pod względem demograficznym miasto należy do najmłodszych w kraju. Wielu z jego mieszkańców mogło słyszeć legendy o wielkim AGF, ale jedynie ci starsi mieli okazję przeżyć te lepsze chwile w jego historii. Tamtejsi fani po raz ostatni mogli naprawdę świętować w sezonie 1995/1996, kiedy zespół zdobył Puchar Danii. Od tego czasu zdarzały się mniejsze osiągnięcia, dokładniej dwa trzecie miejsca na przestrzeni minionych sześciu lat, ale AGF na coś większego nadal czeka.
- AGF to klub, który uważa się za wielki w Danii, ale w rzeczywistości od 30 lat niczego nie wygrał. Pod pewnymi względami można go porównać do HSV w Niemczech. Niemniej jednak, wciąż cieszy się sporym zainteresowaniem ze strony kibiców. Dużą rolę w jego rozwoju w ostatnich latach odegrał Jacob Nielsen. Został prezesem w 2014 roku, tuż po spadku z ligi i doprowadził do porządku wszystkie pozaboiskowe tematy, stoi także za budową nowego stadionu. Rok temu zwolnił dyrektora sportowego, Stiga Inge Bjornebye, a na jego miejsce zatrudnił Carstena Jensena. Ten w przeszłości odnosił sukcesy w tej roli zarówno w FC Kopenhaga, jak i w Brondby. Również w AGF podjął już kilka dobrych decyzji - to za jego kadencji do klubu trafił trener Jakob Poulsen - opowiada nam Dennis Bjerre z lokalnego dziennika Arhus Stiftstidende.
Poulsen ma za sobą bogatą karierę piłkarską. Nie tylko występował w AGF, ale też m.in. w Heerenveen, Monaco czy FC Midtjylland, a z reprezentacją Danii zagrał na mundialu w RPA i EURO 2012. Po zawieszeniu butów na kołku związał się z Viborgiem, najpierw jako asystent Jacob Friisa, obecnego selekcjonera reprezentacji Finlandii, a później już w roli “jedynki”. Jego dobra praca w tym zespole nie przeszła bez echa, kiedy latem Jensen szukał następcy Uwe Roslera. Pod wodzą Niemca doświadczona grupa zawodników najpierw zajęła trzecie miejsce w lidze, a później dotarła do finału Pucharu Danii. Ostatni sezon zaczęła świetnie, jeszcze w listopadzie przewodziła w tabeli. Niestety wiosną przegrywała mecz za meczem i choć do grupy mistrzowskiej weszła z trzeciego miejsca, koniec końców zajęła dopiero szóstą lokatę. Drużyna potrzebowała powiewu świeżości, który zapewnił Poulsen.
- Znaczna część zespołu gra ze sobą od kilku lat i od czasu do czasu byli oni już w stanie osiągać dobre wyniki. Pod wodzą Roslera ostatecznie wszystko się popsuło, a drużyna potrzebowała impulsu, który pojawił się wraz z Poulsenem. To młody trener, który ma bardzo nowoczesne podejście. Nie krzyczy na swoich podopiecznych, daleki jest też od wymierzania im kar. Sam był bardzo dobrym piłkarzem, reprezentantem Danii. To pomogło mu zdobyć szacunek szatni. W AGF jest wielu doświadczonych piłkarzy, którym spodobał się sposób, w jaki trener nimi zarządza. Poulsen im ufa, nie zamierza ich na każdym kroku kontrolować. Do tego zespół pod jego wodzą prezentuje bardzo pozytywny styl gry - tłumaczy Bjerre.
Lepsze od Zurychu i Singapuru
“Futbol na tak” współgra zresztą z atmosferą panującą w tym studenckim mieście. Nawet pozbawione sukcesów piłkarskich Aarhus należy bowiem do grona najweselszych miejsc w kraju, a uśmiechnięty przydomek nie wziął się tu znikąd. Według badania “Happy City Index 2025” przygotowanego przez brytyjski think tank Institute for Quality of Life, jest to bowiem czwarte najszczęśliwsze miasto na świecie, które w tym zestawieniu wypadło lepiej niż Zurych czy Singapur. AGF - poprzez swój styl gry, ale też ogólny klimat wokół klubu i stricte zespołu prowadzonego przez Poulsena - idealnie wpisuje się w charakter tego miasta.
- Nie ma drugiego takiego miasta jak Aarhus. Znacznie różnimy się np. od Kopenhagi, bo ludzie są tu bardziej przyjaźnie nastawieni do innych, wszyscy na ulicy ze sobą rozmawiają, społeczność jest tu bliżej siebie nawzajem. I sądzę, że ma to też przełożenie na piłkę nożną. Piłkarze AGF wydają się po prostu dobrymi ludźmi i budzą pozytywne emocje. Nigdy nie mieliśmy takiej atmosfery wokół naszego zespołu. Chociaż wielu piłkarzy nie pochodzi z Aarhus, da się wyczuć pewnego rodzaju połączenie między nimi a miastem. Panująca tu atmosfera wpływa na nich i to widać również po ich grze - uważa Mikkel Utoft, kibic AGF.
Elektryzująca aura odczuwalna jest na ulicach Aarhus, gdzie praktycznie każdego dnia można spotkać kogoś przebranego w koszulkę “De Hvii'e”, czyli “Białych”. Nic dziwnego, skoro AGF może pochwalić się jedną z największych baz kibicowskich w kraju - zaraz po kopenhaskich gigantach w postaci Kopenhagi i Brondby. Tej pięknej historii nie burzy nawet kwestia stadionu - z uwagi na przebudowę (a w zasadzie postawienie niemal od nowa) Aarhus Stadion, aktualnie klub korzysta Vejlby Stadion. To obiekt tymczasowy, pozbawiony wielu udogodnień, w tym… dachu, co wpływa na frekwencję w czasie zimowych miesięcy. Kibice tłumnie udają się natomiast na wyjazdowe mecze AGF. Często zdarza się, że pytają o wejściówki na internetowych grupach. Fani czekają na otwarcie nowego, 24-tysięcznego obiektu, ale zanim to nastąpi, wszyscy w mieście liczą, że będą mieli inny powód do świętowania.
- Atmosfera w Aarhus jest wyjątkowa. Dosłownie każdy mieszkaniec mówi teraz o AGF - nawet ci, którzy wcześniej niekoniecznie interesowali się futbolem. Chcemy tego mistrzostwa, bo nie możemy doczekać się wielkiej fety, do której by wówczas doszło. Ona nie będzie trwała jeden dzień, to będą długie imprezowe tygodnie. W Danii bardzo lubimy imprezować, a do dziś wielu z nas wspomina radość związaną z mistrzostwem Europy z 1992 roku. Moi rodzice często mi opowiadali, że nigdy w życiu nie przeżyli czegoś podobnego. Mogę was jednak zapewnić, że jeśli AGF sięgnie po tytuł, czeka nas coś o wiele bardziej szalonego - dodaje Utoft.
Liczą na sukces rywali
Aby tak się stało, na wysokości zadania muszą stanąć przede wszystkim sami piłkarze. AGF posiada w istocie bardzo doświadczony skład - średnia wieku wynosi 26,9 i jest najwyższa w całej lidze. Najwięcej goli uzbierali dotąd stosunkowo młodzi skrzydłowi - 24-letni Tobias Bech i o dwa lata młodszy Kristian Arnstad, ale trzon drużyny stanowią weterani - kapitan i król strzelców z poprzedniego sezonu, Patrick Mortensen (36 lat), stoper Henrik Dalsgaard (36) i bramkarz Jesper Hansen (40). Jeśli starym wygom wystarczy sił, to właśnie ich piłkarski staż może okazać się bezcenny w kluczowych kolejkach tego sezonu.
- Wielu z nich doskonale zdaje sobie sprawę, że to może być jedna z ich ostatnich szans na taki sukces. Przewagą AGF jest to, że ma po prostu bardzo zgrany zespół. Przez cały sezon pokazywali, że nawet jeśli przydarzyły im się jakieś kontuzje lub któryś z zawodników był zawieszony za kartki, jego kolega od razu przejmował pałeczkę. To może im wyraźnie pomóc w walce o tytuł. FC Midtjylland ma oczywiście więcej pieniędzy, lepszych graczy oraz szerszą kadrę i na razie wszystko wskazuje na to, że to oni powinni wygrać tę ligę. Nadal grają jednak w Lidze Europy, dlatego wszyscy w Aarhus liczą, że będą jak najdłużej skupieni na grze w tych rozgrywkach. Kibice naprawdę wierzą, że to jest ten sezon - mówi Bjerre.
Warto dodać, że z walki o tytuł właśnie wypadł jeden z najpoważniejszych rywali. Chociaż FC Kopenhaga w tym sezonie nie spisywała się na miarę swoich możliwości, nikt nie zakładał, że może jej zabraknąć w czołowej szóstce. Po ubiegłotygodniowej porażce 1:2 z Randers sensacja stała się faktem. “Lwy” zajęły dopiero siódme miejsce i sezon dokończą w grupie spadkowej. W teorii powinno to ułatwić sytuację AGF, ale w praktyce to właśnie Midtjylland stanowi dla nich największe zagrożenie. Do końca sezonu pozostało dziesięć kolejek, w których “Biali” będą mierzyć się już tylko z ligową czołówką, a ich przewaga nad “Wilkami” wynosi cztery punkty.
- Jeśli porównamy sobie kadry obu tych drużyn, to mimo wszystko FC Midtjylland dysponuje lepszym składem. AGF może teraz stać się nieco nerwowe, zwłaszcza jeżeli przez większą część sezonu ludzie z klubu podkreślali, że nie należy ich stawiać w roli kandydata do tytułu. Teraz czekają nas już mecze tylko z tymi najlepszymi. Nie będzie wśród nich Kopenhagi, co akurat wszystkich w Aarhus bardzo ucieszyło, bo jej się tu po prostu nie trawi. Nie jestem taki pewny, czy to taka aż taka dobra informacja w kwestii walki o mistrzostwo, bo samo Midtjylland jest już bardzo groźnym rywalem. I chociaż nie stawiam AGF w roli faworyta do tytułu, to oczywiście bardzo bym chciał po niego sięgnąć. Aarhus jako miasto przeżywa teraz swój dobry moment. I podobnie jest w przypadku tutejszego futbolu - podsumowuje Utoft.