Imponujące przebudzenie klubu Ekstraklasy. Zagrają w Europie? To byłaby wielka sensacja

Wisła Płock po serii pięciu porażek z rzędu zaczęła notować bardzo dobre wyniki. Przed startem rozgrywanej w ten weekend 30. kolejki była czwarta w tabeli, a kibice nie ukrywają już apetytów na awans do pucharów. W jaki sposób “Nafciarze” podnieśli się po kryzysie? Czy w lipcu zobaczymy ich w europejskich pucharach? Bierzemy pod lupę ekipę z Mazowsza.
Na początku marca Wisła Płock w fatalnym stylu przegrała z Arką Gdynia 0:3 na własnym obiekcie. Poniosła wówczas piątą porażkę z rzędu, przez co w oczy zaczęło spoglądać jej widmo spadku. Do szatni wszedł prezes, coraz głośniej zaczęło się też mówić o ewentualnym zwolnieniu trenera Maruiusza Misiury. “Nafciarze” mieli tylko pięć punktów przewagi nad strefą spadkową, a do końca sezonu pozostawało aż 10 kolejek. Zapachniało małym deja vu z sezonu 20223/23, gdy Wisła po świetnym starcie sezonu na tyle mocno spuściła z tonu, że spadła z ligi.
Kilka dni po porażce z Arką ekipa z Płocka pojechała jednak do Krakowa i wygrała, a następnie komplet oczek wywalczyła też w Białymstoku. “Nafciarze” odetchnęli z ulgą, wskoczyli na wyższe obroty, a licząc pięć ostatnich meczów, zgromadzili aż 12 punktów. Znów są w czubie tabeli. Przed startem 30. kolejki zajmowali czwarte miejsce. Nikt nie mówi już o spadku, a kibice nieśmiało myślą o tym, gdzie polecą w lipcu na mecz europejskich pucharów. Skąd taka zwyżka formy?
Powrót do korzeni
Wisła na 12 wygranych w tym sezonie, tylko w trzech meczach miała posiadanie powyżej 50 procent. Wszyscy wiemy, że to drużyna usposobiona defensywnie, nie kryje się z tym nawet trener “Nafciarzy”. Ekipa z Płocka potrafi być częściej przy piłce, ale niewiele z tego wynika. Dlatego też Misiura regularnie decyduje się na oddawanie futbolówki rywalowi i to przynosi skutki. Podczas ostatnio wygrywanych spotkań Wisła miała kolejno: 43, 32, 26 i ponownie 26 procent posiadania piłki. Za to w trakcie serii pięciu porażek: 41, 49, 57, 66 i 51.
Widać znaczną różnicę w przytoczonych przez nas wartościach. Wisła ma problemy z kontratakami, więc nie może grać w taki sposób, by umożliwiać rywalom wychodzenie z szybkimi akcjami. To najprostsza diagnoza porażek “Nafciarzy”, a także ostatnich zwycięstw. W gruncie rzeczy jest jednak prawdziwa. Przegrane starcia w większości były meczami, w których Płocczanie zbyt mocno się otwierali i pozwalali na wymianę ciosów. Natomiast triumfy, choć w ich przypadku spotkania były różne, łączyła cierpliwość, solidna gra w obronie i skuteczność w ofensywie.
- Dawno nie cieszyłem się ze zwycięstwa tak, jak dzisiaj, bo był to triumf w męczarniach, dużych bólach. Powiedzieliśmy sobie, że nieważne jak, liczą się tylko trzy punkty. Udało nam się pierwszy raz chyba od drugiej kolejki wygrać na wyjeździe, więc jesteśmy zadowoleni - mówił po meczu z Cracovią w rozmowie z nami Rafał Leszczyński, bramkarz Wisły.
- Taki czas musiał przyjść i absolutnie nie świadczy on o pikowaniu Wisły, która za chwilę może się równie dobrze odbić. I w zasadzie terminarz dał “Nafciarzom” najlepszą szansę na przełamanie, bo zmierzą się oni z Arką Gdynia u siebie. [...] Na koniec pamiętajmy - siódme miejsce, na którym Wisła jest obecnie, to coś, co każdy w Płocku przed sezonem wziąłby w ciemno - pisaliśmy w marcu przed spotkaniem z Arką Gdynia, które finalnie podopieczni Misiury przegrali.
Potrzebny był czas
Gdy zimą z klubem pożegnał się Andrias Edmundsson, wiele osób uważało, że Wisła popełnia ten sam błąd, który popełniła trzy lata temu, sprzedając kluczową postać w połowie sezonu. Odejście Farera oczywiście było dotkliwe, ale z czasem Nemanja Mijusković wskoczył na odpowiedni poziom i dzisiaj na Czarnogórca złego słowa nie można powiedzieć. 34-latek już w poprzednich rozgrywkach pokazał, że może być ważną postacią w Płocku.
Ale ruchy nie były tylko w jedną stronę. Said Hamulić, Kyriakos Savvidis, Dominik Sarapata czy Dion Gallapeni trafili pod oko Misiury, który musiał dokonać pewnej selekcji. Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że szybkie wprowadzenie Sarapaty się nie opłaciło, Gallapeni może wygryźć ze składu Lecoeuche’a, co pewnie byłoby nie do pomyślenia, Savvidis dodaje spokoju w środka pola, a Hamulić, choć ostatnio kontuzjowany, jest piłkarzem na solidnym poziomie. Nie każdy z tych piłkarzy jednak od razu wskoczył do pierwszego zespołu i prezentował się dobrze.
Puchary w Płocku?
Z pewnością dla Wisły byłoby to niesamowite przeżycie. Ekipa z Płocka w europejskich pucharach grała do tej pory trzy razy i działo się to na przestrzeni lat 2003-2006. Wszystkie te przygody kończyły się na zaledwie jednym dwumeczu. Za każdym razem “Nafciarze” odpadali ze względu na mniejszą liczbę bramek zdobytych na wyjeździe. Być może na 20-lecie ostatniego meczu w Europie drużyna przyszykuje niespodziankę.
Pozycja wyjściowa jest dobra, bo klub przed startem 30. kolejki wylądował na czwartej lokacie, a całkiem możliwe, że nawet piąta pozycja da okazję do reprezentowania Polski na arenie międzynarodowej. Nadzieję kibiców z północnego Mazowsza podsyca terminarz - najbliższy mecz Wisła gra u siebie z kiepskim Radomiakiem. Oprócz tego ma także dwa mecze domowe - z Motorem i Górnikiem - oraz dwa wyjazdy. Pierwszy do Szczecina, natomiast w ostatniej kolejce drużynę Misiury czeka podróż do Poznania. Dzisiaj jednak ciężko mówić o tym, że ktoś ma łatwy lub trudny rozkład jazdy. Ekstraklasa jest piekielnie nieprzewidywalna, co zresztą pokazuje sama Wisła. Pomijając pozycję w tabeli, “Nafciarze” przegrali u siebie z Arką Gdynia, która wcześniej nie wygrała żadnego wyjazdowego meczu, by dwa tygodnie później wygrać w Białymstoku z Jagiellonią.
Dla Wisły kluczowe będzie starcie w niedzielę. Jeśli podopieczni Misiury pokonają Radomiaka, to naprawdę realnie będą mogli spoglądać w stronę zakończenia sezonu w TOP4, może TOP5. To byłby dla beniaminka wynik wręcz fenomenalny, ale nawet jeśli się nie uda, i tak trzeba będzie pisać i mówić o sezonie z perspektywy “Nafciarzy” wyjątkowo udanym.