Jagiellonia ma jeszcze jeden wielki talent. "Ostatnio Pietuszewski, dziś Mazurek, a jutro on"
O nowej polskiej gwieździe i porównaniach do Wojciecha Kowalczyka, o kolejnym talencie Jagiellonii, a także przepychankach Śląska i Wisły oraz jak trwająca na Bliskim Wschodzie wojna może zmienić nadchodzący mundial - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Nowa polska gwiazda
Taki mecz jak wygrana Jagiellonii z Fiorentiną 4:2 na wyjeździe przywraca wiarę w piłkę, w młode nasze talenty i w to, że kompleksy już dawno schowane, kiedy nasz zespół wyjeżdża za granicę rywalizować z renomowanym rywalem. No może bez przesady z tą renomą, bo w sumie 18. zespół Serie A jednak wyrzucił wicemistrzów Polski z Ligi Konferencji i powodów do euforii raczej nie ma. Natomiast ta białostocka szarża we Florencji (przypominam o porażce 0:3 w pierwszym meczu) była pasjonująca, a hattrick Bartosza Mazurka (3 stycznia skończył 19 lat) to najefektowniejsze zameldowanie polskiego nastolatka w europejskiej piłce od… 35 lat.
Właśnie wtedy Wojtek Kowalczyk, 19-letni chłopak z warszawskiego Bródna, strzelał bramki w ćwierć- i półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. I to komu! Sampdorii Genua i Manchesterowi United. Oba mecze też rozegrano na wyjeździe. Wielkie mecze Legii, wielkie mecze Kowalczyka… Czego dziś życzyć Mazurkowi - nastolatkowi z Grajewa? (jak będziecie jechać do Suwałk, to miniecie to miasto, godzinę przed dojazdem do celu). Niech pójdzie niekoniecznie w ślady ”Kowala”, który wydawało się wtedy, że zawojuje piłkarski świat, ale dziś za to jest jednym z najbardziej głośnych i popularnych byłych piłkarzy komentujących futbol. Może brak zdrowia, może pech, może inne przyczyny, ale wicemistrz olimpijski z Barcelony (1992) miał zawędrować wyżej niż kontrakt z Betisem Sevilla. Jak znam Wojtka, soczystą wypowiedzią może Mazurkowi zaproponować, by po pierwsze zawędrował do półfinału rozgrywek pucharowych, a po drugie, żeby zdobył medal olimpijski.
Dobrze i bardzo dobrze dzieje się w tej Jagiellonii. Rządzą w lidze i dobrze sprzedają wybitnie uzdolnionych piłkarzy. Ostatnio Oskar Pietuszewski, dziś Bartosz Mazurek, a jutro… Ludzie mówią: “Zwróć uwagę na Zacharego Zalewskiego. Ma dopiero 17 lat”. No więc zwracam uwagę, choć Adrian Siemieniec na razie dość oszczędnie zarządza kolejnym wielkim talentem “Jagi”. Warto zaufać Siemieńcowi, warto powierzyć mu swój talent. Trener Adrian wie, jak to się robi.
Wojna a mundial
W Iranie wojna, w Meksyku chyba wojna domowa, a mistrzostwa świata za pasem. Więc coraz więcej dyskusji pod hasłami: “Czy Iran wycofa się z gry w finałach mistrzostw świata?” “Czy Meksyk przestanie być współgospodarzem najbliższego Mundialu?”. Iran, niezależnie od tego, kto tam będzie rządzić - czy syn ostatniego cesarza Iranu Rezy Pahlaviego, albo następca ajatollaha Chamenei - nie będzie chciał wycofać się z takiej imprezy. Irańczycy kochają sport, piłkę (a może jeszcze bardziej siatkówkę). Każda nowa (stara) władza zechce ogrzać się w blasku swej reprezentacji piłkarskiej. Pokazać siłę, normalizację kraju i wygrać to po prostu propagandowo. To oczywiście założenie optymistyczne, że działania wojenne nie potrwają tam do czerwca…
A Meksyk? Uspokajające deklaracje prezydenta FIFA Gianniego Infantino każą patrzeć na to optymistycznie. Bo pan Gianni uważa się i za przyjaciela Donalda Trumpa, jak i bliskiego kolegę prezydenta Putina. Czuje swoją moc i odpowiedzialność. Nie chce przede wszystkim schrzanić biznesowo tego turnieju. A wycofanie się Meksyku z współorganizacji finałów to kłopoty nie tylko finansowe. Nie stawiałbym jednak żadnej tezy, że będzie w czerwcu tak jak miało być: i w Meksyku, i z Iranem w grupie G.
Może dlatego, że kiedyś na początku lat 90. Przegląd Sportowy wysłał mnie na reportaż do Belgradu. To był czas wielkiej Crvenej zvezdy - triumfatora Ligi Mistrzów (wtedy nazywano te rozgrywki Pucharem Europy lub Pucharem Mistrzów) w 1991. Uspokojony atmosferą na ulicach i w kawiarniach stolicy Jugosławii, popełniłem zdanie, że w Belgradzie nie ma objawów zbliżającej się wojny domowej i nie zanosi się to na jakiś wielki konflikt… Po kilku miesiącach rozgorzały tam tak krwawe walki, że do dziś opowiada się o tym na Bałkanach ze zgrozą. Od tego czasu staram się nie zabierać publicznie głosu na temat geopolityki. Swoje wiem, ale prognozy starannie zachowuje dla siebie. Jednak łatwiej przewidzieć los Widzewa czy Legii (spadną, nie spadną?), czy mistrzostwo Polski dla Jagiellonii lub Lecha…
Już się pali, a jeszcze nie wyszli na boisko
7 marca Wisła Kraków zagra we Wrocławiu ze Śląskiem. Co to będzie za mecz… Dwie stare porządne firmy walczą o powrót do PKO BP Ekstraklasy i tylko wrocławianie nie chcą u siebie gościć fanów “Białej Gwiazdy”. No bo rozrabiają, bo inne kluby też nie chcą kibiców z Krakowa, bo to, bo tamto, bo chcą mieć święty spokój, bo policji nie chce się pracować w piątkowy wieczór. Fantastyczne powody. Mam wrażenie, że w Wrocławiu wierzą święcie w to, że Wisła nie da rady w walce ze Śląskiem pozbawiona wsparcia swoich kiboli na sektorze “dla przyjezdnych”. Co za naiwność. Dwa tysiące niebożąt z Krakowa miałoby zakrzyczeć dziesiątki tysięcy wrocławian? Niedorzeczność, nawet jeśli gospodarzy na trybunach będzie z kilkanaście tysięcy. Warto też, by Wrocławianie nie poszli śladem Wisły i postanowili się wygodnie urządzić na kilka lat w pierwszej lidze.
Wzmożenie po obu stronach. Pan Jarosław Królewski - prezes i właściciel krakowskiego klubu - uruchomił w swych protestach i PZPN, i Ministerstwo Sportu, i Unię Europejską… Grubo. A mógł jeszcze NATO i ONZ. Cenię pana Jarosława za pasję i miłość do Wisły, ale w takich sytuacjach pokazuje, że najważniejsi są kibice. Zwłaszcza ci, którzy krzyczą “Wisła to my!”. Nieśmiało sugeruję, że taką energię i emocje mógłby też pokazać w budowaniu sportowej wartości swego klubu i wreszcie pomyślnego powrotu do Ekstraklasy. “Piłka nożna dla kibiców” - to piękne hasło, ale czy to tylko maskowanie innych problemów? Bo remis ze Zniczem Pruszków (czwarty od końca zespół w tabeli I ligi) w ostatniej kolejce pokazuje, że trzeba twardo pilnować boiska a nie tylko trybun. Choć te trybuny przy ulicy Reymonta to jedna z najgorętszych i najbarwniejszych widowni w Polsce.