Katastrofa giganta. Ostatnie miejsce, zero punktów. Aż żal patrzeć

Katastrofa giganta. Ostatnie miejsce, zero punktów. Aż żal patrzeć
Pro Shots Photo Agency / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 11:30
Ajax w zeszłym sezonie mistrzostwo przegrał o włos. Kibice sądzili, że teraz klub zrobi wszystko, aby odzyskać tytuł i spróbuje zawojować Ligę Mistrzów. Amsterdamczycy zawodzą jednak na całej linii. Trener, który miał być zbawcą, okazał się niewypałem, a targany wewnętrznymi problemami klub szuka kierunku, w którym powinien podążyć.
Stołeczna drużyna z rzeszą fanów, wielkimi tradycjami, ale też jeszcze większymi problemami. Sam opis brzmi znajomo, ale tym razem mowa o Ajaksie. Klub, który przez lata wypracował sobie pozycję hegemona w holenderskim futbolu, a do tego potrafił też błysnąć na arenie międzynarodowej, od kilku sezonów bezskutecznie próbuje odzyskać tytuł najlepszej drużyny w kraju. Na Johan Cruijff Arena nie wszyscy zdążyli się jeszcze otrząsnąć po fatalnej końcówce poprzednich rozgrywek, a już trzeba gasić kolejny pożar. Pytanie tylko, czy w Amsterdamie jest w ogóle ktoś, kto jest w stanie to zrobić.
Dalsza część tekstu pod wideo

Kąpią się we własnym sosie

O tym, jak stosunkowo dawno kibice Ajaksu mogli cieszyć się z mistrzostwa, niech najlepiej świadczy fakt, że było ono dziełem pracy Erika ten Haga w sezonie 2021/2022. Od tego czasu zarówno sam szkoleniowiec, jak i klub przeżywali swoje wzloty i upadki (w zasadzie w obu przypadkach więcej było tych drugich). Przez dużą część poprzednich rozgrywek wiele wskazywało na to, że Francesco Farioli zbudował zespół, który wreszcie przełamie tę bessę. Ajax został liderem w lutym i na pięć kolejek przed końcem miał przewagę aż dziewięciu punktów nad drugim PSV. Tyle tylko, że od tego momentu amsterdamczycy zdobyli zaledwie pięć oczek, co przesądziło o tym, że tytuł pozostał w Eindhoven. Włoski trener, który nie był w stanie pogodzić się z tym wynikiem - oraz porozumieć się z działaczami - pożegnał się ze stanowiskiem. Jego następcą dość zaskakująco został John Heitinga.
- Uznano, że Ajaksowi wystarczy już zagranicznych trenerów i znowu trzeba wrócić do kąpania się we własnym, holenderskim sosie. Od początku spora grupa kibiców była sceptyczna wobec wyboru Heitingi, a ten nie zrobił absolutnie niczego, abyśmy pomyśleli, że jest gotowy do tej pracy. W grze drużyny pod jego wodzą nie było widać żadnego pomysīłu taktycznego. Nawet po wypowiedziach samego szkoleniowca można było uznać, że to nie jest gość, który potrafi dotrzeć do piłkarzy. Regularnie ich krytykował, wskazując na błędy indywidualne zawodników. Nie było widać żadnej atmosfery wokół tej drużyny. Po jednym z goli przytulił go Wout Weghorst, ale to za mało. A przecież jak spojrzymy na kadrę, to ta nie zmieniła się jakoś diametralnie w stosunku poprzedniego sezonu. Przynajmniej nie na tyle, żeby zespół notował takie słabe wyniki - opowiada nam Tomasz Weinert, kibic Ajaksu i założyciel kanału piłkarskiego JZW Piłka Nożna.
Zespół pod wodzą Heitingi wcale nie wszedł w nowy sezon bardzo źle. Dość powiedzieć, że do 9. kolejki Eredivisie pozostawał w niej niepokonany, ale w Amsterdamie nie chodzi o to, aby tylko nie przegrywać. Dlatego pierwszym sygnałem ostrzegawczym był już sierpniowy remis przeciwko beniaminkowi, FC Volendam (1:1). Ajax za kadencji 42-latka w lidze pogubił za dużo punktów w lidze z rywalami, z którymi nie powinien tego robić. Obecnie zajmuje w niej dopiero szóste miejsce. Kompletnie daje też ciała w Lidze Mistrzów. Heitinga poprowadził zespół w czterech meczach fazy ligowej, w których wicemistrz Holandii nie zdobył choćby punktu i strzelił tylko jednego gola, tracąc przy tym aż 14. To właśnie po dotkliwej porażce domowej w tych rozgrywkach przeciwko Galatasaray (0:3) na początku listopada władze klubu doszły do wniosku, że popełniły błąd i zdecydowały się rozstać ze swoim szkoleniowcem.
- Francesco Farioli w poprzednim sezonie wykonał tu naprawdę dobrą robotę. Wybór Heitingi na jego następcę nie okazał się trafiony. Podczas kadencji jego poprzednika drużyna prezentowała nieco bardziej defensywny styl gry, ale ten chciał wrócić do tego, z czego znany jest cały klub i postanowił, że jego zespół ma znów postawić na ofensywny futbol. Tylko że piłkarzom z obecnej kadry ciężko grać w tego typu systemie. Drużyna mocno odczuła też odejście Jordana Hendersona, który był jej ważnym ogniwem i dodawał odpowiedniej równowagi. Widać również brak Jorrela Hato, który dał się poznać jako naprawdę utalentowany obrońca - opowiada nam Jeroen Kapteijns, dziennikarz De Telegraaf.

Polak ofiarą złej polityki

Latem z Amsterdamu oprócz Hendersona i Hato odeszli też tacy piłkarze jak Bertrand Traore czy Brian Brobbey. Teoretycznie w drużynie pozostało kilku innych liderów z poprzedniej kampanii (choćby Kenneth Taylor czy Josip Sutalo) a klub sięgnął też po inne znane nazwiska, ale to nie poprawiło sytuacji. Problemem Ajaksu nie okazała się jakoś samej kadry, a bardziej niedostosowanie jej pod styl preferowany przez Heitingę. Cała polityka transferowa klubu już od dłuższego czasu budzi zresztą niemałe kontrowersje wśród kibiców “De Godenzonen”.
- Latem można było mieć wrażenie, że w klubie nie istnieje coś takiego jak skauting, a jego cała strategia transferowa opiera się w dużej mierze na kumplach Heitingi lub innych byłych piłkarzach Ajaksu. Dział skautingu zdaje się być pozostawiony gdzieś na uboczu i nikt za bardzo nie korzysta z jego wiedzy. Nowe nabytki nie prezentują się za dobrze, a wypożyczeni z Liverpoolu gracze - James McConnell i Vitezslav Jaros - wyglądają wyjątkowo żenująco. To o tyle frustrujące, że choć akademia ma swoje problemy, wciąż jest tam kilku ciekawych chłopaków. Ostatecznie chyba lepiej inwestować właśnie w takich zawodników niż w piłkarza pokroju McConnella, który jest wypożyczony bez opcji wykupu - uważa Weinert.
Ofiarą amsterdamskiego chaosu padł też poniekąd Jan Faberski. Skrzydłowy, który uważany jest za jeden z największych talentów polskiej piłki, trafił do Ajaksu trzy lata temu i od tego czasu piął się po kolejnych szczeblach akademii, z której mógł kojarzyć go również Heitinga. Wychowanek Jagiellonii okres przygotowawczy spędził zresztą trenując w pierwszym zespole, po czym klub w końcówce sierpnia zdecydował się… wypożyczyć go do PEC Zwolle. Z jednej strony to jak najbardziej logiczny ruch, biorąc pod uwagę, że to w tej drużynie Polak może liczyć na regularne występy i otrzaskanie się na seniorskim poziomie. Czy jednak w Amsterdamie nie mogło być podobnie?
- Czuję, że Faberski już w obecnym sezonie byłby w stanie powalczyć o swoje szanse w Ajaksie. Został wypożyczony do Zwolle dopiero pod sam koniec okna transferowego, a zaledwie dwa dni później klub oddał do Sunderlandu dwóch innych ofensywnych piłkarzy: Briana Brobbeya i Bertranda Traore. Ten drugi blokował miejsce Polakowi w składzie i już wcześniej wychodziłem z założenia, że po jego odejściu to właśnie nasz rodak powalczy o miejsce na prawym skrzydle. Teraz Ajax poza Stevenem Berghuisem w zasadzie nie posiada nominalnego zawodnika na tej pozycji, a Holender kolejny sezon więcej się leczy niż gra. Dlatego biorąc pod uwagę problemy, również te finansowe klubu, uważam, że Janek już niedługo może zaistnieć w tej ekipie - mówi Weinert.

A może ktoś spoza towarzystwa?

19-latek, gdy już zakończy wypożyczenie, będzie chciał przekonać do siebie nowego trenera Ajaksu. Sęk w tym, że na razie nie wiadomo, kto w ogóle nim zostanie. Póki co zespół tymczasowo prowadzi Fred Grim, który na początku października dołączył do sztabu Heitingi w roli asystenta. 60-latek na pewno nie okazał się strażakiem, a wręcz dolał oliwy do ognia i nie zaznał dotąd smaku zwycięstwa. Pod jego wodzą Ajax przegrał wszystkie trzy spotkania - w Eredivisie po 1:2 z Utrechtem i Excelsiorem, a także w Lidze Mistrzów 0:2 z Benficą. Efekt? Szóste miejsce w Eredivisie (14 punktów straty do lidera) i ostatnia, 36. lokata w Lidze Mistrzów. W niej okrągłe zero punktów, bilans bramek 1:15.
Klub poszukuje docelowego szkoleniowca, ale okazuje się, że wcale nie jest to aż tak łatwe zadanie. Szczególnie że ryba psuje się od głowy i to niekoniecznie stanowisko trenera jest jedynym, nad którym muszą główkować działacze Ajaksu.
- Heitinga to tylko jeden z wielu problemów. Aktualnie Ajax intensywnie poszukuje również nowego dyrektora technicznego, ponieważ Alex Kroes, który miał być zbawcą, nie poradził sobie w tej roli. Sama struktura klubu, w której dużą rolę posiada stowarzyszenie złożone z m.in. jego byłych piłkarzy, też nie pomaga w podjęciu szybkich i ważnych decyzji. Ajax jest przy tym bardzo dumny ze swojej historii, co sprawiło, że w pewnym momencie zamknął się na zewnętrzną myśl szkoleniową. Farioli był dopiero pierwszym zagranicznym trenerem tego klubu w XXI wieku. Panuje przekonanie, że pod wieloma względami, również tymi odnośnie intensywności treningów, w Amsterdamie wciąż żyją tym, co było modne ze 20 lat temu. To choroba, która trapi nie tylko pierwszy zespół, ale cały klub - przyznaje Weinert.
Kroes chwilę po zdymisjonowaniu Heitingi poinformował, że po sezonie sam również opuści Johan Cruijff Arenę. Nowego szkoleniowca poszuka jego następca, którym może zostać Jordi Cruijff. Syn Johana obecnie działa przy indonezyjskim związku piłkarskim, a wcześniej w różnych rolach pracował też w FC Barcelonie czy w klubach izraelskich oraz cypryjskich. Mimo że to futbolowy obieżyświat, choćby przez swoje konotacje rodzinne należy zaliczyć go do amsterdamskiego establishmentu. Wątpliwe, aby Cruijff zdecydował się powierzyć zespół komuś spoza ajaksowego towarzystwa wzajemnej adoracji. A być może to właśnie taki szkoleniowiec byłby teraz najlepszym wyborem dla “De Godenzonen”.
- Ajax potrzebuje trenera, który jest gotowy na naprawdę spore wyzwanie. Fantastycznym wyborem byłby Kjetil Knutsen, tyle że to trener, który mógłby chcieć dużej kontroli, a tego w Amsterdamie nie dostanie. Latem mówiło się też o zainteresowaniu Inigo Perezem z Rayo. Taki ruch również miałby sens, jeśli Hiszpan potrafiłby okiełznać holenderską szatnię i wyrobić sobie odpowiedni autorytet. Chciałbym, aby nowym szkoleniowcem został ktoś niekoniecznie zaangażowany towarzysko w Holandii. Dobrze, gdyby był to fachowiec z zewnątrz, który ze swoim świeżym spojrzeniem byłby w stanie zaprowadzić w klubie pewne zmiany - opowiada Weinert.

Powrotu (raczej) nie będzie

W Amsterdamie na razie czekają na rozwój wydarzeń, ale w tym przypadku czas raczej nie gra na ich korzyść. Pamiętajmy, że Ajax nie wystąpił w dwóch poprzednich edycjach Ligi Mistrzów, co dla tak potężnej organizacji wiązało się z ogromnymi stratami finansowymi. W tym czasie najlepszym wynikiem w pucharach była 1/16 finału Ligi Europy, co też nie jest ani wielkim osiągnięciem sportowym, ani też finansowym. Choć klub nie wydaje już na transfery po sto milionów euro jak wcześniej, to latem przeznaczył na nowych piłkarzy połowę tej kwoty. Tam po prostu nie ma miejsca na permanentny kryzys, o czym najlepiej wie klubowy księgowy.
Dlatego właśnie tak ważny będzie wybór, którego dokonają władze Ajaksu w ciągu kilku najbliższych tygodni. Póki co nie ma większych przecieków odnośnie personaliów nowego trenera. Wcześniej mówiło się jedynie o tym, że po raz kolejny czyniono podchody pod powrót Erika ten Haga, ale ten znów miał odmówić swojemu byłemu pracodawcy. 55-latek zdaje sobie chyba sprawę, że po pobytach w Manchesterze United i Bayerze Leverkusen nie ma najlepszej prasy, zatem nie może popełnić kolejnego błędu. Tyle tylko, że działacze Ajaksu są obecnie w bardzo podobnej sytuacji.
- Ajax znalazł się w kryzysie po odejściu Marca Overmarsa [były dyrektor techniczny klubu - przyp. red], który wcześniej odegrał kluczową rolę w procesie pozyskiwania tak wielu dobrych zawodników. Musiał jednak odejść z klubu po aferze związanej z wysyłaniem nieprzyzwoitych zdjęć do pracowniczki Ajaksu. Brak sukcesów na arenie krajowej sprawił, że klubu zabrakło też dwukrotnie w Lidze Mistrzów, co z kolei doprowadziło do problemów finansowych. W tym sezonie Ajax powrócił do LM i musi powalczyć o to, aby nie zabrakło go w niej również w kolejnym sezonie. To jest naprawdę ważne z finansowego punktu widzenia. Dlatego dla Ajaksu to nie jest żaden sezon przejściowy. Nie może być - podsumowuje Kapteijns.

Przeczytaj również