Co za wzmocnienie Realu Madryt! Wystarczył jeden ruch. To nagroda za altruizm

Co za wzmocnienie Realu Madryt! Wystarczył jeden ruch. To nagroda za altruizm
charnsitr / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz Jankowski08 Jan · 09:30
Rok temu znalazł się w najgorszym punkcie kariery. Grał słabo, kibice go wygwizdywali, w mediach plotkowano o potencjalnym odejściu. W takim momencie wielu zawodników mogłoby spuścić głowę i wywiesić białą flagę. Aurelien Tchouameni zawalczył jednak o swoje w Realu Madryt. Nie narzekał, gdy musiał grać na środku obrony, wykazał się altruizmem, a gdy wrócił tam, gdzie czuje się najlepiej, potwierdził klasę.
Środek pola nie jest najsilniejszą formacją na Santiago Bernabeu. Fede Valverde często musi łatać dziury na prawej obronie. Eduardo Camavinga od półtora roku częściej pauzuje niż bryluje. Arda Guler notował znakomity start sezonu, jednak w najważniejszych meczach miał zwyczaj nieco przygasać. Jude Bellingham też nie prezentuje tak wybitnej formy, jak w znakomitej dla siebie kampanii 2023/24. Nie przez przypadek coraz więcej źródeł informuje, że priorytetem “Los Blancos” w letnim okienku będzie wzmocnienie pomocy. Do Madrytu powinien wrócić Nico Paz, a ptaszki ćwierkają też o potencjalnym transferze Keesa Smita z AZ Alkmaar.
Dalsza część tekstu pod wideo
Argentyńczyk i Holender z pewnością mogliby podnieść jakość Realu w aspekcie rozegrania. Klub nie musi zaś martwić się o pozycję defensywnego pomocnika. Ten sektor jest i powinien pozostać zabetonowany przez Aureliena Tchouameniego. Wychowanek Bordeaux przeżył już wiele w stolicy Hiszpanii, miewał huczne wzloty i bolesne upadki. W ostatnich miesiącach odnalazł niezbędną stabilizację, utrzymując niezwykle wysoki poziom. Francuz dosłownie przemienił gwizdy w oklaski.

Lud wybrał ofiarę

Cofnijmy się o rok. Defensywa Realu była wówczas zdziesiątkowana ze względu na poważne kontuzje Daniego Carvajala i Edera Militao, którzy pozrywali więzadła. Raul Asencio dopiero wkraczał do seniorskiej piłki, a Dean Huijsen występował jeszcze w Bournemouth. Gigantyczne braki w obronie sprawiły, że Carlo Ancelotti musiał “wymyślić” sobie nowego stopera. Wybór padł na Tchouameniego, który został przesunięty bliżej własnej bramki. Eksperyment okazał się opłakany w skutkach. Wystarczy przypomnieć finał poprzedniej edycji Superpucharu Hiszpanii, w którym Barcelona przejechała się po “Los Blancos” wynikiem 5:2. Francuz był jednym ze współwinnych, zachowując się źle przy pierwszej i piątej bramce rywali.
- Przede wszystkim chciałbym podziękować Aurelienowi za jego zaanagżowanie i altruizm. Doceniam to, że gra na każdej pozycji bez narzekania i daje z siebie wszystko. Wiem, że środek obrony to nie jest jego docelowe miejsce, ale znajdujemy się w trudnej sytuacji, a on robi wszystko dla drużyny - bronił go Ancelotti na początku roku.
Trener stawał murem za nominalnym pomocnikiem, który z przymusu został oddelegowany do gry w obronie. Kibice podeszli do całej sprawy z innym nastawieniem. Widzieli boiskowe błędy Tchouameniego, więc uznali, że zasłużył na karę. Kiedy po feralnym Superpucharze Real wrócił na Bernabeu, trybuny powitały wicemistrza świata kakofonią gwizdów. Dostało się jemu, Ancelottiemu oraz Lucasowi Vazquezowi.
- Oczywiście od razu po rozpoczęciu meczu usłyszałem gwizdy. Zdałem sobie sprawę, że gwiżdżą na mnie i na Lucasa. W takiej sytuacji masz dwie opcje: możesz upaść i się poddać, albo grać swoje. Pamiętam, że wtedy rozegrałem bardzo dobre spotkanie, a później gwizdy zniknęły. To był ważny moment, który pozwolił mi się rozwinąć. Krytyka zawsze się pojawia, możesz być najlepszy na świecie, a i tak pojawią się negatywne głosy na twój temat. Ale im większym doświadczeniem dysponujesz, tym lepiej radzisz sobie z takimi rzeczami - wspominał 25-latek.
Dobrze wiemy, że łaska kibiców na pstrym koniu jeździ. Szczególnie, jeśli mówimy o bardzo wymagających trybunach w stolicy Hiszpanii. W świątyni Realu wygwizdywano nawet piłkarzy o statusie Cristiano Ronaldo czy Karima Benzemy. Można też przypomnieć niedawną reakcję na zmianę Viniciusa, który przy okazji rywalizacji z Betisem musiał wysłuchać porcji kociej muzyki. Bernabeu po prostu nie wybacza. Ale jak karci, tak potrafi też docenić prawdziwą piłkarską klasę.

Nowe otwarcie

Tchouameni nie przejął się gwizdami i nadal robił swoje. W rundzie wiosennej był już dość pewnym punktem zespołu. Częściej grał jako “szóstka”, co jedynie działało na korzyść drużyny. Mógł nawet zostać bohaterem Realu, kiedy w finale Copa del Rey strzelił gola na 2:1. W końcówce Ferran Torres doprowadził jednak do remisu, a decydująca bramka w dogrywce była dziełem dobrego przyjaciela Aureliena, czyli Julesa Kounde. Pomocnik przełknął wówczas gorycz porażki, zapowiadając jednocześnie, że “Królewscy” jeszcze wrócą na należne im miejsce.
Latem Tchouameni znakomicie przyjął roszadę na ławce trenerskiej. Ancelotti bardzo wysoko cenił pomocnika, ale to Alonso był gotów powierzyć mu jeszcze większą rolę. Już podczas Klubowych Mistrzostw Świata widać było, że nowy szkoleniowiec widzi we Francuzie materiał na lidera środkowej strefy. 25-latek prezentował się z bardzo dobrej strony na tle Borussii Dortmund czy Juventusu. Przeciwko “Starej Damie” zanotował aż 79 celnych podań na 81 prób, dwa strzały, dwie stworzone sytuacje i pięć interwencji defensywnych. Po takich występach ręce same składały się do braw.
- Aurelien jest filarem zespołu. To kluczowy zawodnik ze względu na to, ile wnosi na murawie. Jak małe decyzje, które podejmuje, wpływają na całą drużynę. Może być ustawiony w jednej akcji wyżej, a w drugiej między stoperami, aby lepiej organizować grę. To bardzo inteligentny zawodnik, który szybko przyswaja moje idee - chwalił w lipcu Alonso na antenie DAZN.
- Xabi to świetny trener, doskonale mi się z nim współpracuje. Już pierwszego dnia przygotował filmik przedstawiający aspekty, które mogę poprawić, na czym powinienem skupić się w grze bez piłki i na etapie posiadania. To mi pomogło, na pewno poprawiłem się w tym sezonie pod wieloma względami - odpowiadał zawodnik na łamach L’Equipe.
Dziś trudno byłoby wyobrazić sobie Real bez Tchouameniego. W tym sezonie jedynie Courtois, Mbappe i Carreras rozegrali od niego nieznacznie więcej minut. Pomocnik przegapił dwa mecze z powodu drobnego urazu mięśniowego i od razu wpłynęło to negatywnie na cały zespół. Bez niego madrytczycy pogubili punkty z Rayo i Elche, tracąc pozycję lidera. Oczywiście, że z nim na murawie też przytrafiały się gorsze wyniki, jak choćby wstydliwa porażka 0:2 z Celtą Vigo. Warto jednocześnie zaznaczyć, że 25-latek jako jeden z niewielu zawsze potrafił przyznać się do błędu. Po wspomnianym blamażu z Iago Aspasem i spółką to on wyszedł do mediów, wziął trenera w obronę i podkreślił, że zawodnicy muszą wznieść się na znacznie wyższy poziom.
- Spójrzmy na mecz z Celtą, plan trenera był dobry, ale ostatecznie to my, piłkarze, nie daliśmy rady. Jeśli przegrywamy 0:2, to jest to nasz problem. Jeśli nie będziemy grać z odpowiednią intensywnością, trudno będzie nam odnosić zwycięstwa. Chcemy naciskać, pressować, ale czasami nam to wychodzi, a czasami kompletnie nie. Musimy się poprawić, pokazać lepsze nastawienie - apelowal na konferencji prasowej.

Klasa światowa

Tchouameni z pewnością chciałby jak najdłużej współpracować z Alonso. Widać, że ten trener potrafi wydobyć z niego najlepszą możliwą wersję. W tym sezonie ligowym Francuz jest liderem Realu pod względem skutecznych interwencji defensywnych (50). W Lidze Mistrzów pozostaje zawodnikiem z największą liczbą skutecznych wślizgów (14). Względem poprzednich rozgrywek notuje mniej podań i kontaktów z piłką na mecz, ale gra bardziej konkretnie. Częściej podłącza się do ofensywy, to jego zagrania wyznaczają rytm akcji w atakach pozycyjnych. W porównaniu z minionym sezonem zaliczył wyraźny skok pod kątem oczekiwanych asyst (z poziomu 0,02 xA na 90 minut do 0,13) i stworzonych sytuacji (z 0,28 do 0,88). To już nie jest wyłącznie rygiel w obronie, ale też prawdziwa wartość dodana na etapie kreacji.
- Tchouameni wykonał ogromny krok naprzód. Odzyskał swoją najlepszą formę, stając się jednym z liderów projektu Xabiego. Dostosowanie się do wymagań w Madrycie zajęło mu trochę czasu, ale jego czwarty sezon na Bernabeu zapowiada się jako ten najlepszy. Ma większą swobodę na boisku, dzięki czemu nie skupia się tylko na destrukcji, ale też organizowaniu ataków - pisał Sergio Rodriguez z dziennika Marca. - Odkupienie Tchouameniego. Pomocnik umocnił swoją pozycję w Realu za kadencji Xabiego. W tym sezonie opuścił tylko dwa mecze, a jego powrót do gry przyniósł drużynie większą stabilność w defensywie. Jego wytrwałość i umiejętność radzenia sobie z krytyką sprawiły, że nie ma już jakiegokolwiek tematu odejścia - dodał Agustin Martin na łamach magazynu AS.
Tchouameni bardzo dobrze przystosował się do współczesnych realiów, gdzie na topowym poziomie praktycznie nie ma już “szóstek” skupiających się wyłącznie na obronie. Martin Zubimendi czy Declan Rice regularnie dokładają cegiełki do ofensywnych poczynań Arsenalu. W Paryżu właściwie każdy z trójki Vitinha - Fabian Ruiz - Joao Neves jest przydatny pod obiema bramkami. Hansi Flick często opiera drugą linię Barcelony na Pedrim i De Jongu, gdzie żaden z nich nie wpisuje się w profil typowego defensywnego pomocnika. Tak wygląda futbol na najwyższym poziomie. Pomocnik musi bronić, podać i pozamiatać.
Rok w futbolu to wieczność. 12 miesięcy temu Tchouameni był powszechnie krytykowany za błędy popełniane na środku obrony, gdzie nie czuł się szczególnie komfortowo. Letnie wzmocnienia pozwoliły Francuzowi wrócić na stałe do swojego królestwa, jakim jest druga linia. To w tym miejscu może spokojnie robić wszystko, czego wymaga się od pomocnika Realu Madryt. A nawet jeszcze więcej.

Przeczytaj również