Kłopoty topowego klubu Ekstraklasy. Wyprzedaż zbiera żniwa. "Dużo wtop transferowych"

Kłopoty topowego klubu Ekstraklasy. Wyprzedaż zbiera żniwa. "Dużo wtop transferowych"
Michal Kosc / pressfocus
Antoni - Obrębski
Antoni ObrębskiDzisiaj · 17:00
Jedno zwycięstwo w ostatnich dziewięciu meczach ligowych i słabe wrażenia z gry - tak można opisać ostatnie tygodnie Jagiellonii Białystok w Ekstraklasie. “Jaga” przeżywa obecnie najtrudniejszy okres za kadencji Adriana Siemieńca. Tylko… można było się tego spodziewać.
Od początku marca podopieczni Adriana Siemieńca byli w stanie wygrać jedynie raz - w zaległym meczu z GKS-em Katowice. Ponadto w tym czasie trzy punkty z Białegostoku wywiozły Wisła Płock i Piast Gliwice, a na wyjeździe Jagiellonia została rozgromiona przez Lechię Gdańsk i jedynie zremisowała z Koroną Kielce. Ekipa ze stolicy Podlasia zdobyła więc zaledwie sześć punktów w siedmiu ostatnich meczach.
Dalsza część tekstu pod wideo

Przemiał

W ostatnich latach odchodziły z Jagiellonii ważne postacie - choćby Zlatan Alomerović, Darko Czurlinow czy Dominik Marczuk. Udawało się ich zastąpić, jednak zeszłego lata z klubem znów pożegnało się naraz wielu istotnych piłkarzy. Z drużyny wyjęto elementy pierwszego garnituru. Mowa tu o Michale Sacku, Mateuszu Skrzypczaku, Jarosławie Kubickim, Joao Moutinho, Enzo Ebosse czy Kristofferze Hansenie. Do tego z Podlasia wyjechał Adrian Dieguez, który przed kontuzją był filarem drużyny. Pożegnano także niedocenianego z dzisiejszej perspektywy Mikiego Villara oraz Lamine’a Diaby’ego-Fadigę. Odeszło ponadto paru innych, mniej istotnych graczy.
I tych wszystkich piłkarzy trzeba było zastąpić (nie mówiąc o zimowym odejściu Oskara Pietuszewskiego). W tym celu podpisano kontrakty z aż 13 graczami. Przy takiej liczbie transferów w ciemno można obstawić, że przynajmniej parę z nich okaże się nietrafionych. A były w tym gronie nawet takie niewypały, jak AZ Jackson, Alex Cantero czy Louka Prip, którzy z “Dumą Podlasia” rozstali się już po jednej rundzie.
To natomiast nie są jedyne ruchy, które można oceniać naprawdę średnio, a nawet negatywnie. Kamil Jóźwiak wcielił się w rolę agenta 15-0-0, Youssuf Sylla nabił dwukrotnie więcej minut w rezerwach niż w pierwszym zespole (całe 237 minut w III lidze). Yuki Kobayashi jest obrońcą, a… nie umie bronić. Za to jego wyprowadzenie piłki też nie należy do najlepszych. Dawid Drachal miał dużo lepsze wejście w drużynę, ale od kilku tygodni nie ma formy. Jeżeli chcielibyśmy szukać liderów wśród nowych graczy, to możemy tak powiedzieć o Andym Pelmardzie, być może Bernardo Vitalu.
Gdyby więc porównać sobie pozycja po pozycji nowych zawodników, do tych, którzy w “Dumie Podlasia” już nie grają, przewaga na korzyść tych drugich byłaby zdecydowana. Wobec tego ciężko mówić o jakimś wielkim zaskoczeniu tym, że “Jaga” gorzej punktuje i słabiej wygląda. Z pewnością letnie okno transferowe pozostanie rysą na niemalże krystalicznym do tej pory wizerunku Łukasza Masłowskiego w Jagiellonii. A nie wspomnieliśmy jeszcze o okienku zimowym, podczas którego do Białegostoku przeniosło się pięciu graczy. Choć piłkarzy sprowadzonych w styczniu i lutym nie można skreślać, to definitywnie nie są to transfery, które na teraz zaspokajają potrzeby zespołu.

Brak skrzydeł

Od dłuższego czasu mówi się o tym, że Jagiellonia nie ma skrzydłowych. W tym stwierdzeniu jest bardzo dużo prawdy. Zimą odszedł Oskar Pietuszewski, a w poprzednich rozgrywkach na bokach hałas robili Darko Czurlinow, Kristoffer Hansen czy Miki Villar, o którym też nie można zapominać. Odbiór Hiszpana z pewnością był różny, ale obecny gracz Wieczystej Kraków miał więcej bramek i asyst niż łącznie (!) w tym sezonie dla “Jagi” : Alex Pozo, Kamil Jóźwiak, Kajetan Szmyt, Nahuel Leiva, Louka Prip i Alex Cantero, a więc wszyscy skrzydłowi, poza Oskarem Pietuszewskim.
W tej chwili Siemieniec na bokach ma w klubie Pozo, Jóźwiaka, Szmyta, Nahuela i młodego Zalewskiego. Ten drugi jest jednak kontuzjowany i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Sytuacja nie wygląda więc najlepiej. Można oczywiście stwierdzić, że Pozo miał dobry początek sezonu, a Szmyt wygląda nawet dobrze, choć nie notuje liczb. Że Nahuel w Śląsku potrafił strzelać i asystować. Tyle że w tej chwili nie ma to żadnego znaczenia. Właściwie w tej rundzie na skrzydle najlepiej wyglądał Bartosz Mazurek, który nie jest jednak nominalnym skrzydłowy i częściej występuje w środku pola. Boki pomocy wyglądają zazwyczaj wyglądają więc w Jagiellonii po prostu blado.

Jesus Imaz

Nadszedł chyba moment, w którym wiek Jesusa Imaza daje o sobie znać. We wrześniu Hiszpan skończy 36 lat, a od początku marca zdobył tylko jedną bramkę i nie zaliczył żadnej asysty. Oczywiście, dalej jego liczby w tym sezonie są fantastyczne, wszak mowa o 17 golach i 10 decydujących podaniach, jednak gra weterana ostatnio wygląda już słabiej. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowa zadyszka, być może spowodowana słabszą formą całego zespołu.
Być może też Imaz sam stał się ofiarą bycia niezastąpionym dla drużyny. W zeszłym sezonie atakujący zagrał ponad 4400 minut i nie opuścił żadnego spotkania. W trwającej kampanii ma na swoim koncie prawie 3600 minut i nie zagrał jedynie w dwóch meczach. Do końca sezonu Hiszpan znowu w zdecydowany sposób przebije barierę 4000 minut. Być może jest, mówiąc potocznie, zajechany.

Największy kryzys Jagiellonii?

Adrian Siemieniec objął ekipę ze Słonecznej trzy lata temu i do tej pory poprowadził ją w 147 spotkaniach. Najpierw miał za zadanie utrzymać zespół w Ekstraklasie, a później dokonał rzeczy niesamowitych. I choć zdarzały się gorsze serie, kryzysy - jak choćby sześć porażek z rzędu latem 2024 roku - to zazwyczaj porażki przerywały serię spotkań wygranych.
Ten kryzys, którego dzisiaj doświadcza Jagiellonia, wygładza się z kilku powodów. Po pierwsze i najbardziej oczywiste zarazem - płaskość tabeli. Mimo słabych wyników i przeciętnej gry “Jaga” jest trzecia i ma zaledwie trzy punkty straty do lidera. Posiada więc jeszcze całkiem spore szanse na mistrzostwo, przynajmniej matematycznie. Ciężko jednak dzisiaj typować do tytułu drużynę z tyloma problemami. Z takim dorobkiem jak dzisiaj, na tym samym etapie zeszłorocznych rozgrywek, “Duma Podlasia” byłaby dopiero szósta, a do lidera traciłaby 16 punktów. Nawet w sezonie mistrzowskim Jagielloni, w którym do tytułu wystarczyły jedynie 63 punkty, po 28. serii gier 43 “oczka” wiązałyby się zaledwie z… ósmym miejscem.
Ktoś mógłby zarzucić tu pisanie pod tezę. Branie pod uwagę jedynie kilku ostatnich meczów czy spotkań z marca i kwietnia. Problemy “Jagi” nie zaczęły się jednak dopiero wiosną. Na ostatnie 20 meczów zespół z Podlasia wygrał jedynie pięć. Do tego doszło siedem porażek i osiem remisów. W tabeli za ten rok Jagiellonia jest dziewiąta, a od listopadowej przerwy na kadrę - 13. Do tego trzy z pięciu ekip pod nią rozegrały mecz mniej.
Problemy “Jagi” dziś zauważa już praktycznie każdy, ale mało kto mówi o niej jako o drużynie pogrążonej w dużym kryzysie. To być może efekt pojedynczych “wyskoków” ekipy z Białegostoku. Przede wszystkim tego z Florencji, bo przecież nie aż tak dawno podopieczni Siemieńca w efektownym stylu ograli na wyjeździe Fiorentinę, będąc blisko zanotowania imponującego comebacku po porażce w pierwszej odsłonie dwumeczu. Potem potrafili też pokonać rewelacyjny na wiosnę GKS Katowice.
- Potrzebowaliśmy tego. Było czuć, że wszyscy bardzo pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że na koniec możemy się z tego cieszyć. Na początku i po pierwszej połowie miałem odczucie, że wróciliśmy jako drużyna. Mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem konsekwencji i tego, że w kolejnych spotkaniach będziemy prezentować się tak, jak szczególnie w tych 45 minutach. Z perspektywy pewnych wartości, jak determinacja, zaangażowanie, poświęcenie, pracowitość na boisku - cały mecz pod tym względem był na bardzo wysokim poziomie - mówił Adrian Siemieniec właśnie po wygranym 2:1 spotkaniu z GKS-em.

I co z tego?

Właściwie jest to bardzo zasadne pytanie. Bo czy ten słabszy okres sprawia, że powinniśmy poddawać w wątpliwość kunszt Adriana Siemieńca? A może dochodzić do wniosku, że Łukasz Masłowski to słaby dyrektor sportowy? Nie i nie. Trwający kryzys to oczywiście świadectwo błędów, jakie popełniali obaj, ale należy pamiętać, z jakiej pozycji w ogóle startowała Jagiellonia. “Duma Podlasia” nie jest jeszcze Lechem Poznań, który na Pablo Rodrigueza wydał tyle, ile Białostoczanie na wszystkie kwoty odstępnego w tym sezonie. Jeśli Jagiellonia nie zdobędzie mistrzostwa, nie będzie to koniec świata.
Taka przebudowa, jaka miała miejsce latem, musiała wiązać się z pogorszeniem wyników. W tym kontekście większą niespodzianką od obecnej formy było to, że “Jaga” w pierwszych 11 meczach ligowych przegrała tylko raz i przewodziła wówczas tabeli. I choć brak tytułu, zwłaszcza przy słabości innych, będzie pewnie dla kibiców, a może i dla ludzi w klubie rozczarowaniem, to rzeczywistą porażką byłoby dopiero zakończenie sezonu poza strefą miejsc gwarantujących udział w eliminacjach europejskich pucharów.

Dyskusja

Przeczytaj również