Klub Polaka spada z hukiem. Ma… minus sześć punktów. Nie wygrał od września
Do końca rozgrywek siedem kolejek, a oni mają dorobek punktowy na minusie. Sezon 2025/26 jest koszmarem dla Sheffield Wednesday. Klub Olafa Kobackiego stoi na skraju przepaści. Takie są skutki dekady nierozsądnego zarządzania przez znienawidzonego właściciela, od którego trudno się uwolnić.
Rzadko zdarza się, aby na tym etapie rozgrywek w “porządnych”, mainstreamowych ligach, jakikolwiek zespół miał ujemny dorobek punktowy. Tymczasem w angielskiej Championship, w końcówce marca, tabelę zamyka Sheffield Wednesday z wynikiem sześciu oczek na minusie. Uznany klub znalazł się w poważnych problemach po latach zaniedbań i ma już przypieczętowany spadek do trzeciej ligi. Trudno się jednak dziwić - w obecnym sezonie był właściwie bez szans. Osłabiona kadra, brak możliwości przeprowadzania transferów i ogólny chaos sprawiły, że nawet bez 18-punktowej kary klub spadłby z hukiem i najprawdopodobniej został najgorszym klubem w historii ligi.
Piękne obietnice, duże inwestycje
Sytuacja, w której znalazło się Sheffield Wednesday, to efekt wielu lat szkodliwego zarządzania. Klub miał poważne problemy finansowe jeszcze na starcie XXI wieku i trwał w nich przez jego większość. W ostatnich latach grał głównie na drugim poziomie rozgrywkowym, zaliczając trzy krótkie przygody w trzeciej lidze. Ostatnia z nich miała już miejsce w erze Dejphona Chansiriego - człowieka znienawidzonego przez fanów.
Tajski biznesmen kupił klub w 2014 roku od Milana Mandaricia, który ustabilizował go po bardzo turbulentnym okresie. Chansiri wyłożył na stół 37,5 miliona funtów i deklarował wprowadzenie ówczesnego drugoligowca do Premier League w ciągu trzech lat, na przypadające w 2017 roku 150-lecie jego istnienia. Takie deklaracje oczywiście budziły duże nadzieje. Zwłaszcza że zapowiadał “poszanowanie dla wspaniałego, bogatego dziedzictwa” Wednesday. No i początkowo rzeczywiście wyglądało to nieźle.
W sezonie 2015/16 “Sowy” pod względem wydatków na transfery ustępowały tylko czterem klubom Championship (w tym dwóm spadkowiczom z Premier League), przeznaczając na wzmocnienia 13,4 miliona euro. Zgodnie z danymi portalu Transfermarkt to większa suma, niż ich łączne wydatki od początku XXI wieku. W kolejnych rozgrywkach ponownie przekroczyły próg 10 milionów. I efekty było widać na murawie. Wednesday w dwóch kolejnych sezonach zajmowało najlepsze lokaty od czasu spadku z Premier League w 2000 roku, dwukrotnie wchodząc do play-offów. W kampanii 2015/16 finiszowali na szóstym miejscu i odpadli w finale z Hull City, 2016/17 to z kolei czwarta lokata i przegrana w półfinale. Otarli się więc o realizację ambitnego celu Chansiriego.
Właściciel na wojnie z kibicami
Po dwóch nieudanych podejściach coś się zepsuło. Klub osunął się do drugiej dziesiątki ligowej tabeli. W ciągu trzech i pół roku doszło do aż pięciu zmian na stanowisku menedżera. Najdłużej, 14 miesięcy, wytrwał Garry Monk. Roszady nie przynosiły jednak efektów. Duże inwestycje z pierwszych lat panowania właściciela, które nie przyniosły awansu, szybko okazały się zbyt dużym obciążeniem bez zastrzyku gotówki związanego z promocją do wyższej ligi. Klub żył na kredyt z nadzieją na to, że przyniesie to skutek. Niestety - nie przyniosło. I w dodatku ściągnęło na niego tarapaty.
Właściciel kombinował, jak potrafił. By poprawić wyniki finansowe, sprzedał stadion jednej z zarządzanych przez siebie spółek, ale po sezonie COVID-owym, dodatkowo komplikującym sytuację finansową, “Sowy” złamały zasady dotyczące dopuszczalnych strat w Championship. Na starcie rozgrywek 2020/21 dostały karę punktową: początkowo 12 oczek. Po odwołaniu zmniejszono ją do sześciu. Pomimo tego zadecydowała ona o spadku do trzeciej ligi. Udało się z niej wyjść po dwóch sezonach, dzięki niesamowitemu comebackowi w półfinale baraży, po porażce 0:4 w pierwszym spotkaniu, i wygranej w finale po bramce w doliczonym czasie dogrywki.
To jednak nie zażegnało problemów. Kibice rozumieli, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Działania Chansiriego doprowadziły klub do kryzysu, a on nie miał planu na to, jak z niego wyjść. Frustracja trybun narastała coraz bardziej. Ich ukochany zespół chylił się ku upadkowi przez nieodpowiedzialne zarządzanie. Zaczęli więc głośno wyrażać niezadowolenie z poczynań Chansiriego. A ten… poszedł z nimi na wojnę.
- Od teraz nie będę inwestował pieniędzy w klub. Jeśli mówicie, że jesteście właścicielami, a ja tylko zarządcą, to pokażcie mi, jak być dobrym właścicielem i pomóc uratować wasz klub. Chcecie, żebym odszedł, ale jednocześnie chcecie, żebym wydawał pieniądze? Jeśli chcecie, żebym odszedł, to pokażcie mi, jak prowadzić klub i inwestować pieniądze, zanim to zrobię - opublikował we wrześniu 2023 roku oświadczenie na oficjalnej stronie Sheffield Wednesday. - Nie macie prawa żądać, żebym odszedł. To ja uratowałem klub i to ja wydałem na niego pieniądze - płacąc średnio około dwa miliony funtów miesięcznie. Niektórzy kibice powinni mieć więcej szacunku dla właścicieli klubów i nie być tak egoistyczni, myśląc tylko o własnych korzyściach, nie robiąc nic dobrego dla klubu. To jest nie do zaakceptowania i w związku z tym nie zamierzam dokładać więcej pieniędzy, skoro jestem niesprawiedliwie traktowany przez fanów.
W sierpniu 2024 na stronie klubu opublikowano za to apel do kibiców, aby… nie kupowali podrobionych koszulek, bo w ten sposób szkodzą swojej drużynie. Jednocześnie w innych komunikatach pojawiały się sugestie, że ich wysokie ceny to efekt małej sprzedaży i przy nikłym zainteresowaniu nie zostaną one obniżone. Podobnie zresztą w przypadku biletów. Sposób dialogu z fanami stał się po prostu kuriozalny.
W międzyczasie pojawiły się zaległości w opłatach podatkowych, co skutkowało zakazami rejestracji nowych zawodników. Następnie, wiosną 2025 roku, zaczęły się opóźnienia w wypłatach. Niedługo potem Guardian wyliczał, iż od momentu przejęcia kontroli przez tajskiego właściciela Wednesday zanotowało ponad 150 milionów funtów straty. I choć Chansiri do pewnego momentu dopłacał spore sumy, zadłużenie wynosiło prawie 70 milionów.
Kompletna rozsypka
Latem 2025 roku wszystko się posypało. Po tym, jak piłkarze i sztab nie otrzymali na czas pensji za marzec, a następnie maj, czerwiec i lipiec, klub został objęty zakazem transferów gotówkowych na trzy okienka. Przedsezonowy sparing z Barnsley został zbojkotowany przez zawodników, próbujących wymusić wypłaty zaległych pieniędzy. Odszedł ceniony trener Danny Roehl, który pomimo kryzysu zrobił z Wednesday średniaka Championship. Posypała się też kadra, bo tak długie przerwy w wypłatach umożliwiały zerwanie kontraktów.
W efekcie zasłużony klub przystępował do bieżącego sezonu w kompletnej rozsypce: ze składem opartym na graczach z młodzieżówki, z dodatkiem pojedynczych “wiernych” piłkarzy oraz zawodników ściągniętych z wolnego transferu i na zasadzie wypożyczeń. Na Hillsborough został m.in. Olaf Kobacki, ale aktualne rozgrywki w jego wykonaniu naznaczyły problemy zdrowotne, przez które grał tylko sporadycznie. Liczby były bezwzględne: w momencie startu rywalizacji w Championship portal Transfermarkt wyceniał kadrę na 11,5 miliona funtów - dwukrotnie mniej niż trzeciego od końca Portsmouth. Obecnie to 17,8 miliona - półtora raza mniej od przedostatniego Oxford United i niemal dziesięciokrotnie mniej od najdroższych składów w lidze. Nikt nie miał wątpliwości. Sheffield Wednesday zapowiadało się na jedną z najsłabszych drużyn w historii drugiej ligi angielskiej.
Rozgrywki 2025/26 zaczęły się od zamknięcia jednej z trybun z uwagi na jej zły stan techniczny, ale mimo tego na murawie było… przyzwoicie. Pierwsze osiem spotkań przyniosło tylko cztery porażki i sześć oczek. Jak się jednak okazało, zwycięstwo z Portsmouth w szóstej kolejce jest jedynym do tej pory w bieżącym sezonie. “The Owls” nawet przechodząc do kolejnych rund w Pucharze Ligi, zwyciężali jedynie w rzutach karnych. Smaku wygranej nie zasmakowali od… 20 września 2025 roku i 33 ligowych kolejek. Aktualnie śrubują niechlubny rekord klubu pod tym względem. Zaliczyli też najgorszą w historii klubu serię dziewięciu ligowych spotkań bez strzelonego gola. Co gorsza, w tym roku kalendarzowym uzbierali tylko jeden punkt w 16 seriach gier, a zimą odeszli kolejni zawodnicy - w tym żywa legenda, weteran Barry Bannan, co jeszcze niedawno byłoby nie do pomyślenia. Opłata za jego sprzedaż pomogła jednak w choć częściowym zasypaniu dziury w budżecie.
Najgorsi w historii Championship
Skazane na spadek Sheffield Wednesday po 39 kolejkach zapracowało na zaledwie 12 punktów w tabeli Championship. To tempo na zaledwie 15 oczek na koniec kampanii. Tymczasem najgorszy wynik od momentu, gdy dawna First Division została przemianowana na Championship w 2004 roku, to 23 punkty Rotherham United z sezonu 2016/17. Istnieją więc spore szanse, że Wednesday zaliczy najsłabszy sezon w historii Championship pod względem czysto sportowym. Bo najsłabszy wynik punktowy jest już pewny, choć mają na to wpływ sprawy administracyjne.
Z uwagi na zaległości finansowe i spowodowane nimi wprowadzenie pod zarząd komisaryczny odjęto im łącznie 18 punktów. Obecnie w tabeli widnieje więc przy nich “-6”. I bardzo możliwe, że nie zdołają wyjść na plus. Przez ujemne oczka “Sowy” pobiły też inny niechlubny rekord - najszybszego spadku w historii English Football League, przypieczętowanego 22 lutego.
Przyszłość Wednesday stoi pod dużym znakiem zapytania. Nadzieją na lepsze czasy mogłaby być zmiana właściciela, ale sprawa nie jest łatwa. Nowy nabywca musi spłacić zaległości finansowe - zadłużenie, opóźnione opłaty za transfery czy kwoty dla usługodawców, a niejasna jest też sytuacja stadionu. Co więcej, sam Chansiri do niedawna miał stawać okoniem i konsekwentnie blokować kolejne oferty od interesantów. Teraz zaawansowane rozmowy ma prowadzić konsorcjum zarządzane przez Davida Storcha. Fani nie otwierają jednak szampanów. Ucieszy ich dopiero dopięcie transakcji.
A mowa przecież o klubie historycznym, bardzo zasłużonym. Z szerokim gronem kibiców, czterema mistrzostwami kraju na koncie i niemal 40-tysięcznym, 12. co do wielkości w Anglii, choć zaniedbanym, stadionem. Droga do odbudowy, jeśli taką uda się zacząć w najbliższym czasie, rozpocznie się w trzeciej lidze, prawdopodobnie znów z ujemnymi punktami.
Ustabilizowanie sytuacji finansowej może potrwać sporo czasu. Aktualnie drużyna Olafa Kobackiego zmierza ku otchłani i czeka, aż ktoś wreszcie dostanie szansę, aby podać jej pomocną dłoń. I przede wszystkim liczy, że tym razem będzie to właściwy człowiek.