Konkretny apel do Jana Urbana. W tle to, co robił Nawałka. "Panie trenerze, to pańska robota"
O fenomenalnej “Pani Zwycięstwa”, wyborach Jana Urbana i porównaniu ich z tym, co robił Adam Nawałka, a także nowym rządom w Legii Warszawa - pisze Janusz Basałaj w kolejnym artykule ze swojego cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Pani Zwycięstwa
Fajną książkę wczoraj przeczytałem… “Pani Zwycięstwa” - dzieło Pawła Fleszara połknąłem z wielkim łakomstwem i smakiem. Autor, którego ponad dwadzieścia lat temu miałem okazję poznać jako cenionego dziennikarza sportowego, redaktora Tempa i korespondenta Przeglądu Sportowego już chyba dawno nie opisuje “Goli, faulów i ofsajdów” na łamach gazet czy portali. Stał się poważnym literatem. Ale takim człowiekiem pióra jakich zawsze podziwiam. Bez zadęcia i pozowania na domorosłego wieszcza ani innego przewodnika duchowego narodu. Pisze książki takie jakich oczekują czytelnicy. Ciekawe, z pomysłem, bez moralizatorstwa i zbędnej projekcji swoich stanów emocjonalnych.
“Pani Zwycięstwa” to klasyczny kryminał z frapującą zagadką i częścią historii światowego futbolu w tle. Autor porusza się w “tym temacie” bardzo swobodnie i pomysłowo. Bardzo mnie cieszą niewinne wtręty (a może raczej wkrętki…) o codziennej pracy krakowskich dziennikarzy relacjonujących nie tylko mecze czy zgrupowania Wisły Kraków. W postaciach, które opisuje Fleszar, widzę swoich starych kolegów po fachu, a może i adwersarzy, kiedy miałem przez prawie 9 miesięcy (nie)przyjemność być prezesem Wisły za czasów właściciela klubu, Bogusława Cupiała… Fajnie i rzetelnie oddane kulisy pracy redakcji z obowiązującym hasłem “Tekst na kiedy? Na wczoraj…!”
Nawet skromnie pokazane, choć istotne, wątki sercowe, nie przeszkadzają w wartko poprowadzonej akcji “Pani Zwycięstwa” . No i fantastycznie odmalowany przez Autora, zapomniany i chyba dla wielu nieznany Kraków. Nie ten z pocztówek, nie ten z Rynku, Wawelu, czy modnych knajp. Ale taki, o którym Lech Janerka śpiewał: “Strzeż się tych miejsc…”. Choć ta pieśń dotyczyła raczej miasta Wrocław. Szpetota zakamarków Kazimierza czy Podgórza może skutecznie odstraszyć amatorów nocnych wędrówek po Krakowie.
Dobrze napisane, z pomysłem, dobre, atrakcyjne “czytadło”. Redaktor Fleszar już ponad dwadzieścia lat temu jako młody, dynamiczny reporter zdradzał spore zdolności może nie literackie, ale w opisywaniu losów piłkarzy, trenerów, prezesów był naprawdę biegły i pomysłowy. Dobrze, że nie zamknął się jednak wyłącznie w piłkarskim, krakowskim mikrokosmosie i od lat szuka poważniejszych wyzwań. Choć zawsze pamiętajmy, że piłka nożna to najbardziej poważna z najmniej poważnych spraw na świecie.
Panie Janie, to pana robota
Jan Urban od dawna jakoś nie udaje, że fascynują go rozgrywki naszej Ekstraklasy. Ani nie mruga okiem do piłkarzy naszej ligi, że jak postarają się to - kto wie - może kiedyś i trafią do kadry narodowej, ani też nie komplementuje zbyt często i oficjalnie graczy ze swojskich boisk. Co więcej, mocno krytycznie nastawiony do naszej rzeczywistości futbolowej nie boi się mówić bolesnej prawdy o klasie naszych ligowców. Tym bardziej że, co trzeba mu oddać, regularnie odwiedza polskie ligowe stadiony. Może dlatego w powołaniach do kadry narodowej jakoś nie “rozpieszcza” polskich klubów. Nie jestem wariatem, nie będę twierdził, że nasza ESA to już członek TOP5 czy 6, ale skoro kolejne batalie w Europie pan Jan rozpoczyna z grupą piłkarzy, którzy kilka miesięcy temu polegli w Sztokholmie i nie awansowali do finałów mistrzostw świata to chyba wie co czyni, albo czyni co wie…
Przewidywana jedenastka na pierwszy mecz z Bośnią I Hercegowinę w 80-90 procentach ma przypominać tę, która poległa w barażach. Hm… Rewolucji nie polecam w prowadzeniu reprezentacji, ale kręcenie się w tym samym zestawie, nieco korygowanym kontuzjami i przypadkami losowymi, do niczego dobrego, zdaje się, nie poprowadzi. I “urbanowe” stwierdzenie: “Za kogo miałbym powołać XYZ (tu wstawcie nazwisko jakie chcecie: Pietuszewskiego, Mazurka, Czubaka, Gurgula - przyp.red) w miejsce tego, a nie innego”. Panie trenerze, to pańska robota. Stabilizacja nie może mylić się ze stagnacją, a zaufanie wobec sprawdzonych w bojach nie może wykluczać chęci wypróbowania debiutantów, tych z ligi też.
Ponieważ Adam Nawałka stał się od dawna i kultowym selekcjonerem, i jednocześnie “trenerem - klasykiem”, pozwolę sobie i państwu przypomnieć, że w historycznym meczu z Niemcami (2:0 z mistrzami świata w 2014 roku) postawił w swej drużynie na takich ludzi z polskiej ligi, jak Tomasz Jodłowiec (Legia Warszawa) i Sebastian Mila (Śląsk Wrocław). Wstydu nie było, a gol rezerwowego Seby przeszedł do historii polskiej piłki. Dwa lata później w finałach ME w meczu z Ukrainą (1:0 !) polską ligę reprezentowali: Jodłowiec, Bartosz Kapustka (Cracovia), Michał Pazdan (Jagiellonia) i Artur Jędrzejczyk (Legia). Z ławki rezerwowych wszedł na plac (za Kapustkę) Filip Starzyński z Zagłębia Lubin.
I nie gadajcie bez potrzeby, że wtedy w naszej Ekstraklasie lepiej grali w piłkę i było wielu klasowych zawodników. Więcej niż obecnie?
Idzie nowe w Legii
Dariusz Mioduski postanowił podzielić się swoją Legią. Doceniam i popieram ten ruch właściciela stołecznego klubu. Więcej pieniędzy w klubie, nowy akcjonariusz - choć jednocześnie mniejszościowy udziałowiec, to nie tylko kolejny, dobry kompan w loży prezesa wspólnie oglądający z resztą “dworu” ligowy czy pucharowy mecz Legii. To także człowiek mogący mieć inne zdanie w temacie wytyczania kolejnych kierunków klubu, ale też i inne zdanie w temacie transferu do - i z - klubu. Może to będzie człowiek, ufny w swój pakiet akcji i potrafiący przekonać właściciela, że nie warto prędko sprzedawać za kilka milionów euro najzdolniejszych chłopców akademii w Książenicach, bo zarobi się “tu i teraz…”. I warto poczekać aż talent dojrzeje, rozwinie się i można będzie pohandlować takim “brylantem” np. za dwa-trzy lata…
I nikt nie może tego wykluczyć, że nowy akcjonariusz (dziś mniejszościowy, co skwapliwie podkreśla właściciel…) kiedyś nabierze mocy i apetytu na piłkę legijną i zechce “większościowo” stanowić o stołecznym klubie. Trzeba przyznać, że roztaczam tu nieco mocno optymistyczną i idealistyczną wizję nowej struktury właścicielskiej Legii Warszawa. Ale jest to ciekawy krok,by wyjść z pewnej zapaści i niemocy strukturalno-finansowej klubu opartego o jednego (jedynego) właściciela.