Kontrowersyjna decyzja trenera Lecha Poznań. "Trudno to zrozumieć"
Powoli dobiega końca ostatnia w tym roku przerwa na kadrę, po której mistrzowie Polski rozegrają siedem meczów na trzech frontach. Te spotkania mogą być decydujące o… przyszłości projektu pod nazwą “Lech Poznań Nielsa Frederiksena”. Lechici ponownie - podobnie jak w październiku - dostali sześć dni urlopu - najwięcej w całej Ekstraklasie. Postanowiliśmy sprawdzić, jakie są echa ostatnich dni przy Bułgarskiej i dlaczego Duńczyk powielił schemat sprzed miesiąca, gdzie “Kolejorz” wygrał tylko jeden z siedmiu meczów. I to tylko z czwartoligowym Gryfem Słupsk
Dla wielu bocznych obserwatorów lechowego życia dużym zaskoczeniem była informacja, że po dwóch bolesnych porażkach z rzędu - z Rayo (2:3) i Arką (1:3), Niels Frederiksen podjął decyzję, aby ponownie podczas przerwy reprezentacyjnej swojej drużynie dać aż sześć dni urlopu. To wywołało poruszenie wśród kibiców, no bo raz Duńczyk wspomina, że przy graniu w pucharach nie ma czasu na treningi, po czym w momencie, kiedy drużyna ewidentnie potrzebuje dopracowania kilku schematów - szczególnie w defensywie, zespół dostaje najdłuższe urlopy ze wszystkich klubów w Ekstraklasie.
Oczywiście piłkarze dostali indywidualne rozpiski treningowe, ale jednak większość z nich udała się do swoich krajów czy na krótkie wakacje. Postanowiliśmy sprawdzić, dlaczego sztab podjął ponownie taką samą decyzję.
Oddech dla głów
W sztabie główną diagnozą ostatnich złych wyników był problem mentalny, który uwidocznił się we wspomnianych starciach z Rayo oraz Arką. W końcu odpowiednio do 58. minuty i 64. minuty obu spotkań Lech prowadził 2:0 i 1:0, aby ostatecznie “Kolejorz” w ostatnich dwóch kwadransach stracił po trzy gole. Stąd po intensywnym czasie (25 spotkań w cztery i pół miesiąca), Lech postanowił powtórzyć manewr z października. Skąd przekonanie, że to dobry pomysł?
Przy Bułgarskiej usłyszeliśmy, że mikrocykl przed meczem z Pogonią Szczecin (pierwszym po październikowej przerwie na kadrę) był… właściwy. Dodatkowo sztab jest utwierdzony w przekonaniu na bazie statystyk z tego meczu oraz tego, jak samo spotkanie wyglądało. A trzeba przyznać, że Lech tam nacierał na Pogoń z niesamowitą intensywnością i chęcią. Mianowicie w tym starciu “Kolejorz” zanotował najwyższe xG w sezonie w jednym meczu (2,62), oddał najwięcej strzałów (26), z czego 12 było celnych (tylko w meczu z Bredablikiem padło więcej - 13).
Oczywiście, Lech pechowo tego meczu nie wygrał, bo po strzeleniu gola na 2:1 w 89. minucie, dwie minuty potem dał sobie strzelić na 2:2. Jednak sztab liczy, że odpoczynek plus podobny mikrocykl pozwoli na podobny występ w starciu z Radomiakiem.
Powstaje jednak pytanie zadane już wcześniej. Czy Lech nie ma nad czym trenować? Czy nie ma elementów, które aż wołają o poprawę? Popularne “głowy” to jeden z aspektów, bo piłkarze potrzebowali odpoczynku, ale czy aż sześć dni?
Największy problem w defensywie
Jasnym jest, że Lech ma ogromne problemy w defensywie, a do pracy nad tymi aspektami oraz nad zawodnikami z tej formacji oddelegowany jest nowy asystent w sztabie Frederiksena, czyli Marcus Uglebjerg. 26-latek zastąpił na stanowisku jednego z dotychczasowych sztabowców, czyli Dariusza Dudkę, który pracując w sztabie zdobył w Lechu dwa mistrzostwa Polski, ale klub postanowił nie przedłużać z nim wygasającego kontraktu.
W to miejsce przyszedł Uglebjerg i przejął obowiązki Dudki - to praca nad stałymi fragmentami gry w ofensywie i defensywie oraz praca z obrońcami.
Zajmuję się naprawdę wieloma rzeczami. Jedną z nich jest praca indywidualna z zawodnikami - głównie ze środkowymi obrońcami oraz Timothym Oumą. Oglądam materiały wideo, analizuję ich zachowania boiskowe, a podczas meczów podpowiadam, co powinni poprawić, żeby pomóc drużynie. Jestem również po części odpowiedzialny za przygotowywanie jednostek treningowych - czytamy wypowiedź Uglebjerga dla portalu “Sportowy Poznań”.
Jak wygląda gra defensywna Lecha każdy widzi. I szczególnie widzi popełniane seryjnie błędy. Nie tylko indywidualne, ale przede wszystkim w ustawieniu czy kryciu. Tylko sześć ekip w Ekstraklasie ma więcej straconych goli niż mistrz Polski, a jeśli chodzi o spotkania domowe, to tylko Termalica (17) zgromadziła więcej straconych goli na swoim stadionie niż Lech (15). Warto dodać, że Dariusz Dudka, który podobne zadania ma w reprezentacji Polski do lat 21, swoją pracę wykonuje niezwykle dobrze, bo młodzieżówka nie traci goli (tylko jeden w pięciu meczach), a także zdobywa bramki po stałych fragmentach gry.
W klubie nie wszyscy zgadzają się z pomysłem Frederiksena, żeby w przerwie na kadrę ponownie dać tak długie urlopy. Da się usłyszeć głosy, że podczas przerwy można było połączyć kilka aspektów, czyli dać piłkarzom urlopy, ale krótsze, w tym czasie popracować głównie nad defensywą i innymi niedziałającymi elementami. Było przecież z kim trenować.
W końcu z klubu na pauzę reprezentacyjną rę ze wspomnianej defensywy wyjechali tylko Gurgul i Ouma. Reszta była na miejscu.
Podobnie ciekawie wygląda sytuacja z wracającym do zdrowia Alim Gholizadehem. To akurat dobra informacja, bo piłkarz w tym tygodniu wszedł do treningów z drużyną, ale w zeszłym… nie miał z kim trenować i na trzy dni pojechał do Wronek, by popracować z rezerwami.
Z naszej strony decyzja o sześciu dniach urlopu jest politycznie trudna do zrozumienia i Frederiksen tym ruchem nakłada na siebie większą presję. Wiemy, że kiedy tak medialny klub jak Lech zalicza szereg słabszych meczów, to kolejna informacja o tak długich urlopach w trakcie przerwy reprezentacyjnej powoduje sporo dyskusji i analiz. Podobnie jak ten tekst, który miałby pewnie inny wydźwięk. ‘
Należy pamiętać, że za opiekę nad pierwszą drużyną odpowiada głównie dyrektor sportowy Tomasz Rząsa i można się zastanawiać, dlaczego nie zasugerował, żeby jednak dać piłkarzom krótsze urlopy. Wspomniana “głowa” i tak zaliczyłaby oddech, a część tych dni można było przeznaczyć na pracę oraz rozegranie meczu kontrolnego, tak jak zrobiła spora część klubów z Ekstraklasy. Szczególnie, że w niedzielę lechici zmierzą się przy Bułgarskiej z Radomiakiem, w którym Goncalo Feio notuje serię dwóch wygranych z rzędu i przyjedzie zbudowany, by dobić Lecha. Sam Portugalczyk też ma do wyrównania rachunki za zeszły sezon, gdzie jako trener Legii dwukrotnie przegrał z Lechem.
Gdyby w niedzielę nie poszło, to Frederiksen i podobnie Rząsa nie będą mieli najlepszej prasy. A wspomniane rozwiązanie z przerwy na kadrę będzie podnoszone jako kolejny błąd. Sztab jednak wierzy, że wypoczęte głowy plus odpowiedni (podobny?) mikrocykl treningowy sprawi, że Lech zagra z Radomiakiem jak z Pogonią, i to wystarczy do niezwykle potrzebnej wygranej. Szczególnie przed własną publicznością.
Echa pomeczowej konferencji prasowej
W ciągu przerwy reprezentacyjnej jednym z tematów wokół Lecha była pomeczowa konferencja prasowa w Gdyni. Nasz redakcyjny kolega - Mateusz Hawrot - zapytał o to, czy Duńczyk nie boi się zwolnienia z Lecha po porażce z Arką. Odpowiedź trenera była z uśmiechem, ale jednak wypowiedziane słowa nie trafiły na podatny grunt u kibiców.
- Raczej nie. Nie sądzę, aby ktoś był tak głupi, by mnie zwolnić - powiedział trener Lecha.
Te słowa wywołały szum. Niektórzy analizowali to jako arogancję ze strony trenera. Postanowiliśmy sprawdzić, jak te słowa odebrały władze Lecha. Usłyszeliśmy, że “Frederiksen ma taki styl bycia, związany z kulturą z Danii i nie chciał w żaden sposób obrazić władz klubu”. Wspominana jest sytuacja z meczu pucharowego z Resovią z poprzedniego sezonu, kiedy szerokim echem odbiło się przedmeczowe powitanie przez Frederiksena trenera rywali, gdzie jedną z rąk miał w kieszeni. Trener Resovii zwrócił wówczas na to uwagę w mediach. Dotarło to do Nielsa, który potem żartował przy powitaniach z dziennikarzami i ostentacyjnie wyjmował drugą rękę z kieszeni. Oczywiście trener zrozumiał, że w naszej kulturze może być to źle odebrane i pilnuje się na tym punkcie. W Danii ma być inaczej.
Niedzielny mecz kluczowy
Duńczyk, mimo bycia najlepszym w historii zagranicznym trenerem Lecha, ma w klubie coraz słabszą pozycję, ale nie oznacza to, że na dzisiaj może się on obawiać o utratę pracy. Jednak stwierdzenie, że Frederiksen wisi na jednym-dwóch meczach, jest być bliższe prawdy. Wspominany po sezonie 2023/24 “margines błędu” przez władze klubu się jednak wyczerpał. Praca trenera zostanie przeanalizowana w przerwie zimowej, o ile wyniki nie sprawią konieczności działań ze strony władz klubu.
Ewentualna porażka z Radomiakiem doprowadzi do wściekłości wśród fanów (Radomiak od powrotu do ekstraklasy nie wygrał jeszcze w Poznaniu) i będzie oznaczać, że Lech zacznie urządzać się w środku tabeli PKO Ekstraklasy, a nad Frederiksenem roztoczy się widmo braku nowego pomysłu i braku wpływu na zespół. Właściwie jego dalsza praca stanie pod ogromnym znakiem zapytania. Dlatego tym bardziej nie rozumiemy, że w sytuacji dwóch tak bolesnych porażek w ostatnich spotkaniach, Duńczyk kusi los i podejmuje decyzje niepopularne politycznie, które tylko zwiększają krytykę nad nim samym. Dziwimy się też Tomaszowi Rząsie, który nie zasugerował, że to nie do końca dobry pomysł. Jednak Frederiksen ma jeszcze karty w ręku i postanowił użyć ich w podobny sposób. Efekt zobaczymy w niedzielę, ale brak zwycięstwa będzie oznaczał brak realizacji celu minimum w tym sezonie przez Lecha. A przecież nie o to chodziło w tej kampanii.