Kosmiczny transfer Realu Madryt. Wydał fortunę. "Trudno znaleźć drugiego takiego"

Kosmiczny transfer Realu Madryt. Wydał fortunę. "Trudno znaleźć drugiego takiego"
charnsitr / shutterstock
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 16:00
Po sezonie zakończonym brakiem trofeów i przejęciu sterów przez Jose Mourinho, Real Madryt nie szukał półśrodków – przeprowadził serię precyzyjnych ruchów, łącząc darmowe okazje rynkowe z absolutnymi hitami transferowym.
Rewolucja w Realu Madryt rzadko bywa cicha. Po sezonie przejściowym i pożegnaniu kolejnych filarów złotej ery – na czele z Danim Carvajalem i Davidem Alabą – władze “Los Blancos” stanęły przed koniecznością gruntownej przebudowy kadry. Letnie okienko transferowe 2026 przyniosło mocne akcenty, konkretne wzmocnienia defensywy oraz powroty młodych talentów. Pozostawiło też jednak sporo pytań.
Dalsza część tekstu pod wideo

Budowanie od tyłu

Przez ostatnie miesiące defensywa Realu była najsłabszym ogniwem zespołu, nękanym kontuzjami i pożegnaniami z wiekowymi piłkarzami. Zarząd podjął więc zdecydowane kroki, by uszczelnić boki oraz – przynajmniej częściowo – środek obrony. Pozyskanie Marca Cucurelli z Chelsea za kwotę rzędu 55 mln euro oraz sprowadzenie Denzela Dumfriesa z Interu to wyraźny sygnał zmiany profilu bocznych obrońców.
Drużyna docelowo ma zyskać dynamikę, agresję w pressingu oraz szerokość w grze ofensywnej. Jeszcze przed oficjalnym startem rozgrywek mówi się o asymetryczności flanek. Cucurella na lewej stronie ma się koncentrować bardziej na obronie, prawa natomiast, z Dumfriesem bądź Trentem Alexandrem-Arnoldem, powinna mocniej wspierać akcje ofensywne.
Boki obrony są zabezpieczone w stu procentach, czego nadal nie można powiedzieć o pozycji stopera. Podpisanie kontraktu z Ibrahimą Konate to oczywiście kolejny z majstersztyków finansowych działaczy „Królewskich”. Ale czy po ostatnim, średnio udanym sezonie, Francuz będzie w stanie wrócić na swój bardzo wysoki poziom? Są co do tego wątpliwości.
Nadal ma się poczucie, że po tylu transferach to właśnie ta formacja kuleje najbardziej. Obraz meczów z zeszłego sezonu, zwłaszcza z klasowymi przeciwnikami, wyraźnie pokazywał, że trudno mieć zaufanie do łapiącego urazy Edera Militao, bardzo nierównego Antonio Ruedigera czy „elektrycznego” Raula Asencio. Trudno było jednoznacznie wskazać najlepszego stopera. „Los Blancos” chcą zwiększyć rywalizację w tym obszarze, a pomóc miałby w tym środkowy obrońca z wiodącą lewą nogą. Media w kontekście potencjalnego transferu często wymieniają nazwiska Alessandro Bastoniego czy Nico Schlotterbecka.

Bolesna strata

Największa wiadomość transferowa dotycząca Realu Madryt w ostatnich tygodniach dotyczyła tak naprawdę piłkarza, który ostatecznie na Santiago Bernabeu nie trafi. Podczas gdy pozyskanie mistrza świata i zdobywcy Złotej Piłki, Rodriego, wydawało się już tylko formalnością, nagle pojawiły się doniesienia, że Manchester City i „Królewscy” nie są jednak zgodni co do kwoty odstępnego, a sam defensywny pomocnik i tak wolałby teraz przejść do Barcelony. Oczywiście Real Madryt nie jest całkowicie bez winy, a jednym z powodów “stracenia” Rodriego było to, że klub początkowo wahał się po zawarciu z nim ustnego porozumienia. Następnie skupiono się na dopięciu umowy w sprawie Yana Diomande i zwyczajnie zabrakło na wszystko czasu.
Dla wicemistrzów Hiszpanii to szczególnie bolesne, ponieważ planowano w ten sposób wypełnić lukę w środku pola, jaka powstała po odejściu Toniego Kroosa i Luki Modricia. Jednak Jose Mourinho nie byłby sobą, gdyby nie miał pod ręką gotowego rozwiązania tego problemu. I tak oto jedną z pozycji na podwójnej „szóstce” (w nowym systemie 4-2-3-1) mógłby w przyszłości zająć Bernardo Silva. Bądźmy szczerzy – Portugalczyk może szybko okazać się gamechangerem i kluczową inwestycją Realu tego lata.
W meczu przeciwko Deportivo La Coruna Portugalczyk zaprezentował się z dobrej strony w nowej, nieco bardziej defensywnej roli niż zwykle. Swoim spokojem, pewnością w operowaniu piłką i przeglądem pola zapewnia niezbędny poziom uporządkowania oraz stabilności przy futbolówce. Tym samym doświadczony zawodnik dał dokładnie to, czego w środku pola “Królewskich” dotkliwie brakowało w ostatnich dwóch sezonach: dyktowania tempa, domagania się każdego podania, znajdowania inteligentnych rozwiązań bez podejmowania zbędnego ryzyka. Innymi słowy - Real kupił czas i przynajmniej na chwilę zyskał substytut Toniego Kroosa.
Jest więc całkiem prawdopodobne, że takie ustawienie stanie się rozwiązaniem na stałe, ponieważ wymagania na tej pozycji mogą bardzo odpowiadać 32-latkowi pod względem fizycznym. Z silnym i defensywnie usposobionym partnerem (najczęściej Aurelienem Tchouamenim) u boku doświadczony Portugalczyk może stworzyć wyjątkowo ciekawy środek pola.

Poszli va banque

Kibice doceniają starania władz Realu, który próbuje sprowadzać piłkarzy na pozycje szczególnie wymagające wzmocnień, ale jak zwykle fanom marzyło i marzy się też ściągnięcie jakiegoś Galactico - światowej klasy piłkarza, jeśli nie z wielkimi umiejętnościami na już, to chociaż z olbrzymim potencjałem. Zarząd przychylił się do próśb i obrał kurs na Michaela Olise. Kilkutygodniowa saga transferowa zakończyła się jednak fiaskiem. Madrytczycy go kusili, skrzydłowy chciał przejść do stolicy Hiszpanii, ale sprzedający postawił weto. Bayern nie zamierzał pozbywać się jednego ze swoich najlepszych aktywów ani za 100, ani za 150, a prawdopodobnie nawet i za 200 milionów euro. Trzeba było zmienić cel transferowy.
Czy Yan Diomande jest dla Realu nagrodą pocieszenia? Zainteresowanie “Królewskich” tym zawodnikiem nie było nowe, ale starania o jego pozyskanie gwałtownie przyspieszyły w końcówce lipca. Przedstawiciele klubu udali się do Niemiec na rozmowy z Lipskiem, podczas gdy Juni Calafat odegrał kluczową rolę w przekonaniu Diomande, że to właśnie Madryt powinien być jego celem.
Ważną kwestią w przypadku tego transferu nie jest to, czy Diomande zagrał znakomity zeszły sezon – bo zagrał. Pytanie brzmi, czy doskonałe 10 miesięcy w Bundeslidze stanowi wystarczający dowód, aby uzasadnić wydanie 125 milionów euro. Istnieje tu realne ryzyko. Iworyjczyk ma na koncie zaledwie niewielki udział w rozgrywkach na najwyższym poziomie w porównaniu z większością zawodników, którzy zmieniają drużyny za takie pieniądze. Jego statystyki bramkowe prawdopodobnie ulegną pogorszeniu, musi poprawić grę bez piłki, a podejmowanie boiskowych decyzji też trzeba solidnie dopracować.
Nie sposób jednak nie dostrzec pozytywnych stron tego ruchu. Niezwykle trudno znaleźć 19-letniego skrzydłowego, który gra obiema nogami, występuje na obu skrzydłach, potrafi mijać obrońców jak tyczki, a jednocześnie wykręca bilans 20 bramek i asyst w lidze. Jeszcze trudniej trafić na takiego, który łączy drybling ze stwarzaniem sytuacji, prowadzeniem piłki, fizyczną rywalizacją i 87-procentową skutecznością podań.
Real płaci jak za złoto, zanim produkt faktycznie się nim stanie. Cały pion sportowy najwidoczniej musi bardzo ufać swoim raportom, wierząc, że Yan Diomande stanie się jednym z najlepszych napastników na świecie. Albo przynajmniej wypełni lukę, która była w Madrycie od kilku lat: brak przyzwoitego prawoskrzydłowego.
Budowniczowie nowego Realu zdecydowali się na ciekawy, mało konserwatywny ruch z przodu. Sprzedaż Gonzalo Garcii do Fulham to racjonalny krok, który pozwala wychowankowi na regularną grę i rozwój w mocnej lidze. Pozyskanie w jego miejsce Carlosa Espiego z Levante za 25 milionów euro stanowi przemyślaną korektę profilu rezerwowego napastnika. Mierzący 194 cm Hiszpan zapewnia drużynie fizyczną „dziewiątkę” oraz cenny plan B na rywali broniących się głęboko we własnym polu karnym. W efekcie Real Madryt zyskał większą elastyczność taktyczną w ataku, wzmacniając głębię składu bez naruszania hierarchii w wyjściowej jedenastce.
Letnie okienko w wykonaniu Realu Madryt można uznać za udane i przemyślane pod kątem budowania składu na teraz oraz zabezpieczenia go na przyszłość. Klub rozwiązał palące problemy na bokach obrony i wzmocnił siłę ognia. Nadal jednak nie jest to kadra idealna. Odejście symboli, takich jak Dani Carvajal czy David Alaba, tworzy próżnię wśród liderów. Wyzwanie polega nie tylko na zgraniu nowych zawodników, ale na zbudowaniu świeżej tożsamości szatni, w której ciężar odpowiedzialności muszą przejąć młodzi gracze. Zeszły sezon pokazał, że tarcia między różnymi grupami mogą w mig zepsuć każdy obiecujący projekt. W tym przypadku trudno będzie jednak to zniszczyć.

Dyskusja

Przeczytaj również