Koszmar gwiazdy Realu. Czym prędzej musi uciekać z Bernabeu
Nowy trener, stare problemy. Chociaż Real Madryt w ostatnich paru latach jest targany wiatrem zmian, jeden element pozostaje wciąż w tym samym miejscu. Endrick niezmiennie tkwi na ławce rezerwowych “Los Blancos”.
To nie jest ani pierwszy, ani nawet piąty najważniejszy problem Realu Madryt. Po derbowej porażce z Atletico głównymi tematami związanymi z klubem są m.in. słabiutka forma Viniciusa, niedziałający w środku pola duet Valverde - Tchouameni, wyraźny regres w drugich połowach czy chybotliwa obrona, mająca oblicze Deana Huijsena. W tym całym zamieszaniu po cichu przemyka fakt, że Endrick drugi rok z rzędu praktycznie marnuje rundę jesienną.
Brazylijczyk po raz kolejny znajduje się na szarym końcu ofensywnej hierarchii. W tym sezonie tylko dwóch piłkarzy z pierwszej kadry “Królewskich” rozegrało od niego mniej minut. To Andrij Łunin, etatowy zmiennik Courtois, a także Raul Asencio, który najpierw leczył kontuzję, a potem wylądował na okładkach ze względu na prowadzenie auta pod wpływem alkoholu. Mourinho sam przyznał, że zachowanie obrońcy nie przystoi zawodnikowi Realu, zatem można spodziewać się, że w ogóle już nie zagra. Pytanie brzmi, kiedy Endrick, który nie wywołał żadnego skandalu, wreszcie pojawi się na murawie.
Zasiedzenie
Brak szans dla Endricka powoli staje się trendem. Pamiętamy przecież, co działo się na mistrzostwach świata, na których wychowanek Palmeiras rozegrał tylko 111 minut. Kibice rwali włosy z głowy, widząc jak Carlo Ancelotti woli stawiać najpierw na Igora Thiago, a później Matheusa Cunhę. Doświadczony Włoch apelował o spokój i nieszczególnie przejmował się zdaniem 213 milionów selekcjonerów z Kraju Kawy.
- Endrick? Wiem, że pojawia się wiele komentarzy, ale w jego przypadku musimy być cierpliwi. Nie zagrał od pierwszej minuty, tak jak 15 innych piłkarzy, których mam w kadrze. To świetny piłkarz i Brazylia jeszcze przez długie lata będzie cieszyć się jego talentem. Teraz musimy znaleźć właściwy moment, aby skorzystać z jego możliwości - podkreślał Ancelotti w trakcie MŚ.
Kiedy Endrick już dostał szansę w 1/8 finału z Norwegią, to zmarnował doskonałą okazję, a Brazylia odpadła. Napastnik musiał być podrażniony i głodny gry. Nic dziwnego, że postanowił skrócić urlop i jako jeden z pierwszych piłkarzy stawić się w Valdebebas. W mediach huczało wówczas od plotek o odejściu Gonzalo Garcii, zatem istniała opcja, że 20-latek awansuje na głównego zmiennika Kyliana Mbappe. Pretemporadę rozpoczął w najlepszy możliwy sposób, to on strzelił pierwszego gola w nieoficjalnym debiucie Jose Mourinho po powrocie do Madrytu.
Real dogadał sprzedaż Gonzalo do Fulham, po czym w ten sam dzień aktywował klauzulę wykupu Carlosa Espiego z Levante. W ataku znów zrobiło się tłoczno, szczególnie, że klub wydał jeszcze 125 mln euro na Yana Diomande, który może obstawić oba skrzydła. Inne drużyny widziały, że potencjalnie otwiera się szansa na pozyskanie Endricka. W sierpniu o jego usługi walczyły Aston Villa oraz AS Roma. Mourinho miał jednak osobiście zawetować odejście Brazylijczyka. Wtedy wydawało się, że Portugalczyk spróbuje odważniej na niego postawić.
- Wiele klubów chciało Endricka, ale my nie chcieliśmy ani go wypożyczać, ani sprzedawać. Bardzo lubię tego piłkarza, może grać jako “dziewiątka”, prawy skrzydłowy, lewy, ma ogromny talent i planujemy razem przyszłość. Osobiście chciałem, żeby został, bo ma potencjał, aby stać się piłkarzem na poziomie Realu Madryt - przyznał “The Special One” pod koniec okienka.
Wstrzymany rozwój
Endrick został i już może żałować. Powtarza się sytuacja sprzed roku, kiedy w rundzie jesiennej Xabi Alonso wystawił go w trzech meczach na raptem 99 minut. Hiszpan testował wówczas rozmaite rozwiązania, żonglował formacjami, nie bał się odebrać Viniciusowi statusu nietykalnego. A jednak nazwisko wychowanka Palmeiras nie zawierało się w żadnym z jego pomysłów. Teraz jest podobnie.
Na początku sezonu Brazylijczyk zmagał się z urazem mięśniowym. 8 września wrócił do kadry, po czym spędził trzy mecze w całości na ławce. Dostał jedynie cztery minuty przeciwko Elche, kiedy przy wyniku 2:2 Mourinho rzucił w końcówce wszystkie siły do ataku. Endrick zmienił Tchouameniego, a Espi wszedł za Trenta. I to właśnie Hiszpan został bohaterem, strzelając w końcówce zwycięskiego gola. Już drugiego w barwach “Los Blancos”, ponieważ wcześniej uratował trzy punkty z Espanyolem. Na dziś Mbappe jest pierwszym wyborem trenera na środku ataku, Espi drugim, a Endrick ostatnim.
Hierarchia w zespole jest ważna, natomiast trudno zrozumieć, dlaczego kolejni trenerzy Realu tak rzadko korzystają z usług Endricka. Mówimy w końcu o jednym z najbardziej obiecujących napastników młodego pokolenia. Talencie jeszcze trochę nieokrzesanym, ale piekielnie groźnym. I potrafił to przecież pokazywać na europejskich boiskach. W premierowym sezonie na Bernabeu został królem strzelców Copa del Rey, w debiucie w Lidze Mistrzów trafił ze Stuttgartem. Tamta akcja bramkowa zresztą najlepiej pokazywała jego wszystkie wady i zalety. Napędził kontrę, miał mnóstwo opcji do podania, jednak wolał sam huknąć z dalekiego dystansu. Valverde po tamtym meczu śmiał się, że gdyby nie wpadło, to wziąłby młodszego kolegę na poważną rozmowę.
Uciekaj, skoro świt
Patrząc z boku, wygląda to tak, jakby w Realu nie wiedzieli, co zrobić z diamentem, który ewidentnie wymaga oszlifowania. Endrick nie jest jeszcze gotowym piłkarzem, natomiast na pewno nie stanie się nim od zwiedzania kolejnych ławek na hiszpańskich stadionach. Dość powiedzieć, że w barwach “Los Blancos” na razie rozegrał tylko 950 minut. Dla porównania, na półrocznym wypożyczeniu w Lyonie zebrał 1633 minuty. Właśnie tego potrzebuje 20-latek - klubu, w którym mógłby liczyć na zaufanie i perspektywę rozwoju.
- Nic nie idzie po myśli Endricka. Miał szansę odejść do Romy, ale zaufał trenerowi, który poprosił go o pozostanie. Od tamtej pory nic nie zmieniło się na korzyść Brazylijczyka. Jego teraźniejszość nie jest taka, jakiej się spodziewał. Wciąż największą trudnością pozostaje znalezienie czasu na grę. Mbappe i Guler są niezastąpieni, Diomande nabiera rozpędu, Brahim, kiedy już gra, spisuje się dobrze. Paradoksalnie największa luka jest na lewej stronie, gdzie Vinicius wciąż nie pojawił się w tym sezonie. Być może tam pojawi się szansa dla Endricka, chociaż nie wydaje się to prawdopodobne w najbliższym czasie - opisał Manu de Juan z dziennika AS.
- Najlepszą opcją dla Endricka byłaby zmiana klubu. Jest bardzo młody, ma ogromny potencjał, ale prawie w ogóle nie gra. Gdybym miał mu coś doradzić, to przejście do drużyny, w której mógłby się rozwijać i częściej pokazywać, co potrafi - powiedział Rodrigo Fabri, były gracz Realu, w rozmowie z Davidem Alonso.
Już w styczniu Endrick powinien ewakuować się z Bernabeu. Dosłownie nic nie wskazuje na to, aby nagle mógł liczyć na coś więcej niż ogony w końcówkach. Mbappe nie straci składu, Espi sprawdza się jako joker z ławki. Guler i Bellingham muszą grać, więc Turek w efekcie zajmuje miejsce przypisane prawoskrzydłowemu, chociaż oczywiście operuje też w innych sektorach. Nawet jeśli Mourinho podejmie odważną decyzję i odeśle Viniciusa na ławkę, to lewą flankę najprawdopodobniej zajmie Diomande. Widać to było w derbach, kiedy Iworyjczyk wszedł w 54. minucie, po czym delikatnie rozruszał ofensywę. Do tego dochodzi jeszcze Rodrygo, który w grudniu powinien wrócić do gry. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla krótkoterminowej gwiazdy Lyonu? Po prostu go nie ma.
Dziennik Corriere dello Sport informował niedawno, że Roma wciąż jest zainteresowana Endrickiem. Byłaby gotowa powtórzyć manewr jak Como z Nico Pazem, czyli transfer za początkowo niewielką kwotę, zostawienie Realowi połowy praw do zawodnika i opcję odkupu. “Królewscy” latem mieli odrzucać wszystkie oferty, jednak w styczniu sytuacja może, a wręcz powinna ulec zmianie. Trwanie w obecnym stanie nie przynosi korzyści ani madryckiemu klubowi, ani tym bardziej piłkarzowi.
Z kolei Roma wygląda na bardzo ciekawy kierunek. “Giallorossi” są liderem Serie A, duet Dybala - Malen prezentuje się spektakularnie (sześć goli i cztery asysty w tym sezonie), a wygranie rywalizacji np. z Matiasem Soule raczej byłoby prostsze niż z Mbappe i Espim. Do jakiegokolwiek transferu czy wypożyczenia jeszcze daleka droga, chociaż wiemy, że podobno wszystkie prowadzą właśnie do Rzymu. Z kolei ścieżki w Madrycie na razie zaprowadziły Endricka jedynie na ławkę.