Koszmarny koniec kariery legendy. "Największy wyrzut sumienia Barcelony"
W piłce klubowej osiągnął wszystko, a jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że nie wykorzystał w pełni potencjału. Gdyby nie przewlekłe kontuzje, pewnie do dziś czarowałby na topowym poziomie. Problemy zdrowotne przedwcześnie zmusiły Thiago Alcantarę do zawieszenia butów na kołku.
Trzeba było być prawdziwym kozakiem, żeby móc grać w Barcelonie Guardioli, Bayernie Flicka i Liverpoolu Kloppa. Każda z tych drużyn była inna, każda na swój sposób fenomenalna. A punktem wspólnym, oczywiście poza spektakularnymi wynikami, był Thiago Alcantara. Boiskowy magik, techniczny artysta i zawodnik, który w każdym zespole pozostawiał po sobie jedynie znakomite wspomnienia.
Hiszpan ma dopiero 35 lat, zatem teoretycznie wciąż mógłby grać i to w czołowych klubach. Niestety już trzy sezony temu jego organizm odmówił posłuszeństwa. Kolejna poważna kontuzja zmusiła wychowanka La Masii do przejścia na emeryturę. Chociaż być może jeszcze nie powiedział on ostatniego słowa w wielkiej piłce.
Gdzie pomocników sześć
Thiago pochodzi z niezwykle piłkarskiej rodziny. Jego ojcem jest Mazinho, mistrz świata z 1994 roku, a bratem Rafinha, z którym wspólnie rozpoczynał karierę w Barcelonie. W wyjątkowy sposób mógł zatem połączyć wrodzoną brazylijską fantazję z wychowaniem w hiszpańskim stylu. Początkowo myślał o karierze futsalisty, z pewnością miał do tego dryg, patrząc na drybling i umiejętności w grze na małej przestrzeni. Na szczęście jednak wybrał grę na pełnowymiarowym boisku.
- Futsal dał mi większą łatwość w operowaniu piłką. Zmusił do szybszego myślenia i reagowania na boiskowe wydarzenia. Chociaż to nie jest takie oczywiste, futsal również wymaga dużej odpowiedzialności taktycznej, możesz wykorzystać pewne nawyki w normalnej grze. Późniejsze lata w La Masii dały mi narzędzia, których potrzebowałem, aby lepiej zrozumieć, jak funkcjonuje piłka nożna. Barcelona kształtuje piłkarzy, ale przede wszystkim ludzi. Cudownie było być częścią tamtej drużyny - opisał na łamach Coaches’ Voice.
W wieku 18 lat Thiago zadebiutował w seniorach Barcelony. Problem polegał na tym, że wkroczył do drużyny, w której właściwie nie dało się przebić do pierwszego składu. Busquets, Xavi i Iniesta zabetonowali tę strefę, a w 2011 roku do tej wyliczanki doszedł jeszcze Fabregas. Alcantara dostawał szanse, ale nie w takim wymiarze, jakby tego oczekiwał. Wykorzystał zatem furtkę do odejścia. Początkowo w jego kontrakcie znajdowała się zaporowa opcja wykupu w wysokości 90 mln euro. Klauzula miała jednak spaść do 25 mln, jeśli w mniej niż 60% meczów w danym sezonie rozegra co najmniej 30 minut. Pod uwagę brano jedynie spotkania, w których był do dyspozycji trenera. W kampanii 2012/12 zapis o obniżeniu klauzuli wszedł w życie, ponieważ nawet po zapewnieniu mistrzostwa młody pomocnik nie grał regularnie. W międzyczasie Pep Guardiola objął Bayern i według niemieckich mediów miał tylko jedno życzenie transferowe. Thiago albo nikt. Monachijczycy skorzystali z okazji, płacąc 25 mln euro.
- Trudno podjąć decyzję o odejściu z Barcelony, ale moim priorytetem była gra. Możesz odnosić sukcesy, ale na koniec zadajesz sobie pytanie: “W jakim stopniu przyłożyłem się do tego pucharu?”. Zawsze będę wdzięczny Barcelonie za wszystkie marzenia, które tam spełniłem. Zdecydowałem się jednak na transfer, ponieważ Pep darzył mnie większym zaufaniem - przyznał dla ESPN.
Thiago może być największym wyrzutem sumienia Barcelony. W momencie odejścia nie był podstawowym elementem składu, ale już rok później sytuacja uległa drastycznej zmianie. Fabregas został sprzedany do Chelsea, a Xavi stał się rezerwowym. Lukę w środku pola uzupełnił Rakitić, który oczywiście miewał świetne okresy na Camp Nou. Natomiast z perspektywy czasu wiemy, że Katalończycy zdecydowanie zbyt łatwo rozstali się z zawodnikiem, który mógł stanowić o ich sile.
Boiskowy artysta
W Niemczech Alcantara musiał przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. Na łamach The Guardian opisał, że w Bundeslidze górował nad większością rywali pod względem techniki, jednak musiał mocno poprawić się, jeśli chodzi o fizyczność, kondycję i pracę w obronie. Rozwinął się jako piłkarz, dołożył do repertuaru kolejne atuty. Szczyt formy osiągnął w sezonie 2019/20, będąc filarem drużyny, która potrafiła zmiażdżyć wszystko i wszystkich. Podopieczni Hansiego Flicka w dominującym stylu zgarnęli potrójną koronę. Na przestrzeni całych rozgrywek Thiago utrzymał 90% celności podań i skuteczność dryblingów na poziomie 85%. W finale Ligi Mistrzów z PSG zdominował środek pola, posyłając 75 podań przy 95 kontaktach z piłką. Grał szybko, skutecznie, progresywnie, nie zwalniał żadnej akcji. Stał się pomocnikiem kompletnym.
Po zdobyciu wszystkiego potrzebował nowego wyzwania. Latem 2020 roku odszedł do Liverpoolu za 22 mln euro. Stwierdził, że wybrał “The Reds”, ponieważ mocno zaimponowali mu we wcześniejszym starciu z Bayernem. Opisał, że Jordan Henderson i James Milner “biegali w pressingu jak dzikie zwierzęta”. Chciał sprawdzić, czy też odnajdzie się w kapeli Juergena Kloppa, która regularnie grała “heavy metal football”.
- Ludzie zastanawiali się, czy Thiago pasuje do naszego stylu gry? Dzięki Bogu, że to nie oni podejmują decyzje - śmiał się Klopp, kiedy Alcantara przejął rolę lidera drugiej linii.
Na jednej z konferencji Niemiec rzucił też, że gdyby wiedział, jak dobry jest to piłkarz, nalegałby na ten transfer już kilka lat wcześniej. Hiszpan miewał bowiem wybitne momenty na Anfield. Wystarczy przypomnieć spektakularnego gola przeciwko Porto czy występ z Villarrealem w półfinale Ligi Mistrzów, kiedy nie brał udziału przy żadnej bramce, ale został wybrany MVP. Nie musiał bowiem trafić do siatki, aby być kluczową czy czasami najważniejszą postacią w układance Kloppa. To on dyktował tempo, decydował, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy wstrzymać się z prostopadłym podaniem. Będąc w optymalnej formie, spokojnie mieścił się w ścisłej czołówce najlepszych rozgrywających w Premier League. Problem w tym, że gdy tylko łapał wiatr w żagle, musiał meldować się w gabinecie lekarskim.
Przeklęte kontuzje
Ta kariera została naznaczona przez kontuzje. Długie, przewlekłe i nieustannie nawracające. Thiago miał problemy z praktycznie każdą częścią nogi, od stawu skokowego, przez łydkę czy pachwinę. Zrywał też ścięgno podkolanowe. Długo walczył z urazem biodra, w pewnym momencie posłuszeństwa odmówił mu nawet kręgosłup. W Bayernie z powodu kontuzji ominął 126 meczów, w Liverpoolu 116. Łącznie pauzował przez prawie cztery lata, ale prawie zawsze wracał i wciąż pokazywał klasę.
W trakcie całej kariery zaliczył tylko jeden sezon, w którym rozegrał co najmniej 30 meczów ligowych. Właściwie nie było roku, w którym czegoś by nie uszkodził. W kwietniu 2022 roku Klopp po udanym meczu Hiszpana powiedział, że nie chce go przesadnie chwalić, bo zawsze kiedy to robi, coś się dzieje. A tym czymś najczęściej był kolejny uraz czający się za rogiem. Organizm w pewnym momencie po prostu nie wytrzymał. W sezonie 2023/24 pomocnik spędził na murawie tylko pięć minut. W starciu z Arsenalem zmienił Joe Gomeza, po czym doznał kolejnej kontuzji. Już nie wrócił do gry i na koniec tamtej kampanii ogłosił przejście na emeryturę. Miał wtedy tylko 33 lata.
- Z Arsenalem rozegrałem ostatni mecz. Byłem po rehabilitacji, pierwotnie miałem znaleźć się poza kadrą, ale Juergen zapytał mnie, czy chcę pojechać z drużyną na mecz, ponieważ mam dobry wpływ na zespół. Siedziałem na ławce i usłyszałem, czy chciałbym wejść. Pomyślałem, że skoro już tu jestem, to tak. Nie byłem jednak gotowy. Po pięciu minutach zerwałem mięsień dwugłowy uda. Wiedziałem, że to już koniec. Płakałem na murawie, płakałem po meczu, aż w końcu musiałem się z tym pogodzić - opowiedział w rozmowie z Davidem Ornsteinem.
Nowa rola
Niko Kovac przyznał kiedyś, że Thiago już na boisku myślał jak trener. Dostrzegał detale, które umykały kolegom, potrafił na bieżąco analizować niuanse taktyczne. Smykałkę tę dostrzegł również Hansi Flick, który tuż po objęciu Barcelony zaprosił Hiszpana na staż. Wychowanek La Masii pomógł trenerowi wdrożyć się do nowej drużyny, otoczył szczególną opieką młodych, ale już doświadczonych pomocników, czyli Pedriego i Gaviego. Trudno oczywiście przypisywać 35-latkowi ostatnie sukcesy “Blaugrany”, natomiast na pewno sprawdził się jako asystent.
- Najbardziej cenię jego mentalność. Jedną z moich pierwszych decyzji w Bayernie było posadzenie Thiago na ławce. To była brutalna decyzja dla nas obu, ponieważ mówimy o fantastycznym zawodniku, jednak chciałem spróbować nowego podejścia taktycznego. Znakomicie zareagował, jego postawa była nienaganna i szybko odzyskał skład. Ma elitarny charakter. Bardzo pomógł mi w Barcelonie, ale rozumiem, że ma swoje plany - powiedział Flick w maju.
Latem dziennikarze Mundo Deportivo informowali, że Thiago opuścił Barcelonę, ponieważ ma dołączyć do sztabu Andoniego Iraoli. Rozmowy z Liverpoolem na razie nie zakończyły się porozumieniem, chociaż były pomocnik był na niedawnym spotkaniu z Manchesterem City. Niewykluczone, że w najbliższych miesiącach jednak stanie się ponownie częścią “The Reds”. Na pewno jego obecność nie zaszkodziłaby drużynie, która w ostatnich tygodniach radzi sobie co najwyżej przeciętnie.
Dalsze losy trenerskiej kariery Alcantary są niewiadomą, natomiast ma on wszystko, aby odnieść sukces na tym polu. Sam był piekielnie inteligentnym pomocnikiem, który na boisku widział więcej niż inni. Współpracował z najlepszymi szkoleniowcami pokroju Guardioli, Heynckesa, Ancelottiego, Flicka i Kloppa. Ma kontakty w topowych klubach, naprawdę trudno znaleźć na jego temat jakąkolwiek negatywną opinię. Guardiola, Arteta, Xabi Alonso czy Xavi już pokazali, że hiszpańscy pomocnicy potrafią przemienić się w dobrych lub wręcz wybitnych trenerów. Nie zdziwi nas, jeśli Thiago prędzej czy później pójdzie w ich ślady.