Kosztował 75 mln euro, jest na podium pensji, a... grzeje ławę. Może być jeszcze gorzej

Kosztował 75 mln euro, jest na podium pensji, a... grzeje ławę. Może być jeszcze gorzej
Rene Nijhuis / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 08:00
Niedługo minie rok od transferu Omara Marmousha do Manchesteru City. I trzeba przyznać, że coraz bliżej mu do miana niewypału. Pomimo wielkiej kwoty odstępnego i ogromnej tygodniówki Egipcjanin jest tylko zmiennikiem. A pozyskanie Antoine’a Semenyo zrzuca go w hierarchii jeszcze dalej.
Omar Marmoush miał dać ofensywie Manchesteru City nowy wymiar. Stać się jednym z jej najważniejszych ogniw. Zagwarantować liczby w postaci goli i asyst oraz nieprzewidywalność. Rok po transferze Egipcjanin jest jednak jednym z najbardziej luksusowych rezerwowych na świecie. Takim, który gra niedużo i pokazuje mało - zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile kosztuje swoich pracodawców.
Dalsza część tekstu pod wideo

Miał rozruszać atak

Transfer Marmousha w styczniu 2025 roku wyglądał na manifest siły Manchesteru City. “Obywatele” postanowili naprężyć finansowe muskuły, aby podnieść się po jesienno-zimowym kryzysie i zapewnić sobie co najmniej awans do Ligi Mistrzów. Przeznaczyli ponad 200 milionów euro na wzmocnienia. Więcej w zimowym okienku wydała tylko Chelsea w 2023 roku. Najdroższy z całego zaciągu był właśnie Marmoush.
City wyłożyło na Egipcjanina 75 milionów euro. W całej swojej historii drożej kupiło tylko trzech piłkarzy. Wielkie pieniądze zainwestowane w napastnika Eintrachtu Frankfurt nie mogły jednak dziwić. W sezonie 2023/24 strzelił 17 goli i zaliczył sześć asyst. Ostatnie pół roku przed transferem imponowało jeszcze bardziej. W pierwszej połowie rozgrywek 2024/25 trafił aż 20 razy i wypracował kolegom 14 bramek. W samej Bundeslidze miał 15 goli i 10 asyst po 17 kolejkach!
Marmoush był jednym z najgorętszych nazwisk na rynku. W kontekście letniego okienka mówiło się o zainteresowaniu m.in. Liverpoolu. “The Citizens”, zmotywowani sytuacją w tabeli, postanowili działać już w styczniu i ściągnąć piłkarza, o którego za kilka miesięcy miało bić się pół Europy.

Były tylko momenty

Guardiola szybko zaufał nowemu nabytkowi. Od razu znalazł mu miejsce w podstawowym składzie i do końca sezonu - wliczając Klubowe Mistrzostwa Świata - tylko siedem razy posadził na ławce (pięciokrotnie wprowadzając go do gry). A ten odpłacił się przyzwoitymi liczbami. W 25 występach strzelił osiem goli, trzy razy asystował. Trudno jednak było piać z zachwytu, bo Marmoush nie stał się wielką gwiazdą. Pokazywał jedynie przebłyski.
Już w trzecim meczu w lidze ustrzelił hat-tricka przeciwko Newcastle United, m.in. trafiając do siatki pięknym lobem. Dorzucił gola i asystę w spotkaniu z Brighton. Jego trafienie przeciwko Bournemouth zostało wybrana golem sezonu Premier League. Zaliczał udział przy istotnych bramkach w drodze do finału FA Cup. Ale to tylko momenty. Brakowało go, gdy drużyna potrzebowała, aby ktoś zrobił różnicę.
Marmoush zniknął w tłumie, kiedy trzeba było gonić wynik w rewanżowym spotkaniu fazy play-off Ligi Mistrzów z Realem Madryt. W finale Pucharu Anglii niespodziewanie podszedł do rzutu karnego zamiast Erlinga Haalanda. Przegrał jednak pojedynek z Deanem Hendersonem, który utrzymał wynik 1:0 na korzyść Crystal Palace.
Niewykorzystana jedenastka okazała się brzemienna w skutkach, bo rezultat się już nie zmienił. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że Egipcjanin zawiódł przy najważniejszym uderzeniu swej krótkiej przygody na Etihad. Ale, skoro dał kilka obiecujących momentów i zanotował przyzwoite liczby, miał argumenty, aby w niego wierzyć.

Jest tylko gorzej

Pierwsze pół roku w City dało nadzieję na to, że Marmoush, gdy na dobre zadomowi się w Anglii, da jeszcze kibicom sporo powodów do radości. Można było spodziewać się progresu, ale ostatnie miesiące go nie przyniosły. Wręcz przeciwnie - statystyki 26-latka w bieżących rozgrywkach są po prostu słabe, a liczba minut mówi wprost: dziś to tylko bardzo drogi zmiennik.
Jeszcze przed startem sezonu wszyscy wiedzieli, że późną jesienią Egipcjanin wyjedzie na Puchar Narodów Afryki, ale to nie ten fakt zadecydował o jego rzadkich występach. Na pierwszą bramkę czekał aż dwa i pół miesiąca. Zdobył ją dopiero w starciu z drugoligowym Swansea w Pucharze Ligi.
- Cieszę się, ponieważ napastnicy potrzebują goli i to ważne dla jego pewności siebie - mówił potem Guardiola. - Był długo kontuzjowany i oczywiście potrafi grać na pozycji Erlinga [Haalanda - przyp. red.]. Potrzebujemy ich obu, i miło jest mieć Omara z powrotem.
Na przestrzeni kolejnych dziesięciu spotkań przed wyjazdem na turniej w Maroku, Marmoush wyszedł jednak w podstawowej jedenastce tylko raz. Łącznie w tym sezonie dostał taką szansę w zaledwie czterech meczach. Trzy z nich City przegrało. Co więcej, “Obywatele” złapali wiatr w żagle po słabym starcie rozgrywek akurat w momencie, gdy Egipcjanin wypadł na miesiąc z powodu wspomnianej przez Guardiolę kontuzji. Jego pauzę wykorzystali ściągnięty latem Rayan Cherki, który rozkręcił się już na angielskich boiskach, znajdujący się ostatnio w dobrej formie Jeremy Doku czy pokazujący ponownie przebłyski świetnej dyspozycji Phil Foden. Droga do podstawowej jedenastki znacznie się wydłużyła.

Trzecia pensja w klubie za 25% minut

Po wyleczeniu urazu z przełomu września i października Marmoush wchodził w lidze już tylko na ogony. Najdłużej zagrał z Sunderlandem - przez 21 minut. A że łącznie na wszystkich frontach strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę, to trudno znaleźć argumenty za jego powrotem do jedenastki.
Teraz sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Do klubu trafił bowiem Antoine Semenyo i zaliczył świetne wejście. Gdy Egipcjanin wróci więc z PNA, będzie najpewniej drugą lub trzecią opcją z ławki na skrzydło. Na pozycji napastnika z kolei musi rywalizować z Erlingiem Haalandem. Powinien więc liczyć się z dalszym graniem ogonów, o ile nie złapie wielkiej formy lub nie “pomogą” mu kontuzje konkurencji.
Na razie ten sezon wygląda dla niego bardzo mizernie. Na murawie spędził zaledwie 389 minut - zdecydowanie mniej od chociażby Oscara Bobba (649) czy Savinho (1032). Nawet odliczając okres pauzy spowodowanej urazem kolana i wyjazd na PNA, mowa o zaledwie 25% możliwego czasu gry. Taki dorobek u piłkarza ściągniętego za 75 milionów euro, zarabiającego 340 tysięcy euro tygodniowo, jest po prostu marny. Mowa przecież o trzecim najlepiej opłacanym piłkarzu w klubie i ósmym w całej lidze!
Rok po wielkim transferze z Eintrachtu sytuacja Marmousha wygląda na mocno skomplikowaną. Po zaledwie 12 miesiącach City ściągnęło Semenyo, który najprawdopodobniej zajmie miejsce na lewym skrzydle, gdzie Egipcjanin najczęściej występuje, jeśli zaczyna mecze od pierwszej minuty.
Ten ruch zdaje się cementować jego rolę jako zmiennika. Luksusowego, drogiego zmiennika, grającego mało i niedającego liczb. Skreślać go jeszcze nie można, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Na tę chwilę tendencja opisująca jego przygodę w Manchesterze jest mocno niepokojąca. Zmierza w stronę niewypału. I to sporego. Bo od piłkarza za taką kasę i z takimi liczbami w poprzednim klubie kibice oczekują zdecydowanie więcej.

Przeczytaj również