Artykuł sponsorowany
Kosztował 77 mln euro, potem wybrał haniebny transfer. Teraz szykuje się na Lecha Poznań
To będzie kolejny wielki test dla poznańskiego Lecha. “Kolejorz”, który na starcie Ligi Europy podąża prawdziwą ścieżką zdrowia, w czwartkowy wieczór zmierzy się na wyjeździe z liderem fazy ligowej. Benfica póki co bije wszystkich. Trzy punkty przywiozła nawet z San Siro.
Lech błyskawicznie i dość boleśnie przekonał się o tym, że różnica między Ligą Konferencji, którą poznał od podszewki, a Ligą Europy, jest ogromna. Mistrzowie Polski nie mieli zresztą za bardzo czasu, żeby zaaklimatyzować się szczebel wyżej, bo od razu zostali wrzuceni na głęboką wodę. Te w teorii łatwiejsze mecze przyjdzie im rozegrać dopiero za jakiś czas. Na starcie natomiast musieli stanąć w szranki z Crystal Palace, Bayerem Leverkusen i Sunderlandem, a więc przedstawicielami topowych lig. Efekt? Tylko jeden punkt i dwie bardzo wysokie porażki.
Zła wiadomość? Nadchodzi kolejny arcytrudny test. Lepsza? Potem powinno być lepiej, bo w teorii największe szanse na punkty dadzą cztery ostatnie kolejki, czyli starcia z Royale Union-Saint Gilloise, Ferencvarosem, Torreense i OFI Kreta. Zanim jednak one, już dziś trzeba powalczyć w paszczy lwa - na słynnym Estadio Da Luz.
***
Oglądaj mecze Ligi Europy i największe wydarzenia sportowe w Polsat Box Go:
- w pakiecie Premium Sport, który daje dostęp do 26 kanałów sportowych i wielkich wydarzeń, w tym m.in.: kanałów z rodziny Polsat Sport, Polsat Sport Premium, Eleven Sports, Eurosport i TVP Sport;
- dostęp na stronie polsatboxgo.pl oraz w aplikacji na urządzeniach mobilnych z systemami Android, iOS i Harmony OS, w wybranych Smart TV, Android TV, za pośrednictwem Apple TV i Amazon Fire TV oraz dekoderów,
- funkcje Chromecast i AirPlay umożliwiające przesyłanie obrazu z telefonu lub tabletu np. na ekran TV.
***
Co słychać u rywala?
Benfica, o czym zdążyliśmy już wspomnieć, to aktualny lider Ligi Europy. Nie dość, że wygrała wszystkie trzy spotkania, to jeszcze zrobiła to w bardzo przekonującym stylu. Zaczęła od wyjazdowego zwycięstwa z Milanem (2:0), po czym nie dała większych szans Celtikowi (4:1) i Omonii Nikozja (4:1). Komplet punktów przy bilansie bramkowym 10:2 robi spore wrażenie.
W lidze portugalskiej nie jest aż tak kolorowo, chociaż osiem zwycięstw, remis i jedna porażka to też jak najbardziej solidny bilans. Problem Benfiki polega na tym, że absolutnie bezbłędne jest póki co FC Porto, które wygrało wszystkie 10 spotkań i odskoczyło odwiecznemu rywalowi ze stolicy na pięć oczek.
Lech przyjeżdża na strasznie niewygodny teren, gdzie nie tylko wygrać, ale nawet zdobyć punkt jest arcytrudno. Ostatni klub, który pokonał Benficę w Lizbonie to… Real Madryt. Od tego czasu minęło jednak prawie dziewięć miesięcy. Później remisy na Estadio Da Luz ugrały jeszcze Porto, Braga i dość sensacyjnie w pierwszej kolejce trwającego sezonu ligowego Academico Viseu.
Kamiński skarci macierzysty klub?
Czwartkowy mecz szczególny wymiar będzie miał oczywiście dla Jakuba Kamińskiego, czyli wychowanka Lecha, który w pierwszej drużynie “Kolejorza” rozegrał 102 mecze, a od kilku miesięcy reprezentuje właśnie Benficę. Początki w stolicy Portugalii są jednak dla reprezentanta Polski dość trudne. Jest głównie zmiennikiem, sporo spotkań przesiedział też w całości na ławce, a potem przypałętała się kontuzja, po której dopiero wraca do formy. W ostatnim meczu ligowym wszedł na murawę w doliczonym czasie gry, zaliczając pierwszy klubowy występ od 16 września i starcia z Milanem.
A wspomniana rywalizacja na San Siro przyniosła duży zastrzyk optymizmu, bo Kamiński przeciwko gigantowi zaprezentował się znakomicie. Strzelił gola, zaliczył asystę, Benfica ograła “Rossonerich” 2:0. Szkoda, że potem Polak miał trochę problemów zdrowotnych, bo mógł to być dla niego przełomowy moment. A tak jego bilans w barwach “Orłów” to póki co tylko osiem spotkań, jedna bramka i dwa decydujące podania przy trafieniach kolegów.
***
W Polsce transmisje Ligi Europy oraz Ligi Konferencji UEFA są dostępne w telewizji i online. W obecnym sezonie prawo do emisji meczów ma Grupa Polsat Plus - można je oglądać w kanałach Polsat Sport Premium w Polsat Box i w streamingu w Polsat Box Go. Spotkania dostępne są online w pakiecie Sport w Polsat Box Go, na dowolnym urządzeniu i w dowolnym miejscu.
***
Wiele znanych nazwisk
Kim natomiast Benfica będzie chciała postraszyć Lecha? W kadrze lizbońskiego giganta nie brakuje znanych nazwisk. Najlepszy strzelec to Vangelis Pavlidis, który w tym sezonie może pochwalić się imponującym bilansem 18 goli i czterech asyst w 18 rozegranych meczach. W pucharowych spotkaniach bywa jednak zmiennikiem i niewykluczone, że starcie z “Kolejorzem” też zacznie na ławce. W takiej sytuacji na szpicy może wystąpić Jhon Duran, którego swego czasu Aston Villa sprzedawał do Al-Nassr za 77 mln euro. Od tamtej pory kariera Kolumbijczyka zaczęła mocno pikować, w pewnym momencie wybrał nawet haniebne wypożyczenie do Zenita St. Petersburg, a dziś - na podobnej zasadzie - przebywa w Lizbonie i powoli wraca na lepsze tory.
Polscy kibice kojarzyć mogą też takie postacie jak Clement Lenglet (w przeszłości FC Barcelona czy Atletico), Joao Palhinha (ex Bayern) czy Dodi Lukebakio (wielokrotny reprezentant Belgii), a Benfica spore nadzieje wiąże też z młodymi ogniwami. 22-letni Andreas Schjelderup błyszczał na ostatnim mundialu w barwach Norwegii, a 20-letni Gianluca Prestianni - ten od słynnej afery z Viniciusem - póki co rozgrywa świetny sezon. Obaj przez portal Transfermarkt wyceniani są na 40 mln euro.
Nad wszystkim czuwa z kolei Marco Silva, trener doskonałe znany przede wszystkim z Premier League, gdzie prowadził kolejno Hull City, Watford, Everton i - aż przez pięć lat - Fulham. Na początku sezonu 49-latek przejął Benficę i póki co trudno na jego pracę narzekać. W 20 meczach wykręcił średnią 2,50 punktu na spotkanie.
Która wersja Lecha?
W teorii ma to być więc starcia Dawida z Goliatem, ale liczymy po cichu, że Lech w końcu także w Europie pokaże swoją najlepszą twarz. Bo choć łatwiej błyszczeć na tle Korony czy Radomiaka, nie zaś ekip z Premier League czy Bundesligi, to dysproporcja w dyspozycji “Kolejorza” na krajowym i międzynarodowym gruncie trochę razi w oczy. Przez ekstraklasowe podwórko podopieczni Nielsa Frederiksena idą jak walec, gniotąc kolejnych rywali, po czym potrafią dostać łącznie 0:8 od dwóch poważnych rywali w Lidze Europy. Za dobry prognostyk niech robi tu ostatni mecz z Sunderlandem, bo on wyglądał już znacznie lepiej i przyniósł mimo wszystko cenny punkt (1:1).
A jeśli gdzieś przed starciem w Lizbonie upatrywać nadziei, to chyba w genialnej formie duetu Patrik Walemark - Pablo Rodriguez. Szwed i Hiszpan błyszczą w zasadzie co kilka dni, choć Europa w ostatnich kilku tygodniach nie widziała jeszcze ich najlepszego oblicza. Czas to zmienić.
Artykuł powstał we współpracy płatnej z Polsat Box Go.