Kosztował 85 mln euro, trenuje z... dziesiątoligowcem. "Nie zaskoczy koniec kariery"
Od wielkiego transferu i ogromnych nadziei, przez gigantyczne rozczarowanie, aż do przedłużającego się piłkarskiego bezrobocia. Jadon Sancho znajduje się w problematycznym położeniu. Jest bez klubu od ponad trzech miesięcy i nie wygląda na to, aby miało się to zmienić.
Jako nastolatek Jadon Sancho miał świat u stóp. W 2021 roku kosztował 73 miliony funtów. Dwa lata temu grał w finale Ligi Mistrzów. Rok temu strzelał gola w finale Ligi Konferencji. W maju wystąpił w finale Ligi Europy. Pomimo tych faktów ostatnie lata to dla niego coraz większy spadek notowań. Obecnie jego sytuacja wygląda bardzo słabo. Od początku lipca i wygaśnięcia kontraktu z Manchesterem United jest bez klubu. I nie zapowiada się na to, aby szybko sobie jakiś znalazł.
Wielki transfer, wielki flop
Transfer Sancho do Manchesteru United miał pomóc mu w wejściu do ścisłego piłkarskiego topu. Od momentu przenosin na Old Trafford dobrze zapowiadająca się kariera Anglika zaczęła jednak wyhamowywać. Już od samego startu sprawy nie układały się po jego myśli. Miał problemy z przeniesieniem świetnej formy z Borussii Dortmund (49 goli i 60 asyst w 125 występach w trzech ostatnich sezonach na Signal Iduna Park) na angielskie boiska. Do Manchesteru ściągał go Ole Gunnar Solskjaer. Pierwszy udział przy bramce Anglik zaliczył jednak dopiero pod wodzą Michaela Carricka, który objął po nim rolę tymczasowego menedżera w końcówce listopada.
Młody skrzydłowy trafił do bardzo niekorzystnego środowiska. W debiutanckiej kampanii w United miał aż trzech szkoleniowców. Drużyna grała futbol szybki, oparty na kontratakach i wykorzystaniu wolnych przestrzeni, co nie sprzyjało jego mocnym stronom. tu należy mieć zarzuty głównie do osób decydujących o jego zakupie. Liczby notowane przez Sancho były dalekie od dobrych, a sytuacja nie zmieniła się również po zatrudnieniu Erika ten Haga. Do tego doszły jeszcze kwestie dyscyplinarne.
We wrześniu 2023, na krótko po zamknięciu okienka, Sancho nie znalazł się w kadrze meczowej United na przegrany mecz z Arsenalem. Ten Hag stwierdził wówczas, że jest to podyktowane słabą dyspozycją na treningach, a piłkarz odpowiedział mu na X-ie:
- Proszę, nie wierzcie we wszystko, co czytacie! Nie pozwolę, by mówiono o mnie rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą, bardzo dobrze spisywałem się na treningach w tym tygodniu. Według mnie istnieją inne powody zaistniałej sytuacji, ale nie zamierzam ich poruszać. Byłem kozłem ofiarnym od dawna, co jest niesprawiedliwe.
Sam zawodnik miał odczuwać frustrację zachowaniem trenera. Ten bowiem wyjawił publicznie, że długa absencja Sancho na przełomie 2022 i 2023 roku wynikała z kwestii psychicznych i miała pomóc mu w walce z wypaleniem, co zawodnik uznał za niepotrzebne wywlekanie drażliwego, prywatnego tematu. Z drugiej strony - źródła bliskie klubowi informowały o braku profesjonalizmu piłkarza. Obie strony miały swoją wizję problemu, ale to Ten Hag przystępował do konfrontacji z pozycji siły. Zażądał od podopiecznego prywatnych i publicznych przeprosin. Ten się nie ugiął. I tak właściwie dobiegła końca jego przygoda w United.
Pół kontraktu na wypożyczeniach
Sancho zimą 2024 roku ruszył na wypożyczenie do Borussii Dortmund, gdzie miał odbudować się w znanym sobie środowisku. Pokazywał wówczas przebłyski. Zaczynał w podstawowym składzie każdy mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów w drodze na Wembley, gdzie BVB przegrało w finale z Realem Madryt. W pierwszym meczu półfinałowym przeciwko PSG sterroryzował wręcz Nuno Mendesa, otrzymując nagrodę dla najlepszego zawodnika spotkania.
W Dortmundzie nie mieli jednak środków na definitywny transfer Anglika. Okres spędzony w Niemczech dał nadzieję na odbudowę, ale Sancho musiał wrócić do United. Tam zagrał jeszcze raz pod wodzą Ten Haga, wchodząc z ławki w spotkaniu o Tarczę Wspólnoty i marnując karnego w przegranej serii jedenastek. To było jego ostatnie kopnięcie piłki z diabełkiem na piersi.
Niedługo potem znów został wypożyczony - tym razem do Chelsea, a w umowie zapisano obowiązek wykupu. Wczesnym latem “Czerwone Diabły” żądały od BVB ponad 40 milionów funtów. Tymczasem ostatecznie musiały przystać na 25 milionów przy pokryciu zaledwie połowy z 300 tysięcy tygodniówki Sancho. To dowodziło, że po prostu chciały zminimalizować straty związane ze skreślonym piłkarzem.
Ten już w debiucie dla “The Blues”, po wejściu z ławki, zaliczył asystę przy zwycięskim trafieniu z Bournemouth i został wybrany najlepszym graczem meczu. Po pierwszych trzech występach miał na koncie cztery wypracowane gole, ale potem znów zwolnił. To była połowa jego ostatecznego dorobku w klasyfikacji kanadyjskiej na ligowym gruncie, a zagrał jeszcze w 28 spotkaniach. W Lidze Konferencji miał lepsze cyferki i strzelił nawet gola w zwycięskim finale we Wrocławiu, ale to nie wystarczyło, by przekonać Chelsea.
Londyńczycy woleli skorzystać z klauzuli umożliwiającej odstąpienie od obowiązkowego wykupu pod warunkiem zapłacenia pięciomilionowej kary. I tak też postąpili. Zapłacili United, aby odesłać Sancho z powrotem, unikając konieczności podpisania z nim kosztownej umowy. To stanowiło ogromny cios dla reputacji Anglika. Jeśli ktoś płaci za to, żeby nie musieć cię wziąć, wygląda to… fatalnie.
Minionego lata Sancho wylądował na kolejnym wypożyczeniu, tym razem w Aston Villi, ale Unai Emery nie potrafił go odbudować. Skrzydłowy odgrywał jedynie rolę zmiennika, przez cały sezon maczał palce w czterech golach. Nie wyróżnił się niczym specjalnym. Zagrał co prawda w zwycięskim finale Ligi Europy (wystąpił w finale europejskich rozgrywek trzeci rok z rzędu), ale nie pojawił się nawet temat zatrzymania go na dłużej. A kontrakt z United dobiegł końca. Połowę czasu obowiązywania umowy z “Czerwonymi Diabłami” Sancho spędził poza Old Trafford. Po zakończeniu wypożyczenia na Villa Park stał się wolnym zawodnikiem.
Wciąż bez klubu
26-latek na liście graczy bezrobotnych jest od początku lipca. Minęły już ponad trzy miesiące, a on dalej nie ma klubu. Nikt nie widzi w nim rynkowej okazji czy nawet ciekawego piłkarza do odbudowania, a raczej wielki transferowy niewypał.
Bulwarówka The Sun wyliczyła, że po uwzględnieniu kwoty transferu oraz udziału BVB, Chelsea i Aston Villi w wynagrodzeniu, Sancho kosztował United około 100 milionów funtów. “Czerwone Diabły” odzyskały jedynie pięć milionów z tytułu opłaty “The Blues” za rezygnację z obowiązkowego wykupu. Anglik od momentu przenosin na Old Trafford właściwie cały czas znajdował się na równi pochyłej. Widocznie lepszy okres miał jedynie w Borussii, poza tym pokazywał co najwyżej przebłyski. Ma też opinię gracza problematycznego. Konflikt z Ten Hagiem, kłopoty dyscyplinarne w United i sugerujące brak profesjonalizmu nagminne problemy z punktualnością utrzymujące się od czasów jeszcze przed powrotem do Anglii mówią swoje. Sancho podpadał spóźnialstwem podczas pierwszego pobytu w BVB i w reprezentacji, gdzie stracił zaufanie prowadzącego ją wówczas Garetha Southgate’a.
Teraz Anglik pracuje indywidualnie, aby utrzymać formę. Korzystał w tym celu z uprzejmości Flixton FC, klubu z… dziesiątej ligi. Wciąż jednak nie znalazł zatrudnienia. Graeme Bailey przekazał na łamach portalu TEAMtalk, że Anglik prowadził rozmowy z wieloma klubami, ale na razie nie przyniosły one skutku.
Szczególnie interesował go kolejny powrót do Dortmundu, ale tam postawiono na inne opcje. Poza tym pojawiały się też propozycje z Europy, Arabii Saudyjskiej, Major League Soccer oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Kataru. Do podpisania kontraktu nie doprowadziły rozmowy z włoskim Como czy rosyjskim Krasnodarem, do którego przenosiny miał odrzucić sam zawodnik. Wciąż czeka o na satysfakcjonującą propozycję i w efekcie pozostaje graczem z kartą w ręku. Pytanie tylko, czy poza czynnikami sportowymi, sytuacji dodatkowo nie utrudniają wysokie wymagania 26-latka co do pensji. Jego kontrakt z United, opiewający na 250 tysięcy funtów tygodniowo, jeszcze w poprzednim sezonie plasowałby go w gronie 20 najlepiej zarabiających graczy Premier League.
Przedwczesny koniec kariery?
Przedłużające się poszukiwanie klubu budzi tylko coraz większe wątpliwości. Im dłuższa przerwa od gry, tym bardziej one narastają. W radiu talkSPORT odniósł się do tego były zawodnik Aston Villi, Gabriel Agbonlahor.
- Nie wyszło mu w Manchesterze United, nie pozostał w Dortmundzie czy Chelsea. W poprzednim sezonie, w Aston Villi, wszyscy myśleli, że Unai Emery dokona cudu, ale w przypadku Jadona Sancho się to nie udało - stwierdził. - (...) W piłce nożnej panuje taka zasada: jeśli masz ostatni rok swojego kontraktu, postaraj się, aby był on dobry. Inaczej kolejna oferta - nieważne, kim jesteś - nie będzie tym, na co liczysz. Ile on dostawał? Z 250 tysięcy funtów tygodniowo? Wątpię w znalezienie klubu, który dałby mu 50 tysięcy. (...) Martwię się o niego. Czy może zostać piłkarzem, który skończy karierę w wieku 28 lat? To by mnie nie zaskoczyło.
To oczywiście ekstremalnie negatywny scenariusz. Faktem jest jednak, że o Sancho można ostatnio usłyszeć właściwie tylko w kontekście wrzucanych przez niego postów z indywidualnych treningów lub… niespecjalnie przychylnych mu doniesień i dyskusji w mediach.
Przed Anglikiem prawdopodobnie najważniejsza decyzja w karierze. Musi znaleźć odpowiedni klub i nie powinien z tym przesadnie długo zwlekać. Jeśli zasiedzi się na bezrobociu, może mieć problem, żeby wrócić jeszcze na odpowiednie tory.