Krajowy gigant w tarapatach! Idzie po najgorszy sezon od... 1980 roku

Krajowy gigant w tarapatach! Idzie po najgorszy sezon od... 1980 roku
IMAGO / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 16:00
Mimo że na mistrzostwo czekają już niemal dekadę, wciąż należą do grupy najbardziej utytułowanych ekip w historii całego regionu. Partizan w ostatnich latach był cieniem dawnego giganta, a w tym sezonie sięgnął sportowego dna. Teraz okazuje się jednak, że szansą dla belgradzkiego klubu może być… polityczne trzęsienie ziemi w Serbii.
Nie można powiedzieć, aby gablota przy Humskiej, gdzie położony jest stadion Partizana, świeciła pustkami. W swoim dorobku ma on przecież aż 46 trofeów, w tym 27 mistrzostw - kolejno Jugosławii, Serbii i Czarnogóry oraz Serbii, do tego finał Pucharu Mistrzów w 1966 roku. Pod względem historycznym to bez wątpienia jeden z najważniejszych bałkańskich klubów piłkarskich. Tyle że od dekady zmaga się z narastającym kryzysem. Jego apogeum nastąpiło w trwających rozgrywkach, w których Partizan kroku ustępuje już nie tylko Crvenej zvezdzie. Po 14 kolejkach serbskiej Superligi zajmuje dopiero dziewiąte miejsce, przez co zamiast myśleć o dogonieniu rywala zza miedzy, musi skupić się na walce o utrzymanie się w elicie. Ostatni raz tak nisko sezon kończył w 1980 roku, gdy zajął 13. lokatę.
Dalsza część tekstu pod wideo

Władze przeciw nim

Aby właściwie zrozumieć aktualną sytuację serbskiego futbolu, należy cofnąć się do roku 2012. To wtedy władzę w kraju przejęła Serbska Partia Postępowa (SNS). Chwilę później jeden z jej liderów, wówczas nowo mianowany wicepremier Aleksandar Vucić, a w kolejnych latach premier i prezydent kraju, zaangażował się w ratowanie pogrążonej w długach Crvenej zvezdy - klubu, któremu kibicował od dziecka. Był to zmierzch dominacji Partizana, który w latach 2008-2013 sięgnął po sześć kolejnych mistrzostw, a w sezonie 2010/2011 awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Istnieją poważne przesłanki, aby twierdzić, że od momentu przejęcia władzy przez Vucicia, Zvezda mogła liczyć na przychylniejsze podejście ze strony państwowych instytucji, a do tego zachowała lukratywny kontrakt sponsorski z Gazpromem.
- Rządy Vucicia miały charakter autorytarny. Sam jest wielkim fanem sportu, ale ma skrzywione podejście. Jako kibic Crvenej zvezdy ma wpojoną nienawiść do Partizana. To on bezpośrednio wrzucał do Partizana podległych sobie działaczy, którzy działali na szkodę klubu. Podejmowali decyzje, które niszczyły sektor sportowy i celowo zadłużali klub. Partizan latami był okradany przez sędziów. Zvezda ustalała terminarz ligowy i na jej zlecenie były wprowadzane przepisy do regulaminu ligi. Partizan zadłużał się, tracił zagraniczne gwiazdy, którym celowo nie płacono, a Vucić osobiście wpływał na zmiany trenerów. Im szkoleniowiec miał gorsze miał wyniki, tym lepszą opinię u władz. Ci, którzy chcieli walczyć o dobro klubu, byli z niego usuwani. Gdy Zvezda otrzymywała miliony, Partizan był okradany przez ludzi z własnego zarządu - uważa Przemek Siemieniako z Piłkarskich Bałkanów.
Choć nie da się udowodnić wszystkich “grzechów” Vucicia popełnionych wobec Partizana, fakty są takie, że przez 12 lat rządów SNS klub popadł w ogromne tarapaty praktycznie na każdym możliwym polu. Po raz ostatni został mistrzem kraju w 2017 roku. Dwa lata później sięgnął jeszcze po Puchar Serbii, ale od tego czasu jego klubowa gablota zachodzi kurzem. W analogicznym okresie Zvezda stała się prawdziwym hegemonem. Od sezonu 2017/2018 jest nieprzerwanie mistrzem kraju, a od sześciu lat nie dała sobie wyrwać żadnego trofeum. Gdy na Marakanie osiągnięto niespotykaną od lat stabilizację, w Partizanie praktycznie co roku dochodzi do przetasowania na którymś z najważniejszych klubowych stanowisk. I mimo że sytuacja polityczna w kraju mogła rzeczywiście nie sprzyjać “Czarno-białym”, wewnętrzne tarcia również nie pomogły w odbudowie dawnej potęgi.
- Partizan od niemal dekady zarządzany był w niekompetentny sposób, co doprowadziło do narastającego zadłużenia i nieprzemyślanej polityki transferowej. Pieniądze zarabiane na grze w europejskich pucharach i sprzedaży zawodników rzadko były później inwestowane w drużynę, stadion, ośrodek treningowy czy akademię. Zamiast tego przede wszystkim służyły do pokrywania bieżących wydatków i długów. Zmiana władz w ubiegłym roku przyniosła do pewnego stopnia poprawę sytuacji finansowej, ale pod względem sportowym Partizan nadal pozostaje w zawieszeniu. Kolejne zmiany trenerów i przebudowy zespołu uniemożliwiły wypracowanie stabilności. Niezadowolenie z władz i brak trofeów doprowadziły do bojkotu meczów, a kibice podzielili się na kilka frakcji i do dziś nie potrafią mówić jednym głosem - mówi nam Veljko Ivanović, dziennikarz serbskiego portalu Sportal.rs.

Dramatyczny obecny sezon

Ci skłóceni ze sobą kibice w obecnym sezonie mogli tylko załamać ręce. Po poprzednim, w którym zespół prowadzony był przez w sumie sześciu różnych trenerów, w tym spokój miał zapewnić Sasa Ilić. Dla “Grobarich”, czyli dosłownie “Grabarzy” jak nazywani są fani ekipy z Belgradu, to postać niemal pomnikowa. Jako piłkarz związany był z Partizanem przez dwie dekady, wywalczył w jego barwach w sumie 18 trofeów, w tym 11 mistrzostw. Sęk w tym, że trenerem już tak dobrym nie jest. Jedynie w CSKA Sofia wytrzymał dłużej niż rok, choć prowadził pięć zespołów. W swoim ukochanym klubie początek miał jednak całkiem niezły. Przebrnął przez dwie rundy eliminacji Ligi Konferencji. Zatrzymało go dopiero Getafe i to minimalnie, wygrywając w dwumeczu 4:3. Tyle że później wszystko się posypało.
- To wszystko, co działo się wokół Partizana przez ostatnią dekadę, teraz wyszło na światło dzienne. W ostatnich okienkach transferowych z uwagi na brak pieniędzy klub nie był w stanie sprowadzić żadnych jakościowych zawodników. Jednocześnie musiał sprzedać wszystkich najlepszych piłkarzy. Zespołu nie chciał przejąć żaden poważny trener. Koniec końców funkcję tę przejął Sasa Ilić, piłkarska legenda Partizana, który jako szkoleniowiec stoi jednak raczej na bardzo niskim poziomie. Jego postać miała przykrywać ten realny, fatalny stan klubu. Sam kompletnie nie nadawał się na to stanowisko. Podał się już resztą nawet do dymisji, ale działacze przekonali go do pozostania - opowiada Siemieniako.
Przekonali i to dwa razy - po porażce 1:3 z Mladostem Luciani w sierpniu i remisie 4:4 z Radnikiem Surdulica w połowie września. Zadziałała jednak zasada “do trzech razy sztuka” i po przegranej z FK Cukaricki pod koniec października Ilić pozostał nieugięty. Schedę po nim przejął Aleksandar Stanojević, dla którego to już czwarta (!) kadencja w roli szkoleniowca “Czarno-białych”. Tyle że jedynie debiutancka przyniosła jakieś trofea, a biorąc pod uwagę obecną sytuację w tabeli i stan kadrowy, o kolejne może być na razie niezwykle trudno.
- Mnożące się błędy władz klubu, nieudane okna transferowe i porażki w eliminacjach w Europie sprawiły, że możliwości finansowe klubu zostały jeszcze mocniej ograniczone. To przełożyło się natomiast na jakość i głębię składu. Partizan nie dysponuje już takimi zasobami jak kiedyś. Potknięcia z przeciwnikami ze środka i dolnej części tabeli wcześniej należały do rzadkości, a teraz przydarzają się coraz częściej. Presja kibiców doprowadziła do zmian w klubowych władzach i sztabie szkoleniowym, ale nie można oczekiwać, aby taka wymiana ludzi natychmiast przyniosła wymierny efekt. Partizan najpierw musi ustabilizować swoje funkcjonowanie na wszystkich poziomach. To proces, który wymaga czasu i z pewnością nie zakończy się z dnia na dzień - uważa Ivanović.

Talenty odchodzą z konieczności

Odbudowę należy zacząć od podstaw, czyli klubowej akademii. Słynny ośrodek treningowy Teleoptik był miejscem narodzin wielu piłkarskich talentów. To tam rozwijali się tacy gracze jak m.in. Aleksandar Mitrović, Dusan Vlahović, Stevan Jovetić, Lazar Marković, Strahinja Pavlović czy Adem Ljajić. Partizan potrafił wychować sobie prawdziwe perełki, na których później sporo zarabiał. Trwający kryzys nie ominął niestety szkolenia młodzieży. W ostatnich kwoty transferowe nie były już tak imponujące jak wcześniej.
- Aby łatać budżet, Partizan musiał zaczął sprzedawać swoich najbardziej utalentowanych zawodników, zanim zdążyli na dobre zaistnieć w pierwszym zespole. Nierzadko działo się to za kwoty niższe od ich rzeczywistej wartości rynkowej i na niekorzystnych warunkach kontraktowych. W tym samym czasie inne kluby inwestowały w infrastrukturę, analitykę oraz metody szkoleniowe, podczas gdy zaplecze Partizana nie rozwijało się w odpowiednim tempie. Crvena zvezda, a także prywatne akademie znacząco poprawiły swoje warunki i skauting, dzięki czemu potrafią przyciągać najzdolniejszych młodych piłkarzy, oferując im lepsze możliwości rozwoju. Partizan musi więc nie tylko odbudować własne zaplecze, ale również odzyskać pozycję na coraz bardziej konkurencyjnym rynku - opowiada Ivanović.
Obecnie konkurencją dla Partizana nie jest już bowiem tylko i wyłącznie Crvena zvezda. W samej Serbii mocno rozwinęły się Vojvodina czy Cukaricki, w ostatnich latach ciekawym projektem była też TSC Backa Topola. W sąsiedniej Chorwacji spore sukcesy reprezentacji zwiększyły natomiast modę na piłkę, a za tym przyszły spore pieniądze i jeszcze większy rozwój szkolenia młodzieży. Partizan siłą rzeczy trochę stanął w miejscu.
- Przez ostatnie lata serbska mafia piłkarska przejęła w pewnym stopniu akademię Partizana. Tak zwani "menedżerowie" w czarnych dżipach i z ochroniarzami wjeżdżali do akademii Partizana jak do siebie. Mieli pozwolenie z góry, aby robić swoje interesy na szkodę Partizana. Stąd wielu utalentowanych chłopaków uciekło z Partizana. Mimo tego Partizan dalej potrafi sprzedawać swoich wychowanków za granicę. Choćby w ostatnim okienku sprzedali tak trzech wychowanków: Vanję Dragojevicia do Glasgow Rangers, Ognjena Ugresicia do PAOK-u i Milana Roganovicia do Gent - dodaje Siemieniako.

Wybory realną szansą

Fakt, że mimo pogarszającej się z roku na rok sytuacji w klubie, w Teleoptiku wciąż potrafią tworzyć co najmniej solidnych piłkarzy, jest dla Partizana iskierką nadziei. Takową mogą być też dla niego wyniki wyborów parlamentarnych. We wrześniu Vucić zrezygnował ze stanowiska prezydenta, aby powalczyć w nich o fotel premiera. Ostatecznie pod koniec października jego SNS przegrało z Listą Studencką, stworzoną na kanwie ogromnych protestów ruchów akademickich, które przetoczyły się przez Serbię na przełomie ostatnich dwóch lat. Historia może zatoczyć koło i niewykluczone, że kres 12-letnich rządów Vucicia i jego ekipy doprowadzi do kolejnych przetasowań na serbskiej mapie piłkarskiej.
- Te wybory mogą zmienić wiele rzeczy w serbskiej piłce, szczególnie w Partizanie. Upadek rządów Vucicia oznacza, że klub może w końcu dostać trochę więcej wolności. Zmiany mogą zajść również w sektorze sportowym. Partizan od lat miał aurę klubu opozycyjnego, ale może być ona trochę myląca, bo są też grupy kibicowskie, które robiły w tym okresie interesy z władzą, nawet na szkodę własnego zespołu. Przegrana Vucicia oznacza, że klub może odbić się od dna. Bez tego nic nie miałoby szans zmienić się na lepsze. To nie jest sezon czy dwa niszczenia klubu. To cała dekada degradacji tej ekipy pod praktycznie każdym względem - mówi Siemieniako.
Póki co Partizan musi przede wszystkim skupić się na tym, aby nie zanotować historycznego spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Jego strata do liderującej Zvezdy wynosi już teraz aż 23 punkty. O powrocie na mistrzowski tron przynajmniej na razie nie ma więc mowy. Radnik, czyli ostatnia z ekip plasujących się na miejscu dającym prawo rywalizacji w grupie mistrzowskiej, ma nad “Czarno-białymi” już trzy oczka przewagi, a i tak ostatnio Partizan trochę zmniejszył straty, bo wygrał dwa ligowe mecze z rzędu (a ponadto starcie pucharowe). Do końca sezonu regularnego zostało jeszcze sporo czasu, ale jeśli ktoś przy Humskiej ma bić na alarm, to właśnie w tym momencie.

Dyskusja

Przeczytaj również