Król strzelców Ekstraklasy przepadł. Rekordowy transfer i brutalna weryfikacja

Król strzelców Ekstraklasy przepadł. Rekordowy transfer i brutalna weryfikacja
IMAGO / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 10:00
Pod koniec sierpnia bieżącego roku Tomas Bobcek trafił do Frosinone za rekordowe pieniądze nie tylko w skali Lechii Gdańsk. I słuch o nim zaginął. Reprezentant Słowacji grzeje ławę, niewiele wskazuje na to, aby sytuacja miała się szybko zmienić.
Frosinone radzi sobie zaskakująco dobrze w tym sezonie Serie A. Beniaminek przegrał tylko jeden z ostatnich pięciu meczów, łącznie uzbierał 17 punktów, dzięki czemu zajmuje szóste miejsce w tabeli. Gorzej wypadają między innymi Napoli, Juventus czy Atalanta. Dla klubu najważniejsze nie jest jednak porównywanie się z gigantami, ale zapewnienie komfortowego utrzymania.
Dalsza część tekstu pod wideo
Do tej pory "I Canarini" trzy razy występowali w elicie i za każdym razem były to przygody krótkie. Co znamienne, każda zaczynała się gorzej niż obecna. W rozgrywkach 2015/16 uzbierali siedem punktów, w 2018/19 raptem dwa, natomiast w 2023/24 już 12, ale to i tak nie wystarczyło do pozostania w Serie A. Teraz sprawy mają się zupełnie inaczej.
Wielka w tym rola ofensywy. Transfermarkt podaje, że w żadnym z dotychczasowych sezonów - nieważne, czy mowa o pierwszej, drugiej, trzeciej czy czwartej lidze - Frosinone nie zdobywało tylu bramek. Podopieczni Massimiliano Alviniego mają ich na koncie już 22. Można by więc zakładać, że spory wkład w ten wynik miał bohater najdroższego transferu w historii klubu, czyli Tomas Bobcek. Nic bardziej mylnego.

Przeciągnięte negocjacje

W trakcie letniego okienka Frosinone skoncentrowało się na poszukiwaniach nowego napastnika. Beniaminek miał wprawdzie wypożyczonego z Bolonii Antonio Raimondo, ale poza najlepszym strzelcem zespołu - Włoch zdobył 11 bramek - obsada pozycji numer "dziewięć" wyglądała fatalnie. Massimo Zilli wrócił do Cosenzy, współpracę z Edoardo Verganim zakończono definitywnie, a młodego Alejandro Cichero wypożyczono do... trzeciej ligi szwajcarskiej. Zilli, Vergani i Cichero strzelili łącznie cztery gole. Wątpliwości, że przynajmniej jeden z nich poradzi sobie w Serie A, były zbyt duże.
Ostatecznie "I Canarini" zwrócili uwagę na Tomasa Bobcka. Reprezentant Słowacji miał za sobą świetny sezon indywidualny, z 20 trafieniami na koncie został królem strzelców Ekstraklasy. Co więcej, jego Lechia Gdańsk spadła do I ligi, więc mogło się wydawać, że negocjacje będą nieco prostsze. Po drugiej stronie czekał jednak nieprzejednany Paolo Urfer, rozpoczęło się przeciągnie liny.
Bobcek był łączony między innymi z Widzewem Łódź, Trabzonsporem i HSV. W lipcu gruchnęły wieści, że Lechia nie spieszy się ze sprzedażą swojej gwiazdy, chociaż napastnik nie trenuje. Oferty utrzymywano, a kontrakty spłacano na tyle, że nie dało się ich rozwiązać z winy klubu. Kolejni chętni konsekwentnie odpadali, wycofał się między innymi Werder Brema. Niemcy nie zamierzali płacić 10 milionów euro, których żądał Urfer. Co innego Frosinone.
Włosi okazali się wystarczająco zdeterminowani, ale wtedy znów pojawiły się komplikacje. Oferta opiewająca na blisko 10 mln została odrzucona, Lechia nie zgodziła się na harmonogram płatności zaproponowany przez beniaminka Serie A.
- Osobiście o sytuacji wiem tyle samo co wy albo, czytając te wszystkie newsy znawców, to chyba jednak nie wiem nic. 99 proc. tych informacji nie słyszałem, z wyjątkiem tego, że oferta jest, było spotkanie, ale do pełnego porozumienia ani jakiegokolwiek kontaktu ze mną, jeszcze nie doszło. Także proszę zajmijcie się czymś pożytecznym, bo sytuacja dla nikogo nie jest łatwa - denerwował się piłkarz.
Wydawało się, że saga dobiegnie końca, ale "I Canarini" raz jeszcze postanowili dopiąć swego. Ustalono, że Gdańszczanie otrzymają 10,76 mln euro z góry. Bonusy zaś mogły wywindować kwotę do 13 mln euro. Urfer wyciągnął rękę, transakcję dopięto. Bobcek wylądował we Włoszech.
Przychodził ze statusem najdroższego piłkarza w historii Frosinone, największego transferu w historii I ligi, jednego z największych transferów w historii polskiej piłki. Spory ciężar, któremu póki co nie było jak sprostać.

Ogony dla rekordzisty

La Gazzetta dello Sport przewidywała, że w związku z kwotą transferu Słowak będzie odgrywał kluczową rolę w układance Alviniego. Najlepszy napastnik Ekstraklasy przygodę zaczął od ławki, ale było to dość zrozumiałe. Spotkanie z Fiorentiną (3:0) rozegrano dzień po transferze, przy okazji starcia z Venezią (3:2) Bobcek miał jeszcze trochę problemów zdrowotnych, a w dodatku rewelacyjnie wyglądał wspomniany już Raimondo. Włoch w tych dwóch meczach zdobył aż cztery bramki. Szkoleniowiec beniaminka nie widział więc powodu, aby dokonywać zmian na "dziewiątce". Kiedy z Venezią Raimondo zszedł z boiska, jego miejsce zajął Daniel Birligea, rumuński snajper wypożyczony z FCSB.
Bobcek doczekał się swojej szansy z Genoą (1:1), wybiegał ponad 20 minut. Raimondo nie miał najlepszego dnia, dlatego na zmianę zdecydowano się dość wcześnie. 25-latek zaprezentował się z niezłej strony. Eurosport, Sky Italia, Fantacalcio czy TMWB oceniły go na przynajmniej "6". Eurosport zauważył wprawdzie, że kwota transferu wygląda na nieracjonalną, ale chwalono spore zaangażowanie w brudną robotę i dobry strzał, który zdołał odbić Justin Bijlow. Pojawiła się nadzieja, że coś drgnie. Znów okazała się ona jednak płonna.
Od tamtej pory Bobcek na boisku w meczu Serie A pokazał się tylko raz. Dostał pół godziny w bardzo trudnym spotkaniu z Napoli (0:3) i tym razem nie było już taryfy ulgowej. Eurosport i Sky Italia zgodnie stwierdziły, że po wejściu Słowaka potencjał ofensywny Frosinone wyraźnie spadł. W innych czterech meczach Bobcek nawet nie podniósł się z ławki. Pierwszym wyborem trenera pozostał Raimondo, drugi w hierarchii okazał się Birligea. Dla najdroższego piłkarza w historii klubu zostały ogony.

Patowa sytuacja

W tym momencie Bobcek zmuszony jest do rzeczy najtrudniejszej - czekania, a jednocześnie pokazywania się z jak najlepszej strony podczas treningów. Kluczowe wydają się między innymi potknięcia ze strony kolegów. Frosinone gra w ustawieniu z jednym napastnikiem, dlatego przeskoczyć trzeba nie tylko Rumuna, ale również Włocha. Raimondo gra jednak najlepszy sezon w karierze.
Bologna zdecydowała się przedłużyć wypożyczenie napastnika bez większego żalu, natomiast Frosinone dopięło ten transfer, aby mieć komfort wyboru w ataku. Niewielu przypuszczało, że 22-latek wypadnie tak dobrze. Ale energiczny snajper miewa za dużo błysków, aby przejść obok tego obojętnie. Hat-trick z Sassuolo, dublety z Venezią i Fiorentiną, do tego gol z Lecce. W tym sezonie Serie A nikt nie zdobył więcej bramek niż bezpośredni rywal Bobcka. Nawet tak chwalony Donyell Malen z AS Romy.
Raimondo ani razu nie został ściągnięty przed 60. minutą. Cztery z dziewięciu spotkań wybiegał w całości. W dwóch na chwilę załapał się Bobcek, ale ostatnio kapitalnie wypadł Birligea. Rumun po meczu z Venezią poszedł na chwilę w odstawkę, jednak z Lecce wszedł na 20 minut i strzelił dwa gole. Momentalnie dał konkret, który sprawia, że w tym momencie Bobcek musi oglądać plecy dwóch zawodników.
Pozostało obserwować, jak dalej potoczą się losy jednego z najdroższych zawodników w historii polskiej piłki. Raimondo nie będzie przecież strzelał wiecznie, a nawet jeśli, to w pewnym momencie pożegna się z "I Canarini". Bobcek, który podpisał umowę do 30 czerwca 2030 roku, w końcu swoją szansę otrzyma. Ważne, aby zdołał ją wykorzystać. Ze wszystkich piłkarzy sprowadzonych latem przez Frosinone tylko dwóch krócej przebywało na boisku. Wśród nich jest kontuzjowany Florian Grillitsch.

Dyskusja

Przeczytaj również