Lech Poznań może zarobić fortunę na transferze. Zapracował sobie na to

Lech może zarobić fortunę na transferze! Imponujące, jak na to zapracował
Przemyslaw Szyszka / pressfocus
Szymon - Janczyk
Szymon JanczykDzisiaj · 10:00
Patrik Walemark rozpoczął rok od serii 17 meczów bez gola lub asysty. Mało kto przypuszczał wtedy, że poważna kontuzja bardziej Szwedowi pomoże niż zaszkodzi. Chociaż powrót po niej był trudny, okraszony zerami po stronie liczb, to okazało się, że Lech Poznań wyrychtował go do gry tak znakomicie, że kilka miesięcy po bramkowej posusze rozpocznie się najlepszy czas w karierze 25-latka.
Cztery lata i trzy transfery temu Patrik Walemark już uchodził za fenomen. W Allsvenskan był najmłodszym piłkarzem, który w sezonie 2022 uzbierał 15 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Gdy weźmiemy pod uwagę każdy front, na którym pokazał się w obecnych rozgrywkach, okaże się, że Szwed pobił już ten wynik.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tak wtedy, jak i teraz, zaowocowało to powołaniem do reprezentacji kraju. Wówczas debiutu się nie doczekał, jesienią dane mu było zakręcić w głowach polskich defensorów. To ogromny sukces Lecha Poznań, który odzyskał dla siebie, Szwecji, w ogóle dla futbolu, piłkarza o znakomitych umiejętnościach oraz sporym potencjale.
Piłkarza, który na zachodzie niemal to wszystko stracił. Wcale nie ze swojej winy.

Kłopoty w Holandii, odrodzenie w Poznaniu

- Kładziono ogromny nacisk na negatywne aspekty mojej gry; musiałem też znosić uszczypliwe uwagi poza boiskiem. Wziąłem to wszystko zbyt mocno do siebie. Czułem, jakby nieustannie mnie sprawdzali, chcąc zobaczyć, jak zareaguję. Mogło chodzić o cokolwiek – jeśli rano nie ułożyłem włosów, od razu mi to wypominano. Jeśli podczas śniadania wyglądałem na zmęczonego, natychmiast wzywano mnie na rozmowę. Czułem się, jakbym był pouczany, niemal jak w szkole. Stosowano mnóstwo gierek psychologicznych - to wspomnienie Patrika Walemarka z pobytu w Holandii, które wygłosił w Fotbollskanalen.
Patrik Walemark
własne
Konkretnie: w Feyenoordzie. Ponad trzy miliony euro, które zapłacono za objawienie sezonu ligi szwedzkiej, nie stanowiło przepustki do gry w nowym klubie. Walemark w Rotterdamie przeżywał nie tyle kryzys formy, ile kryzys mentalny. Szwedzkim mediom tłumaczył, że wszystko, co przekazywali mu działacze, brał do siebie tak mocno, że „trochę zatracił samego siebie”. Nie potrafił sobie poradzić z nowymi sytuacjami, tak świeżymi dla młodego chłopaka, który pierwszy raz opuścił ojczyznę.
Holandia poważnie przetrąciła karierę Patrika Walemarka. Regularnie opuszczane treningi i mecze, niewielka liczba minut, wreszcie: kolejne kontuzje. Mięśnie Szweda nie wytrzymywały intensywności mocnej ligi, ale nie dlatego, że nie mogły jej znieść, lecz dlatego, że z Walemarkiem źle pracowano. Doszło nawet do tego, że niewłaściwie zdiagnozowano jego kontuzję, co tylko pogorszyło sytuację.

Lech chciał Walemarka już w Szwecji

Lech Poznań pojawił się w tej historii w idealnym momencie. Walemark wrócił z wypożyczenia do Heerenveen, gdzie zaliczył mniej więcej połowę minut, i wiedział, że w Feyenoordzie nie może liczyć na więcej. Nieprzypadkowo jednak zainteresowanie objawiło się właśnie wtedy, gdy szansa na transfer Szweda była tak bardzo realna. Lech od dawna monitorował tego piłkarza. I cierpliwie czekał.
- Gdy Patrik Walemark grał w Szwecji, był naszym top targetem. Zawodnikiem, na którego patrzysz i jesteś pewien, że idealnie pasuje do naszego stylu gry. Wówczas był niedostępny, ale wiedzieliśmy, że trzeba go cały czas śledzić i spróbować, gdy pojawi się okno pogodowe. Co kilka miesięcy - w okienku nawet tygodni - pytaliśmy agenta, czy piłkarz chciałby do nas trafić, ale mierzył wyżej. W końcu agent powiedział: może teraz? Znaliśmy go tak dobrze, że jego czas w Holandii nie miał dla nas takiego znaczenia - zdradza portalowi Meczyki.pl źródło z poznańskiego klubu.
Dodatkowym aspektem, który zagrał na korzyść Lecha, była osoba Tomasza Rząsy.
- Zna każdego w Feyenoordzie, oni go znają. Przy wypożyczeniu klub ma sporo do powiedzenia, gdzie oddaje zawodnika. Feyenoord chciał to zrobić do nas przez podobny styl gry czy ambicje. Zakomunikowali Patriowi, że to byłby najlepszy krok. Przy kwestii wykupu relacje też pomogły szybko dopiąć transakcje. W grze byliśmy wtedy my i klub, który szykował się do Ligi Mistrzów. Dyrektor przekonywał Patrika, że w naszym ustawieniu jego rola jest idealna, bo oni grali w 3-5-2 - słyszymy w Poznaniu.
Tym drugim klubem był austriacki Sturm Graz. Drużyna na fali, rosnąca, mocna. Trzeba było sposobu i argumentów, żeby przekonać Walemarka do innego wyboru. Wcześniej jednak to Lech musiał się zorientować, że w ogóle warto o tego piłkarza walczyć.
- Mieliśmy znak zapytania przy kwestiach zdrowotnych, bo Patrik rzadko grał mecze w pełnym wymiarze, ale znów pomogło rozeznanie dyrektora Rząsy. Zna środowisko, wiedzieliśmy o nim wszystko. Rozmawiał nawet z fizjoterapeutami z klubów, żeby zebrać jak najbardziej szczegółowe informacje. Niektórzy pracowali tam jeszcze w czasach, gdy sam grał w Holandii - twierdzi nasz rozmówca z Lecha.
Bardzo szybko okazało się, że wątpliwości były słuszne. Po pierwszym sezonie w Polsce Walemark był mistrzem ligi z dobrymi statystykami, ale był też zawodnikiem poważnie kontuzjowanym. Na tyle poważnie, że pauzować musiał całe pół roku.
Patrik Walemark
własne

Tak Lech odzyskał Walemarka

Łatwo było wtedy Walemarka skreślić. Lech doskonale wiedział jednak, z kim i z czym ma do czynienia. Szweda mocno badano i diagnozowano już w pierwszym sezonie. Był jednak pewien problem: potrzebował go trener Niels Frederiksen. Nie było szans, żeby naprawić ciało i organizm piłkarza, gdy jednocześnie był on poddawany normalnej, ligowej eksploatacji. Właśnie dlatego kontuzja okazała się nie przekleństwem, lecz zbawieniem.
Pół roku przerwy wykorzystano na rehabilitację, treningi indywidualne, pracę nad motoryką i siłą, wzmocnieniem mięśni. Przegląd Sportowy dorzucał do tej wyliczanki nawet sposób oddychania.
Gdy Lech udał się na zimowy obóz do Abu Dabi, w sztabie znaleźli się Michał Włodarczyk i Józef Napierała, eksperci od przygotowania fizycznego, którzy szczególną uwagę poświęcali powrotom piłkarzy po kontuzji oraz prewencji przed kolejnymi urazami. Odegrali oni ważną rolę w postawieniu Walemarka na nogi. Równie istotne było to, że uzbrojony w badania i dane Lech poprowadził cały proces wprowadzania Patrika do treningów i obciążeń meczowych w taki sposób, żeby nie doszło do żadnych negatywnych niespodzianek.
Wspomniana na wstępie posucha w liczbach wiązała się nie tylko z nieskutecznością, ale i liczbą minut na boisku. Walemark najpierw wchodził na nie z ławki, potem był zmieniany jako jeden z pierwszych. Nie dlatego, że Frederiksen był nim rozczarowany, lecz z powodu zarządzania zmęczeniem. Szwedowi wydzielano minuty także w małych czy dużych grach treningowych, ograniczano nawet jego udział w poszczególnych ćwiczeniach.
To właśnie przewaga, którą Lech zyskuje dlatego, że ufa danym i nauce. Walemark został prześwietlony w taki sposób, że to w Polsce, nie na zachodzie, znaleziono receptę na jego bolączki i metody pracy, które pozwoliły mu zachować zdrowie oraz wydobyć jego potencjał.

Braki w szkoleniu i problemy mięśniowe

Dlaczego jednak z Walemarkiem trzeba było tak detalicznie pracować? Lech odkrył to jeszcze wtedy, gdy obserwował go w Szwecji. Nie dało się przecież ukryć faktu, że Walemark w Allsvenskan wziął się znikąd. To nie przytyk - w kraju, w którym pojedyncza akademia, Brommapojkarna, zrzesza ponad 1000 adeptów futbolu, Patrikowi udało się… uniknąć szkolenia w profesjonalnej akademii.
Walemark wszedł do seniorskiej piłki w piątoligowym Qviding. Wcześniej był w szkółce tego klubu. Zaliczył z nim dwa awanse i dopiero wtedy trafił do ekstraklasowego BK Hacken. Romantyczna historia o drodze z niższych lig do elity wiąże się jednak z pewnymi bolesnymi deficytami, które zaczęły dawać się we znaki, gdy Walemark szedł w górę, gdy rosła intensywność pracy na treningach i liczba meczów, które „wchodzą w nogi”.
- Gdy do nas przychodził, dużo mówiliśmy o tym, że w poprzednich klubach najczęściej grał 60-70 minut, że musimy nauczyć się z nim obchodzić. Przez brak profesjonalnej akademii nie miał dobrze zbudowanych mięśni i nawyków ruchowych. W połączeniu z dużą eksplozywnością powoduje to „zrywanie się”, z czym wcześniej miał problem. Nasze działy naukowy i medyczny dobrze się z nim obchodzą, indywidualizują obciążenia, żeby go chronić - wyjaśnia źródło z Lecha Poznań.
W podobny sposób o nietypowym problemie Walemarka pisał Przegląd Sportowy, tłumacząc to od strony czysto medycznej.
- W uproszczeniu core — czyli grupa mięśni otaczających środek ciała, które działają jak gorset dla kręgosłupa i miednicy, stanowią stabilizator tułowia, odpowiadają za przenoszenie sił między górą a dołem — był zbyt słaby, by odpowiednio działać przy mocy, którą generowały nogi. Innymi słowy brakowało balansu między poszczególnymi mięśniami albo jeszcze prościej — góra nie pracowała odpowiednio z dołem.
Im więcej meczów, im większe obciążenia, tym bardziej te niezauważalne gołym okiem problemy przyczyniały się do urazów mięśniowych.

Walemark to najlepszy piłkarz Ekstraklasy?

Dzięki ekspertom z Lecha Poznań - Walemark ma to za sobą. Potrzeba było czasu, kontuzji, żeby wszystko zmierzyć i sprawdzić, ale wyszło to wszystkim na dobre. To, jak wygląda teraz Szwed, predysponuje go do zrobienia następnego, dużego kroku w karierze. Walemark robi w klubie ogromne wrażenie za każdym razem, gdy przyjmuje piłkę i idzie w pojedynek z rywalem. Ma tak „szybką nogę”, że obrońcy nie są w stanie przewidzieć, co za moment zrobi. To pochodna jego eksplozywności, niesamowitej mocy generowanej przez nogi skrzydłowego.
Walemark ma najlepsze wyniki wszelkich testów biegowo-sprawnościowych w klubie. Nie chodzi o to, jak szybko biega, czy jak dużo biega. Uwagę należy skierować na krótkie dystanse, starty, zmiany kierunków, dynamikę na pierwszych metrach. Najszybciej osiąga prędkość HSR (ponad 20 km/h) od momentu startu, świetnie wypada w teście 5-0-5: pięć metrów biegu, stop, pięć metrów biegu w innym kierunku.
W zasadzie cokolwiek, co pomaga zmierzyć eksplozywność i dynamikę, wystawia werdykt: Patrik to piłkarz na pięć najlepszych lig w Europie, ma wyniki rodem z Bundesligi.
Szweda wyróżnia jednak nie tylko doskonała motoryka. Pod względem piłkarskim też wygrywa rankingi: wewnętrzne i ligowe. Obecny sezon w jego wykonaniu w danych WyScout to:
Patrik Walemark
własne
Walemark to beneficjent stylu gry Lecha i tego, że Niels Frederiksen ma konkretne oczekiwania co do skrzydłowych. Nie pod kątem listy zadań, które musisz odhaczyć, żeby grać w jego zespole - profil gry i założeń to dla ofensywnego zawodnika mapa zachowań oraz sektorów, które przybliżają jego oraz drużynę do bramki. Patrik genialnie wygląda w wewnętrznych danych dotyczących wpływu na sekwencje akcji zakończonych strzałem.
W danych StatsBomb jest za to jednym z najczęściej faulowanych piłkarzy w Ekstraklasie, co tylko potwierdza, jak trudno go zatrzymać. W Lechu cmokają też nad mentalem Walemarka. Skandynawowie zwykle są spokojni i pokorni. Szwed potrafi jednak mówić o niewygodnych rzeczach, zaznacza swoje zdanie, cechuje go duża pewność siebie i konkret w przekazie. Nie kryje się z opiniami, pełni rolę lidera w szatni.
Patrik Walemark
StatsBomb
Patrik Walemark
Statsbomb
FC Kopenhaga latem oferowała za niego pięć milionów euro. To kwota, w którą wchodziły także wszelkie bonusy. Wystarczy jednak podtrzymać taką formę jeszcze przez kilka miesięcy, pokazać się w Lidze Europy i będziemy rozmawiali o transferze na zupełnie innym poziomie. I bardzo dobrze, bo Lech zapracował sobie na to, żeby zebrać owoce swoich działań.
Play video

Dyskusja

Przeczytaj również