Legendarny piłkarz żegna się z kadrą. Najlepszy w historii. "Apostoł romantycznego futbolu"
James Rodriguez jeszcze nie kończy z piłką, jednak słowo “pas” w reprezentacji oznacza jego koniec na wielkiej scenie. Odchodzi symbol nowej Kolumbii, transferowego szaleństwa Realu Madryt i apostoł romantycznego futbolu. Nie była to kariera, jaką wróżono dekadę temu, ale 35-latek i tak zrobił wystarczająco dużo, by zamknąć dyskusję w sprawie najlepszego piłkarza w historii kraju.
Wszyscy liczyli na jego zryw podczas ostatniego mundialu. James nigdy nie był regularny, ale w wyjątkowych momentach potrafił być zjawiskowy. Kolumbia wcześniej miała świetne Copa America w 2024 roku, więc oczekiwania wydawały się słuszne. Niestety, zaraz potem widać było jak ten zespół blednie z każdym spotkaniem. Jako jedyny grał w trzech różnych krajach (Meksyku, Stanach i Kanadzie). W 1/16 finału przeciwko Szwajcarii oglądaliśmy drużynę wydartą z energii. James zagrał jedynie 66 minut, chodząc po murawie. Dzisiaj już wiemy, że to były jego ostatnie chwile w reprezentacji Kolumbii.
Ostatni rozdział
Warto się przy tym momencie zatrzymać, bo odchodzi gracz niepowtarzalny, jedna z legend latynoskiej piłki i człowiek, który zmienił postrzeganie samej Kolumbii. Kraj naznaczony trudną, narkotykową przeszłością już dawno pozbył się wszystkich łatek. Był moment, kiedy zaczął kojarzyć się z odważną grą, a jego gracze zaczęli zakotwiczać w dużych klubach. James przecierał ten szlak - grał w Realu Madryt, Bayernie i Premier League. W historii kolumbijskiej piłki nikt nie rozegrał 131 meczów w kadrze. Pod względem bramek (31 trafień) lepszy jest tylko Radamel Falcao. James jako rozgrywający stał się swego rodzaju spadkobiercą Carlosa ”El Pibe” Valderramy - legendy z lat 90., który wyróżniał się czupryną i artyzmem, choć do osiągnięć Rodrigueza zdecydowanie mu daleko.
35-latek zagrał na trzech mistrzostwach świata - w Brazylii (2014), Rosji (2018) i USA (2026). Gdyby Kolumbia zakwalifikowała się na turniej w Katarze w 2022 roku, z pewnością byłby też tam. Valderrama ma na koncie tyle samo mundiali plus był symbolem kadry, kiedy ta powracała na wielki turniej po 28 latach przerwy. Moment, jak w 1990 roku mija kilku Niemców i zagrywa genialną piłkę do Freddy'ego Rincona, jest jednym z najbardziej ikonicznych w historii kolumbijskiej reprezentacji. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że “El Pibe” w Europie wygrał tylko Puchar Francji. Montpellier i Real Valladolid w jego CV szału nie robią. To nie był zawodnik z wielkim rozdziałem w piłce klubowej.
Kręta ścieżka
Oczywiście obaj na zawsze będą mieli swoje miejsce w historii. Valderrama jest symbolem epoki, w której kolumbijski futbol po raz pierwszy dostał własną, rozpoznawalną na świecie twarz. James poszedł krok dalej - stał się liderem drużyny, który uwierzyła, że może być wśród najlepszych. Jego konto na Instagramie zyskało 50 mln obserwujących. Valderrama był bohaterem lokalnym, tymczasem James po transferze do Realu stał się z jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy świata. Choć oczywiście od 2014 roku nie wszystko w tej karierze poszło idealnie.
Żadna opowieść o nim nie może pominąć mundialu w Brazylii. To właśnie wtedy 22-latek strzelił sześć goli i zgarnął tytuł króla strzelców turnieju. Przede wszystkim dał się zapamiętać z fantastycznej bramki przeciwko Urugwajowi, z czasem wybranej najpiękniejszym golem roku w plebiscycie Ferenca Puskasa. Świat nagle zobaczył zawodnika myślącego sekundę przed resztą, nieszablonowego i takiego, który gra w inną dyscyplinę sportu. Tydzień po zakończeniu mundialu Real Madryt oficjalnie ogłosił transfer Jamesa za około 75-80 milionów euro. Chłopak z Cúcuty, który dorastał bez ojca i zmagał się w dzieciństwie z jąkaniem, stał się nagle jednym z najdroższych graczy świata.
Dwa światy
To, co działo się później w karierze klubowej Jamesa, stało się materiałem na osobną, dużo bardziej gorzką opowieść. W Realu Madryt dwa razy wygrał Ligę Mistrzów, choć jego rola w drużynie stopniowo malała - szczególnie po przyjściu Zinedine’a Zidane’a, który budował skład wokół innych zawodników. Później przyszły wypożyczenie do Bayernu Monachium, powrót do Realu, spadek formy w Evertonie, a od 2021 roku - prawdziwa piłkarska odyseja: Katar, Grecja, Brazylia, Hiszpania, Meksyk, Stany Zjednoczone, a na końcu powrót do ojczyzny. Nie tak dawno podpisał umowę z Atletico Nacional, skąd ruszał kiedyś w wielki świat. To jego szósty klub od 2023 roku.
Mimo to jego stałym punktem odniesienia zawsze była kadra Kolumbii. Wiele razy mówił w wywiadach, że gra dla ojczyzny to zupełnie inne uczucie. Że reprezentuje w ten sposób przodków, swoje korzenie, miejsce, z którego pochodzi. Mówił, że w Kolumbii ludzie dosłownie biegną do telewizorów, a kiedy gra reprezentacja, to urzędy i szkoły zamykają się na amen. To poczucie odpowiedzialności dawało mu dodatkową motywację - stąd raz na jakiś czas oglądaliśmy jego przebłyski w żółtej koszulce.
Brak spadkobiercy
James zawsze miał niesamowitą zdolność do wznoszenia się ponad przeciętność właśnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewano. Znakomity był na Copa America w 2016 roku, grając z kontuzjowanym barkiem i po sezonie spędzonym głównie na ławce w Realu Madryt. Następnie fenomenalny turniej rozegrał na Copa America w 2024 roku, choć miał już 33 lata i ciągle mówiło się o jego problemach w klubach. James poprowadził wtedy Kolumbię do finału, notując rekordowe sześć asyst. Został także wybrany najlepszym zawodnikiem całych rozgrywek.
Jego wpływ na kolumbijską piłkę wykracza daleko poza liczby i trofea. Całe pokolenie młodych piłkarzy, którzy dziś przebijają się do reprezentacji, dorastało oglądając go choćby w barwach Realu. To on budował globalną rozpoznawalność kolumbijskiego futbolu. Nawet dzisiejsze wielkie gwiazdy, jak Luis Diaz, za młodu stawiały sobie za wzór starszego Jamesa Rodrigueza. Jego odejście w tym momencie otwiera poważne pytania dotyczące kadry Kolumbii: kto przejmie rolę kreatywnego lidera środka pola i czy ten zespół nie potrzebuje wreszcie zmiany pokoleniowej. Na razie plusem jest to, że wyjaśniła się przyszłość selekcjonera Néstora Lorenzo, którego kontrakt formalnie wygasał latem 2026 roku. Argentyńczyk dalej będzie pracował z Kolumbijczykami.
James tymczasem żegna się z kadrą jako gracz, którego kariera klubowa - naznaczona częstymi transferami, konfliktami z kolejnymi trenerami i falami krytyki - nigdy w pełni nie odzwierciedlała jego talentu. Ale on sam zawsze powtarzał, że miał jeden cel: zostawić żółtą koszulkę reprezentacji w lepszym miejscu, niż ją zastał. Latynoski futbol uwielbia karmić się mitami. Tutaj bardziej niż gdzie indziej kochają pojedyncze chwile, krótkie mgnienia zachwytu, wymykające się codzienności. James Rodriguez był właśnie taką opowieścią.