"Mogą się wys*ać". Echa giga skandalu z Pucharu Narodów Afryki. Piekielnie mocne słowa
Jeżeli ktoś do tej pory żył w przekonaniu, że Puchar Narodów Afryki nie powinien być traktowany jak poważny turniej, to nie ma absolutnie żadnych szans, żeby po wtorkowym wieczorze zmienił zdanie. Decyzja CAF o odebraniu Senegalowi tytułu mistrza Afryki i przyznania go Maroku przy “zielonym stoliku” dwa miesiące po turnieju wykracza poza wszelkie skandale, jakich dopuściła się ta federacja. The game is gone.
Trudno w ogóle to jakkolwiek racjonalnie skomentować. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej widocznie już na niczym nie zależy. Ale przecież zależało - w przeddzień startu minionej edycji turnieju Patrice Motsepe z dumą ogłaszał przejście PNA na cykl czteroletni, dopasowując się do napiętego terminarza rozgrywek europejskich. Z entuzjazmem podchodził do pomysłu Afrykańskiej Superligi zainicjowanego przez Gianniego Infantino, a gdy został szefem CAF, wprowadził go w życie. Śladem UEFA zaplanował nawet start Afrykańskiej Ligi Narodów, która formatem ma być podobna do tej europejskiej - nowe rozgrywki zadebiutują w 2029 roku i docelowo zastąpią mecze towarzyskie oraz mniej prestiżowe rozgrywki kontynentalne.
Naprawdę wiele wskazywało na to, że afrykański futbol idzie w dobrym kierunku, jeśli chodzi o profesjonalizację i prestiż, a sam Puchar Narodów Afryki zacznie być bardziej respektowany przez kibiców europejskich - nie wspominając już o fanach konkretnych klubów, którym turniej ten kojarzył się do tej pory głównie z przymusową przerwą reprezentacyjną w środku sezonu. Szef CAF wykrzyczał więc do nich jasny komunikat: “Spójrzcie! Mamy remedium na waszą irytację, po tym turnieju będzie tylko lepiej”. Oczywistym jest, że PNA 2025 chciał potraktować jako reklamę. Zauważmy, że dwie z trzech przytoczonych wyżej zmian (nomen omen dla afrykańskiej piłki nożnej rewolucyjnych) ogłosił tuż przed startem turnieju. Nie mógł być to przypadkowy zabieg.
Ale to, jak Puchar Narodów Afryki 2025 się potoczył, widzieli wszyscy. I wszystkim przeszkadzało to, jak łagodnie CAF traktuje Marokańczyków. Gdy “Lwy Atlasu” w 1/8 finału wygrały z Tanzanią (1:0), kibice mówili tylko o sytuacji z 94. minuty spotkania - tanzański napastnik Iddy Nado upadł w polu karnym po kontakcie z rywalem, lecz arbiter nie doszukał się żadnego faulu. VAR milczał, mimo że powtórki pokazywały przewinienie. Później echa umilkły, więc do kontrowersji tej już nie wracano.
Ćwierćfinał z Kamerunem Maroko wygrało jako drużyna na boisku lepsza, lecz nie obyło się bez skarg i zastrzeżeń wobec obiektywizmu sędziów. W półfinałowym meczu z Nigerią sytuacja była ta sama - podopieczni Walida Regraguiego grali wyraźnie lepiej, ale Maroko jako gospodarz turnieju znów stanęło w centrum afery. Tym razem afery z… ręcznikami nigeryjskiego bramkarza, Stanleya Nwabaliego, które regularnie podbierali mu marokańscy chłopcy do podawania piłek. Atmosfera była więc bardzo napięta jeszcze przed finałem, który finalnie okazał się być najbardziej szokującym i kontrowersyjnym meczem w historii afrykańskiego futbolu.
Podsumujmy jeszcze raz: przy stanie 0:0 w 90. minucie arbiter przyznaje osiem minut doliczonego czasu. Gdy trwa trzecia z nich, gola dla Senegalu strzela Abdoulaye Seck. Z miejsca zostaje on nieuznany przez faul w ataku. Trzy minuty później w polu karnym “Lwów Terangi” pada jeden z Marokańczyków. Tym razem arbiter reaguje w zupełnie inny sposób - konsultuje się z VAR-em i dopiero po kilku minutach spędzonych przed monitorem przyznaje gospodarzom turnieju rzut karny.
Wtedy zaczynają dziać się prawdziwe sceny. Senegalczycy są wściekli do tego stopnia, że opuszczają boisko i nie wracają z szatni przez ponad 10 minut. Sytuacja zostaje opanowana dopiero w 24. doliczonej minucie - piłkarze wracają na murawę, a wykonawcą rzutu karnego zostaje Brahim Diaz, który… ośmiesza się, podcinając piłkę panenką prosto w dłonie Edouarda Mendy’ego. Gra toczy się dalej, a ostatecznie jedyną bramkę w dogrywce zdobywa Pape Gueye, dając Senegalowi zwycięstwo.
Duża część kibiców uważnie śledzących turniej od początku odetchnęła z ulgą. Wygrał Senegal, wygrał futbol - kropka. Oczywiście Maroko złożyło skargę do CAF, ale kto realnie by się tym przejmował, skoro jest już po finale i ceremonii rozdania medali, prawda? Prawda?
W głowie się nie mieści, jak obrzydliwie skandaliczna jest to sytuacja. Pamiętacie jeszcze Romaina Molinę? Kontrowersyjny dziennikarz śledczy jesienią 2021 roku zapowiedział na Twitterze pokój, podczas którego miał ujawnić kilka szokujących spraw ze świata futbolu. Oskarżenia, jakie się tam pojawiły, były porażające - w nocy z 18 na 19 listopada można było usłyszeć o zamiecionych pod dywan gwałtach czy pedofilii. I choć wiele z tych wydarzeń mimo ogromnego rozgłosu do dziś nie zostało potwierdzonych, to nie każdy pamięta, że między wierszami padło też kilka słów o Maroku. Zobaczcie sami.
- Maroko może wysr*ć się na ziemię, jeśli tylko zechce. Ma ogromne wpływy w CAF, więc może robić, co mu się podoba - wypalił wówczas Molina, co można przeczytać w archiwalnych cytowaniach. Dziś słynny dziennikarz zebrał swoje żniwa. - Odkąd FIFA kontroluje CAF za pośrednictwem swoich marionetek, wszystko działa naprawdę świetnie, nieprawdaż? Brak suwerenności, żadnej niezależności finansowej i politycznej oraz uległość afrykańskich działaczy piłkarskich: oto rezultat - napisał na Twitterze kilka godzin po oficjalnym oświadczeniu o zmianie wyniku finału.
Oficjalnym argumentem CAF za przyznaniem Maroku tytułu mistrza Afryki są dwa punkty regulaminu rozgrywek. Pierwszy mówi o tym, że jeśli drużyna odmawia gry lub opuszcza boisko przed końcem meczu bez zgody sędziego, zostanie uznana za przegraną walkowerem. Drugi głosi, że wszelkie próby wpłynięcia na wynik poprzez opuszczenie murawy uprawniają Komisję Dyscyplinarną do nałożenia dodatkowych kar finansowych. Nie oszukujmy się jednak, że w tej sytuacji ma to jakiekolwiek znaczenie - pomijając już fakt, że decyzję o anulowaniu wyniku finału podjęto o dwa miesiące za późno, to koniec końców i tak nadrzędna jest decyzja sędziego. A ten na kontynuację meczu zezwolił.
Teoretycznie sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Senegalska federacja wystosowała już odwołanie do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. To od decyzji tego organu będzie zależało, czy decyzja CAF zostanie uchylona czy nie. Zanim jednak usłyszymy finalny werdykt, może minąć co najmniej kilka miesięcy.
Pozostaje jedno pytanie - jaką rolę w tym wszystkim odegrał wspomniany już Patrice Motsepe? Z jednej strony prezes CAF nie zasiada w Komisji Odwoławczej, więc to nie on jest bezpośrednio odpowiedzialny za zmianę wyniku finału. Z drugiej zaś pamiętajmy - PNA 2025 nie był planowany jedynie jako reklama rosnącej piłkarsko i organizacyjnie Afryki. Miała być to też reklama Maroka jako gospodarza. Gospodarza gotowego na to, by za pięć lat podjąć się współorganizacji mistrzostw świata wraz z Hiszpanią i Portugalią. Gospodarza, którego drużyna narodowa nie spoczywa na laurach po historycznym sukcesie w postaci półfinału na katarskim mundialu. Jak widać, działacze Komisji postanowili zrobić wszystko, żeby zapewnić organizatorom przychylną narrację. Szkoda tylko, że na szerszą skalę strzelili sobie wizerunkowo w kolano.