Polska piłka ma problem. "Choroba, której nie cierpię i nie chcę zaakceptować"

Polska piłka ma problem. "Choroba, której nie cierpię i nie chcę zaakceptować"
Krzysztof Porebski / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 14:30
O polskich sędziach piłkarskich i coraz większej krytyce, jaka ich dotyka - pisze Janusz Basałaj w kolejnym artykule ze swojego cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jedną z tych chorób polskiego futbolu, której nie cierpię i nie chcę zaakceptować, jest tzw. fala krytyki pracy sędziów narastająca wraz rozwojem sezonu. Wiem, że sędziowie się mylą, nie zawsze staje im umiejętności i prawidłowego korzystania z VAR-u, ale kiedy nie możemy (nie chcemy) dyskutować o klasie sportowej naszej drużyny, nieudanych transferach, bylejakości ligowych trenerów, marnym szkoleniu i wielu innych grzechach, narzekamy i bolejemy nad poziomem sędziowania.
Wielokrotnie obserwowałem kiedyś z bliska posiedzenia zarządu PZPN. Kiedy już wyczerpała się dyskusja wedle agendy w tzw. wolnych wnioskach, ludzie z zarządu reprezentujący kluby często podnosili problem poziomu arbitrów. Dyskusje pasjonujące, pełne emocji... To była prawdziwa sól dyskusji, ścierały się argumenty, plotki, mniej lub bardziej prawdziwe informacje. I ta konkluzja: sędziowanie to najsłabsza część naszej chorej piłki. Ile w tym prawdy? Tyle, ile samokrytyki na temat zarządzania klubów i poziomu konfrontacji z europejskimi rywalami.
Dlatego patrzę na te filipiki panów prezesów np. Cracovii, Wisły, Pogoni (proszę wpisać inny dowolny polski klub) ze spokojem. Skupiać się na fatalnym sędziowaniu, to jednocześnie unikać problemów, które trapią ligowy klub. A i jak zgrabnie można podgrzać emocje swoich kibiców i zgromadzić ich pod tzw. flagą pod hasłem: “Krzywdzą nas!”. W tle można też zarzucić PZPN-owi, że celowo napuszcza sędziów na konkretne drużyny... Każdy “hools” czy “kumaty” chętnie to kupi i da temu wyraz na trybunach.
Nie jestem pierwszym naiwnym i wiem, że na polskich boiskach biega wielu arbitrów przypadkowych. Niedoszkolonych, bez osobowości i tzw. czucia piłki, zakochanych w sobie z wzajemnością (te fryzury, imponujące sylwetki – co samo w sobie nie jest złe, gwiazdorzenie w programach CANAL+), szukających w systemie VAR jedynego alibi dla swojej pracy. Może jest coś niedobrego w selekcji najzdolniejszych arbitrów? Z pewnością sam związek nie ma koncepcji ochrony arbitrów. Nie tyle ich bronienia, co umiejętności szybkiego reagowania i komunikowania błyskawicznych i jasnych decyzji personalnych. Na szczęście nie ma już podejrzeń o boiskową korupcję, tylko zarzuty o nieudolność… Nie trzeba przekonywać, że Polskie Kolegium Sędziów nie może zamienić się w oblężoną twierdzę, ale w gremium potrafiące gasić pożary w zarodku i przewidzieć nadchodzące ataki z każdej strony.
A potem przychodzi kolejny mecz... Są emocje, bramki, trochę dobrej gry i błędy sędziowskie. Te ostatnie z pewnością zostaną podniesione w tzw. ligowej narracji przez prezesów, kibiców, dziennikarzy. Może i to ważne, ale czy sędziowskie błędy są najistotniejszą przyczyną hamowania rozwoju i poziomu polskiego futbolu? Myślę, że wątpię...
W idealnym świecie piłkarskim stawiałbym na tych, którzy potrafią sędziować. Moja lista przebojów? Proszę bardzo: Szymon Marciniak, Paweł Raczkowski, Jarosław Przybył, Piotr Lasyk, do niedawna Wojciech Myć... Mało ich? Mało! Dlatego też czekamy na następną kolejkę ligową z niecierpliwością. Bo coś się wydarzy, ktoś się pomyli, ktoś skrzywdzi Twoją drużynę i zabierze jej punkty. I znowu znajdzie się winnych i rozgrzeją się nastroje. Nic tak dobrze nie robi polskiej piłce, jak polowanie na sędziów. To potrafimy jako środowisko. Z resztą już nieco gorzej.

Przeczytaj również