Najwięksi wygrani meczu z Rumunią. Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy! "Chwalą go wszyscy, wszędzie"

Na to czekaliśmy! Po znokautowaniu Rumunii możemy wyróżnić wielu reprezentantów Polski. Spośród nich wybraliśmy pięciu największych wygranych piątkowego meczu na Narodowym.
Długo biało-czerwoni kazali czekać na tak przekonujące zwycięstwo. Udało się - Rumuni wracają do Bukaresztu z bagażem aż sześciu goli. Polacy byli bezlitośni i wykorzystali sprzyjające okoliczności, niemiłosiernie bijąc osłabionego rywala. Po ostatniej serii kiepskich występów i wyników, taki mecz i wynik na pewno sporo drużynie Jana Urbana pomoże. Miejmy nadzieję, że napędzi na ważny mecz z Bośnią już w poniedziałek. Tam bowiem trzeba iść za ciosem, by to 6:0 z Rumunami nie okazało się jedynie przyjemną ciekawostką, odstępstwem od normy. Ale dobrze, na razie nie wybiegamy na przyszłość, na razie chwalimy. Bo jest za co. W naszym gronie największych boiskowych wygranych starcia z Rumunią widnieje pięć nazwisk, a ponadto musimy podkreślić - choć wybieramy tutaj piłkarzy - że absolutnym numerem jeden powinien być selekcjoner. Jego pomysły, poza jednym, się obroniły, przekonujące zwycięstwo zapisujemy mu na plus. Pół żartem, pół serio: przynajmniej na trzy doby ma spokój.
Najwięksi wygrani
Robert Lewandowski
Z Bośnią zagrał chyba najgorszy mecz w kadrze od lat, a przecież tych słabszych występów generalnie nie brakowało. W Sztokholmie zanotował kuriozalne wejście, bo przy 1:3 w samej końcówce na kilka minut - chyba tylko po to, by nabić licznik gier. Trudno było się dziwić rosnącym wszem i wobec głosom, że czas legendy, najlepszego piłkarza w historii tej reprezentacji, powoli zbliża się do końca. Sam “Lewy” apelował przed zgrupowaniem szansę w Lidze Narodów dla innych. Swoją otrzymał zresztą w Szwecji Mateusz Żukowski i wypadł bardzo korzystnie.
Obawy o to, czy Lewandowski będzie jeszcze w stanie dać drużynie narodowej to, co najlepsze, nie brały się z kosmosu. Lider pokazał jednak, że mimo obecnych ograniczeń boiskowych, może ciągnąć zespół, może strzelać gole, może być wartością dodaną, może prowadzić Polskę do zwycięstwa. Potrzebował takiego meczu jak z Rumunią, gdzie zapakował hattricka, a de facto mógł mieć nawet pięć bramek. To był ten “Lewy” z najwyższej półki, nie tylko skuteczny, ale i pracujący skutecznie na innych, żadne ciało obce.
Widać zresztą, ile to wszystko dla niego znaczyło.
- Jak widać Lewandowski ciągle jest potrzebny. Nie tylko doświadczeniem, ustawieniem na pozycji, ale bramki ciągle strzelam. Cieszę się z tego. Każda bramka dla reprezentacji jest wyjątkowa, to spełnienie marzeń. To dla mnie wielka duma - mówił po gwizdku w TVP.
Oby tak dalej - już w listopadzie, bo przeciwko Bośni kapitana zabraknie. Mówiąc wprost: głupio się wykartkował, wielka szkoda.
Przemysław Frankowski
Zaskakujący bohater, trochę z drugiego szeregu, ale jak najbardziej zasługujący na słowa uznania. Frankowski drugi raz na tym zgrupowaniu pojawił się jako lewy obrońca w czwórce i znów wyglądał solidnie. A nawet więcej niż solidnie, bardzo dobrze, prawdopodobnie zagrał jeden z najlepszych swoich meczów w kadrze. Czuł się pewnie na boisku nawet przy wyniku 0:0, od początku imponował - grał mądrze, dynamicznie, uważnie. Co rusz napędzał akcje biało-czerwonych z lewej strony, kropnął też groźnie z dystansu, będąc o włos od przepięknego gola. Tego w końcu zresztą strzelił, z pomocą rumuńskiego przeciwnika. Z każdą minutą coraz lepiej współpracował z Zalewskim, co też istotne - nie obniżył poziomu, trzymał fason do gwizdka. Naprawdę niemal kompletny występ, jak mawia klasyk, zarówno w defensywie, jak i ofensywie.
- Frankowski na plus. Widać doświadczenie, to nie jest przypadek, to chłopak, który jeśli jest zdrowy, gra w wymagającej lidze, jest podstawowym zawodnikiem. To od razu widać, kiedy jest przy piłce, jak się zachowuje, wręcz bije od niego pewność siebie - podkreślił Jan Urban.
Na dziś to “Franek” wygrywa rywalizację o plac na lewej obronie. Przynajmniej dopóki nie widać w głównej kadrze Michała Gurgula.
Wiktor Nowak
Ileż dobrego można napisać o tym chłopaku, o absolutnym odkryciu reprezentacji Polski. Chwalą go wszyscy, wszędzie i… nie ma w tym ani grama przesady. Dumny może być trener Mariusz Misiura, który postawił na Nowaka w Zniczu Pruszków i Wiśle Płock, wykreował go do poważnej piłki. Młody pomocnik zanotował wejście do kadry, jakiego dawno nikt nie zanotował. Wszedł i wziął swoje, rozpływa się nad nim Piotr Zieliński, nawet zwykle oszczędny w pochwałach Jan Urban non stop komplementuje zawodnika Slavii Praga.
- Odkryliśmy środkowego pomocnika do reprezentacji. Wiktor radzi sobie znakomicie. Pokazuje bardzo duży potencjał, bardzo dobrą grę. Jest do bronienia, przecinania, do gry kombinacyjnej, do zdobywania przestrzeni. Wydaje się dosyć kompletny. Chłopak dostaje szansę, pokazał się z bardzo dobrej strony. O to w piłce chodzi. Oby takich postaci więcej - mówił po zmiażdżeniu Rumunii.
Trudno się zresztą dziwić, bo Nowak nie zwalnia tempa. Przeciwko Rumunii znów brylował, robił to nawet przy grze 11 na 11. W pierwszej połowie fruwał wręcz nad murawą. Wygrał aż dziesięć pojedynków, kiwał, czyścił, odbierał. Wyglądało, jakby zaraz naprawdę mógł być w dwóch miejscach naraz. Tak, istna maszyna.
- Zastanawiałem się ostatnio, kto jest takim piłkarzem, który wskakiwał do reprezentacji albo z Ekstraklasy albo z klubu niebędącego w TOP-ie i brał ją jako coś swojego. Wchodził z drzwiami, wyważał bramę w sposób imponujący, gdzie nie widać żadnych kompleksów, żadnych deficytów względem kolegów z drużyny - i mam problem, żeby znaleźć gracza. Nowak wchodzi i rozwiązuje dylemat, kto ma występować na jego pozycji w reprezentacji - podsumował na kanale Meczyki Mateusz Święcicki.
Pełna zgoda.
Nicola Zalewski
Zalewski wszedł do grona liderów tej drużyny za Michała Probierza, często był jednym z niewielu lub nawet jedynym pozytywem w mizerii prezentowanej przez biało-czerwonych. Wyglądał momentami jak piłkarz z innej planety, ulepiony z innej gliny niż reszta (poza Zielińskim). Z czasem jednak obniżył loty, mogliśmy mieć do jego gry sporo uwag. Zawsze aktywny, ale także chaotyczny, niedokładny, ze szwankującą odpowiedzialnością za obronę. Nierówna forma klubowa przekładała się na nierówną formę reprezentacyjną. Wzrosła też konkurencja w kadrze: Kamiński, Pietuszewski, Skóraś - wszyscy mogą obsadzić tę pozycję co on. Wszak z Bośnią zaczął na ławce, co niedawno byłoby nie do pomyślenia.
W piątek w końcu zobaczyliśmy najlepszą wersję Zalewskiego. O ile w pierwszej połowie znów brakowało mu precyzji, konkretów, o tyle w drugiej pozamiatał, wycierał rywalami murawę. Kiwał, kreował, strzelał, bawił się piętkami, po prostu, jak napisaliśmy w pomeczowych ocenach, teatr jednego aktora. Dwie asysty (druga formalnie zabrana), mnóstwo efektownych i efektywnych rajdów, wszystko na najwyższym biegu, z polotem, jakością. O to chodzi! Udowodnił, że gdy ma swój dzień, potrafi zafundować nam spektakularny futbol.
Marcin Bułka
Powoli można zamykać dyskusję o “jedynce” reprezentacji Polski na najbliższy czas. Bułka to wielki wygrany całej Ligi Narodów; zanotował trzeci na tym zgrupowaniu udany występ, ba, można go określić cichym bohaterem tego spotkania. Jeszcze przy wyniku 0:0 ratował biało-czerwonych przed golem, kilka razy zatrzymując Rumunów. Pewny, skoncentrowany, z topowym refleksem, odpowiedzialnością. Przynajmniej ten problem kadra zdaje się mieć z głowy. Bułka w pełni na to zapracował.