Napastnik z Premier League zagra dla Polski?! "Rozwiązałby wiele kłopotów"
Przerwa na kadrę dopiero za kilka tygodni, ale już od jakiegoś czasu mówi się o nowym potencjalnym reprezentancie Polski. To napastnik angielskiego Coventry City, Ellis Simms. Ponoć otoczeniu 25-latka zależy na tym, by ten w końcu otrzymał powołanie. Ale czy to w ogóle realne? Bo z tego, że biało-czerwonym potrzebna jest jakościowa “dziewiątka”, zdaje sobie sprawę chyba każdy.
Spekulacje rozpoczęły się od wypowiedzi Piotra Wołosika w jednym z ostatnich podcastów “Ofensywni” w Przeglądzie Sportowym Onet. Dziennikarz zdradził, że Simms, który za sprawą mamy i babci ma polskie pochodzenie, może być coraz bliżej naszej kadry ze względu na nacisk ze strony jego otoczenia. Temat rzekomo nabiera tempa, ale o samym piłkarzu głośno było już zimą - wówczas sytuację prześwietlił Piotr Koźmiński z goal.pl, według którego informacji PZPN jest w kontakcie z Simmsem od 2017 roku. Wtedy jeszcze napastnik nie miał na koncie ani jednego występu w seniorskiej piłce i dopiero podpisywał kontrakt z Evertonem.
Miesiąc później Simms pojawił się na kanale Huberto News na YouTube. Prowadzący przyjechał na stadion Coventry City, by spotkać się z nim i wręczyć mu prezent w postaci koszulki reprezentacji Polski z jego nazwiskiem. Przygotował mu nawet… nieoficjalny kontrakt, poprzez którego podpisanie zawodnik miałby zgodzić się na grę dla biało-czerwonych. Simms docenił gest, ale wprost przyznał, że decyzji w tej sprawie jeszcze nie podjął.
- Polska to dobry kraj do gry, ale mogę grać też dla Anglii i Jamajki. Muszę pomyśleć, na razie nie jestem jeszcze na tym etapie. Dobrze by było najpierw wyrobić polski paszport - przyznał.
Mniej więcej tak sytuacja wyglądała więc pół roku temu. Ale że wrześniowe mecze Ligi Narodów coraz bliżej, to postanowiliśmy Wam sylwetkę napastnika przedstawić.
Skuteczniejszy od angielskich wonderkidów
W latach 2016-2020 pojawiło się kilku ciekawych zawodników ofensywnych, którzy dominowali klasyfikacje strzeleckie w Premier League U-18. Spoglądając wstecz na statystyki z tamtych lat, najbardziej w oczy rzucają się ci, którzy zrobili wielkie kariery - postacie takie jak Folarin Balogun, Cole Palmer, Mason Greenwood czy Jadon Sancho regularnie przewijały się w rankingach. Żaden z nich nie był jednak tak skuteczny jak Ellis Simms. Do imponującej liczby 32 goli strzelonych przez niego w sezonie 2018/19 bardzo długo nikt się nie zbliżył. Dopiero w 2024 roku wynik ten wyrównał 16-letni Chido Obi z Arsenalu, ale nie zmienia to faktu, że w perspektywie tych kilku lat obecny snajper Coventry City był niedościgniony. Był królem tej kategorii wiekowej w Anglii, mimo że grał przeciwko talentom z naprawdę wybitnego pokolenia. Parę razy zdarzyło mu się nawet wystąpić w drużynie z Anthonym Gordonem, który finalnie dość szybko został przeniesiony do starszych roczników.
To pokazuje, że potencjał widać było u niego od samego początku. Debiut w seniorskiej piłce też okazał się być zresztą całkiem udany - gdy w 2020 roku 19-letni Simms trafił na wypożyczenie do trzecioligowego Blackpool, strzelił 10 goli w 22 ligowych występach. Dzięki jego dubletowi przeciwko Oxford United klub był o krok od awansu do Championship, lecz niestety przegrał finał przeciwko Lincoln City (1:2). Jak na ironię, już w tym meczu napastnik nie mógł wystąpić przez kontuzję. Otworzyło mu to natomiast drogę do większej piłki - połowę następnego sezonu spędził w szkockim Hearts, gdzie również był podstawowym zawodnikiem. Zaliczył występ w każdym możliwym meczu, choć nieco gorzej było już ze skutecznością. Siedem goli w 26 spotkaniach to nie jest rezultat powalający na kolana, choć trzeba przyznać, że niektóre trafienia były wyjątkowo ważne. Jak na przykład to z półfinału Pucharu Szkocji przeciwko Hibernian, który “Serca” ostatecznie wygrały 2:1. W meczu o trofeum uległy jednak Rangersom (0:2).
Celticowi też Simms strzelał - 7 maja 2022 roku trafił do siatki w trzeciej minucie ligowego meczu na Celtic Park, dając Hearts prowadzenie. “The Bhoys” wpakowali jednak rywalom cztery gole i sprawili, że ci o ewentualnym urwaniu punktów mogli zapomnieć. Napastnik miał więc momenty i dołożył cegiełkę do niezłego sezonu drużyny, która ostatecznie skończyła ligową kampanię na trzecim miejscu. Był to kolejny solidny wpis do portfolio.
Powrót do Anglii
Przyszedł więc czas na powrót na angielskie boiska, choć już nie do Evertonu. Ówcześnie prowadzący zespół “The Toffees” Frank Lampard nie widział miejsca dla Simmsa w swoim zespole. Zawodnik udał się więc na kolejne wypożyczenie, tym razem do grającego na zapleczu Premier League Sunderlandu. I trzeba przyznać, że był to świetny wybór - na tyle, że po zaledwie jednej rundzie Everton… skrócił wypożyczenie. Simms grał w Sunderlandzie od początku sierpnia do końca grudnia, i choć w międzyczasie stracił miesiąc gry przez kontuzję, to jego forma była bardzo dobra. Szczególnie błyszczeć zaczął po wyleczeniu urazu - w dziewięciu meczach Championship zdobył cztery bramki i zanotował dwie asysty. Po połowie sezonu miał już na koncie siedem trafień.
Everton był natomiast wówczas w fatalnej sytuacji, a złe wyniki i plaga kontuzji sprawiły, że jego celem stała się walka o utrzymanie w elicie. Stery w styczniu przejął Sean Dyche, znany z wieloletniej pracy w Burnley. Szczególnie dotknięta sytuacją była linia ofensywy - z nawracającymi urazami zmagał się Dominic Calvert-Lewin, a Neal Maupay kompletnie nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań. Mniej więcej z tej przyczyny zdecydowano się na powrót Simmsa. Wychowanek akademii “The Toffees” szczególnie drużynie nie pomógł, choć miał jeden moment, który zapadł kibicom w pamięci - w samej końcówce meczu z Chelsea strzelił gola, ustalając wynik na 2:2. Lepszego debiutanckiego trafienia w Premier League nie mógł sobie wyobrazić.
Wejść w buty Gyokeresa
W tamtym momencie oczywistym było, że Simms nie ma w Evertonie szans na regularną grę w pierwszym składzie. Był zaledwie dżokerem, który pojawiał się na boisku dopiero w końcówkach spotkań. Zarówno klub, jak i zawodnik uznali, że to czas na permanentne odejście, szczególnie że na stole pojawiła się atrakcyjna oferta od Coventry City. “Błękitni” mieli jasny cel - znalezienie następcy Viktora Gyokeresa, który po kapitalnym sezonie w Championship odszedł do Sportingu CP. Na Simmsa byli gotowi wyłożyć siedem milionów euro, co władze Evertonu zaakceptowały z pocałowaniem ręki. Tym sposobem snajper zmienił barwy już na stałe, przyjmując na swoje barki sporą presję wejścia w buty gwiazdy.
Gwiazdy, której zdaniem wielu Simms nie był w stanie godnie zastąpić. Już w momencie ogłoszenia transferu pojawiały się krytyczne głosy.
- Przejście z Viktora Gyokeresa na Ellisa Simmsa to ogromny spadek jakości. Simms to napastnik, który po prostu nigdy nie sprawdzi się na poziomie Premier League, co widzieliśmy w zeszłym sezonie w Evertonie. Coventry mogło wprawdzie dobrze wzmocnić skład na innych pozycjach, ale będzie im ciężko powtórzyć wynik z zeszłego sezonu - komentował dziennikarz George Poole.
To w dużej mierze dzięki Gyokeresowi Coventry City zakończyło sezon 2022/23 na piątym miejscu Championship. Finał baraży o Premier League przegrało dopiero po rzutach karnych, więc było niesamowicie blisko awansu. Przed następną kampanią klub sprowadził jeszcze Hajiego Wrighta z Antalyasporu za 11 milionów euro, ale to też nie było wzmocnienie, które budziło optymizm.
Owszem, nie udało się tego świetnego sezonu od razu powtórzyć. “Błękitni” skończyli na dziewiątym miejscu, czyli w środku tabeli, później zwolniony z posady trenera został Mark Robins, którego zastąpił… były opiekun Simmsa, Frank Lampard. I to on wydobył z drużyny to, co najlepsze. Najpierw wyciągnął zespół ze strefy spadkowej aż na piąte miejsce w swoim debiutanckim sezonie, a już w kolejnym rozniósł konkurencję, wygrywając ligę z 95 zdobytymi punktami. Po 25 latach przerwy zespół z Building Society Arena ponownie zawitał w angielskiej elicie. I rozpoczął w niej zmagania w ubiegły piątek, od razu rywalizując z mistrzem - Arsenalem.
Kierunek: Premier League
Teraz celem Coventry City będzie namieszanie w Premier League. O ile Simms nie zdążył jeszcze pokazać, że na ten poziom się nadaje, to już na zapleczu radził sobie całkiem dobrze, biorąc pod uwagę całokształt. Paradoksem jest, że największe postępy poczynił tam właśnie pod wodzą Lamparda, który w Evertonie nie dawał mu szans do gry. W ciągu trzech lat Simms zagrał dla Coventry 145 razy, strzelił 40 goli i zanotował osiem asyst. Dodajmy, że w dwóch z trzech sezonów liczba jego ligowych bramek przewyższała statystykę goli oczekiwanych. W 2023/24 różnica wynosiła 1,75 (13 goli do xG 11,25), a w 2025/26 - 1,39 (13 goli do xG 11,61). W międzyczasie wystąpił drastyczny zjazd formy - nie dość, że Simms w kampanii 2024/25 trafił do siatki tylko sześć razy, to według xG powinien mieć na koncie aż cztery gole więcej. Ale wygląda na to, że po tym falstarcie wyrobił sobie u Lamparda mocniejszą pozycję.
Nie da się ukryć, że wizja gry takiego zawodnika w reprezentacji Polski brzmi bardzo obiecująco. Znacznie bardziej niż w przypadku takiego Alemao, którego obecność w kadrze biało-czerwonych nie zrobiłaby większej sportowej różnicy - Brazylijczyk jest starszy, ma wyraźnie niższy sufit i status w piłce klubowej. W przypadku Simmsa mówimy zaś o 25-letnim napastniku, który duży potencjał pokazywał już na poziomach młodzieżowych i ma jeszcze duże pole do rozwoju. To byłaby bardzo mocna karta w talii Jana Urbana, tym bardziej, że końca dobiega reprezentacyjna kariera Roberta Lewandowskiego. I choć 37-latek jeszcze oficjalnie niczego nie ogłosił, to jesteśmy tego momentu coraz bliżej.
Poza RL9 nie mamy napastnika grającego na tak wysokim poziomie jak Simms. Co więcej, wymiana pokoleniowa na pozycji numer “dziewięć” może nas zaboleć jeszcze bardziej - wystarczy spojrzeć, w jakich momentach kariery są nasi pozostali etatowi snajperzy. 31-letni Krzysztof Piątek odcina kupony w Katarze, 30-letni Adam Buksa ma za sobą słaby sezon w Udinese, z kolei 29-letni Karol Świderski latem wylądował w Widzewie Łódź i od marcowego barażu ze Szwecją nie strzelił ani jednego gola.
Powiedzieć, że nadszedł czas na poszukiwanie następców, to jak nic nie powiedzieć. Jan Urban koniecznie musi poważniej potraktować Mateusza Żukowskiego, Karola Benedyczaka i Karola Czubaka, bo każdy z nich jest obecnie w formie lepszej niż wymienieni starzy wyjadacze. Sam fakt, wśród jakich nazwisk musimy teraz wybierać, pokazuje, że obecność Simmsa mogłaby rozwiązać wiele kłopotów. 25-letni napastnik beniaminka Premier League to wciąż na papierze znacznie więcej niż jego bramkostrzelni rówieśnicy z Ekstraklasy, drugiej Bundesligi czy ligi tureckiej.
Czy Sims zagra kiedyś w polskiej reprezentacji? Tu póki co musimy postawić duży znak zapytania. Ale z ciekawością będziemy śledzić dalsze losy napastnika Coventry.