Nie koronujcie jeszcze tej drużyny. To kolos na glinianych nogach. Przepis na rozczarowanie

Nie koronujcie jeszcze tej drużyny. To kolos na glinianych nogach. Przepis na rozczarowanie
Paparacy / shutterstock
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 14:50
Wskazywana jako najbardziej prawdopodobny triumfator nadchodzących mistrzostw świata Hiszpania ma wszystkie atuty, by tego lata wywalczyć drugą gwiazdkę na swoich trykotach. Jednak kilka elementów pokazuje, że „La Roja” nie jest aż takim faworytem, jak przewidują analityczne komputery.
Serwis Opta, na który powołują się niemal wszyscy, chcąc wskazać głównego pretendenta do zdobycia Pucharu Świata, podaje, że Hiszpanie mają ponad 50 procent szans na awans do ćwierćfinału i prawie 40% na grę w półfinale. Jeśli chodzi o końcowy triumf, superkomputer bardzo skrupulatnie określa szanse Iberyjczyków na 16,1%. To oznacza, że nieco mniej niż co piąta symulacja daje im wygraną na północnoamerykańskich boiskach.
Dalsza część tekstu pod wideo
Analitycy nie mają wątpliwości: Hiszpania powinna namieszać w 48-drużynowym kotle. W przedturniejowych prognozach mistrzowie Europy wyraźnie wyprzedzają innych faworytów, takich jak Francja (13% szans na złoty medal), Anglia (11,2%) czy broniąca tytułu Argentyna (10,4%). Zajęli też pierwsze miejsce w naszym Power Rankingu (TUTAJ).

Liczby powalają

W poprzednim roku oprócz statystyk przemówiła również murawa. Podczas ostatnich zgrupowań Hiszpania raz po raz deklasowała swoich rywali, aplikując im – trochę jak ostatnio Maja Chwalińska – iście tenisowe wyniki w grupie eliminacyjnej (jak na przykład 6:0 w wyjazdowym meczu z Turcją). Liczby są imponujące: pięć zwycięstw w sześciu meczach, 21 bramek zdobytych i zaledwie dwie stracone. Warto też przypomnieć, że Hiszpanie nie przegrali spotkania w regulaminowych 90 minutach od ponad dwóch lat. Ostatni raz pokonała ich Kolumbia w towarzyskim starciu z marca 2024 roku.
Zdominowali poprzedni duży turniej na Starym Kontynencie, bijąc rekordy pod względem strzelonych goli oraz liczby różnych autorów trafień. Zespół udowodnił już, że potrafi wytrzymać presję i zdobywać najwyższe laury, co zdejmuje z niego klątwę drużyny „efektownej, ale nieskutecznej”, która ciążyła na nim podczas poprzednich mundiali.
Na papierze robi to ogromne wrażenie. Jednak analizy nie biorą pod uwagę kilku bardzo ważnych czynników, które zrównałyby ekipę Luisa de la Fuente z poziomem innych pretendentów do tytułu, zamiast stawiać ją w roli ultrafaworyta. Mowa tu o gwiazdach, które dopiero co wracają do gry, kluczowych zawodnikach bez rytmu meczowego czy wreszcie o zaskakujących wyborach przy powołaniach 26 piłkarzy na mundial. Zanim ukoronujemy Hiszpanię, tak jak Yamal samego siebie po strzeleniu gola, zróbmy dwa głębokie wdechy. “Calma, calma”.

Problemy fizyczne liderów

Wszyscy wskazujący na Hiszpanię jako przyszłego mistrza argumentują, że żadna drużyna nie ma tak jakościowych indywidualności. Owszem, ale zawsze przy tego typu turniejach liczy się bieżąca forma. Tak naprawdę, jeśli nie liczyć Fabiana Ruiza, który wygrał Ligę Mistrzów z PSG, oraz Davida Rayi, finalisty LM i mistrza Anglii (który i tak ma nie być pierwszym wyborem selekcjonera), końcówka sezonu była dość skomplikowana dla większości zawodników tej kadry.
Zaczynając od niekwestionowanej gwiazdy – najwięcej będzie się wymagało od kreatywnego Lamine’a Yamala. Tymczasem skrzydłowy Barcelony nie grał od prawie dwóch miesięcy i prawdę mówiąc, trudno zgadnąć, czy 18-latek wróci na pierwsze mecze (podobno ma być gotowy na starcie przeciwko Republice Zielonego Przylądka), a jeśli tak, to w jakiej dyspozycji. Blisko 50 milionów rodaków wstrzymało oddech, gdy schodził z urazem w meczu z Celtą Vigo, i tyleż samo Hiszpanów będzie z napięciem obserwowało jego powrót.
Podobny problem co nastolatek, ma lider na drugim skrzydle, czyli Nico Williams. Piłkarz Athletiku Bilbao także opuścił końcówkę sezonu i dopiero wraca do zdrowia po urazie mięśniowym oraz przewlekłej pubalgii. Mowa więc o dwóch zawodnikach, którzy tak genialnie potrafili rozruszać obie iberyjskie flanki przy okazji europejskiego czempionatu.
To spory kamyk w bucie, ale przecież są też inne. Równie uciążliwe. Duet pomocników, na który liczą fani, czyli Mikel Merino i Martin Zubimendi, odegrał znacznie mniejszą rolę w ostatnich tygodniach gry Arsenalu. Pierwszy z nich, który u Mikela Artety nierzadko występuje jako „dziewiątka”, stracił niemal całą drugą część rozgrywek z powodu kontuzji.
Drugi z kolei nawet nie znalazł się w wyjściowym składzie na finał Ligi Mistrzów. Podobnie zresztą sprawa się ma ze zdobywcą Złotej Piłki. Rodri nawet nie zbliżył się do poziomu sprzed dwóch lat, ponadto wciąż gnębią go problemy fizyczne. Druga linia niesie ze sobą kolejne znaki zapytania. De la Fuente z dużą pewnością siebie postawił na Gaviego, który zaliczył zaledwie dziesięć występów, w dodatku w większości przypadków nieprzekonujących dla kibiców.

Fundament na grząskim gruncie

Szkoleniowiec podjął ponadto bardzo radykalne kroki, wysyłając powołania obrońcom. O ile można zrozumieć brak nominacji dla Deana Huijsena, bardzo nierównego stopera Realu Madryt, o tyle zaskakuje pominięcie Robina Le Normanda, który współtworzył zwycięski duet stoperów podczas EURO. W formacji, w której zgranie i automatyzmy są kluczowe w kontekście długiego turnieju, te decyzje mogą wzbudzać spore wątpliwości.
W kadrze brakuje obrońców formatu dawnych liderów, takich jak Carles Puyol czy Sergio Ramos. Aymeric Laporte I młody Pau Cubarsí świetnie wyprowadzają piłkę, ale miewają problemy z silnymi fizycznie napastnikami grającymi tyłem do bramki – a takich nie brakuje w zestawieniach ekip z Ameryki Południowej czy Afryki.
Spójrzmy jeszcze na atak, gdzie pod nieobecność Álvaro Moraty ciężar zdobywania bramek spada na Mikela Oyarzabala i mającego zaledwie osiem występów w reprezentacji Borję Iglesiasa. Choć ten pierwszy nie zawsze przekonywał, to trzeba mu oddać - od dłuższego czasu w kadrze spisuje się bardzo dobrze. Ostatnie 11 występów to aż 12 goli i sześć asyst. Pytanie, czy teraz potwierdzi jakość na wielkim turnieju.
Od strony sportowej Hiszpania ma system, który w optymalnych warunkach potrafi zniszczyć każdego rywala. Jednak brak liderów defensywnych, problemy zdrowotne kluczowych graczy oraz brak rasowego snajpera na wymagającym turnieju (gdzie do głosu z pewnością dojdą niesprzyjające warunki klimatyczne i męczące podróże między miastami), to idealny przepis na niespodziewane potknięcie w fazie pucharowej.
Sztabowcy w reprezentacji odrzucają wszelkie obiekcje.
Wszyscy zawodnicy będą gotowi na start mistrzostw – upewnia zebranych dziennikarzy selekcjoner. A uwagi dotyczące powołań zbywa za każdym razem jednym zdaniem: – Mam najlepszych piłkarzy na świecie – ucina. Oczywiście trudno się dziwić takiemu podejściu ze strony pracownika hiszpańskiej federacji, który piłkarskimi kadrami zarządza już od ponad 10 lat. Jednak zbyt duża pewność siebie zgubiła już niejedną drużynę. Podobny styl komunikacji przyjęła reprezentacja Francji w 2002 roku, a co się z nią stało, wszyscy dobrze pamiętamy.

Dyskusja

Przeczytaj również