Niebywałe, co on robi z Legią. "Wcześniej to nie było oczywiste"

Niebywałe, co on robi z Legią. "Wcześniej to nie było oczywiste"
Pawel Jaskolka / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 08:20
Określenie "skandynawski kat Legii" pasuje również do Milety Rajovicia. Odkładając jednak te ironiczne uwagi na bok, warto porozmawiać o Nielsie Frederiksenie. Duńczyk znów znalazł sposób na Warszawiaków, co w wypadku poprzednich trenerów Lecha nie było oczywiste.
W trakcie swojej drugiej kadencji Mariusz Rumak z Legią grał raz i przegrał. John van den Brom potyczki miał trzy, każda kończyła się remisem. W drugiej kadencji Macieja Skorży padł remis i jedna wygrana "Kolejorza". Dariusz Żuraw dwa razy wracał z tarczą, trzykrotnie na tarczy. Adam Nawałka zdołał zwyciężyć w jedynym spotkaniu, natomiast Ivan Djurdjević przegrać.
Dalsza część tekstu pod wideo
Sześciu poprzednich trenerów Lecha wykręciło więc bilans 4:4:5. Bez szału, bez tragedii, można powiedzieć średnio. Od czasu, gdy za wyniki odpowiada Niels Frederiksen, w Poznaniu zrobiło się znacznie spokojniej przy okazji ligowych batalii z Legią. Dla wielu zdecydowanie największym i najważniejszym rywalem "Kolejorza".
W niedzielę Duńczyk do listy osiągnięć dołożył drugą deklasację Warszawiaków. Pierwsza miała miejsce przy okazji premierowego spotkania - do przerwy 2:2, po zmianie stron królował Lech, skończyło się na 5:2. Później przyszła pora na zwycięstwo, remis, a po drodze wpadkę w Superpucharze Polski. Bilans wyglądał więc nieźle, ale teraz został znacznie poprawiony. Dzięki ostatniemu 4:0 Frederiksen może pochwalić się aż trzema zwycięstwami w pięciu meczach z Legią.
Z niewieloma rywalami radzi sobie w Polsce lepiej. W tym skromnym gronie są Korona (trzy wygrane, remis), Pogoń Szczecin (cztery wygrane, dwa remisy), Radomiak (dwa zwycięstwa, remis) i Zagłębie Lubin (trzy zwycięstwa, porażka). Wiadomo jednak, że to właśnie wygrane nad Legią smakują najbardziej. Zwłaszcza wtedy, gdy na boisku widoczna jest różnica klas. A tak było w przypadku ostatniej rywalizacji przy Bułgarskiej, co podkreślił choćby Michał Żewłakow. Owszem, Legia długo grała w "dziesiątkę", ale gospodarze byli lepsi w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła.
- Możemy dyskutować, bo ja też bym czerwonej kartki nie dał. Ale trzeba powiedzieć, że Lech był pod każdym względem zdecydowanie lepszy. Gdybyśmy porównali grę każdego zawodnika Legii z piłkarzem Lecha, to nie było po stronie Legii nikogo lepszego niż w Lechu - przyznał dyrektor sportowy stołecznych w rozmowie z CANAL+ Sport.
Te wygrane nad Legią są dla Lecha tym słodsze, że rywala faktycznie bolą, a w Poznaniu utożsamiają święto. Poprzednia wygrana z "Wojskowymi" pchnęła Lecha na pierwsze miejsce w tabeli, natomiast stołecznych oddaliła od trzeciego miejsca na sześć punktów. Obecna zaś umocniła Lecha na pozycji lidera, a Legię skazała na dalszą walkę o utrzymanie. Podopieczni Papszuna nie trafią póki co do strefy spadkowej, ale znów zagląda im ona w oczy.
To też dowód na to, że oba zespoły są na dwóch diametralnie różnych etapach. "Kolejorz" zmierza po trzeci tytuł w ciągu pięciu sezonów, drugi za kadencji Frederiksena

(Lech nie miał dwóch mistrzostw z rzędu od lat 90.). Jest też w drodze po czwarte podium. Legia natomiast w tym samym okresie raz była druga, raz trzecia i... tyle. Coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się w Warszawie nierealne, staje się rzeczywistością. Jeśli mówić o jakieś dominacji na polskim podwórku, to coraz bardziej w wykonaniu Lecha, a nie Legii. Oczywiście pod warunkiem, że "Kolejorz" utrzyma przewagę nad Górnikiem.
Wciąż nie wiadomo, czy Duńczyk zostanie w Poznaniu na kolejny sezon. Względem jego pracy było sporo zarzutów, zwłaszcza jesienią, ale od tamtej pory Frederiksen pokazał, że warsztat ma nieprzypadkowy. Umiejętnie zarządza kadrą, szuka niestandardowych rozwiązań - zrobił przecież sprawnego stopera z Roberta Gumnego, Timothy Ouma wygląda coraz lepiej po niemrawym początku, Mikael Ishak bije własne rekordy, natomiast Ali Gholizadeh wygląda zjawiskowo.
W sezonie pełnym wahań formy Lech wykazuje się największą stabilizacją. To zasługa naprawdę mocnej w warunkach Ekstraklasy drużyny (w końcu zdrowej i grającej na miarę potencjału), lecz deprecjonowanie osiągnięć Frederiksena nie ma większego sensu. W ostatnich pięciu spotkaniach ani jednej porażki nie zanotowały tylko trzy zespoły - Lech, Górnik oraz Raków. Poznaniacy mają przy tym zdecydowanie najlepszy dorobek bramkowy, bo chociaż sami przyjęli pięć ciosów, to wbili aż 13 goli. To 43% całego dorobku Arki, 38% Legii czy 37% Cracovii.
Być może ogólna średnia punktowa nie przynosi Poznaniakom chluby - to wciąż 1,73 - jednak czy to wystarczy, aby określać Lecha (potencjalnym) słabym mistrzem? Bynajmniej. Sztuka odnajdywania się w absolutnym chaosie to wciąż sztuka, a Lech pokazuje, że potrafi grać najlepszy futbol w Polsce. W tym momencie trudno przesądzić o przyszłości duńskiego szkoleniowca, jednak pewnym jest, że przy Bułgarskiej zostawi całą masę kapitalnych wspomnień. Czy w postaci mistrzostwa, czy pojedynczych spotkań.

Dyskusja

Przeczytaj również