Niebywałe, co robi Vinicius. "Nie ma na świecie drugiego takiego"

Niebywałe, co robi Vinicius. "Nie ma na świecie drugiego takiego"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 14:30
Czasami dzieli, czasami frustruje. W fazie pucharowej Ligi Mistrzów jest jednak nie do zatrzymania. “Jak trwoga, to do Viniciusa” - mogą mówić fani Realu Madryt, gdy ich ukochanej drużynie przychodzi rywalizować w kluczowych fazach Champions League.
Pierwszy mecz z Benficą - strzela jedynego gola. Rewanż? Trafia na 2:1 na dziesięć minut przed końcem, aby zamknąć losy dwumeczu. Kolejny sezon i znów widzimy to samo: gdy Liga Mistrzów wkracza w decydujące etapy, Vinicius Junior “dowozi” i zalicza udział przy kluczowych bramkach Realu Madryt. Brazylijczyk nie ma sobie równych w fazie pucharowej Champions League. To jego królestwo.
Dalsza część tekstu pod wideo

Król fazy pucharowej LM

W świadomości dużej części mediów i kibiców utarł się wizerunek Viniciusa jako zawodnika podatnego na prowokacje. Rywale i fani drużyn przeciwnych dobrze o tym wiedzą i regularnie próbują wyprowadzić go z równowagi, również w sposób godny potępienia. On sam niejednokrotnie zagotowywał się w takich sytuacjach. To mogłoby sugerować, że jest zawodnikiem słabym psychicznie i nieradzącym sobie z presją. Co innego mówią jednak liczby. Skrzydłowy Realu Madryt spisuje się najlepiej właśnie wówczas, gdy gra toczy się o najwyższą stawkę.
Liga Mistrzów to królestwo Realu Madryt. W ciągu ostatnich pięciu lat ekipa z Santiago Bernabeu nie walczyła w najlepszej czwórce tylko raz - odpadając w ćwierćfinale ostatniej edycji z Arsenalem. Dwukrotnie wchodziła w tym czasie do finału i go wygrywała. W dwóch pozostałych przypadkach przegrywała z późniejszymi triumfatorami rozgrywek. To drużyna wyznaczająca standardy rywalizacji na europejskiej scenie. Niezależnie od formy w rozgrywkach krajowych, ewentualnych kryzysów czy kontuzji - każdy musi się ich bać. A przede wszystkim bać się Viniciusa.
Brazylijczyk to bowiem niepodważalny król fazy pucharowej Ligi Mistrzów w ostatnich latach. Od momentu, gdy w niej zadebiutował, nikt nie może pochwalić się lepszymi statystykami. Wystąpił już w 20 dwumeczach. W zaledwie dwóch z nich nie zanotował udziału przy ani jednym trafieniu: przegranym półfinale z Chelsea w sezonie 2020/21 oraz przy okazji wyrzucenia Atletico Madryt w 1/8 finału poprzedniej edycji. Łącznie we wspomnianych 20 dwumeczach maczał palce w - uwaga - 27 trafieniach (14 goli, 13 asyst). Robił to też w każdej swojej rywalizacji pół- i finałowej (niezależnie od końcowego rezultatu) począwszy od sezonu 2021/22.
- Obecnie nie ma na świecie żadnego innego piłkarza, który potrafi tak rozstrzygać losy meczów - mówił o nim w 2023 roku Carlo Ancelotti.
Już od dłuższego czasu dobrze wiadomo, że Champions League to jego podwórko. Wspomniane liczby pokazują to dobitnie. Aktualnie nie ma większego specjalisty od “dowożenia” na jej murawach w decydujących momentach. Gdy myślimy o najbardziej pamiętnych występach “Królewskich” w ostatnich latach, “Vini” niemal zawsze odgrywał w nich kluczową rolę. W tej edycji zresztą miał już decydujący wkład przy okazji rywalizacji z Benficą w rundzie play-off. Strzelił jedynego gola pierwszego spotkania, a w rewanżu uspokoił sytuację, zamykając dwumecz bramką na 2:1 (3:1 w dwumeczu) w 80. minucie.

Uosobienie DNA Realu

Gdy trzeba “dowieźć” w LM, Vinicius po prostu nie zawodzi. Niezależnie od tego, jak mocno frustruje i czy przypadkiem nie ma słabszego okresu w innych rozgrywkach. W pewnym sensie stał się uosobieniem niesamowitego “genu Realu”, dzięki któremu niejednokrotnie szokował on w Champions League, gdy sytuacja wydawała się bez wyjścia.
- To DNA tego klubu, tej koszulki. Zawsze wychodzimy na ważne mecze jako piłkarze, którzy wiedzą, jak stawić czoła wyzwaniom - mówił Vinicius po zdobyciu Ligi Mistrzów w 2022 roku, gdy “Los Blancos” musieli odrabiać straty w 1/8, 1/4 i 1/2 finału.
Wówczas “Vini” rozstrzygnął losy finałowego spotkania, strzelając jego jedynego gola. Trafiał też, gdy Real wznosił puchar za wygranie Ligi Mistrzów ostatni raz, w 2024 roku, pokonując Borussię Dortmund. Wszelkie finały to zresztą również jego szczególnie mocna strona. W barwach Madrytczyków zagrał w aż 15 i zanotował w nich udział przy 16 trafieniach. W wieku zaledwie 25 lat zrównał się pod tym względem z najlepszymi zawodnikami “Królewskich”: Cristiano Ronaldo, Karimem Benzemą i Ferencem Puskasem. Co więcej, szybciej tę granicę osiągnął tylko legendarny Węgier.
Vinicius idealnie więc wpisuje się w ten wielki, utytułowany klub. Klub nastawiony na triumfy, trofea i wygrywanie za wszelką cenę, karmiący się gigantyczną presją na największej scenie. Nawet pomimo tego, że ocena jego osoby może dzielić kibiców, nie można mu odebrać jednego: żyje dla wielkich meczów. Tak, jak cały Real.

Nadzieja na starcie z City

Ten sezon nie jest dla Viniciusa specjalnie udany, choć statystyki wyglądają naprawdę nieźle. Już na tym etapie wykręcił double-double z 13 bramkami i 11 asystami. W okresie od października do lutego zaliczył nawet niemal czteromiesięczną passę bez ani jednego gola w lidze, podczas której zanotował w niej zaledwie dwie asysty w 13 kolejnych występach. Pojawiło się w stosunku do niego sporo krytycznych głosów, zwłaszcza w kontekście zwolnienia Xabiego Alonso.
Niemniej, kibice Realu nadzieje w konfrontacji z Manchesterem City będą pokładać zapewne właśnie w Brazylijczyku, zwłaszcza w obliczu absencji Kyliana Mbappe. Bo może i Brazylijczyk nie notuje liczb na poziomie Francuza, ale jeśli chodzi o kluczowe momenty, to właśnie on potrafi dźwigać zespół.
Starcie z “Obywatelami” to wielkie wyzwanie. Już w fazie ligowej wygrali oni zresztą na Bernabeu, więc mają prawo przystąpić do kolejnego starcia z wiarą w ponowne pokonanie 15-krotnych zwycięzców Ligi Mistrzów. Ale no właśnie: Vinicius i Real robili już w niej rzeczy wielkie. Wielokrotnie potrafili zadać kłam czy to przedmeczowym przewidywaniom, czy wszystkim przekonanym, że są już skreśleni w trakcie meczu. Nie można ich lekceważyć i nie można lekceważyć “Viniego”. W City na pewno szykują się na konfrontację z obecnie panującym królem fazy pucharowej Ligi Mistrzów. I muszą ułożyć plan na to, jak go zatrzymać. A to, oczywiście, nie będzie łatwe. Brazylijczyk przeciwko Benfice pokazał już, że egzaminu nie zdają nawet prowokacje poniżej pasa.
Ktoś może powiedzieć: “to tylko wczesna runda, jedynie starcie z rywalem z Portugalii”. Ale to był jego kolejny wielki dwumecz. I zapewne będzie miał takich jeszcze wiele. Bo odgrywanie w nich istotnej roli już od tak długiego czasu, właściwie za każdym razem, nie jest przypadkiem.

Przeczytaj również