Niebywałe, co zrobił Urban. To jest po prostu sabotaż

Niebywałe, co zrobił Urban. To jest po prostu sabotaż
Pawel Andrachiewicz / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
Jeśli coś nie funkcjonuje i decydujesz się na zmianę, a ona przynosi odpowiednie rezultaty, to raczej po kilku dniach nie wracasz do stanu pierwotnego, prawda? Wydaje się to logiczne, ale chyba nie dla selekcjonera reprezentacji Polski.
Jan Urban długo upierał się, że nie chce grać w ustawieniu z czwórką obrońców. W pierwszych 10 spotkaniach swojej kadencji na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski stawiał na trójkę stoperów i wahadła. Początkowo przynosiło to naprawdę niezłe efekty. Biało-czerwoni dwukrotnie zatrzymali Holandię, tracąc w dwumeczu tylko dwa gole, na przestrzeni kilku dni zachowali czyste konta w meczach z Nową Zelandią i Litwą, a w starciu z Finlandią pozwolili rywalowi na wykręcenie wyjątkowo niskiego xG (0,29).
Dalsza część tekstu pod wideo

Defensywny koszmar

Problem w tym, że mowa o wydarzeniach sprzed prawie roku. Potem defensywa reprezentacji coraz mocniej przypominała już szwajcarski ser. Po dwa gole na mecz przeciwko Polsce strzelały Malta, Ukraina i Nigeria, do siatki na Stadionie Narodowym trafiła Albania, a Szwecja zapakowała sześć bramek w dwóch spotkaniach.
Możesz grać dobrze w piłkę, kreować sytuacje, zdobywać bramki, ale jeśli przeciekasz z tyłu, to na dłuższą metę niczego nie osiągniesz. Nie bez powodu mówi się, że budowanie drużyny warto zacząć od obrony. Gdy więc problem biało-czerwonych w tej strefie boiska narastał, coraz głośniej zaczęły wybrzmiewać głosy o przejściu na ustawienie z czwórką obrońców. I nie było to jedynie czcze gadanie oparte na tęsknocie za erą Adama Nawałki. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały po prostu, że taka zmiana powinna się opłacić.
Dlaczego? Ano dlatego, że praktycznie każdy podstawowy defensor reprezentacji na co dzień funkcjonuje w klubie właśnie w ustawieniu z czwórką z tyłu. W barwach FC Porto jako para stoperów świetnie radzą sobie Jakub Kiwior i Jan Bednarek. Co zrobił więc do tej pory selekcjoner? Choćby raz nie dał im zagrać w duecie. Nawet kiedy już zdecydował się na zmianę formacji (o czym za moment), to przesunął Kiwiora na lewą stronę.
Idźmy dalej. Matty Cash? W Aston Villi gra, i to bardzo dobrze, jako prawy obrońca, nie wahadłowy. Sprawdzony ostatnio na lewej stronie Tymoteusz Puchacz? Też funkcjonuje w Sabah w ustawieniu z czwórką z tyłu. Alternatywą dla niego mógłby być Michał Gurgul, ale jego Urban - co jest całkowicie niezrozumiałe - w ogóle nie zaprosił na zgrupowanie.

Z Bośnią zadziałało

Selekcjoner sam komplikuje sobie pracę. Zamiast wykorzystać największe atuty obrońców, których ma do dyspozycji, szuka - przepraszam za wyrażenie - kwadratowych jaj. Zamiast dopasować pomysł i taktykę do materiału, który posiada, na siłę próbuje wpasować piłkarzy w wizję, za którą ślepo podąża.
Kilka dni temu wydawało się już, że Urban po części wyciągnął wnioski. Na mecz z Bośnią w końcu wystawił czwórkę w obronie. Co prawda personalnie znów przekombinował, ale przynajmniej odeszliśmy od kiepsko funkcjonującego tercetu stoperów. I efekt przyszedł błyskawicznie. Pierwszy raz od niemal dokładnie roku biało-czerwoni nie stracili w jakimkolwiek meczu bramki. Pozwolili rywalom na oddanie zaledwie jednego celnego strzału i wykręcenie xG (współczynnik goli oczekiwanych) na mizernym poziomie 0,31. Pod tym ostatnim względem był to drugi najlepszy wynik za kadencji Urbana. Minimalnie lepiej (0,29) było tylko w starciu z Finlandią we wrześniu 2025 roku.
Bośniacy byli w ofensywie bezradni. Marcin Bułka przez większość meczu mógł siedzieć na krzesełku i odpalać grilla. A nie był to wcale rywal, który nie ma argumentów w ofensywie. Wręcz przeciwnie. Kilka dni później Bośnia zapakowała na wyjeździe Rumunii aż cztery gole. Nie tak dawno na mundialu zdobywała bramki w trzech z czterech spotkań, zaskakując Szwajcarię, Kanadę czy zdobywając trzy bramki przeciwko Katarowi. Cytując klasyka - to nie są leszcze, Stefan. A mimo wszystko biało-czerwoni potrafili taki zespół zneutralizować.

Bezsensowny powrót

Co powinien zrobić w takiej sytuacji selekcjoner? Iść w to dalej. Wymienić pojedyncze klocki, odpuścić sobie granie na lewej stronie Kiwiorem, wystawić tam nominalnego lewego obrońcę, być może w końcu dać szansę zgranemu duetowi Bednarek - Kiwior w środku. Wydawało się to tak oczywiste i proste. Tymczasem kilka dni później zobaczyliśmy powrót do wahadeł i trójki stoperów. Puchacz i Cash nie zagrali na swoich nominalnych pozycjach, a do środka wskoczył jeszcze będący w kiepskiej formie Wiśniewski, który dalej “jedzie” chyba na opinii z początku kadencji Urbana.
Efekt wszyscy widzieliśmy. Chociaż fragmentami Polska grała przeciwko Szwecji niezły mecz w kreacji czy ofensywie, to niemal każda akcja gospodarzy pachniała kłopotami. I te oczywiście przyszły. Ekipa “Trzech Korona” strzeliła trzy gole i wygrała mecz. Wykręciła xG na poziomie 2,10, oddała 12 strzałów, z czego sześć celnych. Nawet jeśli pod uwagę trzeba brać fakt, że był to rywal trudniejszy niż Bośnia, grający w dodatku u siebie, to i tak spadek jakości w grze obronnej trzeba zauważyć.
Czy lepiej byłoby w czwórce? Tego już się nie dowiemy, choć Urban, który w najbliższych dniach będzie pewnie grał o swoją posadę, być może błyskawicznie wróci do pomysłu z rywalizacji przeciwko Bośni. Przed nim, i jego podopiecznymi, rewanż z bałkańską ekipą, a wcześniej rywalizacja z Rumunią.

Przeczytaj również