Niedawno 13 mistrzostw z rzędu, teraz… krok od spadku. Drastyczny zjazd hegemona

W latach 2006-2018 choćby raz nie oddali tytułu mistrzowskiego w swoim kraju, regularnie występując też w Lidze Mistrzów i innych europejskich pucharach. Dziś natomiast heroicznie bronią się przed spadkiem. Po dawnej potędze BATE Borysów pozostały jedynie wspomnienia. Tak źle nie było jeszcze… nigdy.
Przez lata uchodzili za wizytówkę białoruskiego futbolu. W Lidze Mistrzów potrafili wygrywać z Bayernem czy Romą, remisowali z Milanem, a najważniejsze klubowe rozgrywki Starego Kontynentu witały ich w progach aż pięciokrotnie. Nigdy nie zrobili w nich furory, choćby raz nie wyszli z grupy, ale już sama obecność w elicie mogła robić wrażenie.
Straszyli potęgi, w kraju nie mieli konkurencji
W pewnym momencie BATE Borysów było marką doskonale rozpoznawalną nie tylko w skali kraju. Nawet kiedy nie udawało się sforsować bram Champions League, to zazwyczaj “Żółto-Niebiescy” meldowali się w Lidze Europy. Choćby w sezonie 2018/19 napędzili tam sporego stracha Arsenalowi, którego w pierwszej odsłonie dwumeczu 1/16 finału ograli u siebie 1:0. Dopiero rewanż na Emirates przechylił szalę awansu na stronę “Kanonierów”.
Mowa o czasach wciąż dobrze pamiętanych, nie o żadnej prehistorii. Bo choć BATE powstało w 1973 roku, to największe sukcesy zaczęło święcić na przełomie XX i XXI wieku. Pierwsze mistrzostwo Białorusi to 1999 rok. Drugie przyszło trzy lata później, a kiedy w 2006 roku ekipa z Borysowa ustrzeliła hat-tricka i powróciła na tron, to nie zeszła z niego przez 13 długich lat, stając się jednym z największych krajowych hegemonów w całej Europie.
Sielanka trwała zatem długo, ale jak pokazała przyszłość - nie mogła trwać wiecznie. Kryzys w BATE zbiegł się w czasie ze śmiercią wieloletniego właściciela, Anatolija Kapskiego, który odszedł w 2018 roku. Stery w klubie przejął wówczas jego 27-letni syn, który pieczę sprawuje do dziś, choć z bardzo marnym skutkiem. BATE wpadło w spiralę problemów na wielu polach i do teraz nie jest w stanie się z nich wygrzebać.
Klub, przez długie lata żyjący jak pączek w maśle głównie przez pokaźne wpływy z gry w europejskich pucharach, nagle - przy pierwszych problemach sportowych - został odcięty od niezbędnego zastrzyku gotówki. Nie pomaga mu też sytuacja polityczna, bo o ile większość klubów białoruskiej ekstraklasy jest dziś w mniejszym lub większym stopniu wspierana finansowo przez państwo, BATE pozostaje w tej kwestii, obok ML Witebsk (czyli aktualnego mistrza kraju) jednym z dwóch wyjątków. Klub otrzymuje jedynie środki na szkolenie młodzieży.
Nie tak dawno pojawił się nawet pomysł, by Białoruś w większym stopniu wspomogła ekipę z Borysowa, ale na zaproponowane warunki nie zgodził się Kapski.
- Byliśmy gotowi rozmawiać o finansowaniu nawet w proporcji 50 na 50. Proponowano, żeby klub stał się w większości państwowy, ale jednocześnie ja miałbym finansować połowę. Powiedzieli: “Nie, albo 51%, albo wcale”. Nie byłem gotowy na taki podział - powiedział właściciel BATE w rozmowie z football.by.
Spadek zagląda w oczy
A jak klub z Borysowa radzi sobie ostatnio sportowo? Małe światełko w tunelu pojawiło się w poprzednim sezonie, bo choć BATE finiszowało na dość kiepskim 10. miejscu w lidze, to jednocześnie wygrało Puchar Białorusi, dokładając do gabloty pierwsze trofeum od 2021 roku. Co istotne - zyskało tym samym szansę na powrót do europejskich pucharów, ale przygoda z Ligą Konferencji, a raczej jej eliminacjami, zakończyła się dość szybko, już po drugim dwumeczu. Ograć udało się jeszcze albańskie AF Elbasani, natomiast zdecydowanie zbyt mocny był szwajcarski Sion (1:1, 0:4).
BATE szybko mogło zatem skupić się tylko na lidze, która gra systemem wiosna-jesień i powoli będzie wkraczała w decydującą fazę. Niektóre drużyny mają za sobą 23 rozegrane kolejki, inne 22 czy 21. “Żółto-Niebiescy” są w tej drugiej grupie, a ich sytuacja wygląda na naprawdę bardzo trudną. Zajmują dopiero 14. miejsce, które oznacza grę w barażach o utrzymanie. Do bezpiecznej strefy tracą trzy oczka, muszą natomiast oglądać się też za plecy, by nie spaść bezpośrednio, bo Dniapro Mohylew i Naftan Nowopołock zgromadziły kolejno dwa i cztery punkty mniej.
Przed BATE osiem meczów prawdy i jednocześnie osiem szans, by uchronić się przed potencjalnie najgorszym sezonem w nowożytnej historii klubu. Od kiedy gra on na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, finiszował najniżej na 10. lokacie, co miało miejsce przed niespełna rokiem. Kryzys przybiera zatem na sile z sezonu na sezon. Dosłownie.
- 2019 - 2. miejsce,
- 2020 - 2. miejsce,
- 2021 - 2. miejsce,
- 2022 - 3. miejsce,
- 2023 - 5. miejsce,
- 2024 - 8. miejsce,
- 2025 - 10. miejsce.
- 2026 - 14. miejsce na osiem meczów przed końcem.
Zmiana nie pomogła. Czas na kolejną?
Kto wie, czy za moment BATE nie będzie próbowało ratować się jakimś efektem nowej miotły na stanowisku trenerskim, bo pracujący od czerwca Witalij Rogożkin póki co spisuje się po prostu fatalnie. W 16 meczach pod jego wodzą drużyna wykręciła średnią… 1,06 punktu na mecz. Dla porównania - poprzedni szkoleniowiec, czyli Artem Kontsevoy, punktował na poziomie 1,59 przez pełny rok. Został zwolniony po 11 kolejkach, gdy drużyna była dokładnie na tym samym, 14. miejscu. Wtedy jednak bardzo regularnie remisowała. Teraz coraz częściej przegrywa.
Po dawnej potędze w Borysowie nie ma zatem już praktycznie śladu. Klub, który kilka czy kilkanaście lat temu wygrywał z Arsenalem i Bayernem, dziś ogląda plecy takich zespołów jak Sławija Mozyrz, Baranovici czy Biełszyna. Jego naprawdę ładny stadion, otwarty w 2014 roku i mogący pomieścić ponad 13 tysięcy osób, świeci pustkami, co też nie pomaga. Ani sportowo, ani finansowo. Ostatnie domowe starcie z trybun oglądało dwa i pół tysiąca osób. A bywało nawet gorzej.
Jest źle, a za moment może być jeszcze gorzej. Widmo degradacji coraz mocniej zagląda w oczy najbardziej utytułowanego klubu w historii Białorusi.