Tak gra najlepszy piłkarz świata. "Zyskał dodatkowe głosy"

Tak gra najlepszy piłkarz świata. "Zyskał dodatkowe głosy"
France Football
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Gwiezdne wojny na Wembley. Hitowe starcie Anglii z Hiszpanią w pierwszej kolejce Ligi Narodów nie tylko spełniło oczekiwania, ale wręcz je przerosło. Dla kibiców to była 90-minutowa wycieczka w wesołym miasteczku, gdzie główną atrakcję stanowił futbol na najwyższym poziomie.
Dla takich meczów stworzono Ligę Narodów. Jako Polacy oczywiście żyjemy głównie potyczkami z Bośnią czy zaraz ze Szwecją, ale prawdziwa gra toczy się w najwyższej dywizji, gdzie giganci wytaczają najcięższe działa. Mecz Anglia - Hiszpania był dosłownie wszystkim, za co można pokochać futbol. Obie drużyny grały maksymalnie ofensywnie, nie miały biegu wstecznego, na pierwszy plan wysunęły się wyłącznie gwiazdy ataku. Były piękne akcje, spektakularne pomyłki i zwroty akcji. A na koniec wygrali lepsi, czyli Lamine Yamal i spółka.
Dalsza część tekstu pod wideo

Mecz-marzenie

Trzęsienie ziemi, a potem jeszcze rosnące napięcie. Kto się spóźnił na mecz, ten gapa, ponieważ Hiszpanie początkowo na nikogo nie czekali. Yamal już w 104. sekundzie otworzył wynik, wykorzystując fatalny błąd Marca Guehiego. Został autorem trzeciego najszybciej strzelonego gola Anglii na Wembley w historii.
Po strzelonym golu Hiszpania nie potrafiła ostudzić gry, utrzymać kontroli i wyciszyć emocji. “La Roja” wdała się w taki piłkarski ping pong, gdzie akcje szły od jednego pola karnego do drugiego, często bez większego udziału linii pomocy. Thomas Tuchel mógł powiedzieć pod nosem: “W to mi graj”. Nie da się bowiem skutecznie bronić w fazach przejściowych, mając naprzeciw siebie Bellinghama, Kane’a, Gordona, Sakę i resztę ferajny.
“Synowie Albionu” dokonali czegoś wyjątkowego, ponieważ znaleźli sposób na skruszenie dotychczas nietykalnej defensywy. Hiszpania po raz pierwszy od 2018 roku straciła dwie bramki w pierwszej połowie w meczu o punkty. Mało tego, w odstępie czterech minut wpuściła dwa razy więcej goli niż przez całe mistrzostwa świata. Oczywiście, że prestiż Ligi Narodów nijak się ma do mundialu, więc poziom koncentracji Cubarsiego, Laporte’a czy Cucurelli raczej był niższy. Mimo wszystko byliśmy świadkami czegoś niecodziennego. Dopiero po przerwie wszystko wróciło do względnej normy.
W przypadku Hiszpanii musi imponować to, że potrafi dostosować się do praktycznie każdych warunków. Na mundialu do perfekcji opanowała operowanie na niskich wynikach, ani przez minutę nie musiała gonić wyniku na turnieju. Teraz pokazała, że potrafi też w remontady. Przetrwała trudny moment, mogła przegrywać nawet 1:3, gdyby Kane wykorzystał karnego. Po pudle snajpera Bayernu momentum się odwróciło. Mistrzowie świata zaczęli grać po swojemu, klepać, zamęczać rywalami dziesiątkami, jeśli nie setkami krótkich i perfekcyjnie wymierzonych podań. Kiedy już odzyskali prowadzenie i tkali kolejny atak pozycyjny, na Wembley poniosło się głośne “Ole, ole, ole”. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak frustrujące musiało to być dla podopiecznych Tuchela.

Pojedynek najlepszych

Obserwując ten mecz, świat skupiał szczególną uwagę na Kane’ie i Yamalu. W końcu do niedzieli włącznie można oddawać głosy w plebiscycie Złotej Piłki. Nie znamy naturalnie zwyczajów elektorów, nie wiemy, czy zwlekają z obowiązkiem do ostatniej chwili. Można założyć, że niektórzy chcieli obejrzeć ten mecz i dopiero podjąć decyzję odnośnie wyboru najlepszego piłkarza świata. Sami zainteresowani już od kilku tygodni prowadzą własne kampanie.
- Każdy, kto ogląda mecze, wie, jakie są moje argumenty, jeśli chodzi o Złotą Piłkę. Kiedy myślę o tej nagrodzie, do głowy przychodzą mi tacy zawodnicy, jak Messi, Ronaldinho. Piłkarze, którzy wywołują uśmiech na twarzach kibiców. Moim zdaniem Złota Piłka nie ma nic wspólnego z liczbą goli. To nagroda dla najlepszego gracza. Dla tego, dla którego włącza się mecze - mówił Yamal na łamach L’Equipe.
- Po takim sezonie myślę, że to moja najlepsza szansa w karierze na zdobycie Złotej Piłki. Dokonałem wielu wspaniałych rzeczy, jestem dumny z tego, ile osiągnąłem w Bayernie i reprezentacji. Ostatecznie o wszystkim zdecydują ludzie. Byłbym dumny, gdyby mi się udało - odpowiedział Kane.
Obaj zrobili swoje, ponieważ trafili do siatki. Ich liczby są spektakularne, w ostatnich siedmiu występach Yamal zanotował dziewięć goli i sześć asyst, a Kane siedem trafień i dwie asysty. Anglik całościowo nie rozegrał jednak najlepszych zawodów. Zmarnował karnego, zwolnił kilka akcji, był nieco ospały. Chociaż to też świadczy o jego klasie, że zdobyta bramka to za mało, aby mówić o doskonałym występie. Na co dzień poprzeczkę ma zawieszoną jeszcze wyżej.
Przy Yamalu można postawić minusik za pudło z 60. minuty, aczkolwiek poza tym jednym błędem zagrał spektakularnie. Powinien mieć dwie asysty, ale z jego podań nie skorzystali Olmo i Ferran. Do tego cały czas harował w defensywie, ubezpieczając Pubilla na swojej flance. To był występ dojrzały, odpowiedzialny i piekielnie jakościowy. Szalone, że piłkarz z takim doświadczeniem wciąż jest nastolatkiem. Jeśli ktoś miał zyskać po tym meczu dodatkowe głosy w plebiscycie France Football, to właśnie Lamine. Być może tak gra najlepszy piłkarz świata.

Negatywny bohater

Pozachwycaliśmy się, więc trzeba troszkę ponarzekać. A akurat w tym spotkaniu bardzo łatwo było znaleźć postać odstającą od całej reszty. Ferran Torres zaprezentował się z najgorszej możliwej strony. Dwa razy stanął oko w oko z Jamesem Traffordem, miał piłkę idealnie ustawioną na wiodącej prawej nodze i dwukrotnie nie zdołał trafić do siatki. Kibice Barcelony mogli łapać się za głowy, mając flashbacki z poprzedniego sezonu, kiedy napastnikowi przytrafiła się seria trzech bitych miesięcy bez gola.
Posucha Ferrana poszła w niepamięć, kiedy zdobył bramkę na wagę mistrzostwa świata. Po transferze do PSG też strzelał jak natchniony, w sześciu poprzednich meczach zebrał siedem bramek. To bez wątpienia jakościowy napastnik, którego największą zaletą jest łatwość w dochodzeniu do dogodnych sytuacji. Problem polega na tym, że rządzi nim prawo serii. Kiedy jest w formie, skończy wszystko. Gdy nie ma swojego dnia, może dostać wszystkie piłki tego świata i raz po raz je zmarnuje.
Nikogo nie mogła zdziwić decyzja o dość szybkich zmianach Torresa i Nico Williamsa na Mikela Oyarzabala i Alexa Baenę. Selekcjoner wrócił do ustawień fabrycznych, wpuszczając zawodników, którzy na mundialu zwykle grali od pierwszej minuty. I to właśnie oni odmienili losy spotkania. Baena najpierw ładnym strzałem doprowadził do remisu, a następnie posłał asystę do Oyarzabala na 3:2. De la Fuente znowu pokazał, że ma nosa i właściwie wszystko, czego dotknie, zamienia się w złoto.
Hiszpania pod wodzą De la Fuente wygrała 40 z 50 meczów. Fabian Ruiz formalnie jeszcze nie zaznał smaku porażki w barwach narodowych (przegrany po karnych ubiegłoroczny finał Ligi Narodów jest zaliczany do statystyk jako remis). Oyarzabal w ostatnich 20 występach dla kadry wykręcił 25 G/A. Można tak iść nazwisko po nazwisku i jedynie mnożyć pochwały. Wniosek jest jeden, patrzymy na najlepszą reprezentację świata, która zdobyła już wszystko, a chce jeszcze więcej.

Dyskusja

Przeczytaj również