Niesamowite, co zrobił Arbeloa. W czasach Alonso nie do pomyślenia
Alvaro Arbeloa wyprowadza Real Madryt z głębokiej doliny. Zespół jest na fali, wyniki zaczynają się zgadzać, a hiszpańska prasa już zestawia pracę trenera z boskim stworzeniem. Sprawdza się cytat Marcelo, który powiedział, że “Królewscy” zawsze wracają. Zawsze.
- Co za zmiana. Arbeloa sprawił, że wszyscy piłkarze wyglądają lepiej. Real pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie - ocenił Josep Pedrerol po ostatnim triumfie “Los Blancos” nad Villarrealem.
Real Madryt odniósł na Estadio de la Ceramica dość gładkie zwycięstwo 2:0. Wynik może nie był zbyt wysoki, ale przebieg rywalizacji pokazywał ogromną różnicę dzielącą podopiecznych Marcelino i Arbeloi. “Królewscy” kontrolowali grę, wytrącili rywalom wszelkie atuty, pozwolili im oddać zaledwie jeden celny strzał. Komplet punktów przez jeden dzień pozwolił nawet “Los Blancos” umościć się na fotelu lidera. Barcelona odzyskała później pierwsze miejsce, ale widać już, że wyścig o mistrzostwo może nabrać rumieńców. A nie zapowiadało się na to w końcowej fazie kadencji Xabiego Alonso.
Uciszyć gwizdy
Objęcie przez Arbeloę pierwszej drużyny Realu to definicja wrzucenia kogoś na głęboką wodę. 43-latek nigdy wcześniej nie prowadził seniorów, a musiał zapanować nad kompletnie rozbitym zespołem. Porażka z Barceloną w Superpucharze Hiszpanii pokazała, co Xabi zbudował przez pół roku, a właściwie czego nie zrobił. Poprzedni trener nie trafił ze swoim przekazem do piłkarzy, nie potrafił zapanować nad Viniciusem, czego obraz mieliśmy w październikowym El Clasico, kiedy Brazylijczyk wybuchł ze złości przy zmianie. Alonso sprawił, że “Los Blancos” podzielili się na dwa obozy - trener vs szatnia. Jego następca sprawił, że wszystkie zainteresowane strony zaczęły pracować na wspólne dobro.
- Będę robił wszystko, aby wydobyć z Viniciusa to, co najlepsze. Będę wymagał, aby inni piłkarze szukali go na boisku. To nieustraszony zawodnik, ma charakter, zawsze bronił klubu. Uosabia to, kim powinien być gracz Realu Madryt. Niewielu udało się osiągnąć to, co on już zrobił i to w tak młodym wieku. Nikt nie powinien zapomnieć o tym, czego Vinicius już dokonał. Jest jednym z nas i tak pozostanie jeszcze przez długi czas - podkreślał Arbeloa na jednej z pierwszych konferencji.
43-latek początkowo mierzył się z dużą krytyką za swoje słowa. Nie brakowało opinii, że jest zbyt miękki, że od razu dał sobie wejść na głowę i będzie tańczył, jak zagrają mu rozbestwieni piłkarze. Wielu jednak zapomniało, że Real to zespół, który nie potrzebuje zamordysty. Madrytczycy odnosili historyczne sukcesy pod wodzą szkoleniowców, którzy byli przyjaciółmi szatni, co potwierdzają przypadki Carlo Ancelottiego czy Zinedine’a Zidane’a. Fanom może się to nie podobać, ale akurat na Santiago Bernabeu to trener musi dostosować się do zawodników, a nie odwrotnie.
W przypadku Arbeloi najtrudniejsze było przetrwanie pierwszych dni. W debiucie jego podopieczni skompromitowali się, odpadając z Pucharu Króla po porażce z Albacete. W następnym meczu kibice na Bernabeu hucznie wygwizdali wszystkich zawodników Realu, ze szczególnym uwzględnieniem Viniciusa i Bellinghama. W tamtym momencie biała część stolicy Hiszpanii przypominała beczkę prochu. Jednak po każdej burzy wschodzi słońce. Jego promienie zaczynają ocieplać atmosferę wokół wicemistrzów Hiszpanii.
Wykorzystać liderów
Dwa ostatnie mecze pokazały, jak ogromny potencjał drzemie w Realu. Czysta jakość zawodników potrafi być czynnikiem decydującym o zwycięstwach. Wystarczy spojrzeć na starcie z AS Monaco, zakończone wynikiem 6:1. “Los Blancos” w większości akcji byli lepsi, szybsi i skuteczniejsi od bezradnych przeciwników. Objęli prowadzenie w piątej minucie, po czym nie zdejmowali nogi z gazu praktycznie do ostatniego gwizdka. W tym czasie zakopano też topór wojenny między piłkarzami i kibicami. Trybuny na Bernabeu zobaczyły, że nie warto marnować energii na wygwizdywanie piłkarzy, którzy mogą sprawić im tyle radości.
Bez wątpienia największym beneficjentem zmiany trenera jest Vinicius. Znów gra z lekkością i finezją, będąc prawdziwym utrapieniem dla rywali. Arbeloa na każdym kroku przypomina, jak dużo Real zawdzięcza temu zawodnikowi. Przypomnijmy, że skrzydłowy strzelał gole w dwóch wygranych finałach Ligi Mistrzów. Spośród Brazylijczyków jedynie Neymar zdobył od niego więcej bramek w Champions League. Od startu sezonu 2018/19 Vini jest najlepszym asystentem w tych rozgrywkach z dorobkiem 25 asyst. W optymalnej formie to jednoosobowa armia w linii ataku.
- Ja też jestem człowiekiem, gwizdy mnie bolały. Nie chcę być wygwizdany, nie czuję się wtedy komfortowo. Wiem, że wymagania są ogromne, bo gram w największym klubie świata. Jestem tu po to, żeby dalej walczyć o ten zespół, grać na maksimum możliwości. Zrobię wszystko dla tych barw - zaznaczał Vinicius po cudownym występie z Monaco. - Dziś zobaczyliśmy to, o czym mówiłem. Kiedy Vinicius jest szczęśliwy, to najbardziej nieprzewidywalny piłkarz. Takiego go potrzebujemy. Bardzo się cieszę z jego występu, zasłużył na to. Uścisk z nim to uścisk całego Madridismo - dodał wówczas trener.
Biegaj i strzelaj
We współczesnych realiach trenerzy często bywają oceniani na podstawie złożoności ich taktyki. Im więcej wypracowanych schematów, tym lepiej. Jednak są drużyny, w których skomplikowane i ustrukturyzowane podejście do każdego rywala z osobna, może w ogóle nie przynieść pożądanych efektów. W Realu serce i wiara naprawdę znaczą więcej niż analityczne oko. Na tym poległ Alonso, który próbował rozebrać futbol na czynniki pierwsze. Tymczasem Arbeloa wrócił do podstaw.
- Nie mogę sprzeciwiać się naturze zawodników. Wręcz przeciwnie, muszę to wykorzystać. Mamy wielu zawodników, którzy dominują przestrzeń, są szybcy i podejmują dobre decyzje, grając na wysokiej intensywności. Chcę wykorzystać atuty drużyny. W tym zespole nie chodzi o zamknięte schematy, a pasję, poświęcenie i charakter. Wciąż mamy nad czym pracować, bo mieliśmy mało sesji treningowych - zaznaczał Arbeloa.
Nie jest też tak, że Arbeloa tylko rzucił zawodnikom piłkę i powiedział: ”Grajcie”. Widać że ma pomysł na zespół, którego celem jest doprowadzenie największych gwiazd do szczytowej formy. Vinicius otrzymał pełną swobodę na lewym skrzydle. Prawa flanka ma być zagospodarowana przez Franco Mastantuono, któremu brakuje liczb, chociaż trudno mieć większe zarzuty do samej gry. Ważnym punktem jest też chęć posiadania kreatywnych zawodników na całej szerokości boiska. Przeciwko Monaco rewelacyjnie sprawdził się system z Valverde i Camavingą w roli bocznych obrońców. Tchouameni cofał się do linii stoperów, zostawiając w środku pola więcej miejsca Bellinghamowi i Gulerowi. I to wystarczyło do odniesienia spektakularnego zwycięstwa. Nie chodzi bowiem o to, aby nauczyć zawodników gry w piłkę. Wystarczy pozwolić im wyrazić siebie.
- Xabi to niesamowity trener, co pokazał w Bayerze. Ale w Realu Madryt musisz być nie tylko trenerem, a bardziej menedżerem, który zarządza ego w szatni. To ważniejsze niż nowinki taktyczne. Masz do dyspozycji gwiazdy, które potrafią w mgnieniu oka odmienić losy meczu. Trzeba mieć do nich odpowiednie podejście - zaznaczył Gareth Bale, ekspert TNT Sports. - Arbeloa ewidentnie buduje większą pewność siebie u zawodników. Przeciwko Villarrealowi zespół zaprezentował bardzo wysoki poziom motywacji. Od pierwszej do ostatniej minuty byli zintegrowani, krocząc w jednym kierunku. Tego brakowało za czasów Xabiego - wtórował Jorge Valdano na antenie Movistar.
- W zaledwie 12 dni Arbeloa odbudował rozbitą szatnię. Tylko Bóg potrzebował mniej czasu, aby wszystko stworzyć. Przez lata największą tajemnicą świata była formuła Coca-Coli, ściśle strzeżona receptura. Real Madryt po zwycięstwie nad Villarrealem odkrył coś przeciwnego. Nie potrzebuje żadnych sekretów, bo czasem najprostsze podejście jest najskuteczniejsze. Wystarczy bronić, biegać i strzelać. Piłkarskie abecadło przynosi efekty - dodał poetycko Joel Del Rio z dziennika Marca.
Oczywiście projekt Arbeloi znajduje się na wczesnym etapie, wciąż jest pole do rozwoju. Ale dwa tygodnie wystarczyły, aby dostrzec spore różnice względem działań poprzednika. Zawodnicy Realu cieszą się grą, pokazują większą swobodę, nie są już zamknięci w szczelnych strukturach taktyki. Czas pokaże, czy już w tym sezonie wystarczy to do odniesienia namacalnych sukcesów. Ale nikogo nie powinno zdziwić, jeśli kibice, którzy w styczniu gwizdali na Bernabeu, w maju będą celebrować trofea.