Niewiarygodne, co zrobił gwiazdor Lecha. "Nikt tego nie zakładał"
Jeśli ktoś jeszcze zastanawiał się, czy Mikael Ishak należy do absolutnej czołówki napastników grających kiedykolwiek w Polsce, to minionej nocy stracił kolejny argument. W europejskich pucharach nasze kluby nie doczekały się skuteczniejszego zawodnika. Wynik Szweda robi kolosalne wrażenie i stanowi podsumowanie kapitalnego sezonu.
Kiedy Mikael Ishak przyjeżdżał do Poznania, nikt nie zakładał, że przerodzi się w klubową legendę. Po przeszło pięciu latach nie ma wątpliwości, że Szwed doczekał tego statusu. Rozdaje się go za rzeczy znacznie mniejsze, a w wypadku 32-latka nie brakuje zasług stanowiących bardzo solidne uzasadnienie. Dwa (trzy?) mistrzostwa, tytuł (dwa?) króla strzelców, miano trzeciego najskuteczniejszego zawodnika w historii Lecha.
Ishak ma na koncie 118 goli, 14 mniej niż drugi Piotr Reiss i 79 niż Teodor Anioła. Tego drugiego nie przeskoczy, ale pierwszego ma właściwie w garści. Wydaje się, że brakuje siły, która byłaby w stanie powstrzymać Szweda przed wkroczeniem na pozycję wicelidera. Pokonanie Reissa jest tym bardziej prawdopodobne, że "Papa" nie zwalnia tempa. Bieżący sezon okazał się dla niego najlepszym w barwach "Kolejorza", a do końca zmagań zostało dziewięć spotkań w Ekstraklasie. Doświadczony napastnik śrubuje więc rekord indywidualny, a przy okazji - trochę od niechcenia - zapisuje się w historii polskiej piłki.
Z Szachtarem Ishak zdobył dwie bramki, dzięki czemu z nawiązką zdetronizował Włodzimierza Lubańskiego. To nie legenda Górnika Zabrze, ale właśnie Ishak jest najlepszym strzelcem w historii występów polskich klubów w europejskich pucharach. Łączny dorobek Szweda: 31 trafień. A przy tym absolutnie nie można, nie wypada powiedzieć, że to wyłącznie efekt gry z drużynami wątpliwej jakości.
Na rozkładzie kapitana Poznaniaków są: Villarreal, Austria Wiedeń, Bodo/Glimt, Rapid Wiedeń, Lincoln, Mainz, Sigma Ołomuniec, Szachtar, Dinamo Batumi, Vikingur, Dudelange, Valmiera, Apollon Limassol, Karabach, Breidablik, Crvena, Benfica i Standard Liege. Odbieranie mu zasług i umniejszanie rekordowi to w moim przekonaniu działanie bezcelowe. Przecież Lubański też nie strzelał tylko Marsylii i Manchesterowi United, ale wykręcał wynik na Sliemie Wanderers, Lewskim Sofia, Aalborgu czy AIK-u. W dodatku tamten Górnik miał inny status i poziom niż aktualny Lech (co, skądinąd, było zasługą między innymi Lubańskiego).
"Papa" to postać fundamentalna dla Lecha na właściwie każdym etapie rozgrywek. Zdarzają mu się mecze słabsze, a najbardziej krytyczni kibice bez trudu znajdą podstawy do kwestionowania formy lidera, ale taki status - poza jednym, wyjątkowo trudnym sezonem, w którym Szwed walczył nie tylko z rywalami na boisku, ale i własnym zdrowiem - nigdy nie utrzymał się na dłużej. Dla Lecha w Ekstraklasie Szwed zdobył 86 bramek, w eliminacjach europejskich pucharów 13, w Lidze Europy pięć, w Lidze Konferencji 13. W tych ostatnich rozgrywkach zajmuje pierwsze miejsce w tabeli wszech czasów. Plecy oglądają między innymi Vangelis Pavlidis i Arthur Cabral.
Napastnika zaczynają też coraz bardziej dostrzegać w ojczyźnie. Znów nieco paradoksalnie, biorąc pod uwagę wiek, ale już całkowicie logicznie, patrząc na dyspozycję. Ishak tylko siedem razy wystąpił w narodowych barwach, a ostatnio w 2022 roku. Teraz wypada go umieścić na przynajmniej szerokiej liście kadrowiczów. Viktor Gyokeres ma niepodważalny status, ale Alexander Isak wciąż nie wykaraskał się z kontuzji.
W tym świetle "Papa" wypada kapitalnie. Nie gra rzecz jasna w najmocniejszej lidze świata, ale też nie róbmy z Ekstraklasy pośmiewiska w zestawieniu z 2. Bundesligą lub ligą belgijską, gdzie występują Isac Lidberg i Gustaf Nilsson. Obaj dostali szansę w listopadowym spotkaniu ze Słowenią, Ishaka nie było nawet na ławce. Obaj nie mają też żadnego podjazdu do formy 32-latka. Łącznie strzelili 13 goli, a właściwie Lidberg strzelił, bo Nilsson nie może doczekać się otworzenia konta.
Ishak natomiast do 28 bramek dołożył w tym sezonie siedem asyst. To, uwaga, jeden z najlepszych wyników w historii szwedzkiego futbolu, biorąc pod uwagę liczby z jednej kampanii. Kapitan Lecha zajmuje 28. miejsce, ale wyprzedzają go jedynie Zlatan Ibrahimović, Henrik Larssson, Ove Kindvall, Marcus Berg, Mats Magnusson, Markus Rosenberg, Jesper Karlsson, Gunnar Andersson, Gunnar Nordahl, Emil Hansson i wspomniany już Gyokeres. Do detronizacji czterech z nich potrzebuje jeszcze bezpośredniego udziału w trzech zdobytych bramkach. To powinna być formalność.
Szkoda więc, naprawdę szkoda, że tak wielki wieczór dla Ishaka przyszedł w słodko-gorzkim meczu z Szachtarem. Meczu stanowiącym kwintesencję cegły spadającej na głowę w drewnianym kościele. Bo jak inaczej określić starcie, w którym o losach przesądza samobój Joao Moutinho rozgrywającego akurat najlepsze spotkanie od momentu transferu na Bułgarską?