Niewiarygodne, co zrobił piłkarz Lecha Poznań. "Jak odpowiadać, to właśnie tak"

To dziś najlepszy piłkarz Ekstraklasy. Kosmiczny poziom
Mikołaj Barbanell / shutterstock
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 10:31
Mamy dopiero końcówkę października, a Pablo Rodriguez już przebił w najważniejszych liczbach swoje wyczyny z poprzedniego sezonu. Hiszpański pomocnik jest w iście wybitnej formie, na czym regularnie korzysta poznański Lech.
Pablo Rodriguez początki w stolicy Wielkopolski miał dość trudne. Nie przydał się szczególnie w walce o Ligę Mistrzów i Ligę Europy, gdy Lech dostawał bolesne lekcje od Crvenej zvezdy oraz Genku. Początkowo nie błyszczał też na krajowym podwórku, częściej pełniąc rolę zmiennika. Lepsze występy przyszły z czasem, choć w zasadzie cały pierwszy sezon spędzony przy Bułgarskiej był dla wychowanka Realu Madryt prawdziwą sinusoidą.
Dalsza część tekstu pod wideo

Dwie twarze

Z jednej strony od razu widać było, że nie jest to piłkarz z przypadku. Gdy miał akurat dobry dzień, potrafił błyszczeć. Dobra technika, ciąg na bramkę, przegląd pola. Jeśli czymś irytował, to przede wszystkim kiepską skutecznością. Zdarzały mu się mecze, gdy marnował sytuację za sytuacją. Do głowy przychodzi tu od razu starcie w Gliwicach. Lech przegrał 0:1, choć stworzył sobie mnóstwo dobrych okazji. Sam Rodriguez oddał cztery strzały i wypracował xG na poziomie 1,25. Powinien mieć więc na koncie przynajmniej jedną bramką, a kończył spotkanie z zerem na koncie.
- Pablo Rodriguez uznał, że zemści się na kolegach, którzy zepsuli trzy okazje po jego podaniach i sam zepsuje trzy - pisał wówczas na X dziennikarz Meczyki.pl, Mateusz Rokuszewski.
Nawet tamten mecz pokazał dwie twarze Hiszpana. Bo choć owszem, zawodziła skuteczność, to jednocześnie nikt nie stwarzał kolegom lepszych okazji. Z twórczego chaosu, który oferuje, potrafią rodzić się naprawdę różne rzeczy. Nie tylko na samym boisku.
Chyba żaden zawodnik Lecha nie budził w poprzednim sezonie tak skrajnych emocji. Niektórzy uważali go za transferowego flopa i domagali się odsunięcia od jedenastki, inni dostrzegali niewątpliwie ogromny, choć jeszcze nie do końca uwolniony potencjał. Ostatecznie Rodriguez kończył rozgrywki z bilansem czterech goli i pięciu asyst w 42 rozegranych meczach. Nie były to zdecydowanie liczby rzucające na kolana.
- Szczerze mówiąc, nie zmieniłem nic w swojej grze. Zawsze pracowałem tak samo. Miałem natomiast pewne problemy rodzinne przez kilka miesięcy, coś, czego wcześniej nie doświadczyłem. Spodziewałem się, że wszystko będzie łatwiejsze po przyjeździe tutaj, ale życie nie zawsze tak wygląda. Z czasem moja głowa się otworzyła i wszystko zaczęło funkcjonować lepiej - mówił Hiszpan pod koniec poprzedniego sezonu w rozmowie z TVP Sport.

Krnąbrny, ale świetny

Przełom przyszedł na początku trwającej obecnie kampanii. Rodriguez zaczął od trafienia w meczu o Superpuchar Polski, potem przez kilka tygodni naprawdę dobre mecze mieszał jeszcze z nieco słabszymi, ale w końcu ustabilizował formę na bardzo wysokim poziomie. Chociaż jeszcze kilka tygodni temu nie brakowało głosów, że Hiszpan nie powinien grać jako “dziesiątka”, tylko niżej, nawet w roli tego najbardziej ofensywnego pomocnika wychowanek Realu radzi sobie ostatnio kapitalnie.
Samego siebie Rodriguez przeszedł w minioną niedzielę, gdy w meczu z Koroną Kielce miał udział przy… pięciu golach. Sam dwa razy trafił do siatki, dorzucił do tego trzy asysty przy bramkach kolegów. Niemal wszystko, czego dotknął, zamieniał w złoto. Obserwowaliśmy jeden z najlepszych indywidualnych występów w nowożytnej historii Ekstraklasy. Telewizory przez okno wyrzucali tylko ci, którzy przed startem kolejki sprzedali Hiszpana w grze Fantasy Ekstraklasa. Bo przecież kilka dni wcześniej Rodriguez poróżnił się z trenerem i trudno było przewidzieć, czy z Koroną w ogóle zagra od pierwszej minuty.
Taki splot zdarzeń doskonale pokazuje, z kim mamy do czynienia. To kolorowy ptak. Świetny piłkarz, ale też człowiek, z którym nie ma nudy. Wspomniany konflikt z trenerem, o ile tak można to nazwać, według medialnych doniesień miał wziąć się przez kolejne spóźnienie Hiszpana na drużynową zbiórkę. Pomocnik Lecha “za karę” nie zagrał od początku z Bayerem Leverkusen w Lidze Europy, choć sam był ponoć na decyzję szkoleniowca wściekły. Jeszcze przed spotkaniem usunął z mediów społecznościowych część treści związanych z poznańskim klubem, był też nieszczególnie zaangażowany w rozgrzewkę podczas meczu z “Aptekarzami”.
Kilka dni później wrócił do łask i niemal w pojedynkę rozniósł w pył Koronę. Jak odpowiadać na krytykę i zamieszanie wokół swojej osoby, to najlepiej w taki sposób.

Niecodzienne nawyki działają

Rodriguez już teraz, a mamy dopiero końcówkę października, wyraźnie przebił swoje liczby z poprzedniego sezonu. Na koncie ma osiem goli i osiem asyst we wszystkich rozgrywkach, w samej Ekstraklasie to bilans sześć plus sześć. Hiszpan otwiera klasyfikację kanadyjską ex aequo z Bartoszem Nowakiem (ale ten dwie bramki dorzucił z rzutów karnych). Gdy pewnie wszyscy spodziewali się, że to wykupiony latem za duże pieniądze Luis Palma będzie motorem napędowym “Kolejorza”, sprawy w swoje ręce wzięli przede wszystkim Rodriguez i świetnie współpracujący z nim Patrik Walemark.
Hiszpan w końcu zaczyna w pełni przekonywać do siebie sympatyków Lecha. Jeśli będzie tak grał, ci na pewno wybaczą mu mniejsze lub większe występki. Gdy nie zgadzała się forma, Rodriguez - choć niesłusznie - obrywał nawet za swoje niecodzienne przyzwyczajenia i rytuały. A wspomnieć o nich warto, bo są kolejnym dowodem na oryginalność pomocnika “Kolejorza”. Rano, nawet podczas srogiej zimy, wychodzi na dwór bez koszulki, w ten sposób hartując swój organizm. Przed meczami regularnie przechadza się też po murawie boso, poza tym zakłada okulary blokujące niebieskie światło, ma prywatnego fizjoterapeutę i dietetyka, całkowicie zrezygnował ze spożywania cukru. Gdy przeprowadzał się do Poznania, zabrał ze sobą praktycznie całą siłownię.
Jedno jest więc pewne - z Rodriguezem nie można się nudzić. Hiszpan regularnie dostarcza wrażeń. Czy to na murawie, czy poza nią.

Dyskusja

Przeczytaj również