Nowa era w słynnym klubie. Euforia po zmianie właściciela i znakomite wyniki
Od lat uważany jest za tego uboższego sąsiada, który może pomarzyć o sukcesach bogacza zza miedzy. Espanyol chce wreszcie wyjść z cienia FC Barcelony. Pomóc ma mu w tym nowy, uwielbiany przez kibiców właściciel i trener, który wcześniej kierował, ale lokalnymi autobusami. Z tym duetem nawet sukces w derbach staje się realny.
Kibice na Cornella-El Prat przez dziesięciolecia przyzwyczaili się do swojego miejsca w piłkarskim układzie pokarmowym. Co jakiś czas ich ulubieńcy mogli sprawić sensację, ale wiedzieli, że palma pierwszeństwa z góry przypisana została ich lokalnym, aczkolwiek globalnym rywalom. Espanyol nigdy nie sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii i choć ma na koncie inne sukcesy, w tym cztery Puchary Króla, fani “Papużek” musieli przełknąć wiele gorzkich pigułek i tylko z zazdrością spoglądali na tytuły zdobywane przez Barcelonę. Taki stan rzeczy już niedługo może się jednak zmienić.
Wszystko to za sprawą nowego właściciela klubu, Alana Pace’a, który latem przejął władzę. Amerykanin chciałby, aby w teraz w Katalonii dokonał się przewrót na miarę nawet tego, co wydarzyło się już kilkanaście lat temu w Manchesterze. Tam City do pewnego momentu też mogło się przecież głównie przyglądać osiągnięciom United, ale po wkroczeniu do gry Abu Dhabi United Group “The Citizens” stali się jedną z najlepszych ekip w Europie. Espanyol chciałby przynajmniej w części powtórzyć taką historię. I rzeczywiście istnieją argumentu ku temu, by nie skończyło się jedynie na hucznych zapowiedziach.
Inaczej niż jego rodacy
W tej opowieści powiązań pomiędzy hiszpańską i angielską piłką będzie więcej, ale aby zacząć wszystko od początku, należy wrócić do wspomnianego już lata ubiegłego roku. To właśnie wtedy fundusz Velocity Sports Partners (VSP), dział inwestycyjny ALK Capital, do którego należy również Burnley, postanowił zainwestować około 130 milionów euro w kataloński klub. Tym samym po niemal dekadzie zakończyła się era chińskiego Rastar Group, które rządziło Espanyolem od 2016 roku. Nowy właściciel tuż po przejęciu ustami Pace’a podkreślał, że “tu nie chodzi o własność, tylko o zarządzenie” i zapowiedział, że zarówno fani “Pericos”, jak i “The Clarets”, mogą czuć się spokojnie, a ich kluby pozostaną odrębnymi bytami. Za zapowiedziami poszły też czyny, czym sternik zjednał sobie wielu kibiców.
- Jeśli chodzi o nowych właścicieli, to na razie ich rzeczywisty wpływ na klub i podejście do niego kibiców ma raczej charakter czysto emocjonalny. Samo przejęcie rządów w Espanyolu przez Amerykanów wywołało oczywiście spory entuzjazm w Barcelonie, ponieważ ich chińscy poprzednicy budzili spore rozczarowanie. Alan Pace jest obecny w klubie na co dzień, pojawia się też na większości meczów i spaceruje wśród kibiców jak jeden z nich. Biorąc pod uwagę, że Chen Yansheng z Rastaru nie był w Barcelonie od września 2022 roku, to już jest duża zmiana - opowiada nam Marc Mosull z katalońskiego Diari ARA.
Choć Pace do klubu wkroczył z amerykańskim optymizmem, nawet on sam był zaskoczony tym, że w Barcelonie przyjęli go niczym zbawiciela. “Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym chodził po wodzie” - odparł w rozmowie z Diario AS. Amerykanin nie spodziewał się takiego podejścia kibiców “Papużek”, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zazwyczaj jego rodacy, którzy w przeszłości inwestowali w europejskie kluby, później nie mieli najlepszej prasy, a kibice niekoniecznie pałali do nich sympatią. Być może to właśnie z tego powodu Pace przyjął w Espanyolu zupełnie inną strategię i swoją otwartością oraz transparentnością z miejsca zaczął przekonywać do siebie praktycznie wszystkich - nie tylko kibiców, ale też przedstawicieli mediów, dzięki czemu zbudował wokół siebie bardzo pozytywny PR.
- Rządy poprzednich właścicieli rzeczywiście nie były chwalone przez kibiców Espanyolu, ale mogło to wynikać być może z uwagi na ich charakterystykę. Pace zdaje się po prostu bardziej interesować futbolem niż Yansheng. Do tego ma też większe doświadczenie, jeśli chodzi o inwestycje w przemyśle piłkarskim. Dla Rastar Group zakup klubu z Barcelony był pierwszym przetarciem w futbolu. Amerykanin miał już natomiast przetarcie w Anglii, gdzie kontroluje Burnley - dodaje nasz rozmówca.
Bez gwiazd, ale z trenerem
Różnic między “The Clarets” i “Papużkami” jest jednak sporo. Podczas gdy na Turf Moore nowi właściciele mogli od początku zainwestować znaczne środki w transfery, amerykańska inwestycja w stolicy Katalonii musi bardziej przemyślana z uwagi na restrykcyjne zasady La Ligi. Poza tym, co również stara się wyartykułować Pace, Espanyol dysponuje naprawdę świetną akademią, z czego coraz mocniej stara się zresztą czerpać. Choćby w ostatnim, wygranym 2:1 meczu z Athletikiem, na boisku pokazało się czterech wychowanków Espanyolu. W zespole prowadzonym przez trenera Manolo Gonzaleza brakuje wielkich gwiazd. To nie przeszkodziło mu w zebraniu 33 punktów w 17 meczach, co na razie daje rewelacyjne piąte miejsce w tabeli.
- Gdy spojrzymy na kadrę Espanyolu w obecnym sezonie, można stwierdzić, że brakuje tam jakiejkolwiek wielkiej gwiazdy. Taką był z pewnością Joan Garcia, ale on latem odszedł z klubu. Oczywiście w zespole występują dobrzy gracze - tacy jak Roberto Fernandez, Edu Exposito czy Carlos Romero. To grupa zawodników, którzy potrafią ciężko pracować i przede wszystkim wierzą w słowa swojego trenera. To jednak z kluczowych zmian, która zaszła w tej ekipie. A sam sekret świetnej formy Espanyolu tkwi właśnie w tak dobrze zgranej drużynie - opowiada Mosull.
Za sukcesem zespołu w dużej mierze stoi właśnie trener Gonzalez. Urodził się w Galicji, ale w wieku trzech lat wraz z rodziną przeniósł się do Barcelony i to tu stawiał pierwsze kroki w futbolu. Jak sam wskazał po latach w rozmowie z Guardianem, jego sufitem była jednak co najwyżej gra w Segunda Division B, a w zrobieniu kariery przeszkodziła mu też kontuzja kolana. Porzucił marzenia o zostaniu futbolistą i zajął się trenerką. Przez lata łączył ją z pracą jako kierowca autobusu i dopiero w 2018 roku postawił w pełni na piłkę. Trenował m.in. Badalonę, a sezon 2023/2024 rozpoczął jako szkoleniowiec rezerw Espanyolu. W trakcie tamtych rozgrywek zastąpił Luisa Miguela Ramisa w roli trenera pierwszego zespołu. Miał być strażakiem, tymczasem po kilku miesiącach awansował do Primera Division, a w kolejnym sezonie utrzymał “Papużki” w elicie.
- Manolo Gonzalez zapewnił drużynie pewność siebie i takie poczucie bezpieczeństwa. Piłkarze rzeczywiście w niego wierzą, a jego filozofia odniosła skutek, co widzimy też po wynikach zespołu. W obecnym sezonie dysponuje lepszymi zawodnikami niż wcześniej i miał do tego więcej czasu, aby narzucić im swoją wizję futbolu. Dzięki temu forma drużyny uległa znaczącej poprawie. Zmiany na plus widać szczególnie, jeśli chodzi o postawę zespołu w defensywie, stałe fragmenty gry, a także sposób, w jaki podopieczni Gonzaleza są w stanie obecnie tworzyć sobie okazje bramkowe - zauważa nasz kataloński rozmówca.
Już bez kolejki górskiej
W minionym roku kalendarzowym Gonzalez poprowadził Espanyol w 37 meczach, w których zdobył 60 punktów. “Papużki” na Sylwestra udały się po pięciu ligowych wygranych z rzędu, co jest ich najlepszą serią od sezonu 1998/1999, kiedy odniosły sześć kolejnych triumfów. W sobotę mogą wyrównać tamten rekord, choć staną przed niełatwym zadaniem - ich rywalem będzie bowiem Barcelona. Espanyol po raz ostatni wygrał w derbach w 2018 roku w Copa del Rey, a na triumf w meczu ligowym czeka w sumie już 16 lat! Bez względu na wynik sobotniego pojedynku apetyty wśród fanów RCD już teraz są mocno pobudzone. Piąte miejsce na niemal półmetku sezonu to wynik, o którym przed jego startem na El Prat nikt nawet nie marzył.
- Patrząc na to wszystko realistycznie, Espanyol w obecnym sezonie nie powinien walczyć o awans do europejskich pucharów. Potrafiłbym wymienić co najmniej osiem czy dziewięć drużyn z większym budżetem i lepszym składem. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że w okresie świątecznym zespół ma na swoim koncie już 33 punkty, logika podpowiada, że powinien pokusić się o włączenie do wyścigu o grę w Europie. Choć na razie kibice na pewno nie powinni tego wymagać od zespołu. Inaczej będzie można do tego podejść, jeśli Amerykanie zimą zdecydują się wzmocnić drużynę kilkoma transferami. Na pewno przydałby się nowy skrzydłowy, a może i też dodatkowy stoper - wymienia Mosull.
Carles Bosch, jeden z mniejszych akcjonariuszy Espanyolu, pod koniec listopada nazwał erę Rastara “jazdą kolejką górską”, w której “początek był ekscytujący i oznaczał nawet grę w Europie”, później nastąpiła “burza negatywnych emocji, w tym spadków i pandemii”, a ostatecznie “sytuacja została opanowana, ale wciąż istnieją luki do naprawienia”. Bo choć klub aktualnie jest w dobrej kondycji finansowej, to gdyby pominąć pieniądze zarobione na sprzedaży Garcii do Barcelony, wówczas odnotowałby w tym roku stratę rzędu 23,4 miliona euro - a to mniej więcej właśnie kwota, którą “Papużki” pozyskały za swojego wychowanka.
- Espanyol powinien podążać kierunkiem, który przede wszystkim pozwoli mu osiągnąć stabilizację - i to pod wieloma względami. Jeśli klub chce się rozwijać, musi być stabilny zarówno w kwestiach ekonomicznych, jak i sportowych. To jest klucz do utrzymania się przez wiele lat w Primera Division, dzięki czemu będzie można wyznaczyć sobie dalsze cele. Na razie Espanyol radzi sobie tak dobrze, ponieważ dzięki sprzedaży Joana Garcii zapewnił sobie właśnie odpowiednią finansową poduszkę, a poprzez przedłużenie współpracy z Manolo Gonzalezem - ciągłość pracy i stabilizację piłkarską - podsumowuje nasz rozmówca.