Nowa "dziewiątka" dla reprezentacji? Spokojnie. Jest w życiowej formie, ale... to nie "dziewiątka"
Na przełomie 2025 i 2026 roku w drugiej Bundeslidze objawił się niespodziewany, skuteczny zawodnik z Polski. Mateusz Żukowski, wcześniej przez lata prawy obrońca albo skrzydłowy, w 1.FC Magdeburg odnalazł się na pozycji napastnika. I strzela jak nigdy wcześniej.
Łukasz Piszczek w Niemczech z napastnika i skrzydłowego został przekwalifikowany na prawego obrońcę klasy międzynarodowej. Mateusz Żukowski raczej aż takiej kariery nie zrobi, ale on idzie w drugą stronę - dotychczas znaliśmy go jako prawego obrońcę, który po transferze z Lechii Gdańsk odbił się od Rangersów (tylko jeden występ) i Lecha (tylko trzy występy), a potem jako dynamicznego, ale nieskutecznego skrzydłowego w Śląsku Wrocław, gdzie strzelił jednego gola w sezonie wicemistrzowskim i dwa gole w sezonie spadkowym.
Zamiast grać na zapleczu Ekstraklasy, wolał jednak podjąć drugą próbę za granicą i przeniósł się na zaplecze Bundesligi - do Magdeburga, gdzie gra też Dariusz Stalmach. Były pomocnik Górnika Zabrze i akademii Milanu jest jednak rezerwowym, za to cztery lata starszy Żukowski stracił początek sezonu przez kontuzję śródstopia. Odkąd jednak pod koniec listopada wskoczył do pierwszego składu, to w ośmiu meczach strzelił sześć goli. To więcej niż cały jego dorobek strzelecki w 105 występach w Ekstraklasie! Trafiał w każdym z ostatnich czterech spotkań. W tym tempie niedługo dogoni Dawida Kownackiego, który dotychczas był polskim "królem" 2. Bundesligi.
Wobec końca kariery Roberta Lewandowskiego, który nadchodzi wielkimi krokami, reprezentacja Polski bardzo potrzebuje dla niego sensownych następców (na zaraz) i konkurentów (na dziś). Skutecznych polskich "dziewiątek" raczej ubywa niż przybywa, a selekcjoner Jan Urban na razie nie ma przekonania do ligowych wyczynów Karola Czubaka czy Sebastiana Bergiera. Nic więc dziwnego, że każdy taki wystrzał jak ostatnio Żukowskiego traktujemy jak światełko w tunelu. Eksperci od piłki niemieckiej na razie jednak uspokajają. Jak w powiedzeniu, które zaskakująco dobrze się przyjęło ostatnio w mediach: ręce na kołdrę.
- Żukowski w tym sezonie strzelił sześć goli z expected goals na poziomie 6,28. Ma też pięć wykorzystanych na siedem czystych sytuacji, które w Niemczech definiowane są jako strzały, w momencie oddania których między piłką i bramką nie ma obrońcy. Jest więc całkiem skuteczny. Oddał do tej pory 29 strzałów i zanotował 14 kluczowych podań - wymienia Tomasz Urban, ekspert i komentator Eleven Sports. Zwraca on uwagę, że na papierze, rzeczywiście, Żukowski gra w zespole Petrika Sandera na "dziewiątce". W praktyce jednak jego sposób gry różni się trochę od klasycznego, środkowego napastnika.
- On nie jest "kotwicą" w polu karnym. To nie jest piłkarz, który stoi plecami do obrońców, przyjmuje długie podania, utrzymuje piłkę w ataku i próbuje ją rozegrać. To jest piłkarz, który zawsze wykorzystuje przestrzeń. Albo na przykład zejdzie do lewej strony i ścina do środka, albo dają mu piłkę na wolne pole, albo wrzucają mu piłkę na nos, tak, że on tylko dokłada stopę. Bardzo korzysta na współpracy z Barisem Atikiem. To jest jeden z najlepszych piłkarzy w całej lidze, świetny kreator. Na sześć goli strzelonych przez przez Żukowskiego, on asystował mu przy trzech. Świetnie się rozumieją - charakteryzuje.
Magdeburg ma 20 punktów po 19 kolejkach i jest na 14. miejscu, tuż nad strefą spadkową. Latem klub przeszedł spore zmiany. Stracił głównego napastnika Martijna Kaarsa i długo próbował różnych wariantów w ataku, z różnymi napastnikami, ale każdy z nich był nieskuteczny. W pewnym momencie był to zespół z najmniejszą liczbą goli w lidze. A odkąd Żukowski zaczął grać (i strzelać), zaliczyli serię pięciu meczów bez porażki, w których zdobyli aż 14 bramek. Przegrali dopiero w ostatni weekend z Dynamem Drezno (choć Żukowski znów trafił). Z Polakiem na boisku mają średnią 1,85 punktu na mecz. Bez niego - 0,66.
- Trafił w idealne środowisko. Do drużyny, która wbrew pozycji w tabeli, jak na 2. Bundesligę ma naprawdę dużo jakości i która umie go wykorzystać. Nie potrzebuje typowego napastnika, bo świetnie wykorzystuje fazy przejściowe i ma kreatywnych piłkarzy, którzy potrafią odpowiednio dograć piłkę do Żukowskiego. Ale nie mam przekonania, że to jest drugi Younes Ebnoutalib, który tej zimy zamienił 2. Bundesligę na Eintracht Frankfurt - uważa Urban. Jednocześnie docenia znakomitą formę Polaka i pewność siebie, którą zyskał
Wychowanek Lechii Gdańsk ma dopiero 24 lata i bez wątpienia duży potencjał, skoro w przeszłości uzbierał 25 występów w kadrach juniorskich - od U17 do U21. Dotychczas jego głównym atutem była szybkość. Teraz wreszcie dołożył do niej skuteczność. Jeśli podtrzyma ją przez kolejne miesiące, to kto wie? Może założy koszulkę z orzełkiem po raz 26.