Obłędna forma byłej gwiazdy Legii. Tak podbija topową ligę
Lewą nogą mógłby wiązać krawaty, kolejne asysty posyła w hurtowych wręcz ilościach. Pod kątem kreatywności przebija byłych zawodników Manchesteru United czy Atletico. Były piłkarz Legii Josue Pesqueira momentami bawi się w lidze brazylijskiej.
Serie A Betano są jednymi z najbardziej wymagających rozgrywek świata. Według wyliczeń Opta jest to szósta najlepsza liga globu, która ustępuje jedynie dobrze znanemu TOP5 z Europy. Zmagania w Brazylii stanowią połączenie naturalnej jakości, wrodzonej fantazji i agresywnej, momentami wręcz brutalnej fizyczności. Krótko mówiąc, żeby przetrwać na boiskach w Kraju Kawy, musisz być kozakiem. I jest nim Josue Pesqueira.
Znany z Legii ofensywny pomocnik w wieku 36 lat wciąż robi to, co potrafi najlepiej, czyli kreuje gole kolegom. W tym sezonie ligowym rozegrał 25 meczów, w których posłał łącznie 11 asyst. Niedawno został bohaterem derbowego starcia z Athletico Paranaense. Do 90. minuty Coritiba na własnym stadionie przegrywała 1:3. W doliczonym czasie Josue zaliczył dwa otwierające podania przy dublecie Rodrigo Moledo. Po tamtym spotkaniu A Bola nazwała go “królem asyst”, dziennikarze Globo Esporte podkreślili, że to “lider, który wyznacza tempo całej drużynie”. Trudno nie zachwycać się taką formą weterana.
Nowy dom
Josue latem 2024 roku ku niezadowoleniu wielu kibiców opuścił Legię i na zasadzie wolnego transferu wzmocnił Coritibę. Trafił wówczas do średniaka drugiej ligi brazylijskiej. Adaptacja w nowej rzeczywistości nie była przyjemnym procesem. Początkowo Portugalczyk nieszczególnie się wyróżniał, pierwsze półrocze zakończył z dorobkiem jednego gola i asysty w 14 występach. Sam przyznał, że po dziesięciu meczach miał dość i chciał odejść. Dał się jednak namówić na pozostanie, ponieważ klub obiecał stworzenie korzystniejszych warunków. Niezbyt dobrze punktującego trenera Jorginho zastąpił Mozart Batista Junior. Ofensywny pomocnik postanowił dać ekipie “Coxa-Branca” drugą szansę.
- Różnica między europejską i brazylijską piłką jest ogromna. Nie miałem o tym pojęcia, zanim sam tego nie zobaczyłem. Czym innym jest oglądanie ligi brazylijskiej, a czym innym gra. Wszystko zaczyna się jeszcze przed meczem, mówimy o lotach, które trwają po 4-5 godzin. Musimy wstawać o pierwszej w nocy, żeby zdążyć. Adaptacja do warunków wymaga czasu, bo organizm jest bardziej przemęczony - opowiedział Josue portalowi Zerozero.pt.
- Jeśli chodzi o sam futbol, nie zmieniłem zbytnio swojego stylu. Różnice dotyczą zachowań bez piłki. Trener prosił mnie o coś, do czego nie byłem przyzwyczajony. Odbyliśmy szczerą rozmowę, w której wytłumaczył, czego oczekuje. Dziś zanika moja pozycja, czyli numer 10. Większość drużyn gra z jedną “szóstką” i dwoma zawodnikami box to box. Musiałem więc nieco zmienić swoje podejście do gry. Piłka staje się bardziej fizycznym sportem. Brazylijska piłka nie jest tak zorganizowana jak europejska, ale to wynika z warunków. Albo grasz w upale, albo na boisku, które nie jest zbyt dobre. To nie ma nic wspólnego z kwestią jakości zawodników - dodał.
Na początku 2025 roku z polecenia Josue do klubu dołączył Maicon. W przeszłości obaj występowali w FC Porto, później stoper bronił barw takich klubów, jak m.in. Al-Nassr, Galatasaray czy Santos. 38-letni weteran w poprzednim sezonie stał się szefem defensywy. Coritiba miała najlepszą defensywę w Serie B, tracąc tylko 23 gole w 38 kolejkach. Maicon dbał o tyły, a z przodu czarował były bohater Łazienkowskiej.
- Boli mnie, kiedy ludzie kwestionują zawodnika jak Maicon, który tyle wygrał. Chciałbym, żeby zamknął usta wszystkim i wiem, że to zrobi. Będę jednym z pierwszych, który wstanie i będzie bił mu brawo, kiedy uciszy krytyków - przyznał w swoim stylu Josue, cytowany przez Ge.globo.
W poprzednim roku Coritiba wywalczyła bezpośredni awans, wygrywając drugą ligę. Nie zrobiła tego w pięknym stylu, średnio na mecz notowała tylko 1,02 gola. Przepisem na zwycięstwo okazało się połączenie konsekwencji i pragmatyzmu. Josue bez wątpienia zasłużył na miano architekta tego sukcesu. W tamtym sezonie był w zespole najlepszym strzelcem (siedem goli) i asystentem (również siedem). Na koniec wybrano go MVP całej Serie B. Bramy elity stanęły otworem.
Charakter i jakość
Josue przed startem tego sezonu powiedział wprost, że priorytetem drużyny będzie uniknięcie spadku. Można oczywiście mierzyć wysoko, ale trudno konkurować z hegemonami pokroju Flamengo czy Palmeiras. W debiucie na poziomie Serie A Portugalczyk niestety nie zachował się jak na lidera przystało. W starciu z RB Bragantino wyleciał z czerwoną kartką za faul na Lucasie Barbosie. To był brutalny falstart.
Josue wyciągnął wnioski i w kolejnych miesiącach notował już znacznie więcej asyst niż kartek. Po 25 występach ligowych ma na koncie aż 11 otwierających podań, co stanowi najlepszy wynik w całej lidze brazylijskiej. Wyprzedza nie byle kogo, bowiem Andreasa Pereirę, byłego zawodnika m.in. Manchesteru United (10 asyst) i Samuela Lino, który ma w CV Atletico Madryt (siedem). 36-latek jest trzeci w lidze pod względem wykreowanych tzw. dużych okazji. Już przeszedł do historii, będąc najlepszym asystentem Coritiby w pojedynczym sezonie na poziomie Serie A. Przebił wynik Alexa, który w 2014 roku wykręcił osiem otwierających podań. Rekordzistą rozgrywek pozostaje Dario Conca, w 2010 roku wykreował on we Fluminense aż 18 goli. Portugalczykowi do tego wyniku jeszcze daleko, ale kto wie, czy nie pokusi się o rekord. Pozostało mu dziesięć meczów
Josue stwarza mnóstwo goli, ponieważ jest absolutnie najważniejszą postacią w układance Fernando Seabry. W tym sezonie wśród graczy Coritiby zajmuje pierwsze miejsce pod względem kluczowych podań na mecz (2,3), dalekich podań (2,9) i średniej liczby zagrań na 90 minut (37). Musi postawić stempel na praktycznie każdej akcji w ofensywie. I to przynosi efekty, ponieważ swoimi udziałami przy bramkach zapewnił drużynie 11 dodatkowych punktów. Dzięki temu “Coxa-Branca” jest na dziewiątym miejscu w tabeli, a nie w strefie spadkowej. Celem zespołu będzie utrzymanie lokaty w TOP11, co zagwarantowałoby awans do Copa Sudamericana, czyli takiego odpowiednika Ligi Europy.
Ostatnio Coritiba została rozbita 0:5 przez Vasco da Gama, zatem jest nad czym pracować podczas przerwy reprezentacyjnej. Jako ciekawostkę można dodać, że kilka miesięcy temu trener Fernando Seabra był dosłownie o krok od objęcia Vasco, miał już nawet pożegnać się z Josue i spółką. Porozumienie jednak nie wypaliło, więc wrócił do Kurytyby.
Warszawa może tęsknić
Spoglądając na liczby i niektóre akcje lidera Coritiby, łatwo dojść do wniosku, że kogoś takiego nieco brakuje w Legii. Oczywiście, że stołeczni znajdują się obecnie w dobrym położeniu, znakomicie punktują, dzięki czemu uczestniczą w wyścigu o mistrzostwo Polski. Natomiast trudno w ekipie “Wojskowych” wskazać piłkarza, dla którego, jak to się ładnie mówi, kibice przychodzą na stadion. Pod żadnym pozorem nie chodzi tu o deprecjonowanie kadry stołecznych. Fakty są jednak takie, że dziś największa gwiazda Legii znajduje się na ławce trenerskiej, a nie na boisku. Marek Papszun stworzył doskonale funkcjonujący system, w którym interes żadnej jednostki nie przerasta potrzeb kolektywu. Aczkolwiek chciałoby się oglądać na polskich boiskach jeszcze więcej magików, którzy jednym zagraniem potrafią zmienić przebieg meczu.
- Patrząc na Legię, mam wrażenie, że nie jest problemem sama jakość piłkarska, a charakter i mentalność. W przeszłości zawodnikiem, który potrafił pociągnąć drużynę, który miał te cechy, był Josue. Dziś Legia wciąż ma oczywiście wielu bardzo dobrych piłkarzy, ale to jest tak trudna sytuacja, że czasami od tych umiejętności ważniejszy jest mental - stwierdził w lutym Maciej Murawski dla WP Sportowe Fakty. - Dlaczego odszedłem z Legii? To proste. Nie ufałem ludziom, którzy zarządzali klubem, nie ufałem projektowi. Dla mnie kwestia zaufania jest kluczowa, abym mógł czuć się szczęśliwy. Jeśli tego nie ma, jestem pierwszy, który powie, że pora odejść. Myślę, że podjąłem właściwą decyzję - to już słowa Josue w rozmowie z Pedro Serafimem.
Z perspektywy czasu Portugalczyk musi być zadowolony z wybranego kierunku. Dwa lata temu trafiał do przeciętnej drużyny z Serie B, która obecnie nie musi drżeć o utrzymanie w brazylijskiej ekstraklasie. Dołożył też coś do gabloty, dzięki czemu ma na koncie zdobyty puchar w każdym klubie, w którym grał. Do tego ściga się o miano najlepszego asystenta w topowej lidze świata. Trenera Mozarta już nie ma w Coritibie, ale jeden z jej piłkarzy wciąż potrafi grać iście koncertowo.