Słynny klub uratowany! Koniec wieloletnich męczarni. "Był jak wirus"
Wychowali mistrzów świata i wielkie gwiazdy futbolu. Przez lata należeli do francuskiej czołówki. Teraz Bordeaux pozostaje na peryferiach poważnej piłki, ale wkrótce może się to zmienić. Uwolnienie się od kontrowersyjnego właściciela ma być bowiem pierwszym krokiem na drodze do odbudowy tej zasłużonej marki.
Sześć tytułów mistrza Francji, w tym ostatni w sezonie 2008/2009, cztery krajowe puchary, a do tego finał Pucharu UEFA w 1996 roku. Pod względem osiągnięć z Bordeaux we Francji mogą równać się nieliczni. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że w klubie z Nowej Akwitanii swój talent rozwijali tacy piłkarze jak Bixente Lizarazu, Christophe Dugarry czy Zinedine Zidane, to “Żyrondystów” należy traktować jako niezwykle istotny element całego francuskiego futbolu. Sęk w tym, że już od czterech sezonów na próżno szukać ich w gronie najlepszych. Latem groził im nawet całkowity upadek. Chociaż ostatecznie tego najczarniejszego scenariusza udało się uniknąć, na razie droga powrotna do elity wydaje się bardzo kręta.
Piekło zamiast “daru z nieba”
Początek problemów Bordeaux datuje się na 2018 rok, kiedy to klub po niemal dwóch dekadach stabilnych rządów znanej francuskiej grupy medialnej M6 trafił w ręce Amerykanów z General American Capital Partners i King Street. Ci drudzy ostatecznie odkupili akcje od tych pierwszych i przez trzy lata rządzili na Stade Atlantique, ale bez większych sukcesów. Zarzucano im m.in. brak zrozumienia specyfiki klubu piłkarskiego. Pod tym względem ich następca, Gerard Lopez, wydawał się gościem z dużo większym doświadczeniem. W latach 2017-2020 w jego portfolio znajdowało się też Lille. I choć ekipę ze Stade Pierre-Mauroy zostawił w kiepskiej kondycji finansowej, to mimo wszystko kilka miesięcy później sięgnęła ona po mistrzostwo Francji.
Po przyjściu luksemburskiego inwestora kibice początkowo odetchnęli z ulgą. Po wycofaniu się z finansowania King Street klubowi groziło postępowanie upadłościowe. Poza Lopezem “Żyrondyści” nie mieli żadnej realnej alternatywy, który pozwoliłaby im na kontynuowanie działalności. Nie dziwi, że nawet przedstawiciele ultrasów określili go wtedy mianem “daru z nieba”. Nadzieja związana z nowym otwarciem szybko jednak prysła. W sezonie 2021/2022 Bordeaux po raz trzeci w swojej historii spadło z Ligue 1. To był prawdziwy cios dla mającego się dopiero rozpędzić projektu Luksemburczyka. Szczególnie że ostatecznie spadek nie przyczynił się do oczyszczenia atmosfery wokół klubu.
W kolejnych rozgrywkach “Granatowo-Biali” byli o krok od szybkiego powrotu do elity. W ostatniej kolejce podejmowali Rodez. Aby zachować szanse na awans, musieli wygrać (i to wysoko) lub liczyć na korzystny wynik rywali. Po tym, jak w 22. minucie to goście za sprawą Lucasa Buadesa objęli prowadzenie, mecz został przerwany z uwagi na atak jednego z kibiców gospodarzy na strzelca gola. Władze ligi przyznały Rodez zwycięstwo walkowerem, a Bordeaux pozostało w Ligue 2. Spędziło w niej jeszcze tylko jeden sezon. Lopez próbował sprzedać klub Fenway Sports Group, właścicielowi Liverpoolu. Rozmowy zakończyły się fiaskiem, a problemy finansowe doprowadziły do karnej degradacji do Championnat National 2, czyli na czwarty poziom rozgrywkowy.
Tańszy niż bagietka
Piłkarskie imperium Lopeza runęło niczym domek z kart. W maju 2022 roku w Belgii upadł należący do niego Royal Excel Mouscron. W Portugalii tego lata niemal taki sam los spotkał Boavistę. Kibice ze Stade Atlantique zrozumieli, że ich ukochany klub może spotkać równie tragiczny scenariusz. W czerwcu DNCG, czyli francuska komisja finansowa, podjęła decyzję o wykluczeniu Bordeaux ze wszystkich rozgrywek krajowych. To oznaczało, że “Żyrondyści” ten sezon rozpoczęli w lidze Regional 1, czyli na szóstym poziomie. Nawet to w pewnym momencie było zagrożone. Ostatecznie klub został uratowany i trafił znów do Amerykanów. 30 września fundusz inwestycyjny Park Bench ogłosił zakup akcji francuskiej ekipy za symboliczne euro, czyli mniej, niż wynosi aktualnie średnia cena bagietki w tradycyjnej francuskiej piekarni.
- Odcięcie się od Lopeza było warunkiem koniecznym na drodze do zrobienia jakiegokolwiek kroku w stronę odrodzenia klubu. Trzeba bowiem uczciwie przyznać, że w Bordeaux zdołał on “poprawić” swoje osiągnięcia z czasów, kiedy był właścicielem Lille. W tym przypadku nie tylko pozostawił po sobie ogromne zadłużenie, ale też zrzucił niezwykle zasłużony klub na poziom amatorski, pozbawiając tym samym “Żyrondystów” dobrze prosperującej akademii. Luksemburczyk przyszedł do Bordeaux z aurą mesjasza, ale okazało się, że realizuje swoją własną misję. Takie podejście wobec jego osoby już od początku budziło wątpliwości, a po wydarzeniach z kilku kolejnych lat urosło do miana zagadki idealnej dla duetu Mulder - Scully - opowiada nam Bartek Gabryś, obserwator francuskiego futbolu.
Nie powinno dziwić, że wśród kibiców wreszcie zapanował entuzjazm. Przecież Bordeaux wpadło już w taki kryzys, że zaczęli współczuć im nawet fani największych rywali. Już w kwietniu 2022 roku sympatycy FC Nantes, derbowi przeciwnicy “Żyrondystów”, pozostający w długotrwałym konflikcie z właścicielem klubu Waldemarem Kitą, wywiesili transparent: “Nawet po 15 latach Kitastrofy nie odważylibyśmy się cieszyć z przyjścia Lopeza”. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że gorzej już być nie mogło. Dlatego teraz odczuwają tak ogromną ulgę. Grupa kibicowska Kop 33, która powstała w dobie napięć między ultrasowskimi Ultramarines i North Gate Bordeaux, wezwała do jedności, a w swoim komunikacie porównała klub do feniksa odradzającego się z popiołów.
- Pozbycie się Lopeza, czyli wirusa niszczącego Bordeaux, musi być dla wszystkich jego kibiców dobrą wiadomością. Tyle że tak naprawdę dopiero teraz się zacznie. Pod względem sportowym największym wyzwaniem klubu jest oczywiście jak najszybsze wydostanie się z szóstego poziomu rozgrywkowego. Wiadomo, że niższe ligi we Francji praktycznie nie wybaczają błędów, o czym Girondins zresztą zdążyli się już przekonać w dwóch ostatnich sezonach. Podstawowym celem pozostaje odbudowa finansowa. Egzystencja bez znaku zapytania krążącego nad głową to kluczowy aspekt, aby kiedykolwiek powrócić od Ligue 1 - dodaje.
Ich miejsce jest w Ligue 1
A za tę odbudowę zabiera się grupa inwestorów, dla których Bordeaux również nie jest pierwszym piłkarskim projektem. Park Bench to większościowy właściciel grającego na zapleczu szkockiej ekstraklasy Dunfermline Athletic. Posiada też udziały w Cordobie, a według doniesień francuskich mediów także w Septemwri Sofia. Idzie w zgodzie z coraz popularniejszym trendem stawiania na dane oraz współpracę sportu z technologią. To wszystko brzmi pięknie, ale dla “Żyrondystów” najważniejsze nie będą teraz żadne wielkie deklaracje, tylko realny plan działania.
- O Park Bench dobrze świadczy już sam fakt, że mimo niepowodzenia związanego z pozostaniem Bordeaux w czwartej lidze, postanowiło pozostać w projekcie. Były początkowe wątpliwości ze strony funduszu, ale skoro Amerykanie nie zostawili klubu na lodzie, to raczej zdają sobie sprawę z zadania, które przed nimi stoi. Szczególnie w kwestii zadłużenia, które nadal jest najważniejszą przeszkodą do pokonania. Jeśli uda im się tego dokonać, a następnie zadbają o finansową stabilizację całego projektu, droga do odrodzenia będzie prostsza - mówi Gabryś.
Nowi właściciele misję ratunkową rozpoczęli od spraw finansowo-organizacyjnych. AFP i L’Equipe poinformowały, że wdrożony zostanie plan restrukturyzacji, dzięki któremu dług klubu ma zostać zmniejszony z 26 do 13 milionów euro, a jego spłata rozłożona na 12 lat. Jednocześnie po kilku miesiącach gry na innych obiektach, pod koniec października ekipa znad Garonny znów zagra na Stade Atlantique. Jej kadra składa się obecnie głównie z amatorów, ale na boisku może pojawić się pięciu zawodników z zawodowymi kontraktami. Wśród nich znalazł się m.in. Baptiste Guillaume, znany z występów w Lens, Lille czy Angers. Nikt nie zamierza teraz wydawać milionów na wielkie gwiazdy. Bordeaux chce po prostu krok po kroku wracać na właściwe tory.
- Dzięki ostatniej reformie powrót na poziom profesjonalny może być nieznacznie prostszy, bowiem “wystarczy” jedynie awans do Ligue 3. To i tak nie będzie jednak łatwe zadanie, co wynika ze wspomnianej już specyfiki niższych lig. W ostatnim czasie Girondins oczywiście stracili mnóstwo ze swojego dawnego blasku i walka o odzyskanie choćby jego części będzie bardzo trudna. To oznacza, że nowych właścicieli czeka ogrom pracy. Zwłaszcza że Bordeaux to wciąż marka - za duża, aby tak po prostu zniknąć z piłkarskiej mapy Francji - podsumowuje nasz rozmówca.