On dłużej w Lechu Poznań grać już nie może. "Kolejorzu", na zakupy!
Lech nie przegrał z Benficą przez jednego piłkarza. Był kolektywnie słabszy, jako drużyna po prostu zasłużył na taki rezultat (lub jeszcze gorszy). Trudno jednak nie uznać, że "Kolejorzowi" byłoby łatwiej, gdyby na środku ataku biegał bardziej kompetentny zawodnik.
Yannick Agnero gra w Lechu już prawie półtora roku. Od tamtej pory wystąpił w 62 spotkaniach, ale naprawdę dobre możemy policzyć na palcach jednej ręki. No, może dwóch. W tym okresie Iworyjczyk zdobył dziesięć bramek, co jest wynikiem przeciętnym, nie tylko jak na "dziewiątkę". Lepiej wypadli Mikael Ishak, Luis Palma, Pablo Rodriguez, Leo Bengtsson, a także Patrik Walemark. W tym sezonie korzystniejszy bilans ma jeszcze Allahyar Sayyadmanesh, chociaż wybiegał sporo mniej minut.
Z Benficą Agnero nie zanotował swojego najsłabszego meczu w barwach "Kolejorza", ale był to mecz bardzo sugestywny. Dobrze pokazał, że przynajmniej w tym momencie 23-latek nie nadaje się na wielkie granie i zespołowi trudno będzie wykonać wyraźny krok do przodu. Pozycja napastnika Lecha pozostaje słabo obsadzona - Ishakowi coraz trudniej oszukać wiek (zwłaszcza w europejskich pucharach), natomiast Agnero wypada poniżej oczekiwań i kwoty, jaką za niego wyłożono. Przypomnijmy, że Iworyjczyk kosztował ponad dwa miliony euro.
Niestety, ale Agnero wydaje się brakować wielu małych rzeczy, które byłby w stanie uczynić z niego piłkarza naprawdę użytecznego. Szwankuje choćby dochodzenie do okazji bramkowych. Lech przecież króluje w Ekstraklasie, żaden zespół nie strzelił więcej goli, nie ma lepszego xG, nie oddaje więcej celnych strzałów i nie kreuje więcej dogodnych sytuacji. Agnero tymczasem próżno szukać w zestawieniu najlepszych napastników.
- Strzały na 90 minut - 3,8
- Strzały celne na 90 minut - 1,6
- xG + xA na 90 minut - 0,82
W tych statystykach podopieczny Nielsa Frederiksena jest kolejno 13., 12. i 5. Przeciętny wynik w skali Ekstraklasy. Zwłaszcza, że w strzałach celnych przed Iworyjczykiem są wspomniany już Ishak, Walemark i Sayyadmanesh. Jednocześnie, 23-latek nie daje zespołowi zbyt wiele w rozegraniu. Jeśli chodzi o same liczby, wypada znacznie gorzej niż Szwed. To weteran kreuje więcej okazji, ma wyższe xA, posyła więcej celnych podań. Jego buty pozostają za duże.
Lech musi ruszyć po nowego napastnika - lub odważniej postawić na Wojciecha Szymczaka czy Kamila Jakóbczyka, którzy zdecydowanie potrzebują weryfikacji w poważniejszej piłce - bo w przeciwnym razie wciąż będzie odbijał się od drzwi Ligi Europy. Z Benficą nie było dobrze, ale można było strzelić Portugalczykom znacznie wcześniej. Choćby wtedy, gdy Pablo Rodriguez posłał bardzo groźne podanie wzdłuż linii bramkowej, a Agnero... nawet nie ruszył z miejsca. Nie wykazał żadnej chęci, aby dopaść futbolówkę. A, cytując klasyka, pudłujesz wszystkie strzały, których nie oddasz.
Na nowej "dziewiątce" wzmocnienia nie mogą się jednak zakończyć. Agnero to jeden problem, ale trzeba też przyjrzeć się środkom pomocy i obrony. Terry Yegbe miał kapitalne wejście, lecz z dobrych wspomnień pozostały tylko zgliszcza. Stoper nie daje żadnej gwarancji, rusza się dość ślamazarnie, ma niepokojącą tendencję do popełniania baboli. W drugiej linii natomiast kompletnie zawodzi Antoni Kozubal, jest cieniem samego siebie z poprzedniego sezonu. Jego również, podobnie jak Yegbe, trudno odciążyć, posadzić, zwłaszcza w obliczu kontuzji, ale też nieprzekonującej jakości konkurencji. Latem dołączył wprawdzie Gustav Berggren, ale Szwed długo bardziej przypominał transfer na alibi niż realne wzmocnienie. Dopiero z Benficą zaczął przekonywać, że gdyby zniknął, to ktoś by to zauważył.
Lechu, na zakupy, pracy jeszcze mnóstwo.